Poprzednie częściW cieniu Rachel  W cieniu Rachel 2  

W cieniu Rachel 3

Odliczam minuty do końca lekcji. Nerwowo uderzam stopą o podłogę, nie zważając na to, że robię tym hałas.

- Miriam - szepcze siostra. Ignoruję to, nie mam zamiaru robić sobie problemów, tylko dlatego, że Rachel chce sobie ze mną pogawędzić. Niestety nadaje dalej. - Miriam, słyszysz ty mnie?

- Cicho siedź, jeszcze kilka minut do dzwonka - szepczę.

- Coś taka spięta, wyluzuj - mówi, nie ściszając przy tym głosu. Kilka osób odwraca się i patrzy na nas z zaciekawieniem, a raczej na jedną z nas, zgadnijcie na którą.

- Nie jestem, po prostu nie mam ochoty gadać, gdy powinnam uważać na lekcji. - Nie patrzę na nią, tylko na tablicę, gdzie wypisane są wzory chemiczne, które po chwili zaczynają tańczyć, a na koniec przeistaczają się w chińskie znaczki. Chyba powinnam udać się do okulisty, a zaraz po tym do psychiatry. Wzdycham głęboko, po czym kieruje wzrok na Rachel. Blondyna patrzy w stronę kolan, na których trzyma komórkę. Pewnie pisze z chłopakiem albo z chłopakami, a może z koleżankami, bo o dziwo ma ich wiele. Może powinnam zastanowić się, z kim Rachel nie pisze, wtedy byłoby prościej.

- Miriam, kochanie, nie podglądaj. - Wkurza mnie tym tak bardzo, że dłoń zaciska mi się w pięść. Cholerna Rachel.

- Nie podglądam, raz tylko spojrzałam - odpowiadam spokojnie. Jeszcze.

- No co mogę robić, piszę Mikaelem - oznajmia, uśmiechając się przy tym, pod nosem.

- Ponoć zerwaliście, po cholerę to robisz? - pytam, zaczynając pakować rzeczy do torby, bo na szczęście lekcja dobiega końca.

- Wrogów trzymam blisko.

- To wyjaśnia, czemu siedzisz tuż obok mnie - stwierdzam pół żartem, pół serio.

- Uwielbiam twoje poczucie humoru. - Dla niej tylko żartem.

Kiedy słyszę dźwięk dzwonka, czuję radość, pierwszy raz w tym dniu. Najgorsza lekcja właśnie się skończyła, a teraz pójdę na stołówkę i zjem coś smacznego. Przyśpieszam kroku, by nie musieć czekać za długo w kolejce, niestety Rachel tego nie rozumie i wlecze się za mną, jak kula u nogi.

- Rusz się!

- No idę, pali się czy co?

Gdy docieramy na miejsce, oczom ukazuje się nam dziesięciometrowa kolejka, mój początkowy entuzjazm znika. Staję na końcu, a siostra tuż za mną.

- Może wepchniemy się do przodu, co? - proponuje Rachel.

- Rób co chcesz i powodzenia życzę. - Mówię tak, bo wiem jak to się skończy.

Siostra idzie pewnym krokiem, zgrywa chojraka, ale potem będzie cienko piszczeć. W sumie, skoro jest tu tylko na kilka miesięcy, to czemu miałaby się obawiać? Mogą ją zlinczować, a potem wyjedzie z powrotem do słonecznych miejsc, gdzie będzie sączyć drinki. Idzie wzdłuż rzędu, rozchodzącego się przy ścianie. Patrzę w skupieniu, czekając na przebieg wydarzeń. Przyłapuję na przygryzaniu wargi, robię tak często, gdy się denerwuję. Siostra wchodzi w tłum. Udało jej się świetnie wtopić, szkoda, że stanęła przed największym gorylem w szkole, któremu raczej się to nie spodobało.

- Co się wpychasz? - pyta chłopak, szarpiąc ją przy tym za ramię. Robi się źle, ale też ciekawie. Dziewczyna odwraca głowę i patrzy ze zdziwieniem wypisanym na twarzy.

- Je ne comprends pas - odpowiada po francusku. Jezu Chryste, on jest nienormalna czy genialna? Chłopak jest zdezorientowany, nie wie co zrobić, dlatego zostawia ją w spokoju. Zanim dociera do mnie, to co się stało, Rachel jest już przy okienku z jedzeniem.

- Poproszę frytki, dwie kanapki - zaczyna, a goryl znów nie wie jak się zachować. Rozgląda się wokół siebie, tak jakby szukał pomocy. Rachel odchodzi od kucharek, z tacką wypełnioną po brzegi, macha ręką w moją stronę. Wnioskuję, że wzięła porcje dla dwóch osób. Plus dla niej.

- Ciao - mówi z uśmiechem i rusza do stolików, a ja tuż za nią. Trochę się boję siadać obok, ponieważ wątpię, by to co zrobiła, uszło jej na sucho.

Rachel rozgląda się w koło, zdecydowanym już krokiem, kieruje się do krzesła, tuż obok bliźniaczek. Podążam jej śladem, tylko dlatego, że trzyma moje jedzenie.

- Cześć dziewczyny - mówi i uśmiecha się od ucha do ucha. Jeśli o mnie chodzi, to patrzę kamienną twarzą. Nie wiem jak się zachować.

- To co zrobiłaś, było genialne - stwierdza jedna z sióstr.

- Daj spokój - mówi, sięgając przy tym po jedzenie - Po prostu wydukałam kilka słów w innym języku - macha frytką jak batutą, po paru minutach dopiero wsadza ją do ust. Dlatego jest taka chuda, myślę.

- To ''Ciao'' rozbroiło mnie na łopatki - mówi druga, po czym wybucha śmiechem. Gdy już się uspokaja, patrzy w moją stronę. Chyba dopiero teraz zauważyła moją obecność.

- A ty jesteś?

- Miriam, siostra Rachel. - Dziwnie się czuję, mówiąc to. To tak jakbym to ja była nowa w szkole, a nie ta modliszka.

- Jestem Anna a to Mia - przedstawia siebie i siostrę, co mnie bawi, bo znam ich imiona, pewnie każdy je zna, bo są przewodniczącymi szkoły.

- Miło mi - mówię, uśmiechając się, nie tak pięknie jak Rachel, ale myślę, że daję radę.

- W ogóle nie jesteście podobne - rzuca Anna (chyba). Zabawnie to brzmi z ust osoby, która ma swojego klona.

- Racja, Miriam jest ładniejsza. - Siostra obejmuje mnie ramieniem. Na ogół nie lubię przymilania się, ale to było miłe.

- Jesteście takie słodkie. - Nie sądziłam, że dogadam się z laskami ze starszej klasy, ale z Rachel chyba wszystko jest możliwe. Kiedy tak o tym myślę, przejeżdżam wzrokiem po stołówce. Banda chłopaków patrzy w naszą stronę, jeden z nich wyłapuje moje spojrzenie. Szybko odwracam głowę, jednak po chwili patrzę znowu i spostrzegam wściekłą twarz goryla.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Dimitria 06.11.2016
    Opowiadanie bardzo mi się podoba :) Masz wciągający styl pisania, a reakcje bohaterów są takie naturalne. Zostawiam 5 i biorę się za poprzednie części.
  • persse 06.11.2016
    Dziękuję bardzo ;)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania