Więc: Namaluj mnie ..., malarko

Ślepiec szedł pewnie, a dziewczyna nie mogła oderwać od niego wzroku. Może to przez jego chód, może przez to, że kierował się wprost na ścianę. Gdy został od ściany zaledwie krok, brunetka poderwała się z ławki.

– Uwa… – przerwała, widząc, jak chłopak staje w miejscu.

 

Czekał. Nagle drzwi obok niego się otworzyły i wślizgnął się do środka jak kot.

„Co to za dziwak…?” – pomyślała, znów siadając na ławce.

 

– Sumie, nieważne. Dokończę to i wracam. Autobus mam za godzinę.

 

Jakiś czas później

– Jestem – oznajmiła, zamykając drzwi mieszkania.

– Siadaj, odgrzewam pierogi – odezwał się łysy mężczyzna z pokaźnym, brązowym wąsem.

 

Stał w kuchni, trzymając w ustach odpalonego papierosa i mieszając pierogi na patelni.

– Dobrze… tato.

 

Usiadła przy kuchennym stole. Zjedli w ciszy. Po posiłku ojciec sięgnął do lodówki i wyciągnął dwa piwa.

– Chcesz?

– Nie, dziękuję.

 

Machnął ręką i poszedł do salonu. Włączył telewizor, a dziewczyna zajęła się sprzątaniem. Widząc, że ojciec zasnął, po cichu przeszła do swojego pokoju i zamknęła za sobą drzwi.

– Jak oni wyglądali… – mruknęła, siadając na łóżku i otwierając szkicownik – Ten ruch ręki… nie, bardziej tak.

 

Ołówek sunął po papierze, lecz im dłużej rysowała, tym bardziej scena się rozpadała – proporcje uciekały, sylwetki zamieniały się w powidoki, jakby walczyli we mgle.

– A chrzanić to! – warknęła i położyła się spać.

 

Weekend minął spokojnie, może nawet nudno, ale przynajmniej bez nerwów. Co było nieoczywiste. Jednak gdy wróciła do szkoły, cóż, przywitała ją nieprzyjemność w różnym wydaniu. Dzwonek zadzwonił, nauczycielka wyszła z sali, zostawiając klasę samą.

– Pięknie, kolejna pała – mruknęła pod nosem, odkładając kartkówkę i wracając do szkicownika.

 

Nagle zza jej pleców, rozległ się kobiecy głos.

– Co tam robisz?

 

Odwróciła głowę. Przed nią stały trzy dziewczyny: blondyna z przodu oraz dwie brunetki z tyłu.

– Nie nudzi wam się to? – odparła obojętnie.

– Tym razem, nic złego nie powiedziałam. – zarzuciła blondynka, spoglądając na koleżanki. Te pokiwały głowami niczym pacyki.

– Ja tak samo.

 

Blondynka wyprostowała się, górując nad siedzącą. Twarz miała napiętą. Choć pod gniewem, czuć było frustrację. Gabriela patrzyła jej w oczy, wyraźnie znudzona.

– Oczywiście, musisz się wyżywać na wszystkich – wysyczała blondynka, po czym zaczęła przedrzeźniać dziewczynę – Jestem Gabriela, jestem Emo. Smutna i zła na świat.

– Dziś jestem tylko zmęczona – odparła sucho.

 

Odezwała się inna uczennica, stojąca za liderką.

– Dobra zostaw ją, chodź... Powiem Wiki, że przynajmniej spróbowałaś.

– Ta – warknęła – Wiedziałam, że się z nią nie dogadamy.

 

Odeszły, a siedząca dziewczyna wyjrzała przez okno.

„Niektórzy nie potrafią sobie odpuścić” – pomyślała, coś dostrzegając – „O, proszę. Ten typ i jego przydupas”.

 

Widziała, jak półblondyn idzie w asyście bruneta w czarnozielonym dresie i niskiej, rudowłosej uczennicy w sportowym stroju. Grupa doszła do wyjścia i się rozdzieliła. Ślepiec został sam, po czym zniknął, idąc w przeciwną stronę, w kierunku rynku.

– Czyli mam spokój – szepnęła – Poprawię drzewo.

 

Dziewczyna wróciła na wczorajsze miejsce i otworzyła szkicownik. Jej drzewo było rozłożyste, ale martwe – same linie, bez życia. Zanim zdążyła znów przyłożyć ołówek, poczuła, że ktoś podchodzi.

– Nie mam czasu – rzuciła, nie podnosząc wzroku.

– Co tam rysujesz?

– Serio? Znowu ty?

 

Pytała, dokładając kolejne kreski.

– Znowu – odparł chłopak, pochylając się nad notatnikiem – I jak idzie, mój portret?

– Nijak, bo cię nie namaluję.

 

Bastian usiadł po turecku, krzyżując nogi i spoglądając na dziewczynę z dołu.

– To, co chcesz w zamian?

– Daj mi święty spokój.

– Da się załatwić. Ile?

 

Szczerzył się. Nie był to uśmiech serdeczny ani uprzejmy. Bardziej taki, którego nie dało się rozszyfrować.

– Jakieś trzy, cztery godziny. Jak będziesz siedział cicho, to mogę cię w międzyczasie rysować.

– Rozumiem. To chodź – rzucił żywo.

– Czekaj, zaraz mam zajęcia.

– Spoko, poczekam. Przy okazji zorganizuję transport.

 

Mimo wszystko wyglądał na wyjątkowo zadowolonego.

– Co się tak szczerzysz?

– Będę miał własny obraz.

– Dziwak – rzuciła, wstając i znikając w murach szkoły.

 

Gdy odeszła, Bastian położył się na ławce. Po godzinie wróciła. Leżał na ławce, wystawiając twarz do słońca.

– To ja.

– Wiem. Nasz transport będzie za pięć minut.

– Mamy tu czekać?

– Chciałaś ciche miejsce, nie?

– Dobra, tylko się odsuń.

– Nie. Obok masz ławkę.

 

Odwróciła głowę, po czym walnęła go w brzuch. Zgiął się natychmiast, robiąc jej miejsce.

– Teraz mam tutaj.

– Teraz masz.

Zniesmaczona mruknęła.

– Dziwak.

– Dziwność to cecha tylko człowieka.

– Ale jak chcesz, żebym cię narysowała?

– Pomyślimy na miejscu. Styl może być dowolny – rzucił, wyciągając nogi.

– I tak, nie zobaczysz tego, co namaluje.

– Niby tak.

– Więc, po co ci to?

– Bo mi się nudzi, bo to ciekawe. I zawsze chciałem zapozować.

– Tylko tyle? – dziwiła się.

– Na świecie nie ma wiele ciekawych rzeczy, a bez oczu ciężko określić rodzaj miseczki, więc…

 

Znowu walnęła go w ramię.

– Jak można być takim chamem?

– Talent – odparł, łapiąc oddech.

 

Telefon zawibrował.

– O, nasz transport.

 

Chłopak odebrał.

– Dobra, już idziemy.

– Gdzie niby?

– Do spokojnego miejsca. Dawaj – złapał ją za rękę i delikatnie pomógł wstać. Jego dłoń była ciepła i pewna. Ani śladu wahania.

– Czekaj, muszę zabrać rzeczy – powiedziała, na to, chłopak ją puścił.

 

Szybko się spakowała.

– Dobra, mam wsz…

 

Nie dokończyła. Półblondyn już ujął ją. W drugiej ręce zaś miał już swoją laskę, rozłożoną i gotową do sprawdzania terenu. Oboje ruszyli na miejsce, Bastian uważnie badał teren laską, w milczeniu. Jego skupienie udzieliło się także jej, nie odezwała się ani słowem, przyglądając się jedynie jego zachowaniu.

 

Doszli na parking, na którym czekał Kacper w leciwym Passacie. Gdy ich zobaczył, uchylił okno i zapytał:

– Co za to dostanę?

– Zobaczysz – rzucił Bastian, nagle, czując opór dziewczyny – A tobie co?

– Nie wsiadam z nim.

 

Półblondyn natychmiast zareagował, zwracając się do przyjaciela.

– Coś ty jej zrobił?

– Ja? Nic!

– Cały czas się na mnie gapił.

– No wiesz co? A taki miły chłopak z niego był.

– Kur… Wczoraj pierwszy raz ją na oczy widziałem.

– I się gapiłeś!

 

Chłopak puścił ją i uniósł ręce, jakby się poddawał. Mimo to dalej się uśmiechał.

– Dobra, czaję, co tu jest grane – zwrócił się do rozgniewanej dziewczyny – To ja go prosiłem, żeby mi ciebie opisał. Tym razem to nie jego stulejarstwo – teatralnie machnął ręką – tylko moje… braki optyczne.

– I tak nie wsiadam – twardo stała przy swoim.

 

Niewidomy rzucił do kolegi.

– Dobra, stary, jedź. Załatwię to inaczej.

– Specjalnie tu przyjechałem.

– To jedź po burgery do maka albo na skrzydełka. Masz wolną rękę, a i oddam ci za paliwo.

 

Kacper wypuścił powietrze nosem, zamknął okno i odjechał.

– Twój plan, poszedł w łeb.

– Nie do końca – odparł szybko, wyciągając telefon z klawiaturą – Jedziemy UBER-em.

 

Przyglądała się anachronicznemu telefonowi, który przy każdym kliknięciu wydawał dźwięk. Bastian szybko wpisywał nazwę aplikacji, której ikona zakryła niemal cały ekran. Nacisnął ją. Telefon miał klawiaturę, ale i dotykowy ekran. Bastian szybko przesuwał palcem po kolejnych miejscach, a głos urządzenia urywał się w pół słowa: Dom, Pizz…, Rynek, Super Tajna Ukryta Baza.

– O jest! – ciesząc się, nacisnął ostatnią opcję.

– Tajna baza?

– Zobaczysz.

 

Chwilę później podjechało do nich czarne BMW. Wsiedli do środka. Kierowca wyglądał jak chodzący kodeks ulicy: łysy, napakowany, cały w czarnym ortalionie. W radiu leciał rap z początku wieku – prawilność, sztywne gity, klimat osiedla.

– Gdzie jedziemy? – zwrócił się do nich prawilny kierowca, charakterystycznym dresiarskim tonem.

– Pod gimnazjum numer dwa. Wie pan, gdzie to jest?

– Stara buda? – zdziwił się – Dobra.

 

Auto ruszyło jak pocisk, jakby miało zgubić połowę części i zyskać na lekkości przez rudy karbon. Zawieszenie ledwo żyło, a pasażerowie podskakiwali razem z nim.

„Jezu, zaraz się rozleci” – myślała, spoglądając na zamyślonego chłopaka.

– Czemu nic nie mówisz – szepnęła – teraz twój jęzor, by się przydał. Niech zwolni.

– Ładna pogoda – odparł, skupiony bardziej na szybie samochodu.

– Jak możesz to wiedzieć, bez oczu?!

– Oczy mam – dotknął szyby i nastawił uszu – Jest ciepło, jedziemy szybko. To taki zwykły, słoneczny dzień.

– Ciekawe. Skąd wiesz, że jest słoneczny.

 

Zwrócił ku niej twarz, z wyraźnym niesmakiem.

– Nie wiesz, co to pogodynka? Dzisiaj ma być bezchmurnie.

 

Dziewczyna wydała z siebie, dźwięk niepodobny do żadnego innego. Mimo ślepoty chłopak rozumiał reakcję, a kierowca zbyt bardzo był rozluźniony, by zwracać uwagę na takie pierdoły: jak rozmowa pasażerów czy braki auta. Dotarli na miejsce – kawałek za miastem, wśród drzew tworzących niemal tunel.

– Pięćdziesiąt – oznajmił kierowca, wystawiając rękę.

– Proszę – Bastian podał mu banknot.

– Dobrego. Polecam się na przyszłość.

 

BMW odjechało, zostawiając ich przed starym gmachem. Był to budynek z przełomu lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Widać było, że stoi pusty od lat. Okna zabite deskami, drzwi zamknięte.

– Co to za miejsce?

 

Powiedział pewnie i zatrzymał się przy wejściu.

– Gimnazjum numer dwa.

– Uważaj, ktoś nas zobaczy.

– Jest zamknięta od dwudziestu lat. Teren opuszczony. Poza menelami nikt tu nie zagląda. A i ich, tu nie spotkamy, bo dorobiłem klucz do drzwi, a okna są zabite grubymi dechami – Otworzył drzwi – Idziesz?

 

Jeszcze przez chwilę się wahała, ale po namyśle weszła do środka. Wnętrze pachniało urbexem, na ścianach trochę graffiti, ale jak na opuszczony budynek – zaskakująco czysto. Hol był pomalowany na jasny błękit, korytarze natomiast na żółtawozielony.

– Malarko, aż tak cię zatkało?

– Po prostu… dziwnie się czuję.

– Przystojny chłopak i przeciętna dziewczyna, sami w opuszczonym budynku… aż proszą się o finał.

– Chciałeś powiedzieć: dziwak.

– I dziwaczka, bo jaka normalna dziewczyna idzie z nieznajomym do takiego miejsca?

– Nudziło mi się. Poza tym jesteś ślepy.

– Mogę mieć przyjaciół.

 

Na tę sugestię Gabriela zamilkła i rozejrzała się po okolicy.

– Luz, nikogo tu nie ma – powiedział, ruszając dalej i stukając laską przed sobą.

– Nie czujesz się tu pewnie? – zapytała, widząc, jak skrupulatnie bada teren.

– Nie chcę wdepnąć w martwego szczura.

 

Gdy byli już na sali gimnastycznej, poczuła wielkość budynku. Ogromne okna wpuszczały obraz zachodzącego słońca. Nawet to, że połowa z nich była zasłonięta, nie przeszkadzało światłu oświetlić kosze do koszykówki i stare linie na parkiecie. Po drugiej stronie stały drewniane trybuny, liczące sześć rzędów ławek.

 

Gabriela z niekrytym zachwytem oglądała opuszczoną salę. Bastian w ciszy, położył się na ławce z niższego rzędu. Wyglądał, jakby właśnie pozował do okładki płyty. Noga ułożona na nodze, ręce robiące za podparcie dla głowy i twarz, ozdobiona niemal szelmowskim uśmieszkiem.

 

W jej oczach prezentował się zaskakująco dobrze, nie buntowniczo, bo był spokojny i poukładany. Był arogancki, lecz w dziwnie ujmujący sposób.

– Nieźle, nie?

– Faktycznie… nieźle.

– To teraz namaluj mnie, malarko – ułożył się wygodnie.

– Chcesz, żebym tak cię narysowała?

– Na razie tak, a potem się zobaczy.

 

Usiadła naprzeciw niego i zaczęła go szkicować, wydawał się niezwykle spokojny, wsłuchując się w skrobanie rysika. Minęło pół godziny, a potem godzina, a ten dalej leżał w milczeniu. W końcu dziewczyna zaczęła mówić.

– Dlaczego nie odzywałeś się w taksówce?

– Hmm…? – poruszył głową, jakby przez cały czas spał – Z takim nigdy nie wiem, co powiedzieć. To trochę tak, jakbyś gadała z gorylem. Jest od ciebie silniejszy, więc nie prowokujesz, omijasz go i idziesz dalej.

– Czyli wiesz, że na pewno nie jechaliśmy za tyle.

– Wiem. Maks to trzydzieści, nawet z korkami.

– Nie martwi cię to? Że tyle wydałeś? – dopytywała.

– Mam spore oszczędności. Poza tym to właśnie przez takie momenty można dostać w pysk.

– Czyli zwykły dres cię wystraszył.

– Zwyczajnie nie jestem idiotą i nie daję się sprowokować. Poza tym cyckonosz ci wystaje.

– Niby jak to zobaczyłeś?

 

Mimowolnie, rzuciła okiem na swoje ubranie. Była w podkoszulku, ale i tak nic nie było widać.

– No i sprawdziłaś. – prychnął z rozbawieniem – Warto zgadywać.

 

Podniosła się z ziemi.

– Muszę wracać.

– Skończyłaś?

– Jeszcze nie… Dokończę w domu.

– Rysuj mnie tylko tutaj, okej? – luźno rzucił, bez cienia presji.

– Jeszcze… a w sumie, dobra – zgodziła, ale widząc jego reakcję, miała jeszcze moment zawahania.

– To zbieramy się, malarko.

– Gabriela – powiedziała szybko.

– Co?

– Tak się nazywam.

– Nie – przeciągnął – malarka brzmi lepiej.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • Tjeri 2 tygodnie temu

    Dość chaotyczne i niedopracowane, ale zaciekawia. Może trafię na kolejne części.
    A! Dialog zaczynający się od "– Co tam robisz? – zapytała blondynka" nie jest zbytnio zrozumiały. Mieszają się osoby i kolejne wypowiedzi. Spory bałagan :).

  • Aleksander Zaraza 2 tygodnie temu

    Redakcja tekstu (i technika) nigdy nie była moją mocą stronę, ale przynamniej mogę bronić się tym, że same pomysły (opowiadania, nowele) są wyjątkowe oraz bohaterami, którzy są dość specyficzni i oryginalni.

    Mimo wszystko, postara się poprawić tekst. Choć nie będę kłamać... (moja) redakcja i korekta, zawsze będzie u mnie leżeć.

    Tak więc, zapraszam do części trzeciej.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania