Poprzednie częściCórka mroku

Córka mroku 3

Lodowe Milczenie

Zima w końcu zamilkła, ale była to cisza bardziej przerażająca niż wycie wichru. Niebo, wolne od opadów, przypominało sklepienie grobowca wykonane z brudnego szkła. Światło dnia było blade, pozbawione ciepła, jakby słońce nad krainą Soplów stało się tylko wspomnieniem.

Wnętrze jaskini lśniło od wiecznego lodu. Konie, stłoczone w głębi, dymiły potem, a ich ciężkie oddechy tworzyły pod niskim stropem gęstą mgłę.

– Dzięki Czterolicemu za odnalezienie tej jaskini – odezwała się Eldiole, dorzucając zmarznięte polano do nikłego ogniska. Płomień syknął, walcząc z wilgocią.

Eion, skulony przy sańach, zaledwie uniósł wzrok znad magicznej księgi Bunholda. Jego twarz była szara z wycieńczenia, a pod oczami widniały ciemne sińce. Litery na pergaminie zdawały się wić i uciekać przed jego wzrokiem. Kiedy mistrz żył, wszystko wydawało się jasne, ale teraz, bez jego wskazówek, formuły były tylko martwym tuszem. Chłopak spojrzał na nią bez słowa i natychmiast wrócił do studiowania znaków.

– I za ten opał, który nam zostawił, bo podróbka czarownika nie może nic zaradzić – dodała złośliwie Eldiole, licząc na jakąkolwiek reakcję.

Eion ponownie na nią spojrzał, tym razem z cieniem bólu w oczach, ale duma nie pozwoliła mu się odezwać. Ponownie zanurzył się w lekturze.

– Jak nie zamarzniemy, to pomrzemy z głodu – kontynuowała królewna, wyciągając z worka trzy mrożone ryby, ich ostatni skarb. – Dałam koniom resztki obroku. Dobrze, że Vilkund jest nieprzytomny, bo ryb starczy tylko dla nas.

Spojrzała na Gjordа, który leżał bezwładnie na futrach, a potem na czworonoga Vilkunda. Wielki ogar siedział przy swoim panu niczym kamienny posąg, a jego ślepia śledziły każdy ruch Eldiole.

– A ty co, bestio? – skierowała czubek sztyletu w stronę psa. – Wiem, że gdy będziesz miał szansę, wgryziesz mi się do gardła. A ten sztylet... nie działa. Nawet nie drgnie.

Zwierzak, jakby rozumiejąc każde jej słowo, uniósł górną wargę, obnażając żółte kły. Gardłowy warkot wypełnił jaskinię, odbijając się echem od lodowych ścian.

– Chociaż podróbka maga ciągle twierdzi, że skoro ostrze nie świeci, toś przyjaciel... ale ja bym ciebie chętnie... – Eldiole zrobiła prowokacyjny krok w stronę Gjorda.

Warczenie natychmiast wzrosło na sile, przechodząc w niski, morderczy pomruk, od którego zadrżały płomienie ogniska.

– Dobra, dobra! – skwitowała Eldiole, cofając się na swoje miejsce. – Śmierdzisz i jesteś brzydki jak bulkaryjski wilk, ale przynajmniej się odzywasz. Nie to, co nasz „wielki mistrz” od siedmiu boleści.

Zniecierpliwiona brakiem reakcji Eiona, podniosła z ziemi grudkę zmarzniętej gliny i cisnęła nią prosto w księgę chłopaka.

– No, magu wyczesany z włosia padliny achyra! – krzyknęła, a jej głos przeszedł w piskliwy ton. – Powiesz w końcu, gdzie jesteśmy?! Eionie, odpowiedz swojej pani!

Chłopak powoli zamknął księgę. Odgłos uderzającego o siebie pergaminu brzmiał w ciszy jaskini jak wystrzał. Eion uniósł głowę i Eldiole po raz pierwszy zobaczyła w jego oczach coś, co ją uciszyło. Nie był to strach, ale głęboka, starcza rezygnacja.

– Nie ma pojęcia pani – powiedział cicho, a jego głos był chrapliwy. – I nie ma ani krzty mojej magii. Bunhold nie zostawił mi instrukcji, jak odnaleźć drogę w pustce, którą Biały Pan wymazał z mapy. Błądzimy. Jeśli zaraz nie ruszymy, jaskinia stanie się naszym grobem, a te ryby... zjedzą po nas szczury.

Wstał, chwiejąc się na nogach, i wskazał na wylot jaskini.

– Sztylet nie świeci przy psie, bo on ma duszę. Ale spójrz na horyzont. Tam, gdzie niebo spotyka się z czernią boru.

Eldiole wyjrzała na zewnątrz. Na tle szarej bieli dostrzegła coś, co wyglądało jak dym, ale poruszało się zbyt szybko i zbyt nisko.

– Vilkundzi? – szepnęła, a jej dłoń automatycznie zacisnęła się na rękojeści broni.

– Gorzej – odparł Eion, chowając księgę pod pazuchę. – To wampiry. Czuję ich głód nawet stąd. Zakon Mroku wysłał ogary. Tylko nie wiem, czy po to, by nas ratować, czy by dokończyć dzieła Ragnara.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (4)

  • il cuore 5 godz. temu
    Czyli ten no tak
    Odyn był najważniejszym Bogiem całego burdelu w futrac
  • il cuore 5 godz. temu
    Futrach i wino
  • il cuore 4 godz. temu
    Naszemu wystarczyło wino wypite z rogu
  • Maurycy Lesniewski
    Trochę nie nadążam za Twoim tokiem myślenia, może zbyt wcześnie dla mnie m, ale doceniam chęci komentatorskie. Kłaniam się

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania