Dom rozpusty - Rozdział 1

Co ja tu robię? Jestem głupi? Z całą pewnością zgłupiałem, skoro myślę, że cokolwiek wskóram!

Sekretarka o biuście tak dużym, że guziki bluzki zdawały się trzymać na życzenie, zaprosiła mnie do gabinetu swojego szefa. Nie oszczędziła mi przy tym pogardliwego spojrzenia. Doskonale wiedziałem, ze nie powinno mnie tu być. Ale teraz nie mogłem się przecież wycofać!

Nie wiem, czego się spodziewałem. Chyba czaszek, kości i trupów, a za biurkiem pomarszczonego, łysiejącego faceta w drogim garniturze i z cygarem w ustach. Słyszałem o tym facecie same okropne rzeczy. Miał złą sławę osoby zimnej i wyrachowanej, która ma głęboko w poważaniu ludzi.

Drogi garnitur się zgadzał, ale miał odcień tak bardzo nielubianych przeze mnie kremówek, nie głębokiej czerni. Nie był też łysiejący. Miał długie, lśniące włosy. Rude. Nie palił. Zamiast tego bawił się długopisem i patrzył przez okno. To zajmowało większą część ściany naprzeciw drzwi. Ciemne, prawie czarne ściany ładnie się komponowały z białą podłogą i meblami z jasnego drewna.

Kiedy wszedłem i się przywitałem, odwrócił głowę w moją stronę. Aż zaparło mi dech. Był niesamowicie przystojny.

Dlaczego ci przystojni zawsze okazują się draniami?!

– Pan Yaluz, jak mniemam? – spytał sucho.

Kiedy potwierdziłem, wskazał mi krzesło przed biurkiem. Usiadłem, ale plecami nie dotknąłem oparcia. Siedziałem, jakby mi kto kij w tyłek wsadził. Denerwowałem się i nie potrafiłem tego ukryć. Marny był ze mnie aktor.

– Czemu zawdzięczam wizytę?

Byłoby łatwiej, gdyby nie patrzył na mnie, jakbym zabił mu matkę…

– Uhm… Chciałem… – przerwałem i odkaszlnąłem cicho, bo sam siebie ledwie usłyszałem. – Chciałbym prosić o wydłużenie terminu spłaty długu – powiedziałem już trochę głośniej.

Głos mi drżał. Cały się trzęsłem. Ten gość był przerażający. Miał taki zimny wzrok, a jego twarz wyrażała samą niechęć – tak delikatnie mówiąc.

– Znowu? – spytał z niedowierzaniem. Wyraźnie słyszałem pogardę w jego głosie. – To już szósty raz. Jeśli tak dalej pójdzie, nigdy nie odzyskam tych pieniędzy. Zdajesz sobie sprawę, dzieciaku, jak dużą sumę jest mi winien twój ojciec?

– Tak, ale…

– Nie zamierzam rozmawiać o tym z pośrednikiem – przerwał mi sucho. – Przekaż temu człowiekowi, że nie zamierzam po raz kolejny iść mu na rękę. Nie obchodzi mnie, czy zadłuży się u kogoś innego, sprzeda nerkę czy jeszcze coś innego. Do końca tygodnia chcę odzyskać pieniądze.

– Ale…

– Powiedziałem! – zagrzmiał, uderzając ręką w biurko. Podskoczyłem i skuliłem ramiona. – Mam dość rozmawiania przez pośredników! To Sogo Yaluz pożyczył ode mnie pieniądze! Jeśli chce targować się o przedłużenie terminu spłaty, niech przyjdzie tu osobiście!

– Ale on nie żyje! – zawołałem zrozpaczony. Bałem się, że lada chwila mnie wyrzuci i nic nie załatwię.

Otworzył szerzej oczy, a jego twarz złagodniała. Teraz wyrażała tylko zaskoczenie.

– Nie żyje? – powtórzył takim tonem, jakby próbował to sobie wyobrazić. Przymknął oczy, westchnął i opadł na oparcie fotela. – Nie sądziłem, że ktoś tak zakonserwowany naprawdę się przekręci. Kiedy?

– Trzy lata temu – odpowiedziałem. – Przesadził z alkoholem. Wstał, upadł i już się nie podniósł.

– Chyba niezbyt go lubiłeś – stwierdził, marszcząc brwi. – Dawno nie słyszałem tyle goryczy.

– Mam po nim płakać i mu dziękować, że zostawił mnie i mamę z długami, których nie jesteśmy w stanie spłacić?! – straciłem nerwy. Nie chciałem krzyczeć, ale rozmowa na jego temat zawsze mnie denerwowała. Odgarnąłem włosy do tyłu, pokazując mężczyźnie limo pod okiem. – Jeden z wierzycieli regularnie nasyła na nas ludzi, którzy wielce nazywają się komornikami. Nawet windykatorzy nie są tak brutalni! Jakoś bym przeżył, gdybym tylko ja oberwał, ale oni pobili moją mamę! Jest chora, nogi odmawiają jej posłuszeństwa i potrzebuje drogich leków. Nie przychodziłbym tu, gdybym był w stanie pana spłacić!

Oddychałem ciężko. Starałem się uspokoić, ale zwyczajnie nie potrafiłem. Ta cała sytuacja była tak tragiczna, że aż śmieszna, ale na szczęście jeszcze nie zbierało mi się na histeryczny śmiech. Póki co chciałem płakać z niemocy.

– Spłacę wszystko – powiedziałem trochę spokojniej, spuszczając głowę. Nie chciałem, by widział zbierające się w oczach łzy. – Spłacę wszystko co do najmniejszej odsetki. Błagam jedynie o trochę więcej czasu.

Przez dłuższą chwilę trwaliśmy w ciszy. Bałem się na niego spojrzeć. Nakrzyczałem na niego, wyżyłem się zwyczajnie. Pewnie teraz mnie wywali i każe wszystko spłacić w terminie, grożąc przy tym w jakiś obrazowy sposób.

Gdy byłem gotów paść na kolana, by przeprosić i błagać o spełnienie prośby, zobaczyłem przed sobą białe spodnie w kant. Zaskoczony, podniosłem głowę. Stał nade mną z dziwną miną, chyba się nad czymś zastanawiając. W końcu podniósł rękę. Byłem przekonany, że chce mnie uderzyć, więc mocno zacisnąłem powieki. Ale nie poczułem niczego związanego z bólem. Ciepłe palce odgarnęły mi włosy z twarzy, by przesunąć się po policzku i złapać brodę. Zmusił mnie do podniesienia głowy. Uchyliłem powieki, nie rozumiejąc jego postępowania.

– Jesteś stigmą, prawda? – spytał łagodnie, zupełnie inaczej niż przed chwilą.

– Uhm… Tak…

– Jesteście rzadcy. Coś około jeden do tysiąca, prawda? Zawsze ładni i słodcy.

– Ehm… Panie Zaraod? – mruknąłem, zupełnie nie wiedząc, do czego zmierza.

Delikatnie pogłaskał mnie po policzku.

– Wiesz, czym się zajmuję?

– Uhm… Jest pan właścicielem jakiejś sieci moteli.

Zaśmiał się lekko. Było to dziwne, ale bardzo pasował mu uśmiech.

– Blisko – powiedział i kucnął, nadal patrząc mi w oczy. – Durya to sieć, owszem, ale agencji towarzyskich.

On chyba nie…?

– Mam po jednym przybytku w każdym dużym mieście. A dyrektor tutejszej agencji narzekał ostatnio, że brakuje mu ślicznych chłopców.

– Chce pan, żebym – przełknąłem ciężko ślinę – odpracował dług? – dokończyłem słabo.

– Szybko łapiesz – pochwalił, zjeżdżając palcami po mojej szyi. Wzdrygnąłem się. – Uprawiałeś już seks?

– Nie – odparłem z automatu i zaraz mocno poczerwieniałem.

Uśmiechnął się szerzej.

– Tym lepiej. Umówmy się w ten sposób. Spłacę waszych wierzycieli. To sprawi, że wasz dług wobec mnie jeszcze bardziej urośnie, ale myślę, że lepiej być przywiązanym do mnie, niż do kogoś, kto nie waha się zrobić wam krzywdy.

– Dlaczego miałby pan to robić? – spytałem podejrzliwie.

– Jesteś śliczny, a ja dbam o swoje interesy. Jeśli zatrudnię cię w jednym ze swoich lokali, dużo na tym zyskam. Rozłożymy wasz dług na raty, a twoja wypłata będzie pomniejszona o ich wysokość. Oczywiście, zostawię ci tyle, abyś mógł zapewnić matce leki i lekarza.

– Dlaczego? – drążyłem. – Mógłby pan po prostu mnie zniewolić.

– Wychodzę z założenia, że jeśli człowiek nie rodzi się niewolnikiem, nie należy odbierać mu wolności – odpowiedział.

Nagle wyprostował się, złapał mnie za nadgarstek i pociągnął, zmuszając do wstania. Stałem jak ten kołek, kiedy obchodził mnie mnie dookoła i uważnie oglądał. Nagle uszczypnął mnie w boki. Pisnąłem, odskakując.

– Słodko! – zaśmiał się i poklepał mnie po głowie. – Myślę, że się nadasz. Harry powinien się cieszyć.

– Chwila! Jeszcze się nie zgodziłem! – zaprotestowałem.

Uśmiechnął się cwaniacko.

– Więc wolisz ryzykować, że następnym razem nie skończy się na pobiciu?

Otworzyłem usta, ale zaraz je zamknąłem. Miał cholerną rację. Następnym razem mama może trafić do szpitala. Nie chciałem tego.

– Ugh! – szarpnąłem się za włosy.

– Nie każę ci teraz decydować – powiedział. Minął mnie i sięgnął po coś na biurku. Po chwili wręczył mi płaski, prostokątny kartonik. – To wizytówka dyrektora tutejszej agencji. Zastanów się i zgłoś do niego, jeśli się zdecydujesz. Powiedz, że jesteś ode mnie.

– Uhm. – Tylko tyle byłem w stanie z siebie wydusić.

Średnia ocena: 3.8  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (4)

  • Joanna Gebler rok temu
    Zapowiada się naprawdę ciekawie, czekam na kolejne części :)
  • Klaudunia rok temu
    Bardzo mi się podoba! Czekam na następne części!
  • Zapowiada się obiecująco ;) Czekam na więcej! :D
  • Bajkopisarz rok temu
    „mnie do gabinetu swojego szefa. Nie oszczędziła mi przy tym pogardliwego spojrzenia. Doskonale wiedziałem, ze nie powinno mnie”
    Mnie-mi-mnie
    Że nie powinno
    „faceta w drogim garniturze i z cygarem w ustach. Słyszałem o tym facecie”
    2 x facet
    „kogoś innego, sprzeda nerkę czy jeszcze coś innego”
    2 x innego
    „mnie za nadgarstek i pociągnął, zmuszając do wstania. Stałem jak ten kołek, kiedy obchodził mnie mnie dookoła i uważnie oglądał. Nagle uszczypnął mnie w boki. Pisnąłem, odskakując.
    – Słodko! – zaśmiał się i poklepał mnie „
    4 x mnie
    „mnie i sięgnął po coś na biurku. Po chwili wręczył mi płaski, prostokątny kartonik. – To wizytówka dyrektora tutejszej agencji. Zastanów się i zgłoś do niego, jeśli się zdecydujesz. Powiedz, że jesteś ode mnie.
    – Uhm. – Tylko tyle byłem w stanie z siebie”
    Mnie-mi-niego-mnie-siebie

    Ogólnie trzeba powalczyć z zaimkami.
    Treściowo dobrze, jasne związanie akcji, postawienie problemu i propozycji rozwiązania. No, to teraz już może się dziać.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania