Poprzednie części: Bajka o wielkanocnym zajączku
Bajka o motylu
Fruwał piękny motyl,
skrzydła w słońcu lśniły,
szukał motylicy,
amory się śniły.
Błyskał skrzydełkami,
aż zwabił partnerkę,
ta zaś, już po wszystkim,
zniosła jajek stertę.
Przyszły rodzic, dumny,
pilnował wyklucia…
Wyszła gąsieniczka,
motyl padł bez czucia.
Kiedy się ocucił,
ledwie słowa sklecił:
„Motylico jedna,
to nie moje dzieci”.
Nie odczekał czasu,
zniknął o poranku,
więc go ominęła
miła niespodzianka.
Morał, choć motyli,
w jednym zdaniu spiętrzę –
wygląd to nie wszystko,
z czasem ujrzysz wnętrze.
Komentarze (11)
Jak, ja lubię takie pisanie!
Bombastycznie🤣🤣🤣
...na szczęście motyl nie wybucha... Może gąsienica, jak ciśnienie wzrośnie... ;)
Trochę luzu od wysokich lotów miejscowej poezji.
5.
NO!
"Wysokie loty:" zostawiam ludziom mikrym. Ja wolę pisać z przymrużeniem oka, co by pociemniały świat troszkę rozweselić ;)
🤣
ZielonoMi - noo, to coś dla Ciebie, sądząc po nicku ;)
To chyba jakiś czarny motyl😋
Nocny znaczy
Poncki Niee... to jasny, wiosenny motyl, ku rozchmurzeniu chmurnego oblicza widokiem jego ;)
Takaż piramidka spiętrzona nad kwiatkiem,
Oj panie motylku. Nieładnie nieładnie ;)
Super baja :)
Może na drugi raz pan motyl będzie już doświadczony ;)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania