Ku wolności - Sny

„Proszę Cię Boże, osądź mnie, gdyż chodziłem w nieskazitelności i zaufałem Ci, żeby się nie zachwiać.

Nie zabieraj mej duszy z grzesznikami ani życia mego z winnymi krwi, którzy mają w rękach rozpasanie i przekupstwo”.

Fragmenty dwudziestej szóstej modlitwy śpiewanej.

 

Szósty dzień tysiąc sto dwudziestej drugiej jesieni; obrzeża nienazwanego lasu

 

Podkrążone, zielone oczy elfki wpatrzone leniwie w rozpalone ognisko, wodziły powoli za strzelającymi od czasu do czasu snopami złoto-czerwonych iskier. Targane nieznacznymi podmuchami wiatru kasztanowe pół loki odprawiały chaotyczny, chociaż niemrawy taniec na smukłych, młodzieńczych plecach i ramionach, muskając bladą skórę pokrytą w dużej części niedawno zmienionymi bandażami. Gruby koc o barwie ciemnej, zmoczonej ziemi szczelnie chronił niedawną niewolnicę, skrywając przy okazji stare, przyduże i stanowczo zużyte spodnie o kolorze khaki oraz szarawy top w równie opłakanym stanie.

Skąpana w księżycowym blasku polana wyglądała na przepiękny obraz, namalowany przez samą Naturę, Fortunę, Oko lub jeszcze inne bóstwo. Liście o niezliczonych barwach jesieni goniły się wzajemnie, a wilgotne powietrze przeszywała kompozycja świerszczy oraz szumu drzew. Gwiazdy przypominały rozrzucone po nieboskłonie drobne korale, skąpane w grubych, śmiałych śladach po niebiańskim pędzlu. Purpury… róże… żółcie… błękity… granaty… Wszystkie w zbyt doskonałych proporcjach, aby były potomkami przypadku.

Rozbite obozowisko kontrastowało z takim otoczeniem. Miast chaosu i wolności przyrody, panował tu porządek. Białe namioty rozstawione w okręgu dookoła ogniska wyglądały niemal identycznie. Konie miały własne miejsce, wydzielone kilkanaście kroków dalej. Każdy miał wyraźnie przydzielone zajęcie. Panowała tu cisza, przyjemna dla nawykłych do niej partyzantów, jednak wdzierająca się w uszy Ginewry.

O tej porze byłaby pewnie zajęta pracą dla pana… Posiłkiem z innymi niewolnikami… Miłosnym tańcem ze znajomą bądź znajomym… Późną walką na arenie… Czymś. Czymkolwiek, poza siedzeniem tutaj jak chore zwierzę, niemogące już pracować. Jednak nieważne, za co by się zabrała albo kogo by poprosiła o jakiekolwiek zadanie, zawsze słyszała „jesteś poobijana, musisz wypocząć” lub inne brednie. Jakby tego było mało, ci ludzie mieli czelność pytać ją o samopoczucie kilka razy na godzinę. Z początku zapewniała ich, że poza lekkim bólem pleców, nic jej nie dolega, później jednak zbywała ich milczeniem.

Gdy na oko trzydziestoletni blondyn o błękitnych oczach przysiadł się do niej, była gotowa zrobić to samo. Mężczyzna, w przeciwieństwie do kompanów, nie nosił prostego stroju stworzonego z myślą o pracy. Miast tego odział się ozdobnie i drogo. Koszula o szerokich rękawach, guziki z metalu, purpurowe wykończenia… I chociaż wciąż wyglądało na codzienne ubranie — o ile obraca się w wyższych sferach — wystarczyło to, by zirytować Ginewrę.

— Piękny mamy wieczór, nieprawdaż? — spytał, opierając się na rękach i spoglądając w górę.

— Zależy, co kto lubi… Zimnica straszna. — Elfka rozprostowała nogi, spoglądając bez wyrazu na rozmówcę. Następnie dodała w myślach — „Przynajmniej nie jak się czujesz…”.

— Po którejś nocy da się przywyknąć. — Wzruszył ramionami. — Jednak jeżeli chcesz, mogę ci przynieść kolejny koc.

— Nie potrzebuję łaski. — Przez chwilę zapadła cisza.

Człowiek obrzucił elfkę uważnym spojrzeniem, otwierając usta, jakby chciał coś powiedzieć, lecz wstrzymał się w ostatniej chwili. Westchnął tylko smutno, opuszczając oczy.

— Wiesz, że możesz być czasem miła i nie obrażać się o wszystko? — spytał z błąkającym się po twarzy półuśmiechem. — Albo powiedzieć, co cię gryzie?

— Koc — rzuciła opryskliwie, zamykając oczy i zaciskając usta. Kiedy jej rozmówca znowu nie odpowiedział na zaczepkę, dodała ciszej i nieco poważnej. — Nie cierpię siedzieć i nic nie robić.

Zawiesiła głos, uświadamiając sobie, że nie wie, jak zwracać się do towarzysza. Rumieniec spowił jej policzki, a na lico wstąpił wyraz frustracji. Nie umiała spamiętać imion jej wybawców, z którymi podróżowała od dwóch tygodni… Typowe.

— Jestem…

— Ginewra, pamiętam. — Zaśmiał się szczerze, zasłaniając usta prawą dłonią. — Rozmawialiśmy już wcześniej, nie pamiętasz?

Kobieta poczerwieniała tylko bardziej, nie odzywając się ani słowem.

— Nic się nie stało. Stres i te sprawy, rozumiem… Mnie nazywają Thomas…

Kobieta drgnęła, przybierając na chwilę histeryczny uśmiech. Ten jednak szybko ustąpił miejsca kpinie wymieszanej z gniewem.

— Och, teraz pamiętam! Wielmożny pan, co go lordem kiedyś mianowano!

— Owszem… — Skinął głową, wyraźnie zakłopotany. — Słuchaj, to nieistotny szczegół, naprawdę…

— Tak, tak… — zaśmiała się parszywie, rozkładając szybko ramiona ręce. — Szlachcic o takim sercu postanowił opuścić wygody dworu i pomóc pokrzywdzonym owieczkom… Czy taka prosta dziewka jak ja powinna paść na ziemię i bić pokłony?

— Nie, nie musi. — W głosie mężczyzny nie słychać było ani krztyny urazy. — Przepraszam, nie chciałem wtedy wyjść na buca, no i byłem zbyt padnięty, aby pomyśleć, że wspominanie o tym byłoby niedelikatne.

Zbił dziewczynę z tropu. Przyzwyczajona do wzajemnego wyzywania się z przyjaciółmi z areny, musiała przez chwilę pomyśleć nad sensem tych słów. Gdy uświadomiła sobie, że przez cały czas wpatruje się w wojownika jak jagnię w malowane wrota, speszyła się i mruknęła coś pod nosem. Następnie rzuciła już nieco głośniej, choć głos ciągle jej się łamał.

— Odsuń się… — Odepchnęła go stanowczo lewą ręką. — Starczy mi już lordów z widowni, nie potrzeba mi jednego przy ognisku.

— Spokojnie. — Poklepał ją po plecach, śmiejąc się głęboko. — I tak jesteśmy na siebie skazani… Nie każę ci nas od razu lubić, jednak nie musisz się też zaraz rzucać na każdego.

Westchnęła ciężko, ciągle drżąc. Spojrzała w niebo, usilnie myśląc o sposobie zakończenia konwersacji.

— Nie dotykaj mnie… — wycedziła przez zaciśnięte zęby.

Zapadła niezręczna cisza. Zdawało się, że nawet natura podjęła jakąś zmowę milczenia, skłaniając insekty i owady do snu. Kwadrans, który pozostawał do kolacji, zdawał się wiecznością. W końcu jednak Thomas dźwignął się na równe nogi, rozglądając się za niedokończonymi zadaniami.

— Bywaj i do miłego — rzucił na pożegnanie.

— Bywaj… — odparła, po czym poczuła, że coś wylądowało na jej kolanach. Spuściła wzrok. Jej oczom ukazała się niewielka, stara książka o miękkiej czarnej oprawie i wyszytym złoconą nicią tytule. — Cóż to? Święty Kodeks? — spytała, ujmując przedmiot w dłoń i wertując go pobieżnie.

— A i owszem. Oka tak dokładnie — odezwał się młodzieniec zza jej pleców. — Mnie pomogło na nerwy, poczytaj sobie kiedyś.

— Nawet nie umie… — Ugryzła się w język. — Jeśli obiecasz, że zostawisz mnie w spokoju.

— Na pewno ktoś ci pomoże — rzekł Thomas, uśmiechając się do niej z lekka.

Miał jeszcze tylko okazję spojrzeć, jak Ginewra odłożyła książkę na bok, po czym zaczęła bawić się jakimś kamykiem, ciągle wyraźnie rozżalona.

Średnia ocena: 3.7  Głosów: 7

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (5)

  • Sajmar miesiąc temu
    Przyjemnie się czyta :) znowu tylko podgryzają mnie szczegóły: "wpatrzone leniwie na" - "w" ; "chwilę histeryczny uśmiech" - bardzo ciekawy pomysł na przymiotnik, ale trudno mi sobie wyobrazić histeryczny uśmiech - jak byś to widziała? :)
  • Bukietkwiatow miesiąc temu
    Pierwszy błąd zaraz poprawię, co do drugiego nie wiem o co chodzi.

    Widzę histeryczny uśmiech jako taki niezdrowy grymas, niemający nic wspólnego z radością czy szczęściem. Byłam pewna, że istnieje takie określenie, no ale cóż. Myślisz, że "paskudny" byłby dobrym określeniem?
  • Sajmar miesiąc temu
    Jest coś takiego jak histeryczny śmiech, ale o uśmiechu jeszcze nie słyszałem :) może zostaw, ciekawa konstrukcja :)
  • Baba Szora miesiąc temu
    'Zawiesiła głos, uświadamiając sobie, że wie, jak zwracać się do towarzysza.' -> czy tam nie zabraklo 'nie' ?
    'Starczy mi już lordów z widowni, nie potrzeba mi jednego przy ognisku.' -> czy nie mialas tam na mysli 'kolejnego' zamiast 'jednego'
    Początek bardzo zachęcający (mówię o 'fragmencie'). Opisy koloru włosów i oczu zaraz na początku kojarzą mi się z literaturą dla nastolatków, ale nie mówię, że to źle :-) Ważne jest by wytargetować odpowiednio i trzymać się tego konsekwentnie :-)
    Poza tym, jeżeli to ważne dla rozwoju akcji, to czemu nie :-)
    Pozdrawiam,
  • Bukietkwiatow miesiąc temu
    Nie jestem na tyle dobra, aby myśleć w kategorii targetu czy rozpoczynaniu od czegoś. Dałam opis bohaterki na start, bo czułam, że będzie najstosowniejszy po prostu.

    Co błędów, miało być "jednego", ale "nie" to już mi się zjadło. Dzięki za zauważenie!

    Też pozdrawiam.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania