Poprzednie częściŚNIĘTY MARIAN  

Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

ŚNIĘTY MARIAN III

Rozdział III

Diablica

 

Sprawą w tym czasie najważniejszą było znalezienie pracy. A w tych czasach nie sprawiało to żadnego kłopotu. Była tylko kwestia w jakie miejsce się udać. Ja robiłem to w ten sposób:

Brałem mapę zamykałem oczy i opuszczałem palec na mapę. Tym razem wypadło

na Stargard Szczeciński. Udałem się do tego miasta, ale z pracy nic nie wyszło

i to z mojego powodu. A mianowicie okazało się że, z roztargnienia nie zabrałem ze sobą dokumentów. Gdy wracałem z powrotem do domu postanowiłem podróżować pociągiem. Stanąłem w kolejce po bilet w kasie biletowej. Nagle poczułem dziwne mrowienie na plecach. Postanowiłem obejrzeć się do tyłu, gdy to zrobiłem natrafiłem na spojrzenie nieznajomej dziewczyny. Pomyślałem sobie że ją poderwę, obejrzałem się jeszcze raz. Zdziwiłem się bardzo bo dziewczyna nadal się patrzyła i to prosto w oczy. Kupiłem bilet i poczekałem aż ona wyjdzie z kolejki. Gdy tylko kupiła bilet

i wyszła z kolejki zagadnąłem do niej:

- Czy my się skądś znamy?

- Wydawało mi się że ty, to Mirek któremu pożyczyłam kasetę.

- Nie jestem nim jak widać. A mam na imię Marian. A ty?

- Katarzyna.

- Czyli Kasia?

Zapytałem.

- Może być.

- Czy w takim razie mogę cię zaprosić na kawę?

- Czemu nie chętnie się napiję.

28

I zeszło nam na rozmowie godzinę czasu. Nadjechały nasze pociągi więc pożegnaliśmy się. Umówiliśmy się na następny dzień w Goleniowie w święto

22 lipca. Wsiedliśmy do swoich pociągów ja na Świnoujście a ona na Stargard Szczeciński. Zanim pociągi odjechały Kasia podbiegła do mnie i podając parasolkę powiedziała:

- Mi nie będzie potrzebna, a ty możesz zmoknąć.

- Ale jak ci ją oddam?

- No przecież jutro się spotkamy.

- Rzeczywiście nie pomyślałem o tym, to do jutra.

- Do jutra. Czekam.

Odpowiedziała Kasia.

Następnego dnia czekałem na Kasię na dworcu kolejowym, tak jak się umówiliśmy. To że przyjedzie tego byłem pewny, bardziej obawiałem się że jej nie rozpoznam. Gdy w końcu pociąg przyjechał pasażerowie wysiedli, ujrzałem w tłumie Kasię i od razu ją rozpoznałem. Podszedłem do niej i powiedziałem:

- Cześć. Myślałem że nie przyjedziesz.

- No co ty. Przecież musiałam odzyskać swoją parasolkę.

- Naprawdę myślałaś że przywłaszczę sobie ją?

- Przecież żartowałam. Gdzieś się przejdziemy?

- Proponuję kierunek park. Co ty na to Kasia?

- No dobrze, idziemy.

29

Szliśmy powoli rozmawiając o wszystkim. Przy okazji okazało się że Kasia zna bardzo dużo kawałów i potrafi je opowiadać. W końcu byliśmy w parku, usiedliśmy na ławce. Z torby którą miałem ze sobą wyciągnąłem butelkę wina Sangria. Kasia powiedziała:

- Szybki jesteś.

- Nie ja tylko tak. Najwyżej schowam.

- No co ty, żartowałam. A poza tym jest to moje ulubione wino.

Piliśmy z butelki bo nie mieliśmy szklanki. W pewnym momencie Kasia przejęła inicjatywę, objęła mnie i zaczęliśmy się całować. Zrobiło mi się gorąco, początkowo myślałem że to od wina. Ale było to coś innego, przecież nie raz napiłem się tak że aż się porzygałem. Znowu poczułem zapach zgniłych jajek. W pierwszej chwili pomyślałem że to Kasia z podniecenia puściła bąka. A zaraz przypomniałem sobie ten sam smród ze Śląska. Trwaliśmy dłuższy czas w namiętnym pocałunku. Miałem przez cały czas zamknięte oczy, bo tak było przyjemniej. Postanowiłem je w końcu otworzyć, gdy tylko je otworzyłem zobaczyłem coś dziwnego. Za plecami Kasi zobaczyłem długi ogon prawdopodobnie psa, wyciągnąłem lewą rękę aby go uchwycić. Kasia przerywając pocałunek zapytała mnie:

- Co się dzieje? Coś ci wypadło?

- Nie nic, coś zobaczyłem pod ławką.

- Co to było?

- Prawdopodobnie to wiewiórka.

Odpowiedziałem.

30

- Może się jeszcze napijemy?

Zaproponowałem licząc na to że, w ten sposób sytuacja trochę rozładuje się.

- To polej bo procenty uciekają.

Dokończyliśmy tą butelkę i postanowiliśmy wracać na dworzec kolejowy. Byliśmy oboje zadowoleni no i zakochani, bynajmniej jeśli chodziło o mnie. Z tego powodu nie chciałem zepsuć tego wszystkiego. Nie powiedziałem Kasi że widziałem ogon diablicy. O smrodzie nie wspominając.

Było lato ja miałem dużo czasu, Kasia z resztą też. Z tego też powodu spotykaliśmy się dosyć często. Lecz nie uprawialiśmy seksu. Po miesiącu znajomości Kasia nie wytrzymała burzy hormonów i zaproponowała mi spędzenie wspólnie nocy. Nadarzyła się ku temu świetna okazja. Otóż zdarzyło się że, jej bardzo dobra koleżanka Gabrysia zaprosiła ją do siebie na sobotę i niedziele. Kasia odmówiła jej z mojego powodu. Lecz Gabrysia tak bardzo chciała się z nią spotkać, że zgodziła się abym ja też przyjechał z Kasią. Kiedy Kasia mi o tym powiedziała, przyjąłem propozycję z zadowoleniem i któregoś piątkowego wieczoru zjawiłem się u Gabrysi w domu, gdzie już była Kasia. Nie były one same. Oprócz nich w domu była jeszcze koleżanka Gabrysi Lidka. Tak prawdę mówiąc, Gabrysia wpadła mi w oko. I myślę że, ja jej też. Ale nie zauważyłem że, Lidka przez cały czas mnie obserwowała. Wyglądało na to że, gdyby nie Gabrysia i Kasia rzuciła by się na mnie. Wszyscy trochę wypiliśmy, dobrego wina Sangria i wtedy dopiero się zaczęło najlepsze. Ja byłem sam, a one trzy. Lidka ciągle przynosiła nową butelkę wina. Wyglądało na to, jakby chciała upić Gabrysię i Kasię. No....i udało się jej.

31

Położyła obydwie spać, a sama zaciągnęła mnie do swojej sypialni. Wtedy po raz pierwszy znalazłem się w raju. Kochaliśmy się bez opamiętania, tak jakby nikogo innego nie było na świecie. To było coś cudownego, jeszcze dziś ciarki po plecach mi przechodzą, gdy o tym myślę. Wtedy właśnie przysięgliśmy sobie miłość na zawsze.

Musieliśmy jednak zakończyć cudowne spotkanie. Usłyszeliśmy głosy dochodzące z sypialni Gabrysi i Kasi. W ostatniej chwili udałem się do ubikacji, czym uratowałem sytuację. Kasia nie miała zielonego pojęcia o tym, co robiłem z Lidzią. Ale nie obyło się bez poświęcenia z mojej strony. A to dlatego że, Kasia domagała się seksu. Rad nie rad musiałem spełnić jej żądanie. Zacząłem ją namiętnie pieścić i pieszczoty moje doprowadziły mnie prawie do orgazmu. W trakcie tych pieszczot spojrzałem na głowę Kasi. Zobaczyłem jak z pomiędzy włosów wysuwają się dwa rogi kozła. Przetarłem oczy i obsunąłem ręce z pleców na pośladki. Wtedy złapałem za ogon który widziałem w Goleniowie. Byłem załamany w tej samej chwili naszła mnie taka myśl.

- A jak to wszystko od tego wina które i tym razem piliśmy. Ale przecież kochałem się przed chwilą z Lidzią i tego nie widziałem? Dało mi to wiele do myślenia. Odsunąłem się od Kasi i położyłem się na plecy.

- Co się stało?

- Spytała Kasia.

Spojrzałem na Kasię i widziałem najnormalniejszą dziewczynę. Nic a nic z tego nie rozumiałem.

- Trochę za duże tempo.

- To trochę zwolnimy.

32

Postanowiłem że nie powiem jej o tym że widziałem w niej kobietę z rogami i ogonem.

Kochaliśmy się potem uprawiając ostry seks, z tym wyjątkiem że miałem cały czas zamknięte oczy. Na pytanie Kasi dlaczego, odpowiedziałem jej że robię tak z podniecenia. Dla mnie najlepszym sposobem uprawiania seksu, był stosunek od tyłu. Wtedy Kasia nie widziała mojej twarzy. A ja nie musiałem z niczego się tłumaczyć. No i właśnie tej nocy Kasia zaszła w ciążę. Obydwoje nie mieliśmy o tym fakcie zielonego pojęcia. Po sześciu tygodniach podczas kolejnego spotkania, Kasia poinformowała mnie że jest w ciąży. Ucieszyłem się a jednocześnie zmartwiłem, bo obawiałem się o to że, dziecko które się urodzi może być diabłem. Nie dawało mi to spokoju, ciągle o tym myślałem. Chciałem nawet ukryć ten fakt przed przyszłymi teściami. Gdy rodzice Kasi dowiedzieli się o ciąży, szybko zorganizowali ślub i wesele. Oczywiste dla rodziców Kasi, że ślub miał być cywilny a potem kościelny. Chciałem zrezygnować z kościelnego i oznajmić to teściom. Ale bardzo kochałem Kasię i postanowiłem, że poświęcę się dla niej. Dlatego mimo wszystko narażę się na obrażenia wynikające z kontaktu ze święconą wodą.

Odbył się ślub cywilny, potem taryfami razem z gośćmi weselnymi udaliśmy się do kościoła w Stargardzie. W połowie drogi zapytałem kierowcę taksówki:

- Przepraszam czy w kościele potrzebne będą dowody osobiste?

- A co nie macie ich?

- No nie.

- W takim bądź razie zawracamy. Bo na pewno w kościele ślubu wam nie udzielą.

33

Trochę czasu zeszło zanim z powrotem znaleźliśmy się w drodze do kościoła. Jakie było nasze zdziwienie, gdy nieopodal drogi dojazdowej do kościoła zatrzymała nas Milicja.

- Co się stało panie władzo?

Zapytał taksówkarz.

- Proszę jechać wytyczonym objazdem.

Nakazał Milicjant.

- Ale my jedziemy na ślub do kościoła i tak jesteśmy już spóźnieni.

Powiedziała mocno zdenerwowana Kasia.

- Kościoła nie ma.

- Jak to nie ma?

Spytała Milicjanta bardzo mocno zdziwiona Kasia.

- Po prostu ziemia zadrżała i wszystko runęło i jest bardzo dużo ofiar. Odpowiedział Milicjant

- Słuchaj kochanie tam jest mama, tata i w ogóle cała moja rodzina.

Oboje wyskoczyliśmy z taksówki i biegiem udaliśmy się w kierunku kościoła. Gdy zbliżaliśmy się do miejsca gdzie powinien być kościół natknęliśmy się ekipy ratownicze w akcji, rozglądaliśmy się nerwowo po okolicy i jaka była nasza radość gdy ujrzeliśmy rodziców i gości weselnych. Stali oni i patrzeli z przerażeniem na gruzowisko z którego dochodziły jęki i krzyki przywalonych. Kasia zapytała:

- Czy wszyscy są cali?

34

- Tak. Dobrze że nie weszliśmy do środka, cały czas czekaliśmy na was. Odpowiedziała moja teściowa.

Wszyscy udaliśmy się do domu weselnego. Wiadomo było też że ślubu w dzisiejszym dniu nie będzie. Gdy byliśmy już w domu weselnym w Starej Dąbrowie, teściowa Kazimiera zapytała gości:

- Wiem że wydarzyła się taka tragedia. Ale jest tak dużo jedzenia i szkoda żeby się to wszystko zmarnowało, czy nie chcieli byście żeby dzisiaj odbyło się przyjęcie weselne, oczywiście ślub odbędzie się w innym terminie czy zgadzacie się na taką propozycje?

Wszyscy chórem stwierdzili że tak!. I przyjęcie weselne odbywało się. Ponieważ działo się to w miejscowości w której mieszkała Gabrysia i Lidka, były one też na przyjęciu. Kasia je zaprosiła, nie wyobrażała sobie przyjęcia bez nich. Kasia po cichu liczyła że, zjawi się ich brat Jarek. Jak się później okazało,

kochała się w nim. Ja o niczym nie wiedziałem, tak jak Kasia nie wiedziała o romansie moim z Lidką. Spojrzałem na Lidzię i serce zaczęło mi mocniej bić. Podeszła do mnie i powiedziała że mnie kocha, byłem bardzo zmieszany. Przecież było to moje wesele z moją żoną, którą kochałem. Chociaż? Nie wiem czy tak do końca było? Ale Lidzię kochałem i z całego serca pragnąłem. Była bardzo ładną dziewczyną i co ważniejsze, młodszą od Kasi. Odpowiedziałem jej że, szaleje za nią. I nie wiem jak bez niej wytrzymam? Gdyby nie przyjęcie, na pewno byśmy się kochali? No cóż, musieliśmy poczekać jeszcze trochę. Pozostały nam tylko namiętne pocałunki, tak aby nikt na przyjęciu nie zauważył.

35

Dziewięć miesięcy szybko minęło i Kasia pojechała na porodówkę do Stargardu,

a ja co chwilę dzwoniłem pytając czy to już?

W końcu urodziła a ja bardzo szybko przybiegłem na porodówkę i pytałem wszystkich po drodze przerażonym głosem:

- Gdzie moje dziecko?!

Wchodziłem na salę pełen obaw co zobaczę, Zostałem zatrzymany przez ordynatora, który zaprosił mnie do swojego gabinetu. Byłem zaniepokojony, przeczuwałem że coś musiało pójść nie tak z porodem. Ordynator poinformował mnie że, dziecko urodziło się zdrowe, tylko jest inne.

- Co to znaczy że jest inne?

- Musi pan sam zobaczyć?

- Odpowiedział i kazał mi ze sobą iść.

Dziecko leżało w izolatce,same. Podszedłem bliżej i...oniemiałem ze zdziwienia.

Był to chłopiec, z tym że, miał kopytka i dwa małe wypustki na główce. Natychmiast wyszedłem i udałem się do ordynatora.

- Panie doktorze zrzekam się tego czegoś. Gdzie mam podpisać?.

- Może jeszcze się pan zastanowi?

- Już podjąłem decyzję.

Odpowiedziałem ordynatorowi. Podpisałem zrzeczenie się i udałem się na salę poporodową do żony Kasi.

 

36

Podszedłem do łóżka na którym leżała Kasia.

- Widziałaś już synka?

Zapytałem.

- Tak, a coś się tobie w nim nie podoba?

- Chyba sobie żartujesz? Przecież to Diabeł czy tego nie widzisz?

Żona głupio się uśmiechając,zaryczała jak tur. I głosem jakby z tuby wykrzyczała.

- A ty co sobie myślałeś? Że kogo urodzę? Jakiegoś tam ludzkiego bachora? Nadchodzi koniec, a ty uważaj na swojego synka, on cię jeszcze dopadnie?.

Obróciłem się na pięcie i pośpiesznie opuściłem szpital w Stargardzie. Byłem cały roztrzęsiony, nie wiedziałem co dalej robić?. Byłem jednak pewien tego,

że z Kasią już dłużej nie mogę być.

Udałem się pospiesznie do Starej Dąbrowy, w nadziei że spotkam swoją ukochaną Lidzię. W domu w którym mieszkała, nie było jej. Rad nie rad, pospieszyłem do domu Gabrysi. Gdy zapukałem do drzwi,odezwała się Gabrysia.

- Wejdź Marian.

- Cześć Gabrysia.

- Cześć.

- Czy jest u ciebie Lidka?

- Nie nie ma. Lidka wyszła za mąż.

 

37

- Kiedy??

- Jakieś pół roku temu. A dlaczego pytasz o Lidzię? Przecież masz żonę i dziecko, no właśnie co się urodziło?

- Nawet nie pytaj?

- Dlaczego?

- Nie mam już żony i dziecka, urodziła Diabła.

- Co ty mówisz?

- Naprawdę widziałem go, ma kopytka i dwa małe różki.

- Mówisz poważnie?

- Jak najbardziej poważnie. Tu mam wszystko napisane przez ordynatora.

- Pokaż?

Gabrysia przeczytała wszystko uważnie i zapytała mnie.

- Co teraz zamierzasz?

- Sam nie wiem? Wszystko mi się posypało, nie wiem co robić? Z Kasią już koniec, na pewno z nią nie będę. Chyba wyjadę gdzieś daleko sąd, z dala od ludzi.

Nikomu nie jestem już potrzebny.

- Marian, co ty? Nie mów tak? A ja?

- Co ty?

- Ja ani przez moment, nie straciłam nadziei że, będziemy razem.

- Mówisz poważnie?

- Jak najbardziej. Zakochałam się w tobie od pierwszego spojrzenia.

38

- Nie mogłam patrzeć na to, jak Kaśka cię obejmuje. A jak ożeniłeś się z nią, to tydzień leżałam w łóżku, nie mogąc nic robić. Ale zawsze miałam nadzieję że, w jakiś nieznany mi sposób, jednak będę z tobą.

W tym momencie Gabrysi popłynęły łzy po policzkach. Objąłem ją mocno i tego dnia kochaliśmy się, aż do samego rana. Wyznałem jej swoją miłość, oraz że będziemy razem na zawsze. Nie mogliśmy jednak zostać w Starej Dąbrowie, ze względu na teściową i jej całą rodzinę. Nie było łatwo znaleźć pracy z mieszkaniem. Mi jednak udało się. Znalazłem pracę w Nadleśnictwie Łobez. Zamieszkaliśmy tam we dwoje a po dziewięciu miesiącach było nas czworo.

Bo urodziły nam się dwie śliczne dziewczynki Ewa i Gosia. Gabi bardzo mnie kochała i bezgranicznie ufała. Ja natomiast musiałem bardzo ciężko pracować, jako drwal- motorniczy. Było to odludzie i nie było tam żadnych rozrywek. Dla tego jeśli coś się trafiło, to wykorzystywałem okazję.

Dom mój znajdował się w leśniczówce blisko wsi Rynowo. Zdarzyło się któregoś razu, że robiłem wycinkę drewna blisko domu Bożeny. Rosły tam wiśnie których owoce były już dojrzałe. Zacząłem je zrywać i jeść, zauważyła mnie Bożena. Coś tam powiedziała do mnie i zaprosiła na kawę, oczywiście skorzystałem

z zaproszenia. Spędziłem miłe chwile, na pożegnanie dała mi wiaderko wiśni a ja zaprosiłem ją wraz z mężem na następny tydzień. Gdy już miną tydzień przyszła razem z mężem do mojego domu, wszyscy dużo wypiliśmy. Wtedy to Bożena ze wstydem powiedziała mi że, jej mąż od trzech miesięcy nie zaspokaja ją. Okazało się też że Bożena zabujała się we mnie.

39

Odpowiadając na jej prośbę i litując się nad jej losem, w końcu zgodziłem się spotkać z nią aby zrobić to co powinien zrobić prawdziwy mężczyzna.

Na drugi dzień, spotkaliśmy się w choinkach nieopodal jej domu. Gdy już leżeliśmy rozłożeni na kocu, próbując wejść w nią usłyszałem głos z jej ust który brzmiał:

- Ojojoj, ojojoj, ojojoj.

- Co się dzieje? zapytałem.

- Miałam dwie cesarki dlatego mam bardzo wąską.

- To dobrze, ja cię rozprawiczę.

Gdy w końcu udało mi się wejść w Bożenę ujrzałem przed sobą diablicę z rogami, czerwonymi oczami, ogonem i owłosieniem na całym ciele. Dodatkowo z nozdrzy Bożeny buchał gęsty dym, nie przerywałem dokończyłem stosunek

i umówiłem się z Bożeną na raz. A tych razy było ze cztery.

Musiałem w końcu wyprowadzić się z tamtego miejsca, ponieważ Bożena chciała abym zrobił jej dziecko i ożenił się z nią.

Wróciłem więc do mojego poprzedniego miejsca zamieszkania, czyli do Mokrzycy, tam dużo rozmyślałem nad wizją diablicy już wtedy dochodziłem do przekonania że jest to prawdopodobnie moja własna wizja. Nie miałem wtedy żadnych materiałów na ten temat aby to potwierdzić, był dopiero rok 1985 nie było „Nieznanego świata” i „Nie z tej ziemi” miesięczników które później czytałem.

Kilka razy jeszcze sprawdzałem inne kobiety czy są diablicami.

40

 

Doszedłem do wniosku że to ja mam w sobie diabła, lecz nie byłem tego pewien

do końca. Nie zamierzałem tego tak zostawić, postanowiłem go zdemaskować i wyrzucić z siebie. Nie wiedziałem jednak jak mam tego dokonać.

W owym czasie zaczęli przychodzić do domu mojego ojca Tadeusza świadkowie jehowy a ja przyjmowałem ich bardzo chętnie, bo jak się okazało przychodziły nauczać same kobiety. Jedna szczególnie wpadła mi w oko, na imię miała Halina i na dodatek była bardzo ładna. Mi osobiście też niczego nie brakowało. Byłem przede wszystkim młody. Postanowiłem że pod pozorem studiowania biblii uwiodę ją. W tej kwestii był jednak pewien problem, ona zawsze przychodziła z drugą kobietą. Ale

ja i ten problem rozwiązałem. Gdy już wiedziałem że Halina jest dla mnie miła

i przystępna postanowiłem umówić się z nią na randkę. W tym celu przed kolejną wizytą Haliny i jej koleżanki po fachu, przygotowałem kartkę na której wszystko wyjaśniłem. Napisałem co do niej czuję i zaproponowałem spotkanie w ustronnym miejscu. Nie było jeszcze wtedy telefonów komórkowych, więc liczyłem na to że Halina przyjdzie na spotkanie w umówione miejsce. Gdy któregoś dnia świadkowie Jehowy przyszli studiować ze mną biblię, przyszła też Halina. Zaczęliśmy rozmawiać a rozmowa rozwinęła się i przedłużyła. Koleżanka Haliny poprosiła o możliwość skorzystania z toalety, a ja w tym czasie podałem Halinie kartkę. Wzięła ją ode mnie i szybko ukryła przed koleżanką. Obie panie pożegnały się i poszły głosić dalej. A ja niecierpliwie czekałem na środę, bo właśnie w tym dniu miałem spotkać się z Haliną. Ciekawiła mnie jeszcze jedna kwestia a mianowicie to, czy bycie świadkiem Jehowy zlikwiduje wizję diablicy, przy ewentualnym stosunku z Haliną.

41

Przyszła w końcu środa a ja czekałem w umówionym miejscu, nad jeziorkiem w Mokrzycy, w miejscu gdzie brat Stefan łowił szczupaki. Po niedługim oczekiwaniu przyszła na spotkanie Halina. Bez zbędnych ceregieli zaczęła ściągać z siebie ubranie, położyła się naga w wysokiej trawie i powiedziała do mnie:

- Na co czekasz, rozbieraj się.

Pośpiesznie zrzuciłem z siebie wszystko i rozpocząłem pieszczoty, jakie było moje zdziwienie gdy ujrzałem przed sobą leżącą na trawie diablicę, różniła się tylko znakiem na owłosionej klatce piersiowej. Były to cztery litery JHWH. Seks z Haliną był wspaniały, ale poczucie bezsilności które dopadło mnie, było przytłaczające. Po tym jednym razie zakończyłem bliższą znajomość z Haliną, nabrałem też niechętnego stosunku do świadków Jehowy. Od tej pory uważałem ich za dziwnych ludzi. Takich którzy według mnie nie mają własnego zdania. Sądziłem że dowiem się od nich czegoś więcej na temat diabła, szatana, duchów czy duszy. Lecz niczego ciekawego od nich się nie dowiedziałem, prócz tego że powinienem posiadać biblię ze starym testamentem.

W tych latach nie było jej w sprzedaży. Nie płodziłem też więcej dzieci, gdyż obawiałem się że następne może okazać się diabłem. Zwłaszcza po opowieści sąsiadki Kalinowskiej. Opowiadała ona o tym że, ponoć jedna kobieta urodziła żabę. Początkowo śmiałem się z tego, ale biorąc pod uwagę moje przeżycia i wizje przestałem się śmiać. Kalinowska twierdziła że ta kobieta chodząc w ciąży zapatrzyła się na żabę. Ta sytuacja u mnie nie występowała, ale dała mi jedynie dużo do myślenia.

 

42

CDN......

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania