Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Eksperyment cz. 5

DZIEŃ 3

 

Rano

 

Obudziłem się z krzykiem, cały drżący i przepocony. Sporą chwilę zajęło mi dojście do siebie, mój oddech powoli zaczynał się wyrównywać. Dawno nie miałem tych koszmarów. Właściwie od… cóż, wtedy. Niechcący zacząłem myśleć o tych sprawach, o których przysiągłem sobie nie myśleć. Popadłem w jakiś dziwny, histeryczny stan, będący właściwie na granicy obłędu. Nie chciałem o tym już dłużej myśleć, chciałem to wyrzucić z głowy. Postanowiłem wziąć prysznic. Trzęsącymi rękami popchnąłem właściwie tylko drzwi, dziękując sobie za zostawianie ich uchylonych, jako, że w tym stanie mógłbym nie odnaleźć klamki.

Wszedłem pod prysznic i odkręciłem lodowatą wodę. Musiałem się porządnie rozbudzić i sam nie wiem jak długo tam stałem, ale gdy się ocknąłem, zauważyłem, że moje ciało posiniało z zimna. Nie wycierając się nawet poszedłem do pokoju, do jedynego lustra w całym moim tymczasowym mieszkaniu.

To, co zobaczyłem przeraziło mnie. Przeraziło mnie, że nie poznałem człowieka w lustrze, a raczej, że poznałem, ale on nie był mną. Wrócił ten stan, którego unikałem tak ciężko. Nie chciałem się takim widzieć. Nie chciałem takim być. Nie mogłem znów żyć z tą osobą z lustra.

Uderzyłem go. Lustro pękło, ręka zabolała, nadal go widziałem.

Uderzyłem jeszcze raz. Pęknięcia rozeszły się bardziej, ręka zaczęła krwawić, on nadal tam był.

Nie. On był w mojej głowie, nie w lustrze. Stamtąd musiałem go wyrzucić.

Uderzyłem w lustro głową, najmocniej jak mogłem. Zrobiło mi się ciemno przed oczami, osunąłem się na ziemię. Krew ściekała mi po całej twarzy, znów znalazłem się w tym stanie, ale chyba przekroczyłem granicę obłędu. Płakałem i śmiałem się. Byłem teraz i wtedy. Byłem sobą i tamtym człowiekiem, którego nie chcę znać. Spojrzałem na własne ręce. Lewa napuchła już porządnie, jakieś kawałki lustra utknęły w kłykciach. Zobaczyłem znów tę żyłę, która zwróciła moją uwagę w czasie pierwszego testu. Znów wydawała mi się jakaś odstająca, nienaturalna, prosząca się o…

Wyjąłem kawałek lustra z ręki. Może to był dobry moment do skończenia tego wszystkiego. Nie chciałem tu być, nie chciałem być gdziekolwiek indziej. Nie chciałem pamiętać o tych zdarzeniach. O Artku, o ojcu, o matce, o Adriannie, o dziecku. Ręka mi drżała.

Szybkim ruchem pociągnąłem kawałkiem lustra po prawej ręce, robiąc głębokie i długie nacięcie, od nadgarstka do połowy ręki. Zacząłem się śmiać, po moich policzkach spłynęły łzy, aż w końcu zrobiło się ciemno.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania