Dyptyk z Zośką
"Miasto 44"
Zośka była za mną. Jak zawsze coś dobrego.
Jej palce w wolnym tańcu zaplecione modlitewnie na plecach.
Kiedy przestali grać poczułem mocne uderzenia w żebra.
Powiedziała później, że zazdrośnik dostał z głowy,
przyboczni polecieli na dechy tancbudy.
Słyszałem jak poprawił: to jest mój brat skurwysyny.
Pamiętajcie, ja się z jednym nie biję.
Otworzył nade mną parasol, Na wiele lat.
Kiedyś uderzyłem, prowokator zalał się krwią i płakał.
Kumple mówili, że mam pociągnięcie jak on.
Brakowało mi tego do bycia lepszym człowiekiem.
"Tam, gdzie rosną poziomki"
Dziewczyny dawały zdjęcia i namacalne fałszywki,
byłaś ekspozycją i dedykacją, tak jak pragnąłem.
Bez nieporównywalnego całowania, z rosą na wsuniętej pod nas
pierwszej stronie księżyca.
Rozerwał nas dzień, za zasłoną deszczu przerobiło
nieupadłe powstanie wygniecionej nocą trawy.
Zośka, po latach niedowierzania znowu lepią się
i srają muchy, a wiosny dla nas nie ma.
Komentarze (8)
NO!
Czy kolana odmawiają posłuszeństwa?
NO!
Miałeś na myśli "Sodomitów"?
NO!
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania