Kiedyś zaświeci Słońce cz.3

05.03.2015r

 

Gdy przyjechałam do restauracji, weszłam do pokoju socjalnego. Widok, jaki w nim zastałam, bardzo mnie zaskoczył. Amelka spała na małej kanapie, a Łukasz na podłodze. Pod głową miał plecak zamiast poduszki. Gdy weszłam, obudził się. Wziął mnie za rękę i weszliśmy do kuchni.

- Śpisz tutaj? - zapytałam.

- Tak. – Spuścił głowę.

- Powiesz mi, co się dzieje?

- W nocy z niedzieli na poniedziałek spłonął nam dom. Amelka obudziła mnie w środku nocy i powiedziała, że się pali. Wziąłem ją na ręce i wyniosłem przed dom. Nie zdążyłem obudzić rodziców. Wszystko wybuchło – ściszył głos.

Zaniemówiłam. Nie spodziewałam się takiego powodu jego dziwnego zachowania.

- Tak mi przykro – szepnęłam.

- Nie chciałem, żeby ktoś się dowiedział, że tutaj śpię. Stwierdziłem, że jak znajdę sobie jakieś mieszkanie, to się stąd wyniosę i nikt się nie dowie.

- No, a jakiś wujek, kuzyn, kolega? Nie masz nikogo?

- Nikogo, kto by mi pomógł.

Wówczas do kuchni weszła Amelka: drobna, urocza, dwunastoletnia dziewczynka. Łukasz i Amelka zjedli śniadanie.

Wieczorem zostaliśmy sami. Łukasz siedział przy Amelii, chciał położyć ją spać. Opowiadał jej jakąś bajkę. Cicho weszłam do pokoju socjalnego.

- Zbierajcie się – zaczęłam.

- Co? - zdziwił się.

- Zabieram was do siebie – stwierdziłam stanowczo.

- Jak to do siebie?

- No, normalnie. Czego nie rozumiesz? Nie macie gdzie się podziać, więc pomieszkacie u mnie. Michał jest rok starszy od Amelki. Na pewno się dogadają. Mam dwa pokoje. W jednym będę ja i Michał, w drugim wy i będzie dobrze.

- Nie, Karolina. Nie możemy...

- Nie ma, że nie możecie... Musicie. Zobacz na nią. – Spojrzałam na dziewczynkę. - Ona jest wykończona samym siedzeniem tutaj. A u mnie będzie jej lepiej. Będzie miała towarzystwo.

- Jesteś pewna, że to dobry pomysł? - wahał się.

- Tak. Chodźcie, późno już.

Przyjechaliśmy do mojego mieszkania. Moi goście rozejrzeli się wokół. Amelka miała zmęczone oczy. Wtulała się w brata. Widziałam, że czuje się przy nim znacznie pewniej i bezpieczniej.

- Tu jest mój pokój, tam jest kuchnia, łazienka, salon i wasz pokój – pokazałam. - Cześć, Michał. – Weszliśmy do jego pokoju. - Słuchaj, sprawę mam.

- Co chcesz?

- Łukasz z Amelką będą u nas mieszkać przez jakiś czas. Dobrze by było, gdybyś przeniósł się na ten czas do mojego pokoju.

- Czemu tak?

- Bo ja cię o to proszę – uśmiechnęłam się.

- No, ok. – Ulżyło mi, gdy się zgodził.

Michał wziął najpotrzebniejsze rzeczy i położył się na moim łóżku.

- Dzięki, Karolina. To naprawdę dużo dla nas znaczy.

- Czujcie się, jak u siebie – uśmiechnęłam się.

- Dzięki.

 

06.03.2015r

 

Jak co rano wyprawiłam Michała do szkoły. Łukasz z Amelką też już wstali. Siedzieliśmy przy niewielkim stoliku. Jedliśmy śniadanie, choć w przypadku Amelii słowo „jeść” było mocnym nadużyciem. Wpatrywała się w leżące na talerzu kanapki. Była smutna i nieobecna. Łukasz też nie wydawał się specjalnie szczęśliwy. Nie dziwiłam się.

- Zjedz coś, mała. Karolina zrobiła takie pyszne śniadanie – Łukasz uśmiechnął się do siostry.

- Nie chcę – szepnęła.

- Chociaż jedną kanapkę.

- Nie! Ja chcę do mamy! - Wybiegła z kuchni i zamknęła się w pokoju.

- Przepraszam cię za nią, ale nie wiem, jak mam z nią rozmawiać. Nie chce jeść, mało mówi, a w nocy budziła się chyba pięć razy.

- Potrzebuje czasu. Z Michałem też tak było. Wszystko z czasem wróci do normy.

- A wcześniej umrze z głodu...

- Może nie – uśmiechnęłam się, wyciągając z szafki słoik z kremem czekoladowym. - Nie znam dziecka, które oparłoby się czekoladzie.

- Obyś miała rację.

Łukasz zaniósł siostrze kanapki z czekoladą. Tak, jak myślałam... Mój pomysł zadziałał i kilkanaście minut później Amelia przyniosła pusty talerz.

 

10.03.2015r

 

W pracy usłyszałam Łukasza rozmawiającego po niemiecku przez telefon. Język niemiecki nigdy nie był moją mocną stroną, ale udało mi się wychwycić kilka słówek, po których wnioskowałam, że Łukasz chce wyjechać do Berlina. Zdziwiłam się, bo nic wcześniej nie wspominał.

Nie podobał mi się ten pomysł. Zaczynało mi na nim zależeć. Niby nic się między nami nie działo, lecz zauważyłam, że Łukasz inaczej na mnie patrzy. Przyłapałam go nawet, jak potajemnie na mnie zerkał. To nie mógł być w przypadek. Z resztę, ja w przypadki nie wierzę. Wszystko ma jakiś sens.

Gdy dzieciaki już spały, postanowiłam porozmawiać z moim współlokatorem. Byliśmy w kuchni i sprzątaliśmy po kolacji. Łukasz mył naczynia, a ja wycierałam blat.

- Wyjeżdżasz gdzieś? - zapytałam.

- Nie, dlaczego? - odparł trochę zaskoczony.

- Przypadkiem słyszałam, jak rozmawiałeś z kimś przez telefon... Mówiłeś o jakimś wyjeździe.

- Aaa... Tak. Kolega dzwonił. Organizuje trzytygodniowe szkolenia z różnych dziedzin. Chciał, żebym przyjechał. Wiesz, nauczyłbym się czegoś i przy okazji mógłbym poznać kilka znaczących osób. Ale raczej nic z tego... - zwiesił głowę.

- Bo? - zdziwiłam się.

- Nie mogę zostawić Amelki samej. Wziąć też nie.

- Nie byłaby sama... Ma mnie i Michała. Zajmę się nią.

- Nie, nie mogę cię jeszcze o to prosić. I tak już dużo dla nas robisz.

- Ale to przecież żaden problem. Coraz lepiej się z nią dogaduję. Michał też. Zaopiekowałabym się nią.

- Gdybym wyjechał, musiałbym powierzyć ci też lokal, a to już będzie za dużo dla ciebie.

- Pracuję u ciebie już tyle czasu... Robiłam zamówienia, przyjmowałam dostawy... Zastępowałam cię już kilka razy.

- Tak, wiem, ale to było tylko na kilka dni, a nie trzy tygodnie.

- Łukasz - spojrzałam mu w oczy - jeżeli nie pojedziesz, stracisz życiową szansę i będziesz tego żałował do końca życia. Nie rób sobie tego.

- Ale nie mogę cię aż tak obciążać.

- Poradzę sobie – próbowałam go przekonać.

- Nie wątpię, ale nie mogę.

- Kiedy musiałbyś jechać?

- Pojutrze.

- No, to już się zacznij pakować. Nie pozwolę ci się tutaj marnować. Za duża okazja przejdzie ci koło nosa.

- Mówisz serio? Zajmiesz się wszystkim? - spojrzał na mnie z nadzieją.

- No, jasne. Jedź.

- Dzięki, Karola. Jesteś wspaniała – złapał mnie w pasie, podniósł i obrócił.

Postawił mnie z powrotem. Przez chwilę patrzyliśmy sobie głęboko w oczy. Uśmiechnęłam się.

- Znaczy... Ja... Yyy... Dzięki – wydusił z siebie zakłopotany.

- Nie ma problemu.

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Antoni Grycuk 4 miesiące temu
    Powtórzę się: widać, że umiesz pisać. Co prawda zdarzają się błędy, ale te widziałem też w świetnych książkach, lecz ogólne wrażenie po przeczytaniu tekstu jest takie, że jest dynamiczny, a skoro dynamiczny, to chce się czytać.

    A teraz błędy:

    Obudził się, gdy weszłam.
    Stosując tę kolejność, stwarzasz wrażenie, że wejście nie było przyczyną pobudki. Że budził, się budził i obudził, gdy weszłaś. Ja dałbym odwrotnie.

    W nocy z niedzieli na poniedziałek spłoną nam dom
    Literówka - zjedzone "ł".

    Przyjechaliśmy do mojego mieszkania. Weszliśmy do środka. Moi goście rozejrzeli się wokół.
    Śmiało możesz wyrzucić środkowe zdanie. Nic ono nie wnosi, a tylko zanudza. Ale nie upieram się, nie takie dłużyzny widziałem w książkach.

    - Nie! Ja chcę do mamy! - wybiegła z kuchni i zamknęła się w pokoju.
    Powtórzę. jeśli w didaskaliach jest coś niezwiązanego z dialogiem to dajesz z dużej po kropce. I tak tu.

    Z resztę, ja w przypadki nie wierzę.
    Spójrz sama.

    Gdy dzieciaki już spały, postanowiłam dopytać mojego współlokatora, o co chodzi z tym wyjazdem. Byliśmy w kuchni i sprzątaliśmy po kolacji. Łukasz mył naczynia, a ja wycierałam blat.
    - Wyjeżdżasz gdzieś? - zapytałam.
    Powtarzasz informację, że pytałaś o wyjazd. Zarówno jest to wcześniej, jak i w dialogu. Ja bym napisał: ...postanowiłam porozmawiać z moim współlokatorem. Byliśmy...

    Pozdrawiam.
  • Nysia 4 miesiące temu
    Dzięki za wskazówki :)
  • Bogumił 4 miesiące temu
    Nadrobiłem niedopatrzenie i postawiłem piątkę przy poprzedniej części. Autorka używa jak zwykle broni atomowej i uśmierca bliskich obydwojga bohaterów. Jak dla mnie, wbrew poprzedniemu komentarzowi, akcja toczy się nawet zbyt szybko, jak na tak doniosłe wydarzenia w życiu tych osób.
  • Nysia 4 miesiące temu
    Ok, dzięki.
  • Elorence 4 miesiące temu
    Hmm, tu jest dokładnie to samo. Znów: dziecinny styl, nijakie postacie, błędy fabularne... Już nie wspomnę o błędach w pisowni, bo jest tyle edytorów, które wskazują podstawowe błędy, że głowa mała. Publikując taki tekst bez żadnej korekty, obrażasz swoich czytelników.
    Mnie ten tekst nie zaciekawił pod każdym możliwych względem.
  • Nysia 4 miesiące temu
    Dzięki za przeczytanie.
  • Nysia 4 miesiące temu
    Skoro widzisz tyle błędów, może mógłbyś/mogłabyś kilka wypisać. Nauczyłabym się czegoś.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania