Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

ŚNIĘTY MARIAN - VI

Rozdział VI

Moje Miasto Śnięte

Część 1

 

Moje życie nocne nie opierało się jedynie na sprawach seksualnych. Miałem jeszcze w zanadrzu inne ciekawsze zajęcie. Dysponując wolnym czasem, zająłem się na poważnie rozwojem swojej osoby. W tym celu w postaci energii, udałem się do Jerozolimy. Chciałem sprawdzić czy tam rzeczywiście znajduje się czakram mocy ziemskiej. Gdy już tam dotarłem, to stanąłem przed ogromną złotą bramą. Była okrągła a zrobiona jakby z energii. Stałem jakiś czas aby ktoś mnie wpuścił do środka. W końcu zdenerwowany zapytałem, oczywiście w myślach ponieważ byłem białą energią myśli.

- Czy ktoś mi otworzy? I czy w ogóle ktoś mnie słyszy?

Dało się usłyszeć cichutką odpowiedź

- Włóż rękę w bramę.

Wysunąłem więc rękę dotykając bramy. I w tym samym momencie znalazłem się wewnątrz. Cały dotychczasowy świat zniknął. To co zobaczyłem nie było podobne do niczego co było mi znane. Pomyślałem: - Chyba jestem w mieście świętym, o którym czytałem w biblii jak i w innych pismach.

 

76

Znajdowałem się w bardzo długim korytarzu, który był pełen istot energetycznych. Krzątały się one przy ścianie przez którą ja przeszedłem. Postanowiłem zapytać je co robią, bo gdzie byłem to już wiedziałem. Pomyślałem o istocie która była najbliżej mnie, i znalazłem się naprzeciwko jej. Zapytałem ją w myślach:

- Co robisz?

Istota nie odpowiedziała, spytałem po raz drugi.

- Co robisz?

Dalej nic. Pomyślałem wtedy że chyba nie zna Polskiego.

Zapytałem więc po raz trzeci:

- Czy rozumiesz co do ciebie mówię?

Istota wypuściła z siebie snop energii, na końcu której w okręgu pojawiło się kilkanaście znaków. Zrozumiałem że muszę wypuścić takie same znaki aby się porozumieć. Przyjrzałem się dokładnie znakom myśląc jednocześnie o nich, udało mi się utworzyć takie same. Znaki istoty i moje dopasowały się do siebie i połączyły się. W jednej chwili promień energii istoty i mój wycofały się. W tej samej chwili usłyszałem w myślach:

- Witam, skąd jesteś?

- Jestem z Polski.

- Co ty nie powiesz, naprawdę?

I prawie natychmiast rozległ się donośny świst, podobny do przelatującego samolotu odrzutowego. Wszystkie istoty które pracowały przy złotej ścianie, natychmiast obstąpiły mnie.

77

Poczułem się bardzo dziwnie, zapytałem więc istotę z którą uprzednio rozmawiałem:

- O co chodzi, co się stało?

- Pytasz o co chodzi i co się stało. Jeśli jesteś z Polski tak jak twierdzisz, to właśnie na ciebie czekamy od wieków.

- Jesteś najważniejszą istotą w naszym świętym mieście. To się właśnie stało.

- Skąd takie twierdzenie i taka pewność, że to właśnie ja jestem?

- Istnieje w nas taka wiedza i takie przekonanie, że koniec naszego trudu nastąpi wtedy, gdy przyjdzie istota która na pytanie skąd jesteś odpowie - z Polski. Bo wiesz my jak sprawdzamy skąd przychodzimy, otrzymujemy zawsze odpowiedź - z wieczności. Istoty przechodząc z jednego ciała do drugiego, pozbawiają się poczucia przynależności do kraju, regionu czy planety. Teraz wiemy że czas się wypełnił.

- No dobrze ale ja jeszcze żyję w ciele fizycznym, jeszcze nie umarłem.

- To nie szkodzi dla nas 30 czy 40 lat to prawie jak nic.

- Trochę tego nie rozumiem, przecież jestem przeciętnym człowiekiem. Są zapewne lepsi ode mnie, a poza tym robiłem różne złe rzeczy.

Ale za to dokonałeś i zrobiłeś rzecz nieprawdopodobną i praktycznie nie możliwą. Pokonałeś jednego z nas. My wszyscy jesteśmy prawie sobie równi, a różnice są niewielkie. Ty pokonałeś jedną z najsilniejszych istot po między nami.

78

-Tak więc czy chcesz czy nie, jesteś najważniejszy. A teraz możesz odejść i zająć się swoim życiem. Gdy przyjdzie czas na ciebie ponownie się zobaczymy.

Wysłuchałem istoty i na koniec zapytałem:

- Co wy robicie przy tej ścianie złotej energii? A w ogóle z czego ona jest zbudowana?

- Wzmacniamy ją bo jest to ściana zewnętrzna, najbardziej narażona na uszkodzenia. A zbudowana jest z ludzkich myśli.

Odparła istota z która przez cały czas rozmawiałem.

- No dobrze to chciałbym wydostać się stąd.

Powiedziałem i w jednej chwili znalazłem się, przy bramie wyjściowej. Pomyślałem o swoim domu i w tym momencie patrzyłem na sufit leżąc na tapczanie. Wyszeptałem do siebie:

- To jestem tak jakby wybrańcem bogów, czy istot. To trochę dużo jak na mnie, będę musiał przywyknąć do tego .

Zrozumiałem że życie na planecie takie jakie jest obecnie, zależy tylko od tego jak długo ja będę żył w swoim ciele fizycznym. Doszedłem też do wniosku, że niższe istoty w ciele człowieka też idą na zatracenie. Staną się budulcem ściany zewnętrznej świętego miasta. Zastanawiałem się również, czy dać niektórym z ludzi szansę na przeżycie. Chociaż ja samodzielnie doszedłem do wszystkiego i nikomu nic nie jestem winien. Doszedłem do wniosku że jeśli dam jednak komuś szansę, ten ktoś może tego nie docenić.

Świat powstały na takich podstawach będzie wypaczony i nie godny żeby istniał.

W rezultacie postanowiłem, że nikomu nie dam szansy na przeżycie.

79

Postanowiłem że zabawię się ludźmi, którzy i tak pójdą na zatracenie w chwili mojej śmierci fizycznej. Długo się zastanawiałem od czego by zacząć zabawę. Wpadłem na świetny pomysł. Pomysł mój dotyczył papieża Franciszka.

Położyłem się spać w swoim pokoju. Gdy zasnąłem, jak zwykle znalazłem się poza ciałem. Pomyślałem, o Watykanie i w tej samej chwili tam się znalazłem. Zaraz też pomyślałem o papieżu i bujam nad jego głową. Papież spał a ja zbliżyłem się do jego głowy. Myślałem w tym czasie o jasnej kuli energii myśli,

która znajdowała się w jego głowie. Ponieważ wcześniej byłem już skalibrowany ze wszystkimi istotami myślącymi, nie było problemu. Natychmiast połączyłem się z myślami papieża. W związku z tym że posiadałem myśl dominującą, z łatwością narzuciłem Papieżowi swój sposób myślenia.

Gdy Franciszek obudził się nie przeczuwał co się wydarzy.

Był to dzień wigilii bożego narodzenia. Miał on wygłosić homilię i błogosławieństwo urbi et orbi, czyli miastu i światu. W tym celu wyszedł jak zwykle na balkonik

w oknie. Na placu zgromadziły się tłumy wiernych z całego świata. Papież rozpoczął nietypowo od słów:

- Czy wierzycie w boga?

Tłum na placu chórem skandował Yes czyli tak.

- To chciałem was powiadomić, że bóg nie istnieje. A to w co wierzycie to

banialuki i jakieś pierdoły dla grzecznych dzieci.

W ten właśnie sposób przemówił Papież do wiernych na całym świecie.

A tłum zamarł w bezruchu. Papież mówił dalej:

-Ale za to jest grupa pierdzieli, którzy pouczają innych sami będąc nieudacznikami.

80

Dopiero w tym momencie zareagowała ochrona, odciągając Papieża od mikrofonu.

Pech chciał że gdy go ciągnęli, któryś z ochroniarzy zaczepił butem o kabel mikrofonu. Mikrofon wraz ze stojakiem przewrócił się prosto na Papieża. A Papież długo nie myśląc schwycił go lewą ręką, prawą wyciągnął w kierunku Polaków zgromadzonych na placu i powiedział po polsku:

- To od was przyjdzie Antychryst.

W końcu ktoś wyciągnął wtyczkę z gniazdka. Ochroniarze wyciągnęli Papieża z okna Natomiast tłum na placu był całkowicie ogłupiały. Ludzie na placu mówili jeden do drugiego:

- Co on powiedział, że boga nie ma, że to pierdoły. Jeszcze to że z Polski przyjdzie Antychryst, on oszalał. Oglądałem to wszystko w telewizji i miałem ubaw po pachy. Czekałem tylko na dalszy ciąg wydarzeń. Wkrótce z telewizji dowiedziałem się, że Papieża przebadali biegli psychiatrzy. Stwierdzili że jest on opętany przez diabła. Umieszczono go w rezydencji Ka-sten Gandolfo, równocześnie wysyłając na wcześniejszą emeryturę. Jednocześnie uruchomiono procedurę wyboru nowego Papieża. W ciągu miesiąca odbyło się konklawe, wybrano nowego Papieża. Został nim kardynał z Ghany Umbo Makumba. W śrut wiernych chrześcijan nastąpiła konsternacja i ogromne zdziwienie. Nie dość że ich Papież okazał się opętany, to na dodatek jego następcą został murzyn. Dla chrześcijan tego było już za wiele. Okazało się również, że biali chrześcijanie w gruncie rzeczy są rasistami.

Po tych wydarzeniach ludzie przestali chodzić do kościoła. A na placu w Watykanie, było może ze stu chrześcijan i to wyłącznie czarnych.

81

Telewizja w Europie, Ameryce i Azji nie nadawała niczego co było związane z chrześcijaństwem. Był to rok 2020 który według wszelkich przepowiedni, miał być rokiem przełomowym. Jak wszystko na to wskazywało, ta przepowiednia właśnie się wypełniała. Lecz nie przejmowałem się tym wcale. Dobrze wiedziałem że bez mojej wiedzy i woli świat się nie skończy. Trzymałem cały świat mocno w dłoniach. Postanowiłem zająć się tym, co dla mnie było zawsze przyjemnością.

W tym okresie czasu przyjemność sprawiało mi, igranie ludzkim losem i czerpanie z tego satysfakcji.

Wspomniałem wtedy po raz kolejny, o swojej niespełnionej miłości. Postanowiłem że zanim zakończę życie Ziemi, to najpierw spełnię się w miłości. W tym okresie moje wyjścia z ciała odbywały się w każdą noc. Obojętnie czy chciałem tego czy też nie. Kidy położyłem się spać w ciepłą majową noc, natychmiast wyszedłem z ciała. Pomyślałem o Lidzi i zaraz stałem przy jej tapczanie. Przybliżyłem się do jej głowy i wywołałem 12 znaków, nastąpiło połączenie naszych energii. Przekazałem jej to co chciałem i wróciłem do swojego ciała. Gdy Lidzia obudziła się, bardzo zapragnęła spotkać się ze mną. Miała takie motylki w brzuchu, i była pewna że jest to miłość. Nie mogła znaleźć sobie miejsca i nie wiedziała co ma zrobić ze sobą. Chodziła po pokoju tam i z powrotem. Chciała zadzwonić, ale przecież nie miała numeru do mnie. Nie chciała ale w końcu zadzwoniła do Gabrysi:

- Słuchaj chciałam poradzić się Mariana w sprawie tego ducha który do mnie przychodzi w nocy.

- Nie ma sprawy przyjedź to pogadacie.

82

 

- Ale ja chciałam przez telefon, a nie mam numeru do niego.

- Już ci podaję.

- Wielkie dzięki Gabi, to na razie odezwie się później.

- Cześć.

Lidia szybko zakończyła rozmowę, bo jak najszybciej chciała mnie usłyszeć.

Prawie natychmiast znalazła ustronne miejsce i zadzwoniła do mnie:

- Cześć Lidzia cieszę się że cię słyszę.

- Ja też.

I prawie płaczącym głosem wyszeptała:

- Kocham cię, tak bardzo pragnę abyś był przy mnie.

- Lidzia ja ciebie też bardzo kocham.

- Proszę cię kochany przyjedź do mnie, tak bardzo cię pragnę.

- Już się ubieram i pędzę do ciebie kochanie.

- Czekam na ciebie w moim łóżku, nikogo nie ma w domu.

- To na razie.

Gdy Gabrysia zapytała mnie dokąd się wybieram. Odpowiedziałem, że jadę podpisać nowy kontrakt z wydawcą kolejnego scenariusza do filmu. Bo już od 3 lat piszę z powodzeniem scenariusze do filmów. Pożegnałem się z żoną i bardzo szybko wsiadłem do swojego TORQ.

Pomknąłem drogą E14 prosto do Otwocka. Gdy podjechałem pod dom Lidii, brama była otwarta a Ona czekała w bramie. Postawiłem motor i zamknąłem go.

83

 

Lidzia podeszła do mnie i rzucając się na szyję wyszeptała:

- Kochany, mój kochany.

Weszliśmy do domu i tak jak mówiła, nikogo w nim nie było. Kochaliśmy się namiętnie przez całą noc. Lidzia była szczęśliwa a ja chyba po raz pierwszy w życiu, zapomniałem o całym moim(bożym) świecie. Chyba wszystkie motylki wyleciały

mi z brzucha.

Wróciłem do domu i przez cały czas, myślałem tylko o Lidzi. Nie mogłem się na niczym skupić. No i miałem takie motylki w brzuchu. Jak później się dowiedziałem oznaczało to, że po prostu zakochałem się. Po sześciu tygodniach zadzwoniła Lidzia:

 

- Słuchaj jestem w ciąży a ty jesteś ojcem dziecka.

 

- Czy na pewno ja jestem ojcem?

 

- A kto inny mógłby nim być?

 

- A twój mąż.

 

- W jaki sposób? Przecież my już od 5 lat nie uprawiamy seksu.

Ale to nie wszystko.

 

- Mów kochanie.

 

- Mocno cię pragnę i chcę być z tobą od zaraz.

 

- Wszystko było by dobrze, tylko co na to Gabi?

 

- Jeśli mnie odrzucisz to się zabije.

 

- No co ty, nie wygłupiaj się.

 

84

 

Znałem możliwości Lidzi, przez to wiedziałem że mówi prawdę i mogła by to zrobić.

 

- Ja też bardzo cię kocham, przyjedź razem przekonamy Gabi.

 

- Dobrze kochany już jadę.

 

Po około dwóch godzinach Lidia przyjechała swoim Oplem. Zaparkowała samochód

i weszła do domu. W domu byliśmy tyko z Gabi. Córki Ewcia i Gosia mieszkali

w Poznaniu. Lidzia weszła, przywitała się ze mną bardzo czule i zagadnęła do Gabi:

 

- Cześć Gabi.

 

- Jak się masz Lidzia? Na długo przyjechałaś?

 

- No właśnie o tym chciałam z tobą porozmawiać.

 

- Możesz zamieszkać u nas jak długo chcesz.

 

- Te długo to może być ma zawsze?

 

- No co ty?

 

- Gabi no…bo…właśnie chciałam ci powiedzieć, no wiesz…rozumiesz.

 

- Nic nie wiem, powiesz w końcu o co ci chodzi?

 

- Bo my się kochamy.

 

- To znaczy ty i Marian?

 

- Tak ja i Marian.

 

85

 

- Ja zawsze podejrzewałam, że może być coś między wami. No i co mamy wszyscy razem we trójkę zamieszkać?

 

- W czwórkę.

 

- To na dodatek jesteś w ciąży?

 

- Tak jestem w ciąży z Marianem i na dodatek bardzo go kocham moja jedyna przyjaciółko.

 

W tym momencie Lidzia rozpłakała się.

 

- A co będzie ze mną?

 

Zapytała Gabrysia, spoglądając na Lidkę i na mnie.

 

- Możesz zostać z nami, bo ja Lidzi nie zostawię.

 

Odparłem stanowczo. Gabi po długim namyśle przystała na to. Od tej pory stanowiliśmy bardzo zgrany trójkąt. Lidzia była w niebo wzięta, miała mnie przy sobie a na dodatek nie straciła jedynej przyjaciółki. Gdy po 8 miesiącach przyszła na świat jej siostrzenica Mariola, Gabi mocno ją pokochała. A stosunek do Lidki stał się bardziej zażyły. Gabi pozbyła się całkowicie jakiejkolwiek niechęci do swojej przyjaciółki. Ja natomiast miałem problem. Bardzo kochałem Lidzię i bardziej zbliżyłem się do Gabi. A przecież oni razem z całą ludzkością, mieli iść na zatracenie. Długo, bardzo długo zastanawiałem się co zrobić? Jedna myśl goniła drugą. Czy dać zginąć rodzinie? Czy uratować ich w brew sobie. Było mi trudno podjąć decyzję. Z jednej strony nienawidziłem ludzi, a z drugiej zaznałem przecież przepięknego uczucia. Ważyłem między miłością a nienawiścią. Doszedłem do wniosku, że zarówno miłość jak i nienawiść to uczucie. Dlaczego więc w tym przypadku mam odrzucić miłość.

 

86

 

Postanowiłem jednak uratować całą rodzinę a przeważyła o tym ogromna miłość Lidii do mnie. Zwołałem więc naradę rodzinną w swoim domu. I powiedziałem do nich tak:

 

- Posłuchajcie mnie uważnie, bo to co powiem jest bardzo ważne dla was. Nic wam wcześniej nie mówiłem, bo uważałem że tak będzie lepiej. Ale sytuacja się zmieniła i to na waszą korzyść. Lecz macie mało czasu na działanie. Chciałem wam powiedzieć że jestem bogiem. Wiem że jest to dla was dziwne i niezrozumiałe. Ale taka jest prawda, prawdą jest to, że wszyscy mieliście zginąć razem z całym światem. Postanowiłem jednak uratować wam życie.

 

- Tatusiu dlaczego?

 

Zapytała Ewcia

 

- Bo stwierdziłem że wszystkich was bardzo kocham.

 

Na te słowa odezwała się Gabi.

 

- W jaki sposób stałeś się bogiem?

 

- To długa historia posłuchajcie więc:

 

Opowiedziałem im o wszystkim, co doprowadziło mnie do tego kim się stałem. Pokazałem im kilka cudownych przykładów aby mi uwierzyli. I tak się stało.

 

Wszyscy w rodzinie od tej pory, wypowiadali słowa mantry. A ja zabrałem się za sprawy, które miały zakończyć życie na Ziemi. Ludzie na całym świecie nie mieli zielonego pojęcia co ich czeka i że mają tylko rok życia. O tym wiedziała tylko moja rodzina i ja.

Sytuacja na całym świecie bardzo się zmieniła, po aferze z papieżem Franciszkiem. Nastąpił wtedy całkowity upadek chrześcijaństwa.

 

87

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania