Poprzednie częściCzerwona łza

Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Czerwona łza Rozdział IV

Amanda, wrzesień 1981

Sytuacja geopolityczna w naszym kraju z roku na rok stawała się coraz trudniejsza. Przez ponad dekadę rządów Edwarda Gierka w Rzeczpospolitej Ludowej odnotowano rozwój gospodarczy, dzięki czemu poziom życia Polaków był wyższy niż w poprzednich latach. W tym czasie na Śląsku powstało wiele nowych inwestycji, co przyczyniło się do rozwoju górnośląskiej metropolii. Katowice mogły pochwalić się nowymi obiektami, takimi jak hala widowiskowo-sportowa czy nowoczesny kompleks mieszkaniowy Superjednostka przy Alei Korfantego.

Po powrocie od dziadków pomagałam mamie w chałupnictwie. Głównie zajmowałyśmy się szyciem i wykonywaniem robótek ręcznych. Pracodawcą mamy był pan Albert Szpak, który prowadził działalność w naszej okolicy. To od niego otrzymywałyśmy zlecenia oraz niezbędne materiały do pracy. Nie była to praca marzeń, ale pozwalała nam się utrzymać.

Po niespodziewanej śmierci taty, która miała miejsce na początku 1980 roku, mama otrzymała rentę wdowią. Dzięki niej oraz naszej pracy mogłyśmy jakoś wiązać koniec z końcem. To właśnie wsparcie rodziców pozwoliło mi rozpocząć studia dzienne, a w wolnych chwilach pomagałam mamie.

To ona nauczyła mnie szyć, dziergać oraz rozpoznawać materiał, który zamiast wyrzucenia nadawał się jeszcze do przeróbki. Moje dłonie nie były jednak tak sprawne jak jej, dlatego często musiała poprawiać to, czego sama nie potrafiłam dokończyć.

Nasz domowy zakład mieścił się na Osadzie Jana w Tarnowskich Górach — mieście niegdyś słynącym z wydobycia srebra. W 1976 roku kopalnia, po setkach lat nieużytkowania, została otwarta dla zwiedzających. Mimo że mieszkałam w Tarnowskich Górach już od kilku lat, nigdy nie miałam okazji jej odwiedzić.

Po powrocie z Jelenina nie miałam już okazji porozmawiać z Anielą, co odczuwałam jako pewną ulgę. Nie chciałam wracać do przeszłości, która otwierała wiele dawno zabliźnionych ran. Do końca sierpnia pozostałam u dziadków i kuzynostwa pomagając im w opiece nad zwierzętami i przy żniwach. Odmawiałam każdego wyjścia, które proponowała mi Hania lub kuzyni. Wiedziałam też, że wracając do domu czeka nas z mamą dużo pracy co pozwalało mi wyciszyć natrętne myśli.

W ramach przerwy chodziłam na basen i biegałam, wykorzystując ostatni wolny miesiąc na moje ulubione aktywności. Na pływalnię musiałam jeździć do Bytomia, ponieważ był to najbliższy obiekt z krytym basenem. Ku mojemu zadowoleniu często dołączał do mnie Hubert — mój przyjaciel ze studiów.

W ramach przerwy chodziłam na basen i biegałam, wykorzystując ostatni wolny miesiąc na moje ulubione aktywności. Na pływalnię musiałam jeździć do Bytomia, ponieważ był to najbliższy obiekt z krytym basenem. Ku mojemu zadowoleniu często dołączał do mnie Hubert — mój przyjaciel ze studiów.

Była nas czwórka: ja, Hubert nazywany przez wszystkich Hugiem, Martyna Staniczek oraz Arnold Szymański. Poznaliśmy się na uczelni i z czasem staliśmy się nierozłączni.

Martyna usiadła za mną podczas rozpoczęcia roku akademickiego. Była bystrą szatynką o rumianych policzkach i niezwykłej energii, która sprawiała, że szybko zjednywała sobie ludzi. W naszej grupie należała do najbardziej lubianych osób. Potrafiła rozmawiać z każdym, a jej obecność często poprawiała atmosferę nawet w trudniejszych chwilach.

Hubert i Arnold z kolei słynęli z poczucia humoru. Podczas wykładów zdarzało im się przerywać wykładowcom, dodając do ich wypowiedzi własne anegdoty i komentarze. Choć czasami doprowadzało to prowadzących do lekkiej irytacji, potrafili rozładować napiętą atmosferę, szczególnie podczas długich wywodów na temat prawa.

Studia prawnicze na Uniwersytecie Śląskim rozpoczęliśmy jesienią 1978 roku. Przez kolejne lata przedzieraliśmy się przez dziesiątki egzaminów, zaliczeń i godzin spędzonych nad kodeksami oraz podręcznikami do poszczególnych gałęzi prawa. Niejednokrotnie brakowało nam sił, zdarzały się też poprawki, ale żadne z nas nie zamierzało się poddać. We wrześniu 1981 roku rozpoczynaliśmy już czwarty rok studiów. Do ukończenia prawa pozostawała ostatnia prosta.

Mój wybór kierunku studiów był dla najbliższych sporym zaskoczeniem. Większość spodziewała się, że wybiorę konserwatorium muzyczne albo spróbuję swoich sił jako zawodowa tancerka. Taniec i muzyka od zawsze były obecne w moim życiu, jednak moja przekorna natura pchała mnie w zupełnie inną stronę. Chciałam udowodnić – przede wszystkim samej sobie – że potrafię osiągnąć coś więcej, niż inni byli skłonni mi przypisać. Prawo wydawało się wyzwaniem, któremu niewielu dawało mi szansę sprostać. To właśnie dlatego postanowiłam je studiować.

Na przełomie lat 1980 i 1981 przez Polskę przetoczyła się fala strajków. Rozpoczęły się one na Wybrzeżu, a następnie objęły kolejne regiony kraju, w tym Górny Śląsk i Lubelszczyznę. Polacy masowo wychodzili na ulice, mając dość gwałtownie rosnących cen, które w niektórych przypadkach sięgały nawet 100%, niedoborów podstawowych produktów oraz nierównego traktowania pracowników.

Kulminacją tych wydarzeń było podpisanie w sierpniu 1980 roku Porozumień Sierpniowych. Na ich mocy władze komunistyczne zgodziły się na utworzenie pierwszego w bloku wschodnim niezależnego związku zawodowego – „Solidarności". W krótkim czasie do związku przystąpiło około 10 milionów osób, co stanowiło blisko połowę dorosłego społeczeństwa. W jego szeregach znaleźli się zarówno robotnicy zatrudnieni w hutach, kopalniach i zakładach przemysłowych, jak i przedstawiciele inteligencji.

Fala protestów nie ominęła również uczelni wyższych. Studenci, zamiast uczestniczyć w zajęciach, organizowali strajki okupacyjne i przyłączali się do lokalnych protestów. W odpowiedzi na ich postulaty powołano Niezależne Zrzeszenie Studentów (NZS), które stało się jednym z głównych ruchów opozycyjnych na początku lat 80.

Zarówno Hugo, jak i Szymański namawiali mnie oraz Martynę, abyśmy również wstąpiły do NZS. Osobiście nie byłam do tego przekonana. Chciałam trzymać się z dala od polityki. Tak nauczyła mnie rodzina. Zarówno ojciec, jak i matka powtarzali, żebym specjalnie się nie wychylała, bo jako jednostki i tak nie jesteśmy w stanie niczego zmienić – ani w kraju, ani na świecie.

Ich przekonanie wynikało z doświadczeń wojennych. Dorastali w czasach jednej z najokrutniejszych wojen w historii ludzkości. Widzieli i przeżyli wiele. Pod okupacją niemiecką, ponieważ wychowali się na Śląsku, byli stosunkowo bezpieczni, jednak byli świadkami tego, co spotykało ludzi sprzeciwiających się władzy okupacyjnej lub próbujących z nią walczyć. Nie sposób też pominąć prześladowań i masowego mordowania ludności.

Prawdziwe problemy zaczęły się pod koniec wojny, gdy na ziemie polskie wkroczyli Rosjanie. Mój dziadek kazał wtedy mamie i babci ukryć się na strychu, gdy po domach chodzili radzieccy żołnierze, rzekomo sprawdzając, czy nie ukrywają się w nich niemieccy żołnierze. W rzeczywistości był to często jedynie pretekst do rabowania i niszczenia dobytku mieszkańców, a także wyciągania z domów młodych kobiet, nierzadko jeszcze dziewcząt, w jednym celu.

W tamtym czasie wiele kobiet zostało brutalnie zgwałconych, często na oczach własnych mężów, matek czy dzieci. Mojej mamie udało się tego uniknąć, ale wiele jej koleżanek nie miało tyle szczęścia. Dlatego zarówno matka, jak i ojciec nie chcieli, żebym wciskała nos w nieswoje sprawy, zwłaszcza że byłam najmłodsza z rodzeństwa.

Martyna uległa dopiero wtedy, gdy Arnold obiecał jej lepsze życie po obaleniu komunizmu. Od samego początku mieli się ku sobie, jednak swój związek oficjalnie ogłosili dopiero pod koniec trzeciego roku studiów. Nie było to dla mnie żadnym zaskoczeniem. Potrzebowali jedynie czasu, by dojrzeć do decyzji o byciu razem.

– Naprawdę, Amanda, przemyśl to – powiedział Hugo.

– Wiesz dobrze, jak jest – odparłam.

– A co będziesz opowiadać swoim dzieciom? – prychnął. – Że byłaś apolityczna?

– Hugo, proszę cię. – Ochlapałam go wodą. – Nie czas na reprymendy. Przyszliśmy tu, żeby wypocząć, a nie rozmawiać o polityce.

– Tak? A nie widzisz, co się dzieje wokół nas? To najlepszy moment, żeby się jednoczyć przeciwko tym darmozjadom, którzy potrafią jedynie okładać nas pałkami i oblewać wodą z armatek.

– Przestań. Nie chcę o tym słuchać.

Naprawdę nie miałam ochoty dłużej ciągnąć tej dyskusji. Nie chcąc brać w niej dalszego udziału, zanurzyłam się pod wodę. Chciałam, by otuliła mnie głucha, podwodna cisza.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania