Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Eksperyment cz. 4

DZIEŃ 2

 

Rano

 

Obudziwszy się około dziesiątej podniosłem się z przeogromnym bólem głowy. Nigdy tak długo nie spałem, sześć godzin było maksimum mojego odpoczynku, a tu wyszło dwanaście. Zadziwiony tym zdarzeniem wstałem, przeciągnąłem się i udałem do łazienki. Ogarnąwszy moje zmierzchwione po nocy włosy, umyłem się i przebrałem, po czym poszedłem na śniadanie. Sala była przedziwna, bo tak jak i wszystko wokół idealnie biała, ale najdziwniejsze było to, że były tam tylko cztery stoły, a przy każdym tylko jedno krzesło. Tak jak i w moim pokoju nie było tam okna. Podszedłem do szwedzkiego stołu, jedzenie wyglądało apetycznie, jednakże w moim zwyczaju śniadaniem była kawa i mimo, że wiedziałem, że to niezdrowe to i tak codziennie tak czyniłem. Wszystkie naczynia również były śnieżnobiałe, zatem czarna kawa, jaką wlałem do środka wyglądała dziko i jakoś nienaturalnie, kontrastując nieprzyjemnie z wszystkim dookoła.

Usiadłem przy stole w rogu sali i popijałem tę moją kawę, żeby jak najszybciej zniknęła i nie raziła już oczu. Żałowałem, że założyłem białą koszulę i jasne spodnie, ale ten wystrój jakoś to jakby wymógł na mnie, kazał się dostosować. Skończyłem pić, odniosłem kubek, wyszedłem z pomieszczenia i skierowałem się w stronę sali pierwszej.

Panna Basia siedziała w dokładnie tym samym miejscu i dokładnie tej samej pozycji co dnia wczorajszego i przywitawszy mnie rzekła, że w pokój jest "gotowy" i mogę tam iść. Podziękowałem i wszedłem do sali.

Było tam jakoś inaczej i nie chodziło o monitor na stoliku. Jakoś... ciemniej? Nadal wszystko było białe, ale jakby mniej, już nie tak intensywnie. Siadłem przy stole i od razu na ekranie pojawił się napis.

"Podczas oglądania zdjęć spisuj swoje skojarzenia wobec nich. Nie powtarzaj dwa razy jednego skojarzenia."

Wziąłem więc do ręki długopis i czekałem na owe zdjęcia.

Na pierwszym był dom. Napisałem: "Rodzina"

Drugie to czarny kot. "Pech"

Bujany fotel w pustym pomieszczeniu. "Samotność"

Choinka. "Święta"

Pusty talerz. "Głód"

Pędzle. "Obraz"

Samochód. "Podróże"

Klucz francuski.

Dlaczego go tu umieścili? Przeszedł mnie dreszcz.

Klucz francuski.

Nie wiedziałem co wpisać. Gapiłem się tępo w ekran tylko.

Klucz francuski.

Wpisałem: "Awaria"

Butelka. "Pragnienie"

Rozbita butelka.

Co to ma być?

Rozbita butelka. "Kłótnia"

Samochód.

Rozejrzałem się niepewnie dookoła. Były tu kamery? Nie zauważyłem żadnych.

Samochód.

Jakoś zaczęło mi się gorzej oddychać.

Samochód.

Wstałem. Odetchnąłem głęboko. Usiadłem.

Samochód. "Pieniądze"

Lilie. "Śmierć"

Stół. "Matka"

Pluszowy miś.

Z czym kojarzy się pluszak? Z czym powinien?

Pluszowy miś. "Dzieciństwo"

Butelka.

Rozejrzałem się ponownie.

Butelka.

Podrapałem się za uchem.

Butelka. "Alkohol"

Rozbita butelka.

Wstałem gwałtownie, krzesło się przewróciło.

Samochód.

Cofnąłem się, plecami dotknąłem ściany.

Klucz francuski.

Nacisnąłem klamkę, zamknięte.

Stół.

Pluszowy miś.

Samochód.

Rozbita butelka.

Klucz francuski.

Lilie.

Zemdlałem.

 

Południe

 

Ocknąłem się w łóżku, ale nie w moim pokoju. Byłem w jakimś pomieszczeniu, którego nie znałem. Wyglądało jak mini-szpital, tutaj pasowała biel, chociaż i tak przeszkadzała. To nie miało nawet sensu.

W łóżku naprzeciw ktoś się poruszył, jednak nie mogłem dostrzec kto tam jest. Głowa mnie bolała. Po prawej była ściana i kolejne łóżko. W sumie jednak nie wiedziałem czy ściana, czy łóżko, czy może oba?

Było niesamowicie cicho, a jednak słyszałem piękną melodię. To chyba jedna z tych, które moja matka

nie, Asieńka

lubiła nucić krzątając się po domu.

Czy one obie to nuciły? Dlaczego niby miałyby?

Usiadłem, czułem się oszołomiony, ale jakby w maksymalnej gotowości. Spojrzałem na łóżko naprzeciw, w którym ktoś wcześniej się poruszył, ale było puste.

Co się dzieje?

Przypomniałem sobie.

Butelka.

Stół.

Pluszowy miś.

Samochód.

Rozbita butelka.

Klucz francuski.

Lilie.

Zemdlałem.

 

Wieczór

 

Obudziło mnie pukanie do drzwi. Usiadłem i spojrzałem na nie, marszcząc brwi. Co się właściwie stało? Czy ja nie byłem gdzieś indziej? Pukanie rozległo się raz jeszcze. Wstałem i powoli podszedłem do drzwi. Nacisnąłem klamkę i ujrzałem pana Jana, wyglądał na zmartwionego.

-Wszystko dobrze? Wystraszyłeś nas.

Nie przypominałem sobie przejścia na "ty".

-Już w porządku chyba, dziękuję. I przepraszam za to. Źle się poczułem.

-Dlatego je się śniadanie. Ale teraz już ci lepiej, tak?

-Tak sądzę.

-W takim razie proszę za mną.

I po prostu ruszył korytarzem. Zamknąłem więc drzwi i poszedłem za nim, jak się okazało do sali pierwszej. Po drodze pan Jan wziął teczkę z biurka panny Basi, która siedziała dokładnie w tym samym miejscu i dokładnie tej samej pozycji. Weszliśmy do sali, zniknął monitor, był tylko stół i dwa krzesła.

Usiadłem, naprzeciw mnie zajął miejsce pan Jan i wyjął mój test z poprzedniego dnia z teczki. Uśmiechnął się przyjaźnie, jednak dostrzegłem tam cień czegoś... Zadowolenia?

-Zaczynamy?

Ah tak. Omówienie.

-Tak.

-Czy jest pan biedny?

-Jestem studentem.

-Rodzice panu nie pomagają?

-Nie żyją.

-Ah. Przykro mi.

-Niepotrzebnie.

Cholera, nie musiałem tego mówić, teraz może coś pomyśleć.

-Czyli pan studiuje i pracuje?

-Tak.

-Gdzie pan pracuje?

-Tu i tam.

-Legalnie?

Przemilczałem to.

-Czym dla ciebie są przyjazne warunki?

Wdech.

-Miła atmosfera, żadnych jakichś niekomfortowych sytuacji.

-Czy taka tu jest?

Widziałem ten wzrok. Zmuszał mnie żebym powiedział "tak", że jest przyjemnie. Dlaczego więc pociły mi się ręce i byłem cały spięty?

-Nie.

-Czy panują tu przyjazne warunki?

-Tak.

Czemu to powiedziałem? Czemu zignorował pierwszą odpowiedź?

-Kim dla ciebie jest ta Asieńka?

-Narzeczoną.

Tylko ja ją nazywam Asieńką. Wpisałem "Joanna".

-Często kłamiesz?

-Nie.

-Czy to kłamstwo?

To było dziwne. Zacząłem żałować zgłoszenia.

-Tak.

-A pytanie czwarte? Też skłamałeś?

-Nie.

-Rozumiem. Co z tymi pająkami?

-Są włochate i ohydne.

-I niczego więcej się nie boisz oprócz tych włochatych i ohydnych stworzeń?

-Nie.

-Czy to kłamstwo?

-Nie rozumiem na czym ma polegać ta rozmowa.

-Omawiamy twoje odpowiedzi. Czy to było kłamstwo?

-Tak.

Dlaczego to mówiłem?

-Dlaczego stół kojarzy ci się z matką? To raczej dziwne skojarzenie.

-W moim mieszkaniu stoi jej stół. Ojciec go sam zrobił, ona pomalowała.

-Lubisz ten stół?

-Nie.

-A co z kluczem francuskim?

-A co ma z nim być?

-Skąd ta blizna na policzku?

Nie podobała mi się ta rozmowa. Chciałem wyjść.

-Miałem wypadek jak byłem młodszy.

-Samochodowy?

-Tak.

-Dziękuję ci za odpowiedzi, Antoni. Możesz wrócić do siebie.

Wstałem i wyszedłem. Bez żadnego "do widzenia" ani nic. Byłem potwornie zmęczony. Panna Basia chyba powiedziała mi dobranoc, ale ja po prostu poszedłem szybko do siebie. Otworzyłem drzwi, spojrzałem na zegarek, pora spać. Wziąłem rzeczy do przebrania, wykąpałem się, wróciłem. Na łóżku leżał pluszowy miś. Nie zauważyłem go wcześniej. Zamarłem. Patrzyłem na niego, a on na mnie swoimi guzikowymi oczami. Miał doszytą lewą nóżkę. Rozpłakałem się.

 

Noc

 

Moje ciało było jakoś dziwnie małe, jakbym był dziesięciolatkiem. Chyba przysnąłem nad rzeką. Artek biegał wesoło przy brzegu, co jakiś czas musiałem tylko na niego krzyknąć, żeby nie wchodził za głęboko, głupi młodziak. Mrugnąłem.

Ledwo oddychając ciągłem jego ciało na brzeg, kalecząc stopy o kamienie w rzece. Mrugnąłem.

Trzymałem misia w rękach. Mrugnąłem.

Ojciec stał z kluczem francuskim w ręce. Zamykam oczy.

Następne częściEksperyment cz. 5  

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania