Holometabolia miłości 2 – poczwarka
Nic poza bólem dać ci już nie mogę,
Nic poza łzami, aż po śliski dach;
Spójrz na tę biedną, rozdwojoną drogę,
Co się nie spaja już nawet we snach...
Czyż to nie piękne? Jesteśmy trujący
Dla siebie wzajem. Ukochany jad!
Kiedyś nie szkodził, lecz wszystko się kończy,
Moja gadzino niewinna. Ja – gad.
Niczyja wina. Z daleka skuszeni
Swoimi barwy, nie wiedząc co krew
Nasza ukrywa, że to alergeny...
Naturze żaden nie postąpi wbrew.
I nieomylnym wiedzieni instynktem –
Znowu kolorów przyciągnie nas gra
Do kogoś, kiedyś, i powiem to z iktem –
Padniemy martwi. Tak ty, jak i ja!
Komentarze (4)
Natychmiastowe skojarzenie: Nathaniel Hawthorne, "Córka Rappaciniego". Ciekawe, jak będzie wyglądać efekt pełnego przepoczwarczenia... Pozdrawiam!
Dzięki. Zastanawiam się, czy nie za skromny będzie ten efekt, bo nie będzie nienawiści... Zobaczymy.
Pozdrawiam również ?
Pobóg Welebor↔No tak. Można się wzajemnie miłować, złymi uczynkami, aczkolwiek w powyższym znaczeniu, nie w pełni zawinione. Tak jakoś zrozumiałem↔Pozdrawiam?:)
Wiesz, to próba wprowadzenia jakiegoś sensu do czystego szaleństwa, którego nie rozumiem...
Dziękuję za komentarz,
Pozdrawiam ?
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania