Poprzednie częściKolory życia - część I

Kolory życia - część VII

Kończył się wrzesień. Powietrze wciąż jeszcze pachniało resztkami lata, ale mgliste poranki, pełne szarugi i melancholii ciągnęły za sobą nieuchronną jesień. Darek wyszedł na zewnątrz, narzucił na barki starą sportową kurtkę po ojcu i ruszył w drogę. Leszek Mąciwoda mieszkał w tej samej wiosce, kilka domów dalej.

Gdy stanął przed bramą, dochodziła siódma. W kuchni Mąciwody paliło się światło. Darek nacisnął klamkę furtki, która nie stawiała większego oporu. Podszedł do drzwi wejściowych i mocno zapukał.

– Kogo niesie? – rozległo się pytanie.

– To ja, wujo, Daro.

– Czekaj.

Minęła dłuższa chwila, zanim Darek usłyszał chrzęst zamka, a potem drzwi powoli otworzyły się, ukazując sylwetkę Lecha Mąciwody. W tym czasie zauważył, że na podwórku panuje o wiele większy bałagan, niż gdy był tutaj ostatnio, czyli z rok temu. Graty ze złomowiska walały się wszędzie w towarzystwie puszek po piwie i butelek po wódce oraz tanim winie. Obraz nędzy i rozpaczy jakby to powiedziała matka.

– Wejdź, chłopaku. Co ty tak do mnie z wizytą o tej porze? Matka chora?

Wujaszek Lech wyglądał, jakby właśnie wstał z grobu, w którym pochowano go dawno temu. Cuchnął potwornie, mieszanką potu i alkoholu. Podobny fetor unosił się w całym domu.

– Zdrowa jak nigdy. Ja nie po to.

– No to wielka ulga, chłopaku. Wystarczy, że musiałem pochować żonę. Gdybym miał też siostrę…

– A u wuja co tam? – przerwał Darek, wchodząc w głąb domostwa, prawdziwej jamy skąpanej w półmroku.

– Jak widzisz. Żyję.

– Taa, a jak tam z robotą?

– Licho, chłopaku. Dobrze, że renta jest, to jakoś się łata to wszystko.

Darek jakby naprowadzony tymi słowami spojrzał w sufit, który zdobiły plamy wilgoci, a centralnie pod nimi stały trzy metalowe wiadra służące za zbieranie wody, która kapała przez dziurawy dach.

– Napijemy się? – zaproponował, widząc, że wujaszek od początku rozmowy jedynie z chwili na chwilę smutniał coraz bardziej.

– Nie ma wyjścia, chłopaku – powiedział Mąciwoda, podchodząc do lodówki, w której pierwsze skrzypce grały półlitrowe butelki browaru i kilka większych żytniej.

****

Funkcjonariusz Niebieski siedział spokojnie. Słuchał cierpliwie, choć wolałby stłuc tego chuderlaka i posłać na cztery wiatry. Jednak tym razem sam przed sobą musiał przyznać, że to nie jest odpowiednie wyjście. Tym razem będzie najgorsze z możliwych.

– Mąciwoda to jego wuj? – zapytał Niebieski, przerywając dotychczasowe śluby milczenia.

– Tak. Brat matki. Mieszka w tej samej wsi, parę domów dalej.

– Skąd pewność, że poszedł tam wtedy rano?

Cichy uśmiechnął się w swoim stylu. Mógłby nawet wybuchnąć ponownie śmiechem, ale coś w środku kazało mu zaniechać tego.

– Mijał się z Wieśkiem. Pracujemy razem na pegeerze. On robi na mechanice a ja w polu.

– Był trzeźwy?

– Miły pan funkcjonariusz pyta, czy jestem razem ze swoimi współpracownikami nałogowym alkoholikiem?

Zmierzyli się wzrokiem.

– Nie muszę. Wyglądasz, jakby cię robili najbiedniejszy pijak i najgłupsza dziwka.

Cichy poczuł, jak krew gotuje mu się w żyłach. Zacisnął dłonie na oparciach fotela. Policzki drgały mu nerwowo.

– Już się nie gorączkuj tak – syknął Niebieski. – Gadaj dalej.

– Widział go. Powiedział mi, a ja mówię… panu. – Zmusił się, aby dokończyć zdanie inaczej, niż pozwalała na to jego żądza odegrania się.

– Dobrze. Ten Darek, jaki on jest?

– Jak wszyscy, poza jednym.

– Zamieniam się w słuch.

– On zawsze lubił i lubi miasto i miastowe dziewuchy. Ślepy jest na nasze dobra okoliczne, ślini się do tych wypindrzonych lal, jakby był stamtąd.

– Masz na myśli jakąś konkretną?

– Ankę. Waszą denatkę – zrymował, uśmiechając się przy tym szeroko.

Niebieski poczuł, że krew odpływa mu z głowy do samych stóp. W tym samym momencie wyszedł na korytarz. Cichy zaczął nasłuchiwać, ale niewiele usłyszał. Tylko tyle, że mają Darka doprowadzić na przesłuchanie.

Gdy Niebieski wrócił do pokoju, Ciszewski Jan był w doskonałym humorze.

– Nie macie go w gronie przesłuchiwanych?

– Nie interesuj się gałązko, bo się złamiesz niechcący.

– Mam mówić więcej? Mogę powiedzieć jeszcze jak spotkałem się z nim w dzień przed… no wiadomo przed czym.

– Gadaj.

****

Anka wyszła z bloku i od razu wyjęła komórkę z torebki. Wybrała numer do Kaśki. Dziewczyna odebrała po trzecim sygnale.

– Co tam? Jesteś u niego?

– Inaczej bym nie dzwoniła – odpowiedziała lekko zdenerwowanym głosem.

– I jak?

– Mam już dość.

Nastąpiła chwila ciszy. Po drugiej stronie słychać było jakby uderzenie pięści o coś twardego.

– Ile?

– Za każdym razem, kiedy u niego jestem. Dwa razy odwołał spotkanie z kumplami, a potem zerżnął mnie tak, że nie mogłam podnieść się z łóżka. Po tym, jak kazał mi wypierdalać, nabrałam sił od razu.

– On taki jest.

– Wiem, ale nie płaci mi wystarczająco.

Gdyby Kaśka stała wtedy przed Anką, pewnie spoliczkowałaby ją za te słowa. Sama nie raz próbowała urobić Niebieskiego, ale Krzychu był zimny i pusty jak wyschnięta studnia. Po każdej nocy po prostu wyrzucał ją z mieszkania. Czasami dał stówę albo dwie. Jednak w większości przypadków napinał mięśnie i beznamiętnym głosem kazał spierdalać z hawiry.

– Jesteś tak durna, czy tylko udajesz. Wy miastowe to zawsze macie mało. Na mnie nawet nie spojrzy, a kiedy się ze mną rypał…

– Mówiłaś, że poszłaś z nim ze dwa razy dla świętego spokoju.

– Jebać, okłamałam cię. Tak naprawdę rżnął mnie więcej razy niż ciebie, a zarobiłam na tym psie pieniądze. Zawsze miał mnie za jeden z wielu tutejszych rekwizytów.

Anka poczuła się na moment przerażająco dobrze. Zupełnie nie współczuła przyjaciółce. W myślach gratulowała sobie, że jest lepsza od tej wsiowej siksy, tej, z którą od dziesiątego roku życia były prawie nierozłączne, choć dzieliło je wszystko. Teraz to nie miało znaczenie. To ona była atrakcyjniejsza, a nie Kaśka.

– Spróbuję go przekonać. Zaraz wychodzi z kumplami. Zatańczy jak mu zagram.

Kaśka na moment zamarła. Może gdyby zaczęła mówić od razu, zdążyłaby, ale gdy wypowiedziała pierwsze słowo, usłyszała sygnał kończący połączenie. Anka zbyła ją ot tak.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania