Pokaż listęUkryj listę

Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Kiedyś ci wystarczę - 10| Uśmiecha się do mnie niedojrzałość

Wymknąłem się rano z pokoju Grace, przemykając korytarzem niczym zagubiona panienka, która straciła tej nocy dziewictwo. Choć seks był w porządku, to nie mogłem wytrzymać spania z Grace. Wciąż się do mnie przytulała, na tyle mocno, że wkrótce zacząłem się pocić, a gdy próbowałem się od niej odsuwać, wciąż we śnie przybliżała się, dusząc mnie w swoim uścisku tak, że czułem się jak jakieś niszowe zwierzę w łańcuchu pokarmowym, duszone przez boa dusiciela. W końcu nie wytrzymałem, wstałem po cichu, ubrałem się i czym prędzej wyszedłem, by znaleźć się w swoim łóżku, gdzie nikt nie będzie mnie obłapiał.

Przespałem jeszcze parę godzin, po czym obudziłem się stanowczo za późno. Było już dawno po godzinach śniadania, więc na hotelowe jedzenie nie miałem co liczyć. Ale w końcu nie był to żaden problem – wziąłem szybki prysznic, ubrałem się i wyszedłem, by zjeść coś na mieście. Przez chwilę chciałem zapytać chłopaków, czy chcą pójść ze mną, ale przypomniało mi się, że Finn prawdopodobnie dalej był na mnie wściekły. Zresztą, miałem wolne, nie miałem obowiązku łazić wszędzie z tymi pajacami. Trochę spokoju na pewno mi się przyda.

Przemknąłem niezauważony, nie wpadając na nikogo. Powolnym krokiem szedłem do miasta. Słońce grzało mocno, było już po południu. Trochę późno na śniadanie, ale w sumie to co za różnica? Wstąpiłem do pierwszego lepszego lokalu, gdzie zamówiłem dużą czarną kawę i jakiegoś wytrawnego omleta. Kelnerka odeszła, by oddać moje zamówienie do kuchni, a ja przez chwilę czułem się dziwnie, siedząc tutaj samotnie. Mimo wszystko w jakiś sposób mnie to wyciszało.

Omleta dostałem po paru minutach, a kawa była dużo lepsza niż ta, którą zwykle pijałem, więc zostawiłem kelnerce dość duży napiwek. Wyraźnie się rozchmurzyła, nawet pomachała mi na pożegnanie. Cóż, przynajmniej komuś poprawiłem humor, bo sobie jakoś nie potrafiłem. Sam właściwie nie wiedziałem, dlaczego czułem się tak parszywie. Może dlatego, że byłem jednym wielkim niezdecydowanym gównem.

W końcu odczytałem zaległego smsa od Alexii, co tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że nie byłem jedynie dupkiem dla dziewczyn, a także dla mojej siostry.

ALEXIA: Łał, w końcu ci się przypomniało, że istnieję. W ogóle ze mną nie rozmawiasz. Nie uprzedzałeś, że jak staniesz się sławny, to zapomnisz o rodzinie.

Westchnąłem ciężko.

LIAM: Przepraszam. Nie chciałem. Ta trasa mnie męczy. Jak wrócę do domu, to obiecuję ci, że wyjdziemy gdzieś razem.

Ale się nagle rozrzutny zrobiłem z tym wychodzeniem. Tylko że akurat Alexii naprawdę byłem to winien.

ALEXIA: Mówisz serio?

LIAM: Tak. Możemy pójść do tej kręgielni, o której tak ostatnio piałaś. Obiecuję, że znajdę czas.

ALEXIA: No dobra.

Łatwo było ją udobruchać. Chwilę później zadzwoniła do mnie i gadaliśmy przez kilkanaście minut. Odpowiadałem jej raczej pobieżnie, bo nie czułem się na siłach, by opowiadać jej o moich „podbojach”. Chociaż, może pomogłaby mi z Sofíą… ale jakoś dziwnie byłoby mi gadać o seks szantażu z moją, bądź co bądź, małą siostrzyczką.

Nie bardzo wiedziałem, co mam ze sobą zrobić. Chwilę przechadzałem się po nagrzanej słońcem kostce, wpadłem na parę dziewczyn, które chciały ode mnie autograf, poszedłem do parku i przechadzałem się po nim powoli, niczym jakaś podstarzała turystka. Nagle trochę pożałowałem, że tak wykłócałem się z Jamesem o czas wolny. Owszem, wyspałem się za wszystkie czasy, ale teraz cholernie mi się nudziło. Czas wolny był do dupy.

Przeczesałem ręką włosy i zdałem sobie sprawę, że zaczynają przypominać ptasie gniazdo i że chyba wypadałoby je trochę skrócić. Przynajmniej miałbym godzinę z głowy. Wróciłem się z parku do miasta i chwilę patrzyłem po szyldach. W końcu znalazłem jakiegoś fryzjera. Szybko wszedłem do środka.

- Dzień dobry panu. – Szybko podeszła do mnie jakaś niziutka dziewczyna.

- Dzień dobry.

- Był pan umówiony?

- Niestety nie. Liczę, że znajdzie się jakieś wolne miejsce, w które mógłbym się wcisnąć.

- Hm… jeśli nie ma pan nic przeciwko odrobinie czekania, to zapraszam. – Wskazała mi fotel obok stosu gazet.

Właściwie to nie miałem. Nigdzie mi się nie spieszyło. Usiadłem, spośród sterty gazet dla kobiet wyłowiłem jakąś dla mężczyzn i czekałem. Dziewczyna nawet nalała mi chłodnej wody do szklanki. Klienci wchodzili i wychodzili, w końcu jednak fryzjerka miała chwilę wolnego i machnięciem zaprosiła mnie na fotel do mycia włosów.

- Czy ja pana skądś znam? – spytała, marszcząc brwi i przyglądając mi się wnikliwie.

- Często występuję w reklamach szamponów do włosów – rzuciłem.

- Ach, tak. Rzeczywiście, ma pan świetne włosy.

Zachciało mi się śmiać, ale zdołałem się powstrzymać. Po umyciu włosów przeszedłem na drugi fotel, wyjaśniłem babce, jak ma mnie obciąć, choć w sumie nie miałem żadnych preferencji. Może to i źle, bo kiedy skończyła, na mojej głowie nie zostało prawie nic, ale nie przejąłem się tym zbytnio, bo włosy rosły mi w zastraszającym tempie. Zapłaciłem, wyszedłem i stwierdziłem, że to chyba czas na obiad. Postanowiłem tym razem wrócić do hotelu.

Już z daleka widziałem znajomą sylwetkę kręcącą się w okolicy małego hotelowego ogródka, który znajdował się niedaleko wejścia. Wszystko wskazywało na to, że była to Valentina. Podchodziłem do niej spokojnym krokiem, zastanawiając się, czemu ma tak czerwoną twarz. Dopiero, gdy znalazłem się na tyle blisko, by usłyszeć jej głos, zrozumiałem, że chyba musiała być wyjątkowo wściekła.

- Zostaw mnie w spokoju! – krzyczała, trzymając komórkę przy uchu. Na miejscu jej rozmówcy już dawno odsunąłbym telefon od twarzy, bo głos Valentiny nabierał dziwnej mocy, kiedy krzyczała. Właściwie nie wyobrażałem sobie, że mogła aż tak wrzeszczeć. Zatrzymałem się obok niej, nie bardzo wiedząc, co robić. – Nie! Po prostu przestań do mnie dzwonić!

Rozłączyła się gwałtownym gestem i odetchnęła, dalej mając na twarzy wymalowaną złość. Odruchowo chciałem się zapytać, co – lub kto – ją tak rozzłościło. Może mógłbym jej jakoś pomóc. Po szybkiej kalkulacji uznałem, że chyba byliśmy już dobrymi znajomymi. Może ta wspólna kolacja pomogła nam bardziej niż sądziłem, choć przecież chodziło tylko o jedzenie, ale kto wie. Miałem nadzieję, że stosunki między nami były już choć odrobinę lepsze.

Cała ta nadzieja uleciała, kiedy Valentina obrzuciła mnie wściekłym wzrokiem.

- Pod kosiarkę wpadłeś, Miller? – warknęła, po czym odwróciła się na pięcie i odeszła.

A jednak nie.

Spodziewałem się zobaczyć na stołówce chociaż jedną żywą duszę z naszego zespołu, ale nikogo tam nie było, więc też obiad zjadłem sam. Nikt mi nie przeszkadzał, ale też zaczynało mnie to lekko irytować. Zastanawiałem się, ile jeszcze czasu Finn się będzie na mnie wkurwiał, ale na pewno nie zamierzałem go przepraszać.

Po części liczyłem, że Valentina mnie znajdzie i, być może będąc w nieco lepszym humorze, porozmawia ze mną. Bardzo mnie ciekawiło, do kogo tak wrzeszczała. Może chodziło o tego Connora, który ponoć złamał jej serce? Tylko czy wtedy tak by na niego wrzeszczała? Sam nie wiedziałem, ale nie zamierzałem się też prosić o wyjaśnienia. Widocznie tylko mi się przywidziało, że mieliśmy lepsze relacje.

Już prawie kończyłem stek, kiedy nagle ktoś gwałtownie usiadł obok mnie. Nawet nie podniosłem głowy, ale już wiedziałem, kto to był. Tego irytująco intensywnego zapachu prowokacyjnych perfum nie dało się pomylić.

- Nie licz na wspólny obiad, bo już kończę – odezwałem się, z niechęcią podnosząc głowę i patrząc na Sofíę, która wyglądała na bardzo zadowoloną.

- Nie śmiałabym – prychnęła. – Chciałam ci tylko coś pokazać.

- Swoje krocze? Nie, dziękuję. Jeszcze zwymiotuję.

- Ale śmieszne. – Skrzywiła się, jednocześnie popychając w moją stronę swoją komórkę. – Przeczytaj sobie, co o tobie piszą. Wszystko idzie zgodnie z moim planem.

Pełen złych przeczuć, złapałem tę komórkę, choć w pierwszym odruchu chciałem wyrzucić ją przez okno. Ciekawość jednak zwyciężyła. Przez chwilę wpatrywałem się w nagłówki i obszerne artykuły.

 

PRZYŁAPANI! LIAM MILLER I VALENTINA MARTINEZ NA WSPÓLNEJ KOLACJI.

Wygląda na to, że Miller i Martínez już nikogo nie zwiodą swoimi początkowymi kłótniami. Wszystko wskazuje na to, że to było tylko złe pierwsze wrażenie, bo naszym paparazzim udało się sfotografować uroczą parę, kiedy udawała się na kolację do jednej z najpopularniejszych restauracji w San Diego. Nie wyglądało to na spotkanie biznesowe. Czyżby to naprawdę była randka? Tak właśnie twierdzi użytkowniczka minnie876, która również wtedy jadła kolację w lokalu.

MINNIE876: Wyglądało na to, że byli na randce i bardzo dobrze się dogadywali. Ciągle się do siebie uśmiechali. Nie wiem, czy pomoże to Martínez w promowaniu filmu, ale chyba już nie myśli tylko o tym.

 

- No i co z tego? – rzuciłem, ponownie podnosząc wzrok na Sofíę. – Byliśmy na kolacji. To nie zbrodnia.

- Zobacz kolejne artykuły na swój temat – poradziła mi Sofía, uśmiechając się uśmiechem, który wyraźnie sugerował, że jeszcze nie wiem wszystkiego.

Szybko kliknąłem „pokaż więcej” i zrozumiałem, że sytuacja była w istocie bardziej skomplikowana.

 

LIAM MILLER PRZYŁAPANY Z TAJEMNICZĄ DZIEWCZYNĄ!

Czyżby Valentina Martínez już poszła w odstawkę? Liam Miller dopiero co zabierał ją na kolację, ale chyba robi tak ze wszystkimi dziewczynami. Po raz kolejny został przyłapany w restauracji, tym razem w Phoenix i – uwaga – z tajemniczą, piękną dziewczyną. Stanowczo nie była to Valentina Martínez. Kim jest nowa wybranka Millera? Czy to jego rezerwa na wypadek niedyspozycyjności Martínez? A może pojawił się jakiś zgrzyt w zespole i Miller postanowił szybko zmienić obrany dotąd kurs?

 

Przed oczami widziałem mroczki ze złości. Cholerni paparazzi wchodzili z butami w moje życie, tylko spiskując i knując, jakie pytanie retoryczne wpisać do artykułu, by wywołać większą sensację. Nie chciałem nawet patrzeć na zamieszczone zdjęcia. Już po samych artykułach można było wywnioskować, że jedna dziewczyna to było dla mnie za mało.

Sofía jakby czytała mi w myślach.

- Widzisz? – zapytała delikatnie. – Oni już uważają cię za kogoś, kto się nie zadowoli jedną dziewczyną. Widzisz, jak pięknie cię odmalowali? A najlepsze jest to, że nie ma w tym mojej zasługi. Sam się o to postarałeś. – Roześmiała się radośnie. – Och, teraz dolanie oliwy do ognia będzie jeszcze lepsze.

Chciałem jej coś odszczeknąć, odwarknąć, ale w tym momencie zrozumiałem, że miała rację. Sam sobie to zgotowałem. Zgodziłem się na prośbę Valentiny, na tę durną kolację, potem sam zaprosiłem Grace do restauracji i nagle wszystko zaczęło się toczyć lawinowo. Media nie zostawiały na mnie suchej nitki. Wolałem nawet nie myśleć, co będzie, gdy Sofía dorzuci do tego swoje trzy grosze.

- Kończy ci się czas, więc lepiej szybko się namyśl na moje warunki albo wbiję ostatni gwóźdź do twojej trumny – rzuciła Sofía, zabierając swoją komórkę i wstając. – A sam widzisz, jakie to teraz proste.

Po tych słowach odeszła, stukając głośno obcasami i pozostawiając mnie z jednym wielkim bałaganem w głowie.

 

 

Chciałem na spokojnie posiedzieć i pomyśleć, w co ja się, do cholery wpakowałem, ale i to nie poszło tak, jak powinno. Kiedy wymknąłem się na hotelowy taras, było tam sporo ludzi, więc cisza była wykluczona. Nie chciałem jednak wracać do dusznego pokoju, więc tam siedziałem, wpatrując się w nicość i myśląc, jak cudownie byłoby zrzucić Sofíę z ostatniego piętra. Szkoda, że byłem na to zbyt normalny.

Nagle ktoś zaszedł mnie od tyłu i zasłonił oczy rękoma.

- Zgadnij, kto to? – Usłyszałem ćwierkający głos, po którym musiałem się zmusić do bladego uśmiechu.

- Cześć, Grace.

Zadowolona, przeszła do przodu i usiadła mi na kolanach, obejmując mnie za szyję.

- Nie było cię rano – zauważyła.

- Wiem, przepraszam, musiałem coś załatwić – rzuciłem na poczekaniu, myśląc, że pewnie zaraz będzie chciała więcej szczegółów, ale ona niemal od razu wpiła się we mnie ustami. Nieco mi to przeszkadzało – wokół nas było pełno ludzi, a każdy z nich mógł być równie dobrze potencjalnym nowym artykułem na plotkarskiej stronie. W dodatku poczułem się, jakby nagle chciała wkładać mi obrączkę na palec. Dobra, przespaliśmy się ze sobą dwa razy i wyszliśmy raz na kolację, ale czy to dawało jej przyzwolenie, by się publicznie na mnie rzucać i mnie obśliniać?

Delikatnie ją od siebie odsunąłem.

- Grace, słuchaj, nie najlepiej się czuję. Pójdę się położyć – rzuciłem, starając się brzmieć wiarygodnie.

- Ale…

- Jeszcze porozmawiamy, obiecuję. – Wstałem z fotela i szybko wszedłem do środka, nękany poczuciem winy i lekką irytacją. Miałem wrażenie, że już od dłuższego czasu nie czułem nic innego.

Powlokłem się do pokoju, gdzie przez chwilę próbowałem zająć czymś myśli. Nie mogłem jednak zasnąć, a laptopa nawet nie chciało mi się włączać, by nie czytać nowych artykułów na mój temat. W końcu postanowiłem przelać moje myśli na papier – napisać jakąś piosenkę. Usiadłem na łóżku, przyciągnąłem do siebie notes i długopis oraz okulary, które wkładałem do pisania lub czytania, kiedy obraz zaczynał mi się rozmazywać. Chwilę gryzłem końcówkę długopisu, aż w końcu przyłożyłem go do kartki i zacząłem pisać. Moje myśli samowolnie podążyły w stronę Ashley. Nagle zastanowiłem się, co teraz robiła. Czy w ogóle jeszcze czasami o mnie myślała? Czy właśnie w tej chwili leżała w łóżku z innym, a ja byłem tylko idiotą, który nie potrafił o niej zapomnieć, podczas gdy ona już dawno ruszyła naprzód?

 

Sick of crying

Tired of trying

Yes, I’m smiling

But inside I’m dying...

 

 

Mój proces twórczy został szybko przerwany przez drzwi, które gwałtownie się otworzyły, obijając się o ścianę. Podniosłem wzrok i zobaczyłem, że do mojego pokoju wtacza się Finn z ustami wykrzywionymi w grymasie.

- Nikt cię pukać nie nauczył? – rzuciłem, ponownie spoglądając na zapisaną kartkę.

- Mam gdzieś te twoje maniery. Musimy pogadać.

- Zamierzasz się znowu na mnie wkurwiać o ten wywiad? – Wywróciłem oczami, odkładając notes, bo czułem, że nie będzie dane mi się skupić na piosence. – Jezu, Finn, odpuść. Jeszcze będą takich tysiące.

- A ty zapewne będziesz przerywał każdy z tego tysiąca – burknął kąśliwie Finn, krążąc po pokoju niczym natrętna mucha. – Coś tu się dzieje i kurwa, nie wiem, co.

- Nic się nie dzieje, chyba że w twojej głowie.

- Myślisz, że jestem ślepy?

- Myślę, że widzisz tylko czubek własnego nosa. Po co ci był ten wywiad? I tak rozpisują się o nas na wszystkich stronach plotkarskich.

- Tak, widziałem. – Finn uśmiechnął się kpiąco. – Nie żałujesz sobie.

- Co masz na myśli? – spytałem ostro, choć dobrze wiedziałem, o czym mówił.

- No, zgadnij. Najpierw Valentina, później ta cała Grace. Nie marnujesz czasu.

- Dziwię się, że akurat ty mi to wypominasz. – Uśmiechnąłem się cierpko. – Ty, taki król seksu, bożyszcze, do którego zawsze lecą wszystkie laski na każdej imprezie jak ćmy do światła.

- Ale ja, kurwa, załatwiam to po cichu. Moje panienki nie jeżdżą z nami później w trasy koncertowe i nie rozpieprzają nam kariery! A ty przygruchałeś sobie Grace i…

- I co? – przerwałem mu. – Może jeszcze przygruchałem sobie Valentinę i jej żałosną przyjaciółkę? Pretensje miej do Jamesa i do samej Valentiny. To nie przez Grace wszystko się rozwala.

- A przez kogo? – Finn zmarszczył brwi. – Przez Valentinę?

- Skończ, kurwa, to dochodzenie. Nic się nie rozwala. – Błyskawicznie wycofałem się z tematu. – Roi ci się coś w głowie, ale nie będziesz się na mnie wyżywał.

- To skończ odpierdalać ten szajs, bo jak znowu przyjdą do nas jacyś dziennikarze, to ja nie przepuszczę tej okazji, choćbym miał cię zakneblować.

- Powodzenia – zakpiłem. – Za to ja nie przepuszczę okazji spotkania się mojej pięści z twoim nosem, jeśli dalej będziesz się do mnie dopierdalał.

Finn już chciał coś powiedzieć, kiedy nagle usłyszeliśmy chrząknięcie i nieśmiały głos:

- Hm… nie przeszkadzam?

Oboje odwróciliśmy głowę w stronę otwartych drzwi. Stała tam Grace, patrząc się na nas niepewnie.

- Nie – odparłem błyskawicznie, choć nie miałem ochoty na jej towarzystwo, ale z dwojga złego wolałem ją niż Finna. – Finn właśnie wychodził.

- Jeszcze nie skończyliśmy. – Finn posłał w moją stronę spojrzenie, które pewnie miało być ostrzegawcze, po czym gwałtownie wyminął Grace i wyszedł, ponownie trzaskając drzwiami.

- O co chodziło? – zapytała Grace, podchodząc do mnie. Choć głos miała delikatny, poczułem, jak zbliża się do mnie potężny ból głowy. Po co tu przyszła? Powiedziałem jej przecież, że chciałem się położyć i być sam.

- O nic. Finn sobie coś ubzdurał.

Znowu podeszła do mnie szybkim krokiem, wskoczyła na łóżko i pocałowała. Oddałem pocałunek, choć nie mogłem zrozumieć jej nagłej zmiany zachowania. Czułem się, jakby powoli zakładała na mnie łańcuch. Na litość boską, przespaliśmy się dwa razy. To nie czyniło z nas pary. Chciałem ją odepchnąć, ale wtedy wyszedłbym na dupka.

- Masz może ochotę…? – wymruczała mi do ucha, ocierając się o mnie.

- Grace… – Ponownie delikatnie ją odsunąłem. – Mówiłem ci, że źle się czuję.

Jej twarz nagle zmieniła wyraz na pochmurny.

- Nie chcesz mnie już, tak? – zapytała oskarżycielskim tonem, odsuwając się.

Chryste, ledwo dziewczynę znałem, a już strzelała mi focha.

- Źle się czuję – powtórzyłem powoli, jakbym mówił do nieposłusznego dziecka. – Czy facet zawsze i wszędzie musi mieć ochotę na seks? Wy, kobiety, ciągle wymawiacie się bólem głowy, a facet jest jakąś pieprzoną maszyną?

- Jakbym cię pociągała, to miałbyś ochotę – rzuciła obrażonym tonem, jak pięciolatka.

Przycisnąłem palce do skroni, powstrzymując się, by nie wybuchnąć.

- Grace, nie chcę być niemiły, więc posłuchaj mnie, proszę. Nie czuję się dobrze, boli mnie głowa. Czy mogłabyś zostawić mnie samego i nie obrażać się bez powodu? – dodałem, milcząco prosząc ją, by posłuchała.

Prychnęła donośnie i zeskoczyła z łóżka.

- W porządku – sarknęła, ale nie przypominało to ugody, a raczej zwiastowało problemy. Podeszła do drzwi, by po chwili trzasnąć nimi jeszcze głośniej niż Finn.

Cholerne baby. Wpędzą mnie do grobu.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • Elorence dwa lata temu
    Co tu się... Miało nie być So... przepraszam, Rozwartokątnej. Jak ona mnie drażni... Grace też. i UWAGA, Liam też.
    Chyba tylko Finn miał tu dziś głowę na karku :D A to niemożliwe! Może kradzież ciuchów dała mu do myślenia?

    <3

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania