Brama - 4 - Dziwna pomyłka
– Nieźle mnie przestraszyłaś, Elzo. Spanikowałem.
– Przepraszam, nie chciałam. Ja po prostu... Nie wiem, co się stało.
Zauważyłem, że dziewczyna nerwowo spoglądała na psa leżącego kilka kroków za mną.
– Nie bój się, to Bruno. Na pewno nic ci nie zrobi.
Podszedłem do psa i zacząłem go lekko tarmosić, co wyraźnie mu się spodobało, bo przewrócił się na prawy bok i z wywieszonym jęzorem chętnie poddawał się moim zaczepkom.
– Ma dwa lata, często zabieram go na wieś. To dla niego dobra okazja, by wreszcie się wybiegać. A ty skąd jesteś? Pewnie przeprowadziłaś się z miasta. Teraz dużo ludzi ucieka na wieś. Tych wszystkich nowych domów, które się mija po drodze do lasu, jeszcze dziesięć lat temu tu nie było. Kiedyś większością były tu stare, poniemieckie budynki.
Dziewczyna przemieściła wzrok z psa na mnie. Jakby ten temat bardziej ją zainteresował.
– A pan... to znaczy ty, długo tu mieszkasz?
– Wychowałem się tu. Potem wyjechałem do miasta na studia, znalazłem pracę... Ale wracam tu często. Jednak wolę wieś. Spokój, cisza... No i zawsze jest co robić. A ty skąd przyjechałaś?
– Ja? Znikąd. Zawsze tu mieszkałam.
– Hmm, naprawdę? Nie widziałem cię tu nigdy. No ale wyjechałem stąd dwadzieścia pięć lat temu. Wielu ludzi wyjechało, wielu nowych się sprowadziło, ci mieli dzieci...
Całkowicie zeszło już ze mnie napięcie spowodowane tą sytuacją. Atmosfera rozluźniła się, nawet ptaki wróciły i ponownie zaczęły swoje głośne przekrzykiwania.
Elza wstała i otrzepała sukienkę z trawy i resztek ziemi.
– Pójdę już – powiedziała.
– Na pewno? Może odprowadzić cię?
– Nie, nie trzeba. Do widzenia.
Odwróciła się i zaczęła odchodzić, ale co dziwne, nie w stronę wyjazdu. Łąka znajdowała się między drogą, z której na nią skręciłem, a rzeką, która ograniczała ją z drugiej strony.
– Elzo?
– Tak? – Dziewczyna zatrzymała się i spojrzała na mnie pytająco.
– Dlaczego idziesz w stronę rzeki? Może lepiej idź już do domu, chyba potrzebny ci jest odpoczynek.
– No tak, chyba masz rację – powiedziała i tym razem ruszyła w przeciwnym kierunku.
Patrzyłem na nią trochę zmieszany. Nie byłem pewny, czy to dobry pomysł, by puścić ją samą w takim stanie. Ale od lasu do pierwszych zabudowań było jakieś pół kilometra. Pomyślałem, że może lepiej zapytać, dokąd dokładnie idzie.
– A gdzie właściwie mieszkasz, jeśli wolno spytać? W której części wsi? – zawołałem trochę głośniej, bo dziewczyna zdążyła się już nieco oddalić.
Znowu odwróciła się w moją stronę i wskazała ręką w stronę drogi, tak jakby chciała pokazać mi to miejsce oczami wyobraźni.
– A tak dokładniej? Może jesteśmy niedalekimi sąsiadami?
– Jak się idzie wzdłuż tamtej drogi, to szósty dom po lewej stronie, nieco w głębi. Do widzenia!
Patrzyłem, jak pomału oddala się, i nie dowierzałem. Znowu poczułem dreszcze.
O czym ona mówi? Przecież to niemożliwe. Pomyliła się! Ale w jej stanie to raczej normalne...
Opisany przez nią budynek to był stary, poniemiecki dom, który kiedyś należał do moich dziadków. Dziś nikt już w nim nie mieszka, ale... jest mój!
Komentarze (2)
Uuuuu, będzie dziwnie i strasznie, oby 😅
Przecież to tylko pomyłka z tym domem... 😉
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania