Obcy - Stara kopalnia, rozdział 1 (część 1)

Powieść z gatunku New Adult - będę dodawać tekst co tydzień w poniedziałek. Miłego czytania!

 

Okolice starej kopalni, w której mieszkają niezidentyfikowane formy życia...

 

- Łapcie ich! Nie pozwólcie im uciec! - wrzeszczał jeden z naukowców. Troje dzieci obcych uciekło z klatki, którą jeden ze stażystów laboratorium nie domknął. Dzieci chciały wrócić do swoich, do domu.

- Max! - krzyknął siwiejący mężczyzna – Jak reszta wam ucieknie, nie szkodzi! Ale złapcie tego, który ma ten diadem czy coś na głowie! On jest cenny!

- Zgłupiałeś?! Ten dzieciak jest silniejszy od konia!

- Właśnie dlatego macie go złapać! - krzyknął starzec.

Grupka stażystów wyciągnęła liny pod napięciem i wystrzeliła w stronę chłopca. Liny owinęły się wokół ciała dziecka, które donośnym krzykiem przypominającym ryk dzikiego zwierzęcia, upadło na ziemię. Starzec podszedł do dziecka i popatrzył w złote oczy. Maluch warczał i szczerzył kły chcąc ugryźć naukowca. Ten tylko przyłożył mu strzykawkę do szyi z niebieskim płynem i wstrzyknął zawartość. Chłopiec zaczął słabnąć, aż w końcu stracił przytomność.

- Nie obudzi się? - zapytał przerażony mężczyzna.

- Nie. Zabierzcie go do klatki. Widzę, że pozostali wyłapali resztę zbiegów. - dodał i otarł pot z czoła. Rozejrzał się nerwowo dookoła, jakby sprawdzając, czy rodzice nie zauważyli braku potomstwa.

- Jak starzy się dowiedzą, rozpęta się jatka…

- Nie jęcz jak ciota Herald. - odparł mężczyzna i splunął na chodnik – Dzięki tym dzieciakom pozyskamy broń, która będzie nam podległa. Będziemy mieć istoty, dzięki którym nasz kraj pokona obcych i sięgniemy po ich technologie. - dodał i pokierował się w stronę samochodu.

Gdy dzieci obcych były już zamknięte w klatce, a samochód powoli ruszał, w oddali usłyszeli donośny ryk. Mężczyznom zjeżył się włos na głowie. Jeden z nich w pewnym momencie stwierdził, że gady, które chodziły po świecie miliony lat temu wróciły do życia.

- Jedź! Jedź kurwa! - wrzasnął starzec – Jak nas teraz złapią to zostanie z nas miazga! - dodał. Kierowca wcisnął pedał gazu i z piskiem opon ruszył przez slumsy w stronę laboratorium S.A.Q.A, które znajdowało się na odludziu pomiędzy dzielnicą biedoty, a bogatszą częścią miasta.

Dojechali do olbrzymiego budynku w kształcie spodka. Kilku naukowców podjechało z wózkami po obcych. Położyli dzieci na nich, przykuli metalowymi obręczami i zawieźli do wnętrza budynku.

W sterylnym laboratorium wyciągnięto laserowy pisak. Chłopiec obudził się. Obserwował swoimi złotymi oczami otoczenie. Rażące światło lamp zniekształcało obrazy. Jego oczy nie były przystosowane do tak mocnego światła. Gdy zobaczył młodą kobietę zbliżającą się z dziwnie świecącym pisakiem, chciał się wyrwać, ale nie mógł. Po chwili poczuł palący ból w boku. Kobieta wypalała mu numer, który od teraz stanie się jego imieniem na terenie ośrodka. Gdy skończyła popatrzyła na dwóch osiłków, którzy stali przy drzwiach.

- Zabierzcie go do celi z podwójnie uzbrojonymi drzwiami. - powiedziała. W tle słychać było jęk i płacz, przypominający płacz dziecka. - Jak rana się zagoi dzieciak odzyska siły i będzie agresywny.

- To jak chcecie prowadzić badania? - zapytał jeden z nich – Nikt o zdrowych zmysłach nie wejdzie do środka.

- W celi są dysze, przez które będziemy tłoczyć gaz usypiający. Tak będzie trafiał do laboratorium. - powiedziała i schowała laserowy pisak do szuflady biurka. Popatrzyła na dziecko zobojętniałym spojrzeniem. - Chowaj złości na jutro człekokształtna istoto. Jutro pierwsze testy. Ciekawa jestem jak zniesie twój organizm ludzkie choroby. - dodała i pokazała ręką, żeby wyprowadzili wózek – Następne!

Chłopiec popatrzył na wrzeszczącą siostrę. Dziewczynka wyciągnęła rączkę do brata próbując ją złapać. Po jej policzkach spływały łzy, które perliły się jak małe diamenciki. Chciał jej pomóc, ale nie miał jak. Byli zdani na łaskę istot, których byli tak ciekawi. Gdyby nie ich ciekawość, byli by teraz z rodzicami. A tak. Byli zdani na łaskę ludzi.

 

W tym samym czasie w górach stary potentat naftowy i założyciel grupy NEMO jechał samochodem do drugiego miasta. Na siedzeniu pasażerskim siedział jego wnuk, który pierwszy raz jechał gdzieś dalej z dziadkiem. W pewnym momencie mężczyzna poczuł, jak coś uderza w samochód i traci panowanie. Auto zaczęło dachować i spadać w dół zalesionego zbocza. W końcu samochód zatrzymał się uderzając w pobliskie drzewo. Jeszcze przytomny zerknął w stronę swojego wnuka, którego dół ciała było nienaturalnie wygięte. Podczas dachowania chłopiec złamał kręgosłup.

Mężczyzna zerknął w stronę drzwi, w których jeszcze chwilę temu była szyba. Obok samochodu stał obcy. Potężny mężczyzna o złotych oczach. Od pasa w dół jego ciało pokryte było łuskami, które błyszczały jak diamenciki.

- Błagam… Błagam ratuj go. - powiedział kaszląc. Z czoła ściekała mu strużka krwi. – Ja jestem już stary, mnie anioł śmierci może już zabrać, ale ratuj jego.. On jest taki jak wy… Jest jednym z was. - istota popatrzyła na chłopca, potem na mężczyznę.

- Jak mam ci wierzyć, że nie kłamiesz? - odparł donośnym, basowym głosem.

- Moja córka została porwana przez jednego z waszych. Owocem porwania jest ten chłopiec. Nie pozwól mu umrzeć. Błagam cię.

- Pamiętam cię. - powiedział i wyszczerzył w uśmiechu ostre jak brzytwa kły – To twoją córkę porwałem dawno temu.

- Ty… Ty jesteś potomkiem alfy, który jako pierwszy wyszedł z kopalni do ludzi? - zapytał zdziwiony starzec. Dopiero teraz domyślił się, że jako jeden z nielicznych ze świata owianego tajemnicą, zechciał uczyć się ludzkiego języka. Tak jak jego ojciec. Ludzie w zamian widząc siłę, szybkość z jaką się uczył i wytrzymałość ciała, zechcieli złapać kilka osobników do badań. Niby minęło trzydzieści lat od pierwszej nagonki na obcych, ale oni nie zapomnieli wyrządzonej im krzywdy. Krzywdy, którą nadal ludzie im wyrządzali porywając ich dzieci. Były łatwym kąskiem, który nie potrafił się bronić tak jak dorosły. Przez to te istoty tak znienawidziły ludzi. Łapiąc niewinne dzieci, skazywali swoich z biedniejszych dzielnic za chciwość bogatych.

- Tak. A ty jednym z tych, który pozwolił zabić moje dzieci. - warknął.

- Twoje ostatnie dziecko siedzi obok mnie. Samochód może w każdej chwili wybuchnąć. Obiecuję ci, że moja córka nie pozwoli tknąć tego chłopca.

- Co mi po kalece? - prychnął – Ma złamany kręgosłup. Nigdy nie stanie na nogach.

- Mamy technologię, która pomoże naprawić szkody wyrządzone w wypadku. Będzie chodził. - obcy popatrzył na chłopca. Wyrwał drzwi samochodu i wyciągnął nieprzytomnego chłopca. Zaniósł go na bezpieczną odległość. Gdy chciał wrócić po starca, samochód eksplodował. Popatrzył na chłopca. Zauważył, że chłopiec miał pas z napisem „emergency”. Był tam też przycisk. Obcy wcisnął go, a przycisk zaczął pulsować.

- Zostawiam cię tutaj. - powiedział – Skoro wybrałeś życie wśród ludzi, nie zmuszę cię byś żył wśród nas. Moja kobieta jest jeszcze młoda, doczekam się następcy, który urodzi się w naszym świecie. Ale będę cię obserwował. I wszystkich tych, z którymi będziesz miał do czynienia. Ty i twoi najbliżsi zapłacą za wyrządzone nam krzywdy. Zemsta za śmierć naszych właśnie się rozpoczyna. - dodał i zniknął w zaroślach.

Będąc w bezpiecznej odległości zobaczył kobietę, którą porwał nie ze względu na zemstę, za swoje dzieci. Jej zapach działał na niego jak narkotyk, który wabił za każdym razem, gdy był w pobliżu lub czuł niedosyt.

Kobieta podbiegła do chłopca. Po jej policzkach spływały łzy. Kawałek dalej stał młody mężczyzna, który razem ze strażakami gasił płonący wrak. Wewnątrz znajdowało się zwęglone ciało mężczyzny. Chłopak rozejrzał się dookoła. Obcy wiedział, że młodzieniec domyśla się kto wyciągnął chłopaka z tykającej bomby.

Gdy chłopca zabierała karetka, obrócił się i pobiegł w stronę drugiego, ukrytego wejścia do starej kopalni. Jutro razem z pozostałymi ruszali na łowy. Mieli zamiar zabijać ludzi. Za piątkę dzieci, których ludzie porwali dzisiejszego ranka. Ale dostać się do laboratorium nie było łatwo.

Jeszcze do tej pory żył nadzieją, że uda się pogodzić dwa gatunki. Chciał tego ze względu na ludzką kobietę, którą kochał. Chciał, żeby ludzie i oni mogli żyć obok siebie. Jednak dzisiejszy akt, jakiego dokonali ludzie na grupce małych istot nie dało się wybaczyć. Zwłaszcza, że jeden z chłopców był silniejszy niż on. Silniejszy niż oni wszyscy.

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Freya pół roku temu
    Nie zamieszczaj tyle jednocześnie, ponieważ nie będą widoczne na głównej stronie portalu, program dopuszcza 2/24h...
    Jeśli chodziłoby tobie o szerszy odbiór i komentarze... Pozdrawiam
  • IvyLou pół roku temu
    Dzięki za podpowiedź! Następnym razem na pewno skorzystam gdy będę dodawać kolejny fragment tekstu!

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania