Więc: Namaluj mnie ..., z profilu

– To, kim on jest? – zapytała szeptem, niska, czarnowłosa dziewczyna.

– Wiki, ten typ to palant – odparła Gabriela, szkicując coś w rogu zeszytu.

– Ok, ale dlaczego od tygodnia gdzieś z nim jeździsz?

Gabriela podniosła wzrok znad szkicu i spojrzała na koleżankę.

– Nie twoja sprawa – syknęła.

– Chcecie coś dodać? – zwróciła się do nich nauczycielka.

– Nic…

Po lekcji Wiki znów podbiegła do Gabrieli.

– Więc?

– Nie odpuścisz co? Tylko go rysuje.

– Rysujesz?

– Spójrz – dziewczyna wyciągnęła z plecaka szkicownik i pokazała swoją pracę.

– Hmm… – okularnica zmrużyła oczy – Trochę inaczej wygląda.

Słysząc to, malarka z impetem zamknęła szkicownik.

– Zadowolona? – warknęła.

– W zasadzie, to…

Przestała jej słuchać. Gdy za jej plecami, rozległ się znajomy, irytujący głos.

– Cześć, malarko!

– Czego chcesz? Przecież mamy spotkać się z godzinę?

– Wybacz, nie rzuciłem okiem na zegarek.

Gabriela przewróciła oczami.

– Cześć – odezwała się okularnica niemal szeptem, lecz chłopak tylko się do niej uśmiechnął.

Zwrócił się do Gabrieli.

– No więc, malarko. Co powiesz, żeby ktoś jeszcze przyszedł zobaczyć twoją pracę?

– Jeśli będzie siedzieć cicho, to nie mam nic przeciwko.

– Git, nara – rzucił, odwracając się i wracając do stojącego nieopodal Kacpra.

– Jak mówiłam, palant – odezwała się, ale okularnicy już nie było – A jej co?

Po lekcjach oboje pojechali do opuszczonej szkoły, gdzie czekał już ktoś jeszcze. Wyszli już z taksówki, po czym Bastian zaczął mówić:

– Dziwna jesteś. Nie pytałaś, kto to i dlaczego chce cię widzieć w pracy. Jaka dziewczyna idzie do opuszczonej szkoły z chłopakiem i nieznajomym.

– Pewnie to twój kumpel, zboczeniec – warknęła, a ten tylko się zaśmiał.

– Dobra, teraz muszę mu to powiedzieć, wkurzy się jak nic.

– Widzisz, łatwo cię rozgryźć.

– Zobaczmy – rzucił, wesoło idąc przed siebie.

Weszli na salę, na której czekał już na nich widz. Była to bardzo ładna dziewczyna o długich czarnych włosach i talii osy. Gdy zwróciła ku nim twarz, zobaczyć można było głębokie piwne oczy. Ubrana była w czerwoną koszulę, czarne legginsy i zwykłe, szczurowskie sportówki.

– Długo wam zajęło – odezwała się, siedząc na jednej z ławek.

– Musieliśmy się zab… – nie dokończył, dostał cios w brzuch od stojącej obok Gabrieli.

– O, ma charakterek – kobieta zaśmiała się, a speszona dziewczyna odwróciła głowę, chowając twarz za włosami jak za kurtyną. – Jak ci na imię, malarko?

– Gabriela – odezwała się, od razu tonując mimikę i gesty.

– Od anioła.

– Tak…

– Mów mi, Ewa.

– Miło mi.

Ewa skierowała wzrok na kulącego się Bastiana – Nie udawaj, nic ci nie jest.

Na te słowa wstał bez trudu i grymasu.

– Jesteście nudne. Przy okazji, Ewka jesteś niemiła, a już prawie malarka mnie przeprosiła i objęła, i…

– Lepiej się zamknij – przerwała mu, widząca twarz dziewczyny, z przyszykowaną pięścią.

– Dobra, malarko. Na którym stopniu leżałem?

– Trzeci – warknęła, a ten nie przejmując się, ruszył do trybun.

Te nie miały zaznaczonego numerka ani wysokości. Zaczął od najniższego stopnia i liczył kolejne w górę. Po odnalezieniu swojego miejsca położył się na nim. Dwa stopnie wyżej siedziała Ewa, przyglądając się chłopakowi. Gabriela siadła naprzeciw nich na boisku i zaczęła szkicować dalej.

– Tydzień? Długo wam to zajęło.

– Bastian, cały czas mówi, że proporcje są złe.

– I tym mu wierzysz? – zapytała zaskoczona, a chłopak mruczał w zadowoleniu.

– Faktycznie, może trochę je gubiłam i musiałam poprawiać.

– Namaluj mnie z profilu i nie poprawiaj, bo to czuć – wystawił rękę – pod palcami.

Zaskoczona Ewa przyjrzała się leżącemu.

– Jak ty to, robisz?

– Co masz na myśli?

– Ilekroć poznajesz jakąś dziewczynę, ta zaczyna przejmować się twoim zdaniem.

– Sama mi odpowiedz, Ewciu. To ty jesteś tą pierwszą.

Mówił to, tak bezpardonowo i bez żadnego zażenowania, że nawet czarnowłosa dziewczyna zagryzła zęby. Już miała coś powiedzieć, gdy do ich rozmowy wtrąciła się Gabriela:

– W ogóle jesteście przyjaciółmi.

– Tak – odparła szybko Ewa, a leżący chłopak chwilę się zastanawiał, po czym rzucił:

– Była moją dziewczyną, przez pół roku.

Dziewczyna podniosła wzrok w konsternacji:

– Co?

Czarnowłosa odwróciła głowę, chowając twarz za włosami – Chce zobaczyć, jak ktoś sprzedaje mu kosza. Jak zapomina języka w gębie.

– Czyli? – dopytała, odkładając ołówek.

– Znajomi, może przyjaciele.

– Jest moją eks – roześmiał się komicznie, modulując głos i sycząc przez zęby – moje cierpienie ma wpisane w naturę. Moja rozpacz ją napędza.

– Palant – odezwały się niemal jednocześnie.

Gabriela widziała ruchy kobiety, choć z początku wydawała się jej rówieśniczką. Była od niej wyraźnie starsza. Zdradzały to gesty i sposób mówienia.

– W ogóle, nie szkoda ci czasu na takiego gnojka?

– Na niego, nigdy – kobieta skinęła głową – Dla dobra innych dziewczyn, mogę się poświęcić.

– Nie rozumiem.

– Spotykam się z dziewczynami, które sobie upatrzy i je ostrzegam.

– Mnie się on nie podoba – oznajmiła stanowczo, a Bastian cicho się zaśmiał.

– Stul ryj – ponownie obie warknęły.

– Mam nadzieję, że ty masz na tyle oleju w głowie, żeby… – westchnęła – była to prawda.

Minęła godzina, może dwie. Znudzony Bastian gwałtownie wstał:

– Dobra, ja mam dość.

– Ale nie skończyłam – odezwała się zaskoczona dziewczyna.

– I tak ci nie wyszło. Wiem to, poprawiałaś tyle raz, że wyglądam jak we mgle.

Gabriela spojrzała na rysunek. Faktycznie – postać była otoczona szarą łuną. Za grosz nie dało się poznać, kto jest na rysunku.

– Baran z ciebie, ale fakt, trochę tu siedzimy – wtrąciła się siedząca Ewa, zwracając uwagę malarki.

– A która jest?

Kobieta zerknęła na zegarek.

– Zaraz siedemnasta.

Na te słowa, dziewczyna zaczęła się pakować. Ewa już miała pytać, ale Bastian już ją zagadał.

– Dzięki, że mnie poparłaś.

– Tobie się nudzi, a ona widocznie musi wracać na czas – oderwała wzrok od chłopaka – Gabi. W ogóle jesteś z rocznika Bastiana, nie?

– Tak – odparła szybko.

– Nie, jest młodsza o rok – poprawił ją Bastian, a ta tylko zmarszczyła brwi.

– Czyli jesteście w tym samym wieku, a to, że ty poszedłeś szybciej do szkoły, nic nie zmienia.

Chłopak tylko wzruszył ramionami. Mimo sporej ilości rzeczy, malarka dość szybko uporała się ze spakowaniem. Gdy skończyła, grupa sprawnie wyszła z sali.

– Gabi, skoro się spieszysz. To podrzucę cię do domu – odezwała się Ewa, miłym i delikatnym tonem – tylko powiedz gdzie.

– Masz prawko?

– Tak – odparła z dumą, a Bastian tylko się zaśmiał.

– Zrobiła je dla mnie, żeby mnie wozić.

– Serio? – Gabriela skierowała wzrok na kobietę, której zapał natychmiast zgasł.

– To było dawno.

– To ile ty masz…?

Przerwał jej, wciąż wesoły chłopak.

– Ooo, wiek się kobiet nie pyta – nachylił się, niby szepcząc jej do ucha – Choć zdradzę ci, że dwójka już dorobiła się bliźniaka.

Warknęła – To gdzie jedziemy?

– Żołnierzy Wyklętych siedem…

Chłopak się rozciągnął.

– Jak miło będzie znów być w „twoim” autku.

– Zawsze musisz mi to wypominać?

– O co ci chodzi? Przecież jest twoje, dałem ci je.

– Nie rozumiem, o co chodzi?

– Nieważne – kobieta rzuciła krótko.

– Widzisz, gdy byliśmy razem Ewa dostała ode mnie wymarzony samochód. Co prawda, chwilę trzeba było na niego zbierać, ale się udało. Mimo że mnie rzuciła, dalej czasem ze sobą jeździmy. Ona jest moją Ex, a ja mimo wszystko jej przyjacielem… sama to przyznała.

Gabriela słuchała go z niedowierzaniem.

– Jak działa wasza relacja?

– To skomplikowane.

– Jest ode mnie uzależniona i przy okazji, na mnie nie da się gniewać.

Wyszła przed szkołę, na parkingu obok niej czekało auto Ewy. Gabriela oglądała je z zaciekawieniem.

– Lexus IS300 – odezwał się Bastian, drapiąc się po szyi. – Ma dwa i pół litra.

– Trzy i pół. Rok temu wymieniłam silnik – wtrąciła Ewa, lecz malarka zwróciła się do chłopaka.

– Znasz się na autach?

– Nie, ale słucham tego, co ludzie mówią – rzucił, siadając z przodu na miejscu pasażera.

Ledwie zdążyła usiąść, a Ewa wcisnęła gaz. Lexus ruszył z miejsca, zostawiając za sobą tylko kurz. Gdy wjechał na drogę, dodała mu jeszcze trochę gazu. Droga była mało uczęszczana, niemal pozbawiona mniejszych aut, tylko wolne i widoczne tiry.

– Ach, jak miło, że o niego dbasz – odezwał się, nieco prześmiewczo – nie szkoda ci lakieru? Trochę kamieni już w niego uderzyło.

– Zamknij się – kobieta razem z Lexusem mijała kolejne ciężarówki.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania