Eksperyment cz. 1

PRZED

 

Zdarzało mi się rozważać problemy długo, myśląc o nich ciągle i jakby będąc w innym świecie, nie wiedzieć czemu zapominając o całej reszcie. Znalazłem się w takim właśnie miejscu kolejny raz, gdy jadąc do domu autobusem rozmyślałem i rozmyślałem i rozmyślając tak przejechałem o siedem przystanków za daleko. Siedziałbym tak dalej i myślał nad tym moim problem gdyby kierowca, obrzuciwszy mnie gniewnym spojrzeniem, nie krzyknąłby, że koniec trasy i do zajezdni musi jechać. Wychodząc chciałem przeprosić, ale będąc roztargniony tymi moimi przemyśleniami zapomniałem, znaczy zrobiłem to w myślach, co jednak kierowcy do gustu nie przypadło i powiedział, że ja to chyba bilet kupowałem nie tak daleko jak zajechaliśmy. Przerażony, że mężczyzna ma rację bąknąłem, że przepraszam, że się zamyśliłem i zapomniałem wysiąść, bo ja to w ogóle nie w tej dzielnicy mieszkam to i po co miałbym tak daleko jechać. Wymuszono na mnie jednak okazanie biletu, co, znów przepraszając, zrobiłem, a kierowca obdarzył mnie uśmiechem z politowaniem i mandatem w wysokości mojej tygodniowej pensji.

Zdenerwowany wyszedłem z autobusu i kopiąc z tej złości kamień o mało się nie przewróciłem, bo tak ślisko było. Do domu miałem daleko, sprawdziłem więc tablicę rozkładu jazdy, ale do mojej dzielnicy nic nie jechało, o osiedlu nie mówiąc. Zrezygnowany opatuliłem się mocniej szalem i założywszy rękawiczki ruszyłem w drogę.

Śnieg sypał mocno, co chwilę wlatując mi do oczu i zacząłem żałować, że nie mam czapki, jak mi moja Asia mówiła żebym wziął. Od tej czapki nieszczęsnej zacząłem o Asieńce myśleć, zapominając choć na chwilę o moim problemie i brnąłem dalej w zimno rozgrzewając się myślą o niej. Piękna to była dziewczyna, najpiękniejsza na całej uczelni, a nawet i w mieście. Jej usta, malowane zawsze lekko czerwoną szminką były pełne i wyraziste, oczy szmaragdowe, zawsze patrzące ciekawie i starające się wszystko zapamiętać, włosy długie, jasne splatała najczęściej w warkocz lub pozwalała im samym się kręcić. Cerę miała jasną, z kilkoma piegami na twarzy, które od słońca stawały się wyraźniejsze, a zimą bledły. Była niewysoka, ale nie przeszkadzało mi to wcale, bo lubiła buty na obcasie nosić, co także i mnie się podobało i wtedy już wzrost miała odpowiedni.

Idąc tak rozmyślałem jeszcze o mojej pięknej Asi, o tym że nie tylko buzię ma ładną, ale także umysł i duszę. Najlepsze oceny zawsze dostawała prawie nie ucząc się, a i w sercu miała dużo dobroci, bo swoją wiedzę chętnie innym przekazywała. W wolne dni mnie ze sobą nie raz ciągała, żebym psy z nią ze schroniska na spacery zabierał i choć ja udawałem, że nie chce mi się, że posiedziałbym w domu, to te spacery popołudniowe to rzecz, którą uwielbiałem. Z czasem nawet i z psami się polubiłem, co myślałem, że jest niemożliwe, bo jak można polubić coś tak włochate i jeszcze z pchłami. Tak więc te spacery nasze były najprzyjemniejszą dla mnie rozrywką, psom pomogliśmy, a Asia szczęśliwa była więc i ja też, widząc jej uśmiech.

Maszerowałem tak już z pół godziny myśląc na przemian o Asi, o psach, o mandacie, ale moje myśli jednak nieubłaganie wracały do mojego problemu. Nie wiedziałem jak powiedzieć mam o tym Asieńce, a tym bardziej co z tym zrobić. Groziło mi wyrzucenie z uczelni za nieprzychodzenie na wykłady, mimo, że oceny dobre miałem, nie najlepsze, ale też nie dwóje. Jednak utrzymanie się za własne pieniądze, a oprócz siebie też kobiety, której kupienia nowych bucików odmówić nie umiałem, gdy tak na mnie patrzyła błagalnie, przerosło mnie. Chodziłem więc do pracy, ale praca ta pochłaniała czas, który na uczelni powinienem spędzać, dlatego też dostałem upomnienie, że albo zacznę uczęszczać na wykłady, albo mnie zwyczajnie wyrzucą jak nieuka jakiegoś, którym przecież nie byłem.

Zrezygnować z pracy nie mogłem, bo co mi po wykładach jeśli miałbym zagłodzić i siebie i Asię, a z uczelni rezygnować nie chciałem, bo nie po to tam się wybierałem i tyle czasu starałem. Myślałem tak więc o tym co zrobić, chciałem zasięgnąć też rady może któregoś z lektorów, przedstawić mu mój dylemat i poprosić o rozważenie, jednak nie chciałem by plotkowano o moich finansowych problemach, a i jałmużny też nie chciałem gdyby kto zaoferował. W zamyśleniu moim zapomniałem się w swoim świecie, zaskoczony więc nagłym bólem głowy rozejrzałem się i dostrzegłem słup, w który wszedłem. Przygrzmociłem nieźle i już znów denerwując się na świat zacząłem przeklinać pod nosem, że biednemu to zawsze wiatr w oczy, i masując czoło, pod którym już wyczuwałem sporego guza spojrzałem na słup wredny i wtedy stało się.

Na nim wisiała kartka z ogłoszeniem, które skrupulatnie czytać pojąłem i przestać nie mogłem. Przeczytałem od nowa nie wierząc sam sobie i myślałem, że może tak się uderzyłem, że mi się zdaje co widzę, uszczypnąłem się i zabolało, więc i ogłoszenie musiało być naprawdę. Szukając po kieszeni notesu przypomniałem sobie, że zostawiłem go w autobusie nieszczęsnym, ale znalazłem długopis i nim na ręce napisałem adres, gdzie można się było zgłosić. Wróciłem pędem do domu, już wiedząc jak mój problem finansowy rozwiązać i od progu do Asi krzyczałem wszystko na raz i dopiero gdy mnie usadziła w fotelu i zdzieliła przez głowę zacząłem tłumaczyć o uczelni, autobusie, słupie i wreszcie ogłoszeniu.

A ogłoszenie to przedziwne i niespodziewane całkiem zapraszało do wzięcia udziału w teście psychologicznym, a jeśli by się go przeszło, możnaby otrzymać dziesięciokrotność mojej pensji.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania