Dzień gaszenia świateł
Słucham deszczu.
Już wiem - w nowych słowach
zabraknie życia. Zginą drobiazgi,
rodzinne relikwie, pordzewieją herby.
Kiedy krople lekko pukają o szybę,
zanurzam się w swoim istnieniu,
ale to tylko żałosny, jałowy bieg
do jutra, które będzie bezosobowe,
obliczalne. Bez uśmiechu
zostawiam miasto pełne obcych ludzi.
Mówisz, że blask jednej gwiazdy
wpłynie na rozrost drzewa
i splecie ręce popielatą mgłą.
To nie może być takie proste
Komentarze (7)
Smutne, ale mi się podoba, 5/5
Dziękuję madmike
Kurczę, to chyba jeden z Twoich lepszych wierszy.
Dziwnie we mnie gra. Widzę tu jakieś odcięcie. Od rodziny, tradycji. Jakiś nowy, gorszy początek.
Jakby Peel ceremonialnie odcinał korzenie, zdając sobie sprawę ze szkodliwości czynu. I ze zubożenia.
Właśnie tak we mnie gra ten wiersz. Smutno.
Tak Tjeri. Takie czasy- zmieniają czas teraźniejszy w przeszły. Dzięki.
Bardzo ładny, rzeczywiście, w obcym mieście, to nie może być takie proste ?
Czasami nie stać mnie, by zawsze było pięknie, kolorowo. I wtedy gaśnie światło.
Może zapali się od blasku jednej gwiazdy - chociaż to nie może być takie proste. Pozdrawiam:)
Widzę tutaj Hrabiego Henryka z Nie-Boskiej w roli podmiotu...albo każdego innego romantyka, który już zdążył zwątpić w romantyzm, dalej operuje jego językiem, choć przeczuwa śmierć słów. Bardzo piękny jest ten wiersz, wszystko w nim jest piękne, nawet jeśli jedna gwiazda nie naprawi świata 🥺 rewolucja jest nieunikniona...
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania