Chwila zwątpienia część III

Kierowca zaczął pomagać wstawać Hieronimowi.

— Trzeba było od razu mówić, że żonka panu rodzi, gdy pan prawie we mnie wyjechał wziąłem pana za kolejnego pirata drogowego. Chciałem panu rozumu do głowy nakłaść cha cha cha. — mówił tonem jakby mu jęzor podpięto do akumulatora z dobrotliwym uśmieszkiem cwaniaczka.

— Nie…. — Hieronim walczył o oddech

— Co mówisz? Jarek jestem — pytał

— Nie dałeś mu facet dojść do słowa, dzwonię na policję. — powiedziała plująca jadem Aniela, ale wtedy skurcz jak piorun walący w dąb zgiął jej kolana. Jarek złapał ją puszczając Hieronima, który ponownie lizał asfalt.

Anielu uwolniła się od uścisku Jarka, gdy tylko skurcz przeszedł. Trzęsła się cała, gdyby nie ciąża chwyciła, by jakąś gałąź leżącą na poboczu i nabiłaby Jarkowi na nią głowę, nogę i wyrwaną wątrobę.

Po kilku nie udanych próbach Hieronim wstał o własnych siłach, wziął Aniele pod rękę, odciągając ją niechętną do puszczenia sprawy w nie pamięć.

— Wskakuj do auta słońce, chyba nie chcesz rodzić na środku drogi?

Hieronimowi było wstyd, że dał się stłuc dla wyglądającego na dziadka Jarka, ale był szczęśliwy, bo kiedy Aniela wstawiła się za nim w jego myślach transparent wielkości wieloryba z pytaniem „Czy ja ją kocham? Czy nie lepiej nie uciec póki nie może mnie dogonić?” spłonął doszczętnie i został rozwiany na wszystkie strony. Grożąca Jarkowi policją przypominała mu tygrysice broniącą swoje młode, pełną upajającego seksapilu płynącego z dzikiego grymasu na twarzy, który był bliźniaczo podobny wyrazu najwyższej rozkoszy. Sam jej się w tamtej chwili lękał jak widoku matki powracającej z wywiadówki marszem, kiedy nad jej lokami zbierały się granatowe chmury zwiastujące awanturę.

— Chciałbym jakoś pomóc psia mać, ale koń mi spierdolił, biały arab czystej krwi, którego sperma jest droższa od zegarków. — Jarek odkąd Aniela mu się wyrwała ciągle stał w miejscu, wokół niego powstałą fosa z jego własnego potu — Szukamy go od tygodni po okolicy. — Wziął parę szybkich oddechów — Szef mi jaja utnie jak go nie znajdę. Jakbyście go zobaczyli dajcie znać.

Tłumaczył się, na końcu języka miał słowo „Przepraszam”, ale było mu obce, krztusił się nim jak połkniętą ością. Zamiast niego wręczył Anieli wizytówkę stadniny, którą od razu podarła, a strzępki rzuciła Jarkowi w twarz. Trzymała smartfon z wystukanym numerem alarmowym, którego wyrwał jej Hieronim, chcący zapakować z powrotem Aniele do samochodu.

— Zrób to kiedyś jeszcze raz, a skończy się gorzej, niż wpierdolemmmm... — Zagryzła wargi słaniając się na nogach.

Jarek podszedł z zamiarami pomocy, ale Aniela syknęła na niego. Potem zadzwonił Jarkowi telefon z klapką i dużymi cyframi przeznaczony dla staruszków. Głos charczący z niego był niezrozumiały jak komunikaty na dworcach kolejowych. Jarek nie zdążył nic powiedzieć nim jego rozmówca się rozłączył.

— Odpuść żabko. — powiedział nieśmiało Hieronim wyobrażając sobie, co może kryć się pod groźbą Anieli.

— To między nami gitara? — zapytał sapiąc jakby tylko nadepnął niechcący Hieronimowi na buta — Tera mi się śpieszy, widziano naszego uciekiniera w okolicy. — Jarek dostał oczu jakby stały przed nim dwie butelki ulubionego, dobrze schłodzonego piwa.

— Spierdalaj. — odpowiedziała Jarkowi Aniela zwinięta w kłębek przez kolejny skurcz, po nim dała się Hieronimowi zaprowadzić do samochodu. Ruszyli dalej.

Skurczę Anieli się intensyfikowały, nie miała już sił siedzieć. Leżała plackiem na tylnych siedzeniach. Na tym etapie przestała myśleć, czy jej narzeczony nim dojedzie do szpitala wpierw nie pośle wszystkich w zaświaty. Z kolejnym falą bólu przekrzywiła głowę. Widziała jedynie siny łokieć Hieronima mylącego biegi.

— Jak mogłam powiedzieć komuś takiemu tak? — Chwilowy paraliż umysłu zalanego ciekłym bólem zatrzymał szum myśli. — Tatuś by mnie porządnie opieprzył, powiedziałby, że jakiegoś koguta bez piór mu sprowadzam pod dach, zasrańca. Że stać mnie na chłopa na schwał, a Hieronim? Cóż… potrafi ugotować, jest czuły iiii… — Zemdliło ją.

Niemoc wymyślenia choćby jeszcze jednej zalety narzeczonego, która mogłaby być półprawdą zakręciła żołądkiem Anieli. Następnie przyszyły wyrzuty sumienia, bowiem nie mogła zarzucić mu braku chęci i starań. Pilnował, aby brała regularnie witaminki, był obecny na każdej wizycie u ginekologa, ale przede wszystkim był.... cholernie nieporadny.

Nie potrafił utrzymać tyłka na stołku. W życiu wykorzystał więcej papieru do drukowania CV, niż jako serwetki. A kiedy opiekował się pięcio letnią siostrzenicą Idom kompletnie pochłonięty przez bajkę, którą wspólnie mieli oglądać, nie spostrzegł jak Ida chcąc być jak dzielna jeżyca Judy. Otworzyła okno i zjechała po rynnie z trzeciego piętra. Cała eskapada byłby słodką tajemnicą małolatki, gdyby nie myjąca w tym samym czasie okna pani Jadwiga sześćdziesięciolatka z drugiego piętra, która na widok dziewczynki zjeżdżającej jak strażak Sam dostała zawału serca.

— Jak mogę mieć z tego typu chłopakiem dziecko, bo do mężczyzn pokroju mojego ojca nie miał podejścia. Kuźwa…. do malowania pokoi musiał wynająć parobków. Za dużo polało się tamtego wieczora szampana, Hieronim był szarmanci. Do tego endorfina oraz łakomy głód drugiego ciała iii podstępna myśl brzmiąca; „Czemu nie? Trzy lata stuknęły, chyba pora”. No i masz przed sobą konsekwencję głupia cipo.

Samochód poskoczył i stanął po przejechaniu kilku metrów. Aniela pomyślała, że auto się rozkraczyło, więc z tytanicznym wysiłkiem usiadła.

— Jest wszystko pod kontrolą kochanie, tylko rozkopali drogę, musimy pojechać objazdem przez leśną drużkę. Jak się czujesz? — Hieronim usiłował markować uśmiech, lecz z jego słów łatwo było odkodować, że jest zgniecioną kulką papieru.

— Fizycznie do bani, psychicznie jeszcze bardziej chujowo, za dużo stresu to mnie kosztuję, boję się o nasze maleństwo — odpowiedziała.

Hieronim skręcił w las, jechali teraz drogą, którą w każdej chwili mama Babiego mogła wbiec im pod koła, zły wilk gonić Czerwonego Kapturka, a Jaś z Małgosią szczać w krzakach. Auto co jakiś czas powskakiwał przejeżdżając po wystającym korzeniu.

— Kocham Cię — powiedział znienacka, niebywale donośnie patrząc w odbijające się w lusterku przekrwione oczy Anieli. Mimo, że przedzierali się pod strzechą gęsto porośniętych zielonymi liśćmi gałęziami, to wewnątrz się rozpromieniło.

— Ja ciebie też kocham — odpowiedziała cicho wpatrzona w prawe okno, kiedy Hieronim znów był skupiony na drodze. Do Anieli promienie nie dotarły, była całkowicie pogrążona w oblepiającym mroku.

Wyciąg z słów Anieli działał na Hieronima jak kojący balsam, zaczął się uśmiechać i jechać pewniej.

Aniela przestała się w ogóle interesować narzeczonym. Obserwowała mijające drzewa, gładziła się po brzuchu niespokojnie, jakby chciała go wypolerować.

Język Anieli stał się dla niej kawałkiem zgniłego mięsa. Jego odór pełzał chropowatymi łapami, z których wyrastały twarde pazury do dróg oddechowych jak krokodyl do kanalizacji i pożerał pęcherzyki płucne. Dusząc w ten sposób Aniele.

Następne częściChwila zwątpienia [Fragment]

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (4)

  • Kocwiaczek rok temu
    Kurcze. Takie fajne masz zwroty, tyle świetnych porównań, historia wartka jak woda w strumyku, ale musisz, po prostu MUSISZ czytać tekst kilka razy przed wrzuceniem. Brakuje kropek, przecinków, parę wyrazów jest bez ogonków i widziałam literówki. Aż przychodzi ochota ci to wszystko wskazać, niemniej domyślam się, że to tylko przez pośpiech i chęć jak najszybszej publikacji. Nie wiem czym cię zmotywować, byś czytał, czytał i czytał tekst po kilka razy, dopieszczając go jak Aniela gładzi swój brzuszek. Masz ode mnie mocną czwórkę za samą treść. Niemniej pliss, pliss, pliss, powalcz z tymi niedociągnięciami. Super ci poszło w pierwszej części, ogarnąłeś pauzy, teraz tylko te rzeczy, które wskazałam powyżej i będzie naprawdę cacuszko. Masz taki zasób słów, godny pozazdroszczenia a porównania walą po łbie i uśmiech sam przychodzi na lico. Dawaj! Dawaj! Trzymam kciuki! Zawalcz o ten zapis. Będę cię motywować, jak tylko dam radę, a jeśli potrzebujesz przy tym pomocy, wal jak w dym, a pomogę :)

    Pozdrowienia!
  • Vincent Vega rok temu
    Dziękuję bardzo za dający wiele motywacji komentarz, planuję jutro poprawić ostateczną wersję, pociąć ją na części i opublikować na Wattpadzie. Umieszczę pod załączonymi tutaj fragmentami (które też zostaną poprawione) link, jeśli mogłabyś oraz miała chęci zapoznać się w swoim czasie z całością, bądź nawet z urywkami i wrazić opinie, wytknąć ominięte błędy które się dobrze przed mną ukryły, to byłym bardzo wdzięczny.

    Pozdrawiam Serdecznie, raz jeszcze dziękuję za komentarz i chęci pomocy. :)
  • Kocwiaczek rok temu
    Vincent Vega, daj znać, jak poprawisz, to zerknę czy coś ci nie umknęło. Asem nie jestem, ale co dwie pary oczu, to nie jedna. A na "whatpedziu" też mogę czytnąć. No problemo;))
  • Vincent Vega rok temu
    Kocwiaczek Zapraszam serdecznie w wolnych chwilach do zerknięcia, pozdrawiam :) https://www.wattpad.com/story/282071311-chwila-zw%C4%85tpienia

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania