W cieniu Rachel 6

Leżę, po czym odwracam si w stronę ściany, aby przybrać jak najwygodniejszą pozycje. Coś wbija mi się w udo. Podnoszę pościel i zauważam pióro, z którego atrament wylewa się na moich oczach. Cholera jasna. Biorę go szybko i zakręcam. Wszystko brudne, no nie wierzę. Ciągnę za prześcieradło i wynoszę go do pralni, tak w domu mamy pralnie.

Kiedy już jestem w pomieszczeniu, nagle nachodzi mnie ochota na papierosa. Nie dzieje się tak bez powodu, w końcu często mój tata czy mama chodzą dotlenić raka. Ja oczywiście robię to samo, tylko dyskretniej. Wrzucam pościel do pralki i siadam na suszarce, która stoi obok. uwielbiam to miejsce, jedyne pomieszczenie w domu, gdzie nic nie słychać, bo jest w najniższym jego segmencie. Odpalam fajkę, zerkając na drzwi. Nie chce zaczynać kłótni przez głupie marlboro, pokusa jest jednak zbyt duża, by sobie odpuszczać. Zaciągam się, wiem że uśmiech pojawia się na mojej twarzy, gdy to robię. Musze przyznać, że papierosy to jedna z niewielu rzeczy, które mnie cieszy w życiu. Wiem, że to brzmi bardzo depresyjnie, ale co poradzę, tak po prostu jest. Dym obejmuje całe pomieszczenie, nie dlatego że jest małe, bo nie jest, dlatego że już wypalam piątego papierosa. O matko, kiedy ja to zrobiłam, nawet nie wiem, tak to jest jak pali się bezmyślnie. Wyliczam ile mi zostało, osiem. Jeszcze wczoraj miałam cała paczkę, myślę. Chowam resztę i spoglądam na pralkę. Widzę jak prześcieradło robi obroty, stało się całe niebieskie. Chyba jednak jestem głupsza niż sądziłam.

Nagle drzwi się uchylają, serce podskakuje, reszta ciała sztywnieje.

- Kochana, ale tu jebie - mówi ktoś. Ten ktoś to Rachel, na szczęście, choć wiadomo, to i tak źle.

- Wiem, trochę przesadziłam - odpowiadam, kierując się do okna. Od razu mogłam go uchylić, ale nawet tyle mi się nie chciało.

- Chyba powoli ci odwala. Nie sądziłam że jesteś taka niegrzeczna - mówi, puszczając do mnie oko.

- To tylko papierosy - rzucam.

- Mam na myśli narkotyki. - Rachel wyciąga woreczek, który zostawiłam w kurtce. Cholera jedna, zawsze musi grzebać i węszyć.

- Ten debil co o Ciebie pytał mi to dał - mówię, jakby mnie to miało usprawiedliwić. Nie musiałam wcale tego brać, mogłam to wyrzucić, ale tego nie zrobiłam.

- Wiem, że ci to dał, przecież widziałam. Słuchaj, nie będziemy tego gówna jeść - mówi spokojnym tonem. Bardzo mnie to dziwi, myślałam, że jest pierwsza osobą, która właśnie te tabsy pochłonie.

- Jak to? - Dym papierosowy powoli zaczyna opadać, dalej jebie jak w palarni, ale przynajmniej nie widzę już siostry jak przez mgłę.

- Myślę, że warto dotrzeć do tego kolesia co ci to dał. Może wkręcimy się w dilerkę - rzuca, ot tak, jakby to było w porządku.

- Po chuj - mówię wrednie. Mam dość kombinatorstwa tej idiotki, starsza a tak bardzo głupsza. Tak to jest jak wyjeżdża się i mieszka w mieście, gdzie pełno jest przestępców, morderstw etc. Sama chce popełnić przestępstwo, bo to takie cool.

- By byś ustawionym w tej twojej budzie. Z tego co widziałam to nie masz zbyt dużej popularności, mało kto cie nawet kojarzy, no wstyd.

- I co z tego? - pytam, coraz bardziej rozwścieczona.

- A to, że nie pozwolę by moja siostra była takim zerem.

- Nie jestem zerem, ty jesteś. Żyjesz w tej swojej bańce, która każe ci być panią popularną, panią lepszą od innych. Wiesz jakie to dziecinne i żałosne?

- Kochana, ja to uwielbiam. Może to nie jest dobre postępowanie, fakt, ale cholera, świetnie się przy tym bawię - mówi, a po każdym słowie widzę w jej minie coraz to więcej ekscytacji.

- No może ty tak, ale ja nie.

- Nie gadaj głupot, jesteś taka jak ja, totalnie. Po prostu nie doznałaś prawdziwej wolności - mówi, zbliżając się do mnie. Nie wiem dlaczego, ale nagle zaczynam odczuwać niepokój.

- Nie jestem taka jak ty. Jesteśmy totalnie inne, skrajne. Co za bulshit.

- Obydwie jesteśmy wrednymi sukami, dobrze wiesz.

Ma racje, w tym faktycznie jesteśmy podobne. Co prawda nie wykazujemy tego w taki sam sposób. Ja jestem bezpośrednia albo totalnie obojętna, Rachel zaś wszystko robi w sposób cwany, jej ''sukowatość'' jest ledwo wyczuwalna, i nigdy, po prostu nigdy nie jest obojętna. Doskonale wie, że obojętność równa się z brakiem wrażeń.

- Tak jesteśmy sukami, ale ty jesteś mega suką, ja tylko suką - rzucam na pożegnanie, bo już wychodzę,

- A co z tabletkami? - pyta, jakby chciała mojego pozwolenia na zabranie ich.

- Rób z nimi co chcesz.

- Okay, dzięki. Może chcesz jedną? Choć sama nie wiem czy nie szkoda, bo większość jest bardzo rozgnieciona, co ty z tym robiłaś? - mówi, śmiejąc się pod nosem.

Nie odpowiadam, po prostu wychodzę, zatrzaskując za sobą drzwi.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania