Dom rozpusty - Rozdział 3

Harry obserwował mnie bardzo uważnie. Zupełnie jakbym miał lada chwila mu uciec, a on nie mógł sobie na to pozwolić. Nie mówię, że nie miałem na to ochoty. Kilka razy chciałem schować się gdziekolwiek, choćby głęboko pod ziemią, by poczekać tam, aż wszyscy zapomną o długach mojego ojca. Ale zaraz przypominałem sobie o mamie, której nie mogłem przecież zostawić. Myślę, że była głównym powodem, dla którego zdecydowałem się trzymać tej cienkiej nici nadziei, jaką dawał mi pan Zaraod.

Gabinet opuściliśmy wspólnie. Przy ladzie stał teraz chłopak mniej więcej w moim wieku i wesoło rozmawiał z kobietą w obcisłej sukience. Harry nie pozwolił mi się im długo przypatrywać. Wytłumaczył mi, gdzie mam zabrać mamę i wręczył wszystkie potrzebne papiery, by została przyjęta z miejsca. Nie musieliśmy nawet czekać na rejestrację. Oczy zaszły mi łzami ze szczęścia i wdzięczności. To naprawdę wiele dla mnie znaczyło.

– Możesz zostać z mamą do końca godzin odwiedzin – powiedział, przyjaźnie czochrając mi włosy.

– Mhm. Dziękuję – odparłem, a głos mi drżał z emocji. – Naprawdę… To wiele dla mnie znaczy. Nie ma pan pojęcia…

– Harry – przerwał mi. – Wystarczy Harry. Nie wiem, jak nas widzisz, ale zapewniam cię, że dbam o swoich pracowników. Traktuję wszystkich jak własną rodzinę. Możesz mi nie ufać, rozumiem to, ale pamiętaj, by nie wahać się przyjść do mnie, gdy będziesz miał problem.

– Zapamiętam – obiecałem.

Podejrzewałem, że minie trochę czasu, nim całkowicie mu zaufam, ale samo to, jak zachowali się względem mojej mamy świadczyło, że są naprawdę w porządku.

Znowu mnie poczochrał i obrócił się w stronę flirtującej parki.

– Ivo, pozwolisz? – zawołał, a chłopak się odwrócił.

Był całkiem przystojny. Miał łagodną twarz, a uśmiech dodawał mu atrakcyjności. Podszedł do nas żwawym krokiem. Pokonując ten niezbyt duży dystans, cały czas przyglądał mi się ciekawsko.

– O co chodzi, Harry? – spytał.

Miał zaskakująco ciepły głos. Słysząc go, mimowolnie się rozluźniłem.

– Nie masz teraz klienta? – spytał Harry, a chłopak pokręcił głową.

– Coś mu wypadło i odwołał spotkanie.

– Więc przez najbliższe dwie godziny jesteś wolny? – upewnił się mój nowy pracodawca.

– Jestem wolny do wieczora. Dlaczego pytasz? Coś się stało? – zaniepokoił się, ale Harry zaprzeczył z uśmiechem i położył dłoń na mojej głowie.

– Mamy nowego pracownika. Chciałbym, żebyś się nim zajął.

Zajął? Jakoś tak poczułem coś nieprzyjemnego na żołądku.

Chyba minie trochę czasu, zanim przestanę mieć te mieszane uczucia.

– Ma na imię Roppi – kontynuował Harry. – Zamieszka w pokoju naprzeciwko twojego. Według mojej rozpiski jest wolny.

– Jest – potwierdził i obdarzył mnie ciepłym uśmiechem. – Miło cię poznać, Roppi. Mów mi Ivo.

– Uhm… Wzajemnie – wydukałem niepewnie.

– Nie ma doświadczenia i chciałbym, by zostało tak podczas wdrażania go w życie tutaj – zaznaczył Harry.

– Z taką twarzą? – zdziwił się Ivo. – Nie przypuszczałbym.

– Prawda, że trafiła nam się perełka? – zaśmiał się. – Oprowadź go i powiedz, co i jak. Chciałbym również, żebyś wziął auto i pomógł mu w przeprowadzce.

– To niepotrzebne! – zaprotestowałem od razu, ale tylko znowu mnie poczochrał.

– Potrzebne – odpowiedział szef. – Musisz zabrać mamę do szpitala, a nie zamierzam pozwalać chorej kobiecie poruszać się komunikacją miejską. Sam przecież powiedziałeś, że nie masz prawa jazdy. No i będziesz mógł bliżej poznać Ivo. Zajmie się tobą, dopóki się nie przyzwyczaisz.

– Z wielką chęcią – dodał wesoło Ivo. – Skoczę po kluczyki i możemy jechać. Zaczekaj chwilę, dobrze?

Ivo wrócił do recepcji. Wszedł za ladę i po chwili pod nią zniknął. W tym czasie kobieta wyjęła jakiś zeszyt. Z krótkiej wymiany zdań między nimi wywnioskowałem, że mają tu kilka aut i wpisują, kto bierze które.

Harry pożegnał się i wrócił do gabinetu, a ja poszedłem za Ivo w stronę schodów. Nie weszliśmy na nie. Zamiast tego obeszliśmy je z prawej strony. W ścianie podtrzymującej marmurowe stopnie znajdowały się drzwi, za którymi znajdowały się schody prowadzące w dół. Znając swojego pecha, wolałem mocno trzymać się poręczy, mimo że schody nie były szczególnie strome. I dobrze zrobiłem, bo oczywiście nieuważnie stanąłem na krawędzi i pojechałem w dół. Ramiona zawyły z bólu, ale nie puściłem metalu, który uchronił Ivo przed upadkiem i posłużeniem jako amortyzacja. Nie obyło się jednak bez strachu z jego strony i kilka razy upewniał się, że nic mi nie jest. Po tym drobnym incydencie zaczął iść obok mnie – schody były wystarczająco szerokie – i mocno trzymał mnie za rękę.

Nie znam się na markach aut. Nigdy się tym nie interesowałem. Potrafiłem je rozróżnić bardziej na zasadzie „to wygląda na drogie, a to na tanie”. Wydawało mi się, że przestronny garaż wypełniają auta z tej pierwszej kategorii. W głównej mierze były srebrne, ale znalazło się kilka czarnych. Były tu też motory i rowery, oczywiście wyglądające na cholernie drogie.

– Chciałbyś zrobić prawo jazdy? – zagadnął Ivo, naciskając przycisk na kluczykach. Odezwało się czarne auto z wielkim bagażnikiem.

– Uhm… Przydałoby się – przyznałem cicho.

– Powiedz o tym Harry’emu – poradził, wsiadając. Zrobiłem to samo. – Koszty odejmie ci z wypłaty, ale będziesz mógł korzystać ze wszystkich tutejszych samochodów i motorów. To bardzo praktyczne. Ale póki co będziesz musiał ograniczyć się do rowerów. Chociaż nie polecam tego zimą.

Nie odpowiedziałem. W ciszy opuściliśmy wielki, podziemny parking. To było chore, że w jednym miejscu znajdowało się tyle aut. Wolałem nie myśleć, ile pieniędzy tracą na benzynę.

– Gdzie mieszkasz? – spytał, kiedy zjeżdżaliśmy w dół wzgórza.

– Na Starym Osiedlu.

– Nieprzyjemna okolica – zauważył. – Twoja mama jest chora, dobrze zrozumiałem?

– Mhm.

– Mogę spytać na co?

– Nie wiem – przyznałem. – Ma chore nogi. Bierze drogie leki, ale nigdy mi nie powiedziała, co dokładnie jej dolega.

– Moja mama też jest chora – powiedział. Spojrzałem na niego z zainteresowaniem. – Rak. Praktycznie nie opuszcza szpitala.

– Uhm… Przykro mi – mruknąłem.

– Jakoś sobie radzimy. Mam dwójkę młodszego rodzeństwa, więc nie mogę sobie pozwolić na okazywanie słabości. Masz rodzeństwo?

– Nie – odparłem cicho. – Ale chciałbym.

– Czasami dają w kość – zaśmiał się. – Ale nie wymieniłbym ich za nic na świecie. Odkąd mama zachorowała, mają tylko mnie. Dlatego zdecydowałem się pracować u Harry’ego. Dzięki temu mogę zapewnić mamie szpital i zapewnić rodzeństwu dobra szkołę.

– Uhm… Jesteś bardzo wylewny – zauważyłem.

– Chcę, żebyś mi zaufał. To bardzo ważne, skoro mam mieć na ciebie oko i nauczyć cię wszystkiego. Nie chcę, żebyś się mnie bał albo uważał za… nie wiem… kogoś niebezpiecznego? Poza tym, znając moją sytuację, łatwiej będzie ci opowiedzieć o swojej.

– Wszyscy u Harry’ego mają jakąś dramatyczną historię? – zainteresowałem się.

– Nie – zaśmiał się. – Jest kilka osób, którym życie dało w kość. Łatwo poznać, którzy to. Ale większość robi to, bo lubi seks albo chcą łatwo zarobić. Ci drudzy bywają nieprzyjemni, ponieważ widzą pozostałych jako konkurencję w pozyskiwaniu klientów, ale nie przejmuj się nimi. Trochę pogadają i odpuszczą.

– Rozumiem.

Przez resztę drogi milczeliśmy. Ivo nie naciskał, bym opowiedział o sobie. Byłem mu za to wdzięczny. Obecna sytuacja nie ciążyła mi już tak bardzo, więc chciałem skupić się na pozytywach. Mama będzie szczęśliwa. Zaczną ja leczyć i się jej polepszy. Tylko to się teraz liczyło.

Ale wszystko co pozytywne uleciało, gdy stanąłem przed wyważonymi drzwiami mojego mieszkania.

Średnia ocena: 4.8  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (3)

  • Klaudunia rok temu
    Podoba mi się, coraz lepiej to idzie : )
  • Freya rok temu
    "W ścianie podtrzymującej marmurowe stopnie znajdowały się drzwi, za którymi znajdowały się schody prowadzące w dół." – 2 × znajdowały się
    "Dzięki temu mogę zapewnić mamie szpital i zapewnić rodzeństwu dobra szkołę." – 2 × zapewnić; dobr(ą) szkołę
    "Nie chcę, żebyś się mnie bał albo uważał za… nie wiem… kogoś niebezpiecznego?" – tutaj "nie wiem" jest klasycznym wtrąceniem, więc wystarczą, chyba, przecinki... ?
    "Zaczną ja leczyć i się jej polepszy." – ją leczyć
    Pewnie bym usunął ze dwa przecinki ?

    Nie czytałem wcześniejszych rozdziałów, a w tym tutaj miałem wrażenie iż fabuła jest umieszczona w odleglejszym czasie, dopiero samochód z pilotem uświadomił mi, że to może być współczesność. Ogólnie atmosfera jest dosyć ponura – pomimo zwyczajowych grzeczności i pozornej beztroski. Takim też chyba pozostanie całe to opko.
    Pomysł taki sobie i wiele zależy od autorskiej inwencji w temacie, który niekoniecznie musi być przypisany kanwą jako erotyczna opowiastka.
    Nieźle jest napisane. Pzdr
  • Joanna Gebler rok temu
    Tak jak wyżej Freya zauważył, powtórzenia. Trochę za krótkie, ale za to fajnie zakończone, przez co chce się czytać dalej :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania