Ognie Głębin – Rozdział 5 – Almirski Pałac

Do pałacu nie weszli główną bramą, tylko boczną wnęką, którą wskazali strażnicy. Eejne co prawda natknęła się na nią już jakiś czas temu, więc nie mogło być mowy o tajemniczych, ukrytych przejściach, jednakże było to wejście o wiele mniej formalne i z reguły niewiele osób zwracało nań uwagę. Wnętrze pałacu odznaczało się takim samym, surowym pięknem, co cały Almir. Posadzkę pokrywała płytka, zimna woda oceaniczna, która, w miarę jak posuwali się naprzód, zdawała się ocieplać. W pewnym momencie korytarz zaczął się zwężać, aż dotarli do krętych, wykutych w skale schodów. U spodu były oświetlone jeszcze słabą poświatą, bijącą od wyrytych w płytach pod wodą glifów światła, lecz potem ginęły w mroku. Mag straży wyjął z małego, zielonego mieszka u pasa cztery dziwnie wyglądające, okrągłe kamyczki. Trzy z nich były niebieskie, a jeden pomarańczowy, okolone słabą poświatą. Wszystkie miały na sobie wyrzeźbiony coś jak niedokończony glif trwania. Mężczyzna roztrącił rozłożone na dłoni kamyczki i syknął z irytacją.

 

- Dawaj łapę - warknął do towarzysza. Po chwili na dłoni mężczyzny znalazła się cała zawartość woreczka, na którą składało się kilkadziesiąt różnokolorowych kamyczków oraz jeden podejrzanie wyglądający pilnik do paznokci. Eejne mimochodem zauważyła, że kolorystyka ogranicza się do ośmiu barw tęczy, włączając w to niewidoczny gołym okiem róż. Mag wybrał z garści dwa czerwone, a resztę (łącznie z pilnikiem) zsypał z powrotem do mieszka. Z przepastnej kieszeni skrytej w fałdach tasary wyjął sfatygowaną, skórzaną rękawicę, pełną niewielkich wgłębień. Wciągnął ją na rękę, po czym umieścił kamyczki we wpukleniach po jej wewnętrznej stronie. Przesunął tak uzbrojoną dłonią wpierw przed swoimi, zaraz potem przed oczami strażników. Za każdym razem rozlegał się charakterystyczny, brzęczący dźwięk. Po skończonym rytuale mężczyzna wyjął na powrót kamyczki ze wgłębień, zdjął rękawicę i włożył wszystko tam, skąd wyjął. Gdy jego wzrok padł na ścianę, Eejne zauważyła, że oczy mężczyzny świecą, jak u kota.

 

- Idziemy - rzekł. Dwóch mężczyzn chwyciło ją pod ręce, a on sam położył dłoń na barku Nejneelle'a. Pokierowali ich w górę schodów. Nie uszło uwadze prowadzonych, że strażnicy dość hojnie szafują wiedzą ewidentnie wyglądającą na tajną.

Czyżby sytuacja była tak beznadziejna, że nawet nie silili się na odrobinę dyskrecji? Nie wróżyło to dobrze dziewczynie.

Strażnicy prowadzili zaskakująco dobrze i ostrzegali przed wszelkimi spadkami czy usterkami stopni. Mimo tego Eejne potknęła się co najmniej dwukrotnie. Szli naprawdę długo, nie przystając nawet na półpiętrach, a schody, wijąc się spiralne, odkąd minęli drugie, stawały się coraz węższe. Wreszcie wstąpili w równie ciemny korytarz. Pod stopami walało się pełno gruzu, a w posadzce dało się wyczuć znaczne ubytki. Otoczył ich tak głęboki, zatęchły mrok, że najadę zastanowiło czy to miejsce zostało kiedykolwiek oświetlone, choćby po to, by nieco posprzątać. Stan korytarza podsuwał oczywistą odpowiedź.

W końcu albo to ciemność się nieco rozproszyła pod wpływem jakichś niewidocznych glifów, albo ich wzrok się już przyzwyczaił, gdy stanęli przed wielkimi, drewnianymi drzwiami, okutymi wichrostalą, najpowszechniejszym z magicznych metali, lecz nie mniej wytrzymałym, nasyconym mocą wiatru, z łatwością dostrzegli wszystkie szczegóły. Ich ramę zdobiły glify, w większości dotychczas nieznane Eejne, rzeźbione muszle, symbolizujące hołd oddawany Pani Morza, a pomiędzy nimi, jako zwieńczenie łuku półkolistych wrót, szczerzył się gargulec, o pysku psa, na którego języku przycupnął pegazik morski. Dziewczyna też, mimo początkowej trudności, ostatecznie rozpoznała kilka znaków. Między innymi ten symbolizujący salę tronową. Jej skóra zaczęła nieprzyjemnie mrowić, jak zawsze, gdy się bała.

 

„To już tutaj?" - pomyślała - „Czy właśnie teraz ważą się moje losy? Przyszłość, kara, a może nawet życie?"

 

Ta ostatnia możliwość jeszcze do końca do niej nie dotarła, ale rozumiała dość, by poczuć powoli ogarniającą ją panikę.

 

- Nie, to jeszcze nie tutaj. - Poczuła uspokajający uścisk silnej, męskiej dłoni na ramieniu. Obejrzała się i w półmroku rozpoznała twarz Nejneelle'a.

 

- Widzisz ten zawijas z pięcioma kropkami i kroplą? - kontynuował. W tym czasie strażnicy wypróbowywali kolejne ciężkie, rzeźbione klucze, przeklinając cicho. - Oznacza kolejne korytarze, to jeszcze spory kawał drogi - rzekł z łagodnym uśmiechem. Ona również uśmiechnęła się, z wdzięcznością. Chciała spytać jak dużo tych korytarzy, ale zabrakło jej odwagi.

 

- Skąd znasz glify? I to lepiej od rodowitej Allamirki? - zapytała w zamian, mając nadzieję nawiązać pogodną, niezobowiązującą konwersację, którą oderwałaby myśli od celu.

 

- Jestem posłańcem władcy jednej z Krain, wymaga się ode mnie znajomości kultur, zwłaszcza innych morskich i...

 

- Nie mów więcej, niż trzeba - wciął się ostro strażnik.

 

- Tyle sama by się domyśliła - odparł z pobrzmiewającym w głosie ostrzeżeniem, czy może oskarżeniem, wspomniawszy ich własną nieostrożność, obejmując opiekuńczo dziewczynę ramieniem.

Eejne poczuła teraz, że mężczyzna jest równie spięty co ona, jednak to dodało jej na swój sposób otuchy. Wreszcie tryumfalny okrzyk oznajmił, że strażnik dopasował odpowiedni klucz. Drzwi stawiały jeszcze drobny opór, lecz gdy wraz z towarzyszem jednocześnie nań naparli, ustąpiły z przeraźliwym skrzypnięciem, wzniecając tumany kurzu. Najada zakaszlała, zasłaniając usta dłonią. Pierwszy wszedł dowódca, potem skinął dłonią na Eejne i Nejneelle'a, a kolumnę zamknęli dwaj pozostali mężczyźni.

***

Po dłuższej chwili marszu weszli w pierwszy od dawna, oświetlony korytarz. Światło wpadające przez nieosłonięte niczym okna było tak jasne, że raziło Eejne i Nejneelle'a, nawet kiedy już zamknęli i dodatkowo osłonili oczy.

Prawdopodobnie jednak tylko im, jako że do tej pory szli w kompletnych ciemnościach, się takie wydało, gdyż strażnicy, jak zauważyła dziewczyna, gdy wstępnie się już przyzwyczaiła do zmiany warunków, nawet nie mrużyli oczu. Najwidoczniej zaklęcie dawało więcej niż jedynie widzenie w ciemnościach, choć ich źrenice wyglądały już normalnie. Eskortujący chwilę poczekali, aż podopieczni otrząsną się z pierwszego szoku, i dopiero wtedy dowódca gestem nakazał wznowienie marszu.

 

Ten korytarz, choć z pozoru bardzo różnił się od pozostałych, w rzeczywistości był tak samo zaniedbany. Posadzkę pokrywała siateczka pęknięć, gdzieniegdzie widać było odpryski, a nawet całe, kamienne bloki, pochodzące zapewne ze zwalonych kolumn, a także wyszczerbione ławy, czy pulpity.

 

Eejne trudno było uwierzyć, że pałac może być aż tak zaniedbany, jednak w miarę jak się rozglądała, zyskiwała przekonanie, że kurz tańczący na świetle, pośród skruszonych płyt i murów, ma nieodparty urok, który powoli zaczynał do niej przemawiać. Dodatkowo otwarta przestrzeń rzeźbionych okien silnie kontrastowała z poprzednią ponurą duchotą niekończącego się mroku. Dopiero teraz też poczuła, że o ile wcześniej oddychała bardzo płytko, przytłoczona ciężką aurą miejsca, może wreszcie odetchnąć. W pewnym momencie, wśród dziesiątek mebli, bloków i kolumn, zauważyła posąg.

 

Podobnie jak reszta przedmiotów, był poważnie nadgryziony zębem czasu, lecz zdołała w nim rozpoznać postać wspartego na długim miecza rycerza w pełnej zbroi, bardziej pasującej do lądowych krain, niż Archipelagu Allamirskiego. Zaciekawiona tym spostrzeżeniem, przystanęła na chwilę. Mężczyźnie brakowało nosa, a podbródek był pokryty gęstą siateczką pęknięć, rozchodzących się od wgłębienia w brodzie. Przesunęła się bliżej, dokładnie lustrując posąg wzrokiem. Szukała również ewentualnego podpisu, lecz jeśli nawet takowy był, dawno się zatarł.

 

- Maegi'lui'Mores - odezwał się Nejneelle, również przystając. Spojrzała na niego, miał zamyśloną minę, lecz w jego oczach błyszczał szacunek. Dumnie się wyprostował, jakby oddając hołd przedstawionej postaci. - legendarny mąż starożytnej królowej Almiru i jednocześnie najlepszy wojownik w dziejach miasta... - kontynuował - Choć podobno wcale taki piękny, jakim go malują, nie był - dokończył z pewną melancholią. Tymczasem najada zorientowała się, że idący dotychczas parę kroków za nimi mężczyźni, zbliżyli się, i teraz również stali przy pomniku, roztaczając podobnie uroczystą aurę, co przed chwilą Nejneelle. Wreszcie dowódca oderwał wzrok od posągu.

 

- Raen, co tak pędzisz? - warknął na maga.

 

- A wy co tak stoicie? Nie czas na podziwianie sztuki - odwarknął najad, obracając się na pięcie

-Ruchy! Bo nas noc zastanie, zanim dotrzemy choćby do przedsionka - przystanął jednak na chwilę, choć założone ręce i nerwowo tupiący sandał wyraźnie wskazywały na dalece idące zniecierpliwienie. Również zmarszczka między oczami się pogłębiła.

Dowódca chrząknął znacząco.

 

- Uważam, że nie ma powodu do zbytniego pośpiechu - rzekł sucho, lecz dało się wychwycić nutę gniewu.

 

- Nie jesteś wojownikiem, nie rozumiesz kim jest dla nas Maegi.

 

- Może... Niemniej powinniśmy już ruszać - odparł mag. Wojownik westchnął.

 

- Ruszajmy - rzekł. Posłał jednak towarzyszowi spojrzenie, mówiące: „Jeszcze porozmawiamy".

Nie uszło uwadze dziewczyny, że Raen, o ile z początku odebrała go pozytywnie, jako miłą, łagodną osobę, z każdą mijającą chwilą robi się coraz bardziej wredny i oschły. Z reakcji brodatego strażnika wywnioskowała też, że ten drugi stan przeważa. Szybko dotarli do kolejnych drzwi, mniej zdobnych, lecz wykonanych w podobnym stylu. Następny korytarz charakteryzowała mniejsza w stosunku do poprzednich surowość, a większy przepych. Na ścianach wisiały gobeliny, pomieszczenie miast glifów oświetlały pochodnie, uznawane na ogół za bardziej eleganckie, w zdobnych stojakach, gdzieniegdzie stały rzeźbione meble, a trasę wyznaczał długi, szkarłatny dywan, obszyty na brzegach złotą nicią. Od tego korytarza odchodziło też wiele odnóg, niektórych otwartych, innych oddzielonych drzwiami. Eejne czuła, że wreszcie znaleźli się we właściwej części pałacu. Obejrzała się za siebie, lecz zamiast drzwi, przez które przed chwilą weszli, zobaczyła tylko litą skałę, nie miała jednak czasu tego faktu roztrząsać, gdyż została łagodnie popchnięta w plecy.

 

- Teraz już naprawdę powinniśmy iść - szepnął drugi strażnik.

 

Minęli jeszcze trzy takie korytarze i dwie sale, aż stanęli przed wielkimi złotymi wrotami.

 

„To tutaj" - pomyślała, widząc zawinięty glif sali tronowej.

 

Poczuła na ramieniu uścisk ręki Nejneelle'a. Zdawał się bardziej rozluźniony niż wcześniej i, gdy obróciła głowę, uśmiechnął się uśmiechem, który pewnie w jego odczuciu miał być krzepiący, lecz wyszedł wyraźnie wymuszony. Najada odpowiedziała mu równie niepewnym grymasem. Brodaty elf podszedł do wrót i dotknął prostego, kanciastego glifu zwanego „czujką". Chwilę później dało się słyszeć ciche brzęczenie mechanizmu, a następnie sala tronowa stanęła otworem. Komnatę na powrót charakteryzowała mniejsza wystawność, prócz tronu, rzeźbionego, zastawionego, pełnymi egzotycznych owoców, półmiskami i szkarłatnego dywanu, na którym stał. Sam tron stał na lewo od wejścia, natomiast na wprost znajdował się otwarty łuk, wychodzący na przestronny taras, zaś zza siedziska wychodziły jeszcze dwa korytarze, również wyłożone dywanami barwy ciemnego koralu.

 

- Wejdźcie - odezwał się opanowany, męski głos. Pierwszy wszedł dowódca, stanął naprzeciwko tronu i klęknął. Za nim podążyli dziewczyna z posłańcem i pozostali dwaj mężczyźni, również klękając.

 

- Powstańcie - nakazał głos po chwili.

 

Eejne podniosła się z klęczek i ostrożnie spojrzała na zasiadającą na tronie postać. Król Timelon był typowym Almirem, o niebieskiej skórze z przebłyskami zieleni, długich prostych włosach w odcieniu wyjątkowo głębokiej czerni i takiej samej brodzie. Prócz zielonkawej przepaski biodrowej, szkarłatnego monarszego płaszcza oraz złotej, przetykanej koralem korony, był nagi, co właściwie też zbytnio nie odróżniało go od setek innych mężczyzn, których widywała do tej pory na ulicach, pomijając oczywiście faktyczne symbole władzy. Dłonie, stopy i szyję zrobiły mu przeróżne bransolety oraz wisiory, wytłaczane glifami, podobne nosiła większość Almirów. Nie wiedziała, czego właściwie się spodziewała, niemniej czuła się odrobinę zawiedziona. Tylko trzymany w lewej dłoni długi, złoty trójząb dodawał władcy odrobiny majestatu.

 

- Mówcie - rozkazał. Na przód, nie słysząc sprzeciwu, wysunął się Nejneelle.

 

- Pozdrowienia dla króla Timelona, władcy Archipelagu Allamirskiego, Protektora Ocellonu i pana Miasta Almir, od S'herena Ledoriona, władcy Krainy Linnelonn i opiekuna rzeki Linnel - rzekł uroczyście, a od ilości wymienionych tytułów oczy Eejne aż zogromniały.

 

- Daj spokój ceremoniałom, chłopcze - warknął król - znudziły mi się dobre sześć, siedem wieków temu, a i nigdy za nimi nie przepadałem.

 

Nejneelle zaczął ponownie otwierać usta, najpewniej by zaprotestować, jak że sam był uczony, jakoby na świecie nie istniało nic ważniejszego o tradycyjnego powitania, ale władca przerwał mu podniesieniem ręki.

 

- Nie interesuje mnie nic, co masz na ten temat powiedzenia, ani z jakiego znakomitego rodu się wywodzisz, ani żadne tego typu głupoty. Widywałem setki takich jak ty przez lata. Wszyscy tacy sami, niezależnie od rasy. Tym natomiast, co mnie interesuje, są wiadomość, bez zbędnych ozdobników, streść w prostych słowach... Mam nadzieję, że potrafisz...

 

Mężczyzna, czy może raczej chłopak, jakim się teraz, w obliczu wywodów władcy, wydawał, ponownie otworzył usta i znów przerwał mu ten sam gest.

 

- Czekaj, jeszcze nie skończyłem... I co tu, do cholery robi ta dziewczyna, bo za Dziką Ławicę nie uwierzę, że też jest posłańcem. Tasary to przeżytek już prawie nikt ich nie nosi poza miastem, więc na pierwszą w Moreth'ane jest tutejsza... Możesz już mówić, chłopcze.

 

Najad wzdrygnął się na dźwięk słowa „chłopcze", które zostało wypowiedziane w wyjątkowo pogardliwy sposób, lecz szybko się pozbierał, i zaczął mówić.

 

- Mam powinność zameldować... - zaczął, przybierając na powrót dumną postawę królewskiego posłańca, lecz zaraz niemalże podskoczył, słysząc pełen irytacji jęk króla.

 

Jednocześnie z otwartego korytarza za tronem dało się słyszeć dźwięk kroków. Chwilę później wyszła z niego szybkim krokiem dziewczyna w różowej sukni ozdobionej muszlami i diademie ze srebra, koralu oraz wodorostów, w eskorcie dwóch strażników.

 

- Coś się stało, ojcze? - spytała, podchodząc bliżej tronu - zostawcie nas! - powiedziała swoim strażnikom i mężczyźni się oddalili.

 

- Ojcze? - powtórzyła z nutą pretensji w głosie.

 

„Ojcze? Ona jest księżniczką!" - zrozumiała Eejneelle - „To dziwne, że teraz się tak po prostu pokazała, myślałam, że jest tylko legendą" - zastanowiła się. Król tymczasem nastroszył brwi, wpatrując się gniewnie w Nejneelle'a.

 

- Co tu się dzieje? - spytała głośno, tonem nieznoszącym sprzeciwu, księżniczka. Przeleciała wzrokiem po strażnikach, zatrzymując wzrok przy drugim eskortującym ich wojowniku.

 

- Rheg'heerri, tak?

 

- Tak, Pani - odparł mężczyzna z uśmiechem.

 

- Zbliż się, wojowniku - poleciła - powiedz, w jak najprostszych słowach, co Ciebie, a zatem i, co posłańca... Posłaniec, tak? - zwróciła się do Nejneelle'a, który przytaknął - tu sprowadza - dokończyła.

Strażnik odchrząknął.

 

- W Ashaiel widz...

 

-Nie, czekaj - dowódca drgnął i położył mu dłoń na ramieniu.

 

- Co znowu? - warknął król, poprawiając gniewnie płaszcz.

 

- Chodzi o dziewczynę - wyjaśnił mężczyzna.

 

- Właśnie - podjął władca - co z tą dziewczyną?

 

- Otóż tych dwoje, których przyprowadziliśmy, zaatakowały węże morskie, nieznanej dotychczas rasy, gdzieś koło południowego pomostu. Dziewczyna była ranna, natknęliśmy się na nich kilka przecznic dalej, ale to nieważne... W każdym razie okazało się, że te węże widziano również w Ashaiel i, podług przypuszczalnych życzeń morskiego króla z Elfador-Ashaiel, dziewczynę, za to, że je widziała, powinno się co najmniej trzymać pod kluczem, żeby niczego nie wypaplała... Tak w skrócie, ale uważam, że i tak została już poszkodowana i chcemy, ja i mój patrol, prosić o łaskę dla niej - dokończył, łamiącym się głosem. Eejne spojrzała na niego z podziwem. Wiedziała, że nie życzy jej źle, ale prawdę mówiąc, nie liczyła, że się za nią wstawi. Zwłaszcza w obliczu, jak się zdawało, życzeń najwyższego władcy morskich.

 

- Ja również - poparł tamtego posłaniec. Król westchnął.

 

- I tak usłyszała już za dużo... Możecie mówić dalej, to ile się teraz dowie, nie gra roli, co nie znaczy, że mam zamiar kogokolwiek wtrącać do lochu - uspokoił. Wszyscy przybyli wyraźnie się odprężyli.

 

- Córko, wiesz co robić - rzekł. Księżniczka wskazała Eejne gestem krzesła. Strach nagle powrócił.

 

„A co ona ma zrobić?"

 

Nejneelle'a też zaniepokoiło polecenie.

 

- Zaraz, co macie zamiar uczynić? - spytał z niepokojem, postępując parę kroków w kierunku dziewczyny.

 

- Oh, jednak potrafisz zapomnieć o formalnościach. Może jest jeszcze dla ciebie szansa - zauważył zgryźliwie władca - spokojnie, moja córka tylko usunie wspomnienia. Nie będzie pamiętać ataku i całej tej afery... No, idź już, dziewczyno, co tak stoisz?

 

Eejne posłusznie usiadła na najbliższym krześle, odprowadzana nie do końca spokojnym wzrokiem Nejneelle'a. Księżniczka jeszcze na chwilę się obróciła ku mężczyznom.

 

- Niech patrol jeszcze chwilę zaczeka, chciałabym z wami porozmawiać... Zwłaszcza z magiem - oznajmiła odrobinę złośliwym tonem. Potem dosiadła się do Eejne, podczas gdy uwagę najada ponownie zaabsorbowało przekazywanie wiadomości, choć wciąż czujnie zerkał na elfkę. Tymczasem królewska córka spojrzała jej prosto w oczy, unosząc ręce na wysokość głowy dziewczyny. Po czym, uśmiechnęła się, pogrążona w nagłym rozbłysku światła, i Eejne nie widziała już nic.

PS mam nadzieję, że jest znośny, jako że sprawdzałam tylko 5 razy

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Shogun 2 miesiące temu
    Jest jak najbardziej znośny. Jak na pięć razy, to bardzo dokładnie go sprawdziłaś. Naprawdę muszę powiedzieć, że masz talent do barwnego opisywania otoczenia, są świetne. Podoba mi się postać króla, stary, doświadczony i znudzony formalnościami, poza tym wyglądający praktycznie jak każdy inny mieszkaniec Alamiru. Na pierwszy rzut oka może wydawać się zgryźliwy i zrzędliwy, ale mimo wszystko mam co do niego pozytywne odczucia, no i zapewne nie bez powodu został królem.
    Ciekawi mnie czy mimo wszystko nasza najada będzie coś pamiętać, jak to będzie wyglądać. No, ale poczytamy zobaczymy :D
    Pozdrawiam ;)
  • Clariosis 2 miesiące temu
    Nadgoniłam wszystkie części, wo~ho! (:
    Jeżeli chodzi o kwestię techniczną, to dobrze by było, gdybyś przy dialogach dopisywała po myślniku czasem kto daną kwestię wypowiada, bo np. w 3 części, gdy Adrias rozmawiała z Eejne, zabrakło mi chwilę by się domyśleć, jaką kwestię wypowiada która bohaterka. W części 4 za to wyłapałam malutkie literówki:
    "Mimo iż na wpół ogłoszona," - ogłuszona
    "Kątem oka zauważyła jak jedna z szyj" - szyi, bo nic tutaj nie jest szyte. :)

    Jeżeli chodzi o samą historię, na razie zbyt dużych konkretów nie ma, ale powoli się to rozwija - podoba mi się tonowanie fabuły, powolne wprowadzanie postaci, by można było się z nimi oswoić, to duży plus. Podoba mi się też motyw z kamieniem duszy, i jego nazwa, Agar Eon. Czy wymyśliłaś ją sama, czy ma to jakieś znaczenie w którymś z języków naszego świata? :)
    Ciekawi mnie jak rozwinie się kwestia z księgą i czy będzie to złączone z dziwnymi stworzeniami, jakie zaatakowały biedną Eejne? Czy tak jak przedmówca myśli, czy zapamięta cokolwiek z incydentu? Zobaczymy, co tam dalej wyszykujesz dla bohaterek. (:
  • Isteri'Luene 2 miesiące temu
    Ogólnie trzecia część, mam wrażenie, wypadła najgorzej. Na pewno jeszcze niejednokrotnie będę całość poprawiać i dodam oznaczenia kto, co mówi, bo mnie samą zawsze to irytuje, że w książkach muszę liczyć potem myślniki. Co do błędów /literówek... Cóż, niestety jest to dzieło autokorekty i nie zawsze udaje mi się je wszystkie wyłapać. Np kiedy (właśnie w tym rozdziale 4) miałam przepiękne sformułowanie "ból rozgrywanego ciała", no po prostu cudowne. Zaraz te bezeceństwa poprawiam 😉
  • Clariosis 2 miesiące temu
    Isteri'Luene Literówki to normalna sprawa i każdemu, nawet profesjonaliście, się zdarzają. ;) Od tego są właśnie pre-readerzy na przykład, albo ludzie od korekty. :)
    Co do języka - bardzo ładnie! Ja osobiście do jednej z powieści też tworzę język dla jednej rasy, tworzenie nowych sformułowań potrafi być świetną rozrywką. A Agar Eon naprawdę ślicznie brzmi, i dosłowne tłumaczenie na "kamień krwi" nadaje mu atmosfery. (:
  • Isteri'Luene 2 miesiące temu
    Clariosis cieszę się, że tak uważasz ❤️
  • Isteri'Luene 2 miesiące temu
    Agar Eon to nazwa z elminu, jednego ze stworzonych przeze mnie języków, co właściwie dosłownie tłumaczy się jako kamień krwi, ale inne ludy na ogół używają tłumaczenia "kamień duszy", co pewnie też spróbuję gdzieś tam wcisnąć 😉

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania