Więc: Namaluj mnie …tak (jak) mnie widzisz.
– Cześć, Wiki – odezwała się Gabriela do idącej pod salę dziewczyny.
– Cześć – ta była zaskakująco wesoła, nawet jej głos zwykle nieco szorstki, stał się miększy.
– A tobie co?
– Nic, nic takiego.
Gabriela patrzyła na koleżankę, starając się coś zauważyć. Bez skutkecznie.
– Dobra, nieważne – już miała wejść do klasy, gdy coś sobie przypomniała – Co tak wczoraj zniknęłaś?
– Po prostu, tamten chłopak się do mnie uśmiechnął i…
Przerwała jej.
– Raczej, szczerzył kły.
– Może, ale spojrzał na mnie.
– W zasadzie to tylko odwrócił głowę w twoją stronę.
– Czemu jesteś taka oschła?
– Niewidomy, raczej cię nie zobaczył.
– On jest niewidomy?
– Dobra, chodź – rzuciła, pakując się do klasy.
Lekcja ciągnęła się niemiłosiernie. Wreszcie zadzwonił dzwonek. Gabriela zdążyła jedynie wyjść ze szkicownikiem, a już obok niej stała czarnowłosa okularnica.
– No więc jak to jest, że jest taki?
– Nie widzi, zwyczajnie.
Mówiła, choć skupiona była bardziej na kartkach i ruchu ołówka.
– Ale jak? Od urodzenia, czy przez wypadek?
– Nie wiem, nie pytałam.
– Serio, nic? – okularnica była widocznie rozczarowana.
– Pojedź z nami, to go o wszystko wypytasz.
– A jemu nie będzie to przeszkadzać?
– Wczoraj sprowadził mi swoją byłą jako widza. Więc…
Przerwała.
– Byłą?
– Skomplikowane.
Okularnica nieco stonowała głos.
– Nie dzisiaj, ale na pewno w tym tygodniu, znajdę czas.
– Ty wiesz, że jest piątek?
– To nie jedziesz z nim jutro.
– Nie.
Minęło parę zajęć, w przerwie przed ostatnimi. Pod salą dziewczyny pojawił się Kacper.
– Cześć – przywitał się, zignorowany przez malarkę, która była zbyt zajęta szkicem – słuchaj, Bastian dziś nie jedzie.
Podniosła wzrok. Kacper wyglądał na naprawdę zestresowanego. Widać było to po tym, jak szczerzył zęby w nerwowym grymasie
– Ach, dobra… – wróciła do pracy.
– Słuchaj…
Przerwała mu.
– Powtarzasz się. Przejdź do rzeczy.
– Dobra, naprawdę przykro mi za to, że się tak na ciebie gapiłem i że tak to odebrałaś.
– Już o tym nie pamiętam, ale dzięki za przypomnienie. Możesz iść i nie nachodzić mnie przed lekcją, okej?
Starał się coś wydusić, ale finalnie ograniczył się tylko do – Na razie.
Na to tylko mruknęła coś pod nosem. Chłopak odszedł, widocznie zły. Wiktoria usiadła obok rysującej.
– Kto to był?
– To Przydupas palanta.
– Wydawał się miły.
– Mhm… – przytaknęła mimochodem.
– Czemu zawsze jesteś taka… – urwała i odeszła.
Lekcję się skończyły, a Gabriela znów usiadła na dziedzińcu, wracając do obrazu zaczęte już drzewo. Rysunek cały czas gubił proporcje i uciekał w surrealizm. Nagle ktoś pojawił się obok niej.
– Bastian, naprawdę mam dość, że… – Uniosła wzrok. Stali przed nią Kacper i Wiktoria. – Hm?
– Chcemy pogadać.
Słysząc słowa koleżanki, wróciła do obrazu.
– O czym?
– O tym, że trochę nie fair go potraktowałaś.
– Oczywiście, ja jestem ta zła. Dajcie se siana.
– Tego nie powiedziałam, faktycznie jest to palant – okularnica wskazała na Kacpra – ale nie jest zły.
– Serio – przyjrzała się chłopakowi – A ty nie masz język? Właśnie cię obraziła, nic jej nie powiesz?
– Młoda jest wyszczekana… i mimo wszystko ma rację.
Gabriela odłożyła szkicownik:
– Dobra, to pogadajmy. Co masz na swoją obronę, czego oczekujesz?
Chłopak milczał, a towarzysząc mu dziewczyna, nerwowo przeskakując wzrokiem raz na niego, a raz na nią.
– Tak myślałam – ponownie wzięła szkicować – W ogóle, jak się dogadaliście.
– Pobiegłam za nim. I chciałam się dowiedzieć, o co poszło.
– Mhm… a potem?
– Opowiedział mi o Bastianie i o… jego podbojach.
– Brawo, w jeden dzień wyleczyłaś się z zauroczenia. Naprawdę, brawo – klasnęła w ręce.
– Gabi rozumiem, że źle się zachował, ale come on. Działał na… zlecenie waszego kumpla.
– Wiem i co mam z tym zrobić? Powiedzieć, no spoko. Jak gapiłeś się na prośbę ślepego, to nie mogę być zła. Nic, to nie zmienia.
Kacper westchnął, zwracając się do niej z troską.
– Zrób mu ten obraz i Bastian na pewno da ci spokój.
Dziewczyna chwilę mierzyła go wzrokiem, po jego słowach wydawał się jej jeszcze bardziej odrzucający. Stał w tym czerwonym dresie i wbijał w nią parę brązowych tęczówek.
– Rady mi dajesz? Sorry, ale dzięki. Już dostała jedną od Ewy – potwierdziła gest – i wiem, co on potrafi. Walnę mu ten portret najlepiej, jak umiem i tyle.
– Gadałaś z Ewą? – dziewczyna go ignorowała – Jeśli tak, to dobrze. Ona się na nim zna i…
Przerwała mu, wskazując po kolei palcem.
– Naprawdę, nie mam ochoty gadać ani z tobą, ani z nią.
Potem się spakowała i znikając za budynkami.
– Ta, chyba nie wyszło – rzuciła okularnica.
– Ta, chyba.
– Dobra, to ja wracam do domu – oznajmiła, puszczając w nie pamięć niepowodzenie.
– Młoda daleko mieszkasz?
– Hm?
– Kurde, nie o to chodziło. Mogę cię podrzucić, mam auto.
– Nie, dzięki… – podobnie do koleżanki, okularnica też jak najszybciej ulotniła się z rozmowy.
– Znowu to samo…
Kacper wrócił do siebie koło północy. Praca półetatowego dostawcy pizzy ma swoje zalety i wady – głównie wady. Tym bardziej, gdy ktoś pełnoletni, mieszka sam i jeszcze chodzi do liceum. Zmęczony chłopak usiadł do komputera, gdy tylko go włączył, zadzwonił do niego Bastian.
– Cześć i jak ci poszło?
– Nijak.
– Dostałeś kosza?
– Ciężko byłoby to nawet nazwać „dostaniem”.
– Zlała cię – roześmiał się – Niesamowite. Potrafisz gadać ze mną, a przy jakiejkolwiek dziewczynie mózg ci lasuje. Typowy stulejarz.
– Wal się! – Kacper przywalił o biurko, aż komputer podskoczył.
– Ejże, spokojnie. To ty chciałeś, żeby z nią pogadać. Specjalnie dziś nie poszedłem w szkole. Dostałeś szanse. Ba, jak dobrze słyszałem, to dostałeś nawet pomoc jej kumpeli, a co się stało potem, to już nie moja wina. Ja ręce mam czyste.
– Wiem, wiem…
– Jeśli dobrze pamiętam, Ula jeszcze sobie nikogo nie znalazła. W sumie Maja też, a jest poza twoim zasięgiem, wiesz prawo te sprawy.
– Dobra, daj… – przerwał.
– Słuchaj, ten twój kodeks i zasady są fajne, ale bezużyteczne jak nigdy nie znajdziesz dziewczyny – w jednej chwili jego głos, stał się milszy – A tak na serio, potrzebujesz kogoś, kto cię wysłucha. Ja się do tego nie nadaję…
– Dobra stary, dość. Na razie, do poniedziałku – mówił, niemal szeptem.
– Jak uważasz – rozłączył się i w tym samym momencie, Kacper znów uderzył w biurko, zaciskając powieki. Szperając:
– Tak mnie widzisz…?
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania