Smurf Nihiluś w Eldorado Patelniarzy, rozdział 2: Przez zakrystię do dziewiczej błony

Robocza wersja audio: https://youtu.be/4I3iUNGto2w

 

Najwyraźniej nie zostali fanami mojego szczerego uśmiechu, bo chwilę po pojmaniu wstrzyknęli mi w dziąsła i policzki botoks. Wybrali miejsca na tyle strategiczne, że nijak nie byłem w stanie siłą mięśni mimicznych unieść kącików ust. Podejrzewałem, że nawet przy pomocy dłoni może się to okazać niemożliwe. Trochę czasu zajęło zanim zawleczono mnie tam, gdzie chciałem, ale dzięki temu mogłem przyjrzeć się dokładniej reprezentantom wrogiego obozu i innym więzionym istotom – przeważały głównie człekokształtne czworonogi, ale nie przeoczyłem również damy o frapującej urodzie w osobliwej kreacji z worka na śmieci, ani kilku patusów o prysznicopodobnych gębach, załkanych tak, że ich łzami można by chyba zapełnić wszystkie kropielnice ówczesnych świątyń. Aż mi się dziurami na sznurowadła do skarpet nalało.

 

Zawleczono mnie do celi, której kraty wykonane były z kości kończyn jakichś potężnych na oko bestyj, a ściany, posadzka i sufit utkane z gnijących ciał, być może podobnych do mnie śmiałków, którzy marzyli o tym, by raz na zawsze rozprawić się ze złem całego świata, ale nie wzięli pod uwagę jakiejś istotnej zmiennej, która uniemożliwiła realizację tego celu. Ktoś musiał się nieźle nakombinować, żeby to wszystko ze sobą poszyć w formę, która przypominała całkiem foremną celkę. Korzystałem z usług informatorów i z dronów, wcześniej nawet parę razy udało mi się zakraść do więzienia osobiście, ale ani krat celi, ani wrót sali, do której planowałem się dostać nigdy dotąd nie przekroczyłem. Z tego, co było mi wiadomo, nikt kto tego dokonał, z podobnej hecy się nie wykaraskał. W chwilach wolnych od zainteresowania straży próbowałem skonstruować z czaszek i kości pistolet na kwas, rzeźbiąc poszczególne elementy toksyną trupiego jadu i łącząc je włóknami wygrzebanych ze ściany mięśni, a choć szło mi to całkiem nieźle, nie udało mi się skitrać sprzętu do kieśni w sposób niezauważony. Jeden z dwóch wielkich drabów, którzy po mnie przyszli wyrwał mi spluwę i z głupim wyrazem twarzy, niby to przypadkiem, nacisnął cyngiel, strzykając żrącą substancją prosto w sterczący dumnie sut kamrata, który ni to z bólu, ni to z rozkoszy jęknął jak piorunem przez odbyt muśnięty. Po chwili zachichotali obaj pieszczotliwie jak wytworni i stali rezydenci loży VIP gejklubu, po czym powlekli mnie ze sobą, wykręciwszy wcześniej moje ramiona za plecy. Nadgarstki wepchnięto mi w rodzaj kajdanek skonstruowanych chyba na bazie kości miednicy. Trzymali tak, żebym przypadkiem nie przeoczył żadnego istotnego szczegółu posadzki – całkiem klawo zakonserwowane i zafugowane gałki oczne łypały na mnie uporczywie spod warstwy żywicy.

 

Kiedy przewleczono mnie przez próg sali tronowej deseń posadzki zastąpiły setki, tysiące ust zalanych spoiwem w najprzeróżniejszych grymasach, wśród których dominował grymas dziubka – najwyraźniej ofiary, które do kresu żywota zabiegały o atencję i subskrybentów zalewano żywcem. Rzucono mnie na kolana w sposób tak nietowarzyski, że gdy huknąłem kolanami o posadzkę, to aż mi w zębach zadzwoniło.

 

Ktoś najwyraźniej zadął w instrument, który kształtem i zawartością przypominać musiał sporych rozmiarów dupę, bo dźwięk rozległ się specyficzny, a i powietrze wyraźnie zgęstniało. Cieszyłem się w głębi ducha z minimalnego chociaż nacisku, który okulary wywierały na skórę i chrząstki mojego nosa. I choć powietrze starałem się wpuszczać do płuc wyłącznie drogą ustną, przyrządzony w celi chłodnik z trupiego jadu i padliny po raz drugi minął mój przełyk i wydostał się na światło w formie kontestacyjnego rzygu.

Średnia ocena: 2.7  Głosów: 6

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • yanko wojownik 5 miesięcy temu
    No coś tam chyba poniekąd dla mnie, spróbuję śledzić całość.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania