Poprzednie częściKu wolności - Sny

Ku wolności - Dzika dusza

„Bestia, ucieleśnienie zła i grzechu, zaatakował przenajświętszego i najukochańszego Imperatora. Potworności udało się spustoszyć połacie ziemi, niemal całkowicie wypleniwszy je z życia; tworząc bezkresne pustynie i stepy na wschodzie.

Jednak najmądrzejszy z władców zebrał dzielnych lojalistów i mocarnymi działami posłał salwę o niespotykanej sile, raniąc Bestię i zmuszając ją do ucieczki. Splugawiona krew opadała na ziemię, krzepnąc i wzywając grzeszne serca.

Kohorty głupców wydobywały je z ziemi, mieliły i zażywały w ramach komunii grzechu, sprowadzając na siebie męki i gniew boży. Ci, którzy przeżyli, zmienili się w czerwonoskóre potwory wyższe o stopę od nas, niepanujące nad żądzami i emocjami. Dla bezpieczeństwa Błogosławionego Imperium Cafter wygnano ich z naszych domów”

Przypowieść ludowa

 

Siódmy dzień tysiąc sto dwudziestej trzeciej wiosny; pobliże granicy Cafteru i Piaskowych Kohort

 

Zazwyczaj na oblanych rozgrzanymi promieniami popołudniowego słońca stepach niewiele się działo. Mieszkańcy i zwierzyna wypoczywali w cieniu lub leniwie korzystali ze strumienia płynącego przez jego centrum; skrywając się przed wszędobylskim pyłem i ukropem. Nawet złote, strzeliste źdźbła trawy, dumnie sięgające ku nieboskłonowi na ponad sześć stóp, tkwiły nieporuszone choćby najmniejszym podmuchem kojącego wiatru. Zbyt dumne, aby pozwolić się zgiąć warunkom dookoła, lecz zbyt słabe, aby rozwinąć barwne kwiecie, soczyste owoce czy gęste korony z liści.

Tym razem jednak nudę przerwała szalona gonitwa między uciekającą w panice orczycą, a zwinnie ją ścigającą elfką. Goniąca liczyła sobie niewiele ponad pięć stóp i trzy cale wzrostu, aczkolwiek była dobrze zbudowana. Proste, kasztanowe włosy opadały bez ładu i składu na ramiona, łopatki i — te bardziej złośliwe — na twarz właścicielki. Co poniektóre trzepotały za to na wietrze, nieskrępowane w żaden sposób. Skąpe odzienie z niefortunnej antylopy okrywało okolice jej piersi oraz bioder, odsłaniając ciemną, pokrytą cienką warstwą potu skórę. Bose stopy śmiało i lekko stąpały po wysuszonej ziemi, zręcznie omijając ostre kamienie lub wystające korzenie. Przewieszona przez lewe ramię torba uderzała rytmicznie o prawe udo, chroniąc niezbędne do wypadów przedmioty, pokroju bukłaka; a liczne trofea ze zwierzęcych zębów wystukiwały pieśń strachu i łowów.

Orczyca wyglądała młodo, niełatwo było nawet określić czy była dzieckiem, czy dorosłą. Jej niewysokiemu ciału brakło wyraźnie zarysowanych mięśni, za to miało delikatniej zarysowaną skórę, a proporcje były dużo smuklejsze i subtelniejsze. Gołe oko mogło ocenić, że nie nawykła do bezustannej, fizycznej pracy. Krótkie, czarne włosy związane w koński ogon lepiły się od gęsto spływającego po niej potu.

Dyszała ciężko, czując łomot rozpalonego serca i walcząc z drżącymi ze zmęczenia mięśniami. Uciekała tak już kilka godzin, jednakże powoli narastające zmęczenie niespiesznie poczęło górować nad wolą przeżycia. Mięśnie wykrzykiwały błagalnie pragnienie zwalenia się na ziemię i pogodzenia się z losem. Zgrozę jedynie potęgowały wciąż równe tempo i oddech elfki, skracającej powoli dystans.

Zamknęła oczy i zapłakała przez chwilę. Wszystko miało być tak pięknie. W końcu miała przestać być najsłabszą w rodzinie. Mimo mizernej postury pozwolono jej w końcu udać się z grupą na polowanie; gdzie udało jej się zabić bawoła stepowego przepięknym rzutem włócznią. Mówiono jej, że wykarmi on plemię na miesiąc, mogłaby też w końcu przyozdobić namiot jej własnym trofeum. Pozwoliła się porwać fali radości i dumy, co sprowadziło na nią nieszczęście, na jakie nie była gotowa…

Nagle świat popadł w szaleństwo. Góra stała się dołem, niebiosa podporą dla stóp, drzewa opadały ku dołowi. Ziemia zaś uderzyła w nią twardo, rozcinając dolną wargę. Zdawało jej się, że ktoś powiedział „Mam cię!”; chociaż nie wiedziała, czy ta osoba pochodziła z jej świata, czy może w krainy majaków. Nie stawiała oporu, gdy wiązano jej nadgarstki grubą, solidną liną. Nie reagowała też na kobiece krzyki gdzieś nad głową. Dopiero silne smagnięcie w tył głowy ocuciło ją na tyle, aby wróciła do zmysłów.

— Wstawaj! Nie mam całego dnia! — krzyczała Verse, posługując się lokalnym dialektem; jednak akcent zdradził, że to nie jej matczyny język. Wymawiane przez nią słowa były nieco miększe niż zazwyczaj, a nacisk kładła na początek, nie koniec słowa.

— Ja… Ja… Błagam… — plugawa dyszała ciężko, bezskutecznie próbując się dźwignąć na równe nogi albo chociaż odczołgać się kawałek.

— Och, przed chwilą biegłaś jak gazela, nie wmówisz mi, że nie możesz chodzić! — Wypowiedź została podkreślona kopniakiem w żebra. — Wstawaj i idź, ale to już! — Wysunęła gwałtownie rękę w bok, wskazując kierunek.

— Nie możesz… już lepiej… mnie zabić — ofiara wydyszała ciężko, pozwalając gwałtownemu szarpnięciu podnieść ją z klęczek. Bogi wiedzą czemu nie upadła chwilę później. — I tak to zrobisz.

— Ja decyduję, ile będziesz żyć… — Kolejnym, tym razem lżejszym, szarpnięciem zmusiła dziewkę do chodzenia. — Zresztą, śledziłaś mnie, czyż nie? Myślisz, że zwiadowca wymknie się przed przesłuchaniem, błagając o litość? — dodała z niesmakiem w głosie, szepcząc coś o żałosności.

— Ja… zwiadowcą? — Zaśmiała się cicho, spluwając krwistą śliną. Serce dalej szalało, jednak oddech powoli wracał do normy; a ciało traciło konsystencję galarety. — Żadna ze mnie zwiadowczyni… Wpadłam na ciebie przypadkiem… Oddzieliłam się od moich sióstr i zgubiłam się w…

Skurczyła się w sobie, gdy powietrze przeszył szyderczy śmiech. Poczuła się, jakby elfka wbiła jej tuzin sztyletów prosto w duszę; a krew Bestii jedynie potęgowała to uczucie. Jak wszystkie inne zresztą. Nie odważyła się przerwać kasztanowłosej, patrząc jedynie na skrwawione wysiłkiem stopy. Starała się jakoś zmusić przytłaczającą gorycz sytuacji, raz jeszcze irracjonalnie chwaląc się za to, jak długo uciekała. Podniosła głowę, gdy dotarły do niej kolejne słowa.

— Jeśli to prawda, starszyzna szybko to ustali i będzie po wszystkim — powiedziała już dużo spokojniejsza Verse. — Jak masz na imię? I co tu robisz, jeśli nie szpiegujesz?

— Nie miałam szans uciec… — westchnęła, ścierając łzę z policzka. Tyle razy mówiła sobie, że chociaż odejdzie godnie… — W walce też bym nie podołała… zasługuję na śmierć.

Łowczyni przystanęła i spojrzała pobieżnie na dziewczynę, która to z początku nie wiedziała jak na to zareagować. Zdecydowała się iść dalej, bojąc się, że w przeciwnym wypadku rozzłości rozmówczynię. Gdy tylko znalazła się na wyciągnięcie ręki, ponownie została zdzielona w potylicę.

— Zadałam ci pytanie — rzekła. Nie krzyknęła, a rzekła. Następnie wznowiła wędrówkę.

— Ja… Gola. Jestem Gola… — mruknęła. Pierwsza, najbardziej bolesna fala zmęczenia w końcu ustąpiła. Teraz ogarniała ją po prostu słabość, a umysł nie zawsze rejestrował bodźce na czas. — Próbowałam odnaleźć ślady swojego plemienia… Gdy wpadłam ślady stóp, byłam pewna, że zostawił je ktoś z moich… Jednak trafiłam na ciebie. Mogłaś schwytać mnie szybciej…

— Co nie znaczy, że chciałam. Czemu odłączyłaś się od plemienia?

— Nie chciałam… — stwierdziła ze łzami w oczach. — Siostry mnie pobiły i zostawiły gdzieś w krzewach, bo zaczęłam się zachwalać upolowanym zwierzęciem. Jak tylko się ocknęłam, próbowałam je odnaleźć. Przysięgam!

— Po co je tropiłaś? Trzeba było znaleźć sobie nowy dom, nie bawić się w szukanie kogoś. Albo po prostu wrócić sama do domu — Przewróciła oczyma. — A już na pewno nie powinnaś śledzić elfów, myśląc, że to orki. Co z ciebie za łowca?

— Gdy pobiją cię starsze dziewczyny, trzymasz się od nich z daleka, a nie porzucasz wszystkich, których znasz! — krzyknęła nagle, pozwalając uciec gwałtownemu i krótkiemu napadowi złości. — Choć ty raczej należałaś do tych, co śmiały się z najsłabszego w stadzie…

— Było ją zabrać ze sobą… Albo i tak odejść… Jesteś żałosna. — Westchnęła ciężko. — Irytuje mnie to jęczenie. Gdzie jest twoja wioska?

— I… Irytująca? — zawołała z goryczą, zatrzymując się na chwilę z otwartą buzią. Delikatne, acz stanowcze szarpnięcie poprzedzone popędzającym poleceniem szybko to zmieniło. — Jak możesz to w ogóle mówić? — Niemalże warknęła, potykając się i usiłując szybko wstać.

Elfka, nie mając zamiaru jej w tym pomóc, targała ją przez chwilę po ziemi, nie kryjąc przy tym niezadowolenia wynikającego z konieczności zwolnienia. Udało im się wyjść z gęstwin na wydeptaną ścieżkę. Teraz roślinność sięgała im może do kostek, łatwiej też uginała się pod naporem nóg. Nieprzesłonione już niczym powietrze przy ziemi wyglądało jak wzburzona tafla wody, a na linii horyzontu dało się wychwycić nieliczne drzewa, wzniesienia terenu a czasem nawet i zbieraninę namiotów. Właśnie do jednej z nich szli. Z tej odległości dało się jedynie poznać ich stożkowaty kształt, a wiedząca czego szukać Verse mogła dostrzec czasem pastwisko dla koni i bydła. Przynajmniej kiedy mijali co po niższe kępy trawy. Och, jak bardzo orczyca pragnęłaby, żeby i jej rodzime plemię dało się stąd wypatrzeć! Po tym, jak kobiety pokonały jeszcze jakieś pół mili, Verse wznowiła rozmowę.

— Znowu płaczesz? — Nie otrzymawszy odpowiedzi przez kilka sekund, kontynuowała. — Weź się w garść. Godność to wszystko, co ci pozostało, a ty nawet nie próbujesz się szarpać! — podniosła nieco głos, za ostatnie słowa podkreśliła zamaszystym gestem prawicy.

— Ja… I tak… Co ze mną zrobisz? — spytała, usiłując przełknąć gulę w gardle. — Czy… To o jedzeniu… To… — Zamilkła w połowie, nie ważąc się dokończyć.

Verse jedynie westchnęła zawiedziona, strzepując konika polnego, który wskoczył jej na ramię. Ten czmychnął gdzieś na bok, wtapiając się w otaczające go kolory.

— Miło, że pytasz. — Uśmiechnęła się przymilająco do orczycy, a jej niski zazwyczaj ton głosu został przełamany szczyptą jadu. — Tak się składa, że wychodzę za mąż. Gdy już rozdzielimy twój dobytek oraz dowiemy się wszystkiego, czego będziemy potrzebować, pomyślimy co się z tobą stanie. — Zwolniła nieco, pozwalając Goli zrównać się z nią. — I owszem, czasami zaszczycamy Naturę w ten sposób. Czasami zaszczycamy Bestię w ten sposób. — Boleśnie wodziła paznokciem po ramieniu orczycy. — Jeśli dalej będziesz mi grać na nerwach, również ich zaszczycisz… A jeśli zbierzesz się w garść, będę miała nową służkę.

— Po śmierci zatem będę bardziej użyteczna niż za życia… — stwierdziła smutno, usiłując przezwyciężyć chęć szlochania.

Instynkt zmusił ją do szarpnięcia za liny i ucieczki jak najdalej stąd, jednak brakło jej fizycznej siły niezbędnej do spełnienia tego pragnienia. Przynajmniej tym razem pozwolono jej wstać, zanim znowu ruszyli.

— Rodzice zawsze mówili, że przynoszę hańbę plemieniu i marnuję żywność — westchnęła.

— Faktycznie, musi się im powodzić, skoro wyrzucili tyle jedzenia w błoto… Przynajmniej jesteś utuczona od razu. — odparła złośliwie Verse, chowając twarz w dłoni. — Ale czemu narzekasz? Już prawie myślałam, że się jednak dogadamy… — Nie odzywała się przez jakiś, zwiększając tempo i nucąc skoczną melodię. — Mniejsza! — rzuciła nagle. — Za góra kwadrans będziemy u celu, gdy starszyzna z tobą skończy, pomożesz mi w ostatnich przygotowaniach.

— Cokolwiek powiesz… — Zwiesiła głowę.

Nie taki miał być ten dzień… Chciała w końcu udowodnić innym, że jest silną wojowniczką, a jak się przekonała, ostatni dzień w życiu miała spędzić jak zawsze… Zbierając opał, gotując i sprzątając…

Średnia ocena: 4.3  Głosów: 6

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (14)

  • Dekaos Dondi pół roku temu
    Bukietkwiatów↔No całkiem, całkiem opowiadanie. Obrazowo napisane, ładnym stylem:)
    Jeno za dużo↔się(55) i jej→zdaniem mym, rzecz jasna. Można by wiele, wyrzucić:)
    Ale ogólnie, wrażenie pozytywne, mam:)↔Pozdrawiam:)↔5
  • Bukietkwiatow pół roku temu
    Cool story bro...
  • Dekaos Dondi pół roku temu
    Można wziąć hasło stąd→ niepowtarzalny.styl.zopowi@gmail.com  
    i z konta NSzO wrzucić anonimowo tekst lub dwa, na zadany temat.
              Temat aktualny ↔  Ƥ̲ɾ̲z̲ყ̲ժ̲ɑ̲ե̲ղ̲ɑ̲ ̲ա̲í̲օ̲s̲ҽ̲ղ̲ղ̲ɑ̲ ̲ժ̲z̲í̲մ̲ɾ̲ƙ̲ɑ̲.̲
    Później trza zgadywać, kto Autorem?
               Najlepiej kliknąć u góry w→ Konkursy:))
  • Bukietkwiatow pół roku temu
    Czytałam może sześć prac na tej stronie i sama opublikowałam trzy, takie zabawy nie są dla mnie. A i mam pytanie, co to za strzałki w twoim komentarzu? Wyglądają śmiesznie...
  • Dekaos Dondi pół roku temu
    Bukietkwiatow ↔To taki mój styl.
    Chyba dwustronna↔jest czerwona, na telefonach↔Na kompie, nie:)
  • Bajkopisarz pół roku temu
    „Dla bezpieczeństwa Błogosławionego Imperium Cafter wygnano z naszych domów””
    Kogo wygnano?
    „Goniąca liczyła sobie niewiele ponad sześć stóp i trzy cale wzrostu, aczkolwiek była dobrze zbudowana.”
    Goniąca czy uciekająca?
    Na pierwszy rzut oka wzrost tej postaci jest imponujący (1,9 m), zaś tu brzmi jakby była mała. Ok., bo potem wyjaśniasz że to ogrzyca, ale trochę za duży dystans między podaniem wzrostu i wyjaśnieniem – i póki nie okazuje się, kim jest opisywana osoba to bardzo dziwi.
    Nie mam całego dnia! — krzyczała Verse,
    Kim u licha jest Verse? No takie wprowadzenie imienia przydaje chaosu, a nie uporządkowuje

    Na początku nie jest dobrze. Musiałem często wracać do już przeczytanych fragmentów, żeby się zorientować, o co chodzi i co się dzieje. Ten obraz nie jest czytelny. Ktoś ucieka, ktoś goni, potem jakaś retrospekcja, potem ktoś dogania. Źle wprowadzasz postacie, nie wiadomo kto jest kto.
    Potem jest już lepiej, zaczynam rozumieć, co się dzieje i jaki jest zamysł.
  • Bukietkwiatow pół roku temu
    Cóż, muszę ci przyznać rację, widocznie jest tu dużo chaosu... Nie wiem jak to niestety poprawić. Jeśli zaś chodzi o sprawę ze wzrostem, to akurat moja wina. Zawaliłam robotę z przeliczaniem tego, zaraz to zamienię na pięć stóp z kawałkiem (Metr sześćdziesiąt) i aby było gorzej, to była goniąca (Ale nie wiem jak żeś to przegapił, pierwsze słowo to właśnie "goniąca". Jest nawet tuż nad "goniącą" w Twoim komentarzu).

    W jaki sposób mogłabym lepiej wprowadzać postacie i/lub ich imiona?
  • Bajkopisarz pół roku temu
    Bukietkwiatow - a bo widzisz, to właśnie wina niedoprecyzowania. Ja cały czas miałem wrażenie, ze opisujesz uciekającą ogrzycę, tylko zamiast napisać uciekająca napisałaś goniąca. A teraz jak wyjaśniłaś, to widzę, że ja zupełnie inaczej to odebrałem.
  • Bukietkwiatow pół roku temu
    Jeśli w wolnej chwili dodam przed opisaniem wyglądu coś w stylu "Tego popołudnia elfka ścigała orczycę" pomoże to nieco?
  • Bajkopisarz pół roku temu
    Bukietkwiatow
    "Tym razem jednak nudę przerwała szalona gonitwa orczycy ściganej przez efkę".

    I już.
  • Bukietkwiatow pół roku temu
    Dziękuję za pomoc. Teraz nie mam za bardzo jak szukać tego fragmentu (mam sesję DnD) ale po niej to poprawię.
  • Sajmar pół roku temu
    Bardzo zgrabnie napisane opowiadanie, świetne opisy, choć zgodzę się z przedmówcą Bajkopisarzem, że trochę chaotycznie jest :) ale wg mnie brakuje tylko drobnych "dodatków" :)
  • Bukietkwiatow pół roku temu
    Cóż, jak wyżej, z wielką chęcią bym to poprawiła, gdybym wiedziała jak. Ale postaram się zwolnić tempo w przyszłych częściach (Ale nie w Odstępcy, ten został opublikowany przed waszymi komentarzami). O jakich dodatkach mówisz?
  • Sajmar pół roku temu
    Miałem na myśli coś w rodzaju tego, o czym pisał już Bajkopisarz - doprecyzowań :) ale już widzę w komentarzach wyżej, że sprawa omówiona, nie będę więc powtarzał :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania