Poprzednie części:  Koszmarny Dzień — Rozdział 01

Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Koszmarny Dzień — Rozdział 02

── Już wam nie przeszkadzam, możecie kontynuować. A raport przyniosę później ── wydukał Jisung, robiąc się czerwony na twarzy.

 

Odwracając wzrok, aby dłużej na nich nie patrzeć, przepraszając za nagłe wtargnięcie, bez słowa. Ukłonił się szybko i odwrócił na pięcie, zamykając za sobą drzwi. Ledwo co je zamknął i usłyszał wrzask, a następnie łomot, po którym drzwi z hukiem stanęły szeroko otwarte.

 

Wylądował w rozkroku na ścianie z rękami zgiętymi w łokciu i uniesionymi do góry. Patrzył, jak Lucas wybiegł ze swojego gabinetu, w samych spodniach, które po drodze lekko mu spadały. A tuż za nim biegnie Yuta w samych gaciach i rozpiętej koszuli, zakładanej w pośpiechu w biegu.

 

Czuł się zupełnie skołowany, co było bardzo zrozumiałe, zważywszy na to, co się działo. Po drodze napatoczył się jeszcze Jaehyun, który tak samo, jak on wylądował na ścianie, znokautowany przez tę dwójkę. Nie bardzo wiedząc, co się tak właściwie stało. Bo jakby nie patrzeć, musiał tak samo, jak on zanieść sprawozdanie z misji, z której niedawno wrócił.

 

A papiery na szczęście były poskładane i pozapinane. Co tylko ułatwiło je zebranie, bo jakby były luzem, to nawet Jisung sam nie chciał wiedzieć, ile czasu, by im zeszło ich zebranie. Tak czy inaczej, w końcu po jakimś czasie udało mu się odezwać, co nie było takie proste, jak mu się na samym początku wydawało.

 

── Co się stało? ── spytał lekko zamroczony Jaehyun, trzymając się za głowę, rozglądając się na boki w poszukiwaniu tego, co nim rzuciło przed chwilą o ścianę.

 

W końcu udało Jisung'owi się odkleić od ściany i podejść do niego. Nadal nieco odczuwał na całym ciele tę dziwną siłę. Siłę, która nim rzuciła niekontrolowanie. Jednak nie był pod tym względem sam, ale z drugiej strony współczuł niebiesko włosemu, że oberwał przez jego głupotę. A może raczej, nie przez jego, ale przez ich głupotę, że postanowili uprawiać seks w gabinecie, zamiast u jednego z nich w pokoju. Westchnął cicho, spoglądając kątem oka na korytarz. A potem wrócił do Jaehyun'a, który nadal nie bardzo mógł się podnieść.

 

── Sam bym chciał wiedzieć, prawdę mówiąc. Dlatego nie jestem w stanie odpowiedzieć ci dokładnie na twoje pytanie ── odparł Jisung, pomagając mu wstać z podłogi, aby kurzu więcej nie zbierał.

 

Jeszcze chwilę o tym rozmawiali, ale w końcu doszli do wniosku, że nie wpadną na żaden pomysł. Więc postanowili zostawić zaistniałą sytuację w spokoju. Z całego tego zajścia, aż zaburczało mu w brzuchu. Więc Jaehyun stwierdził, że czas wrzucić coś na ruszt i tak też zrobili, udając się do kuchni.

 

Później okazało się, że to, co widzieli, było zwykłym nieporozumieniem. A mianowicie Taeil, delikatnie rzecz ujmując, upił się, co nieźle wkurzyło Lucasa. A winowajcą był Taeyong, który dał mu zbyt mocne wino. Chociaż doskonale wiedział, że Yuta ma słabą tolerancję na alkohol.

 

Oczywiście różowo-blond włosy dostał porządną reprymendę od Lucasa, który musiał niańczyć Taeil'a przez cały ten czas. Mimo iż miał ważniejsze obowiązki niż to, ale rudzielec uparł się, że tylko Lucas jest w stanie się nim zająć. Zrezygnowany Jisung dokończył śniadanie, po drodze oddając swój raport Lucasowi, który ponownie gonił pijanego Taeil'a.

 

Wtedy zrozumiał, dlaczego ten rudzielec się tak dziwnie zachowywał. Wino było zaczarowane, a jedynym sposobem, aby zdjąć zaklęcie, był pocałunek. Nie zważając na to, że pozostali Strażnicy zebrali się wokół nich, a on podstawił nogę Yuta. Następnie popchnął w jego kierunku Lucasa, co zakończyło się namiętnym pocałunkiem, którego nikt z obecnych nie przewidział.

 

Cisza w Sali aż mroziła krew w żyłach, a wszyscy obecni, wraz z Hyuną, zamarli w miejscu oczekując na dalszy rozwój wydarzeń. Za to Taeil wraz z Lucasem, trwali w pocałunku, nie mogąc się ruszyć. Tak, jakby co najmniej zobaczyli bazyliszka i ich porządnie spetryfikowało do tego stopnia, że oderwać się od siebie nie mogli. Co przez ten cały czas nieźle bawiło, ale im jego pomysł, wcale do gustu nie przypadł i nie było im do śmiechu.

 

── Niech ktoś pójdzie i ich rozdzieli! ── powiedziała po kilku minutach skonsternowana Hyuna, odwracając wzrok od rozgrywającej się sceny.

 

Nie mogąc już dłużej na to wszystko patrzeć, tak jak pozostali świadkowie. Po piętnastu minutach udało się ich wreszcie rozdzielić. Jednak baliśmy się, że trzeba będzie zawołać odpowiednich speców, bo tak byli zakleszczeni w uścisku. Jisung zaczął się śmiać z tego widoku jak wariat, powodując zdziwienie na twarzach obecnych ludzi.

 

Nie mógł nic na to poradzić, że to go tak mocno bawiło. Chociaż nadal nie zdawali sobie sprawy z tego, że jest fudanshi. Nawet jego kochany ojczulek się nie domyślał. Wiedział, że to było niebezpiecznym zagraniem i mógł się paskudnie zdradzić, ale tylko on wiedział, co dokładnie trzeba zrobić. Co nie napawało go optymizmem, ale odwrotu już nie było.

 

── Skąd wiedziałeś? ── spytała się po chwili Hyuna, kiedy Lucas i Taeil się ocknęli z transu.

 

Jakim był ich namiętny, niespodziewany pocałunek, który nie tylko ich zszokował, ale ich obu też. Rudzielec wyglądał tak, jakby miał porządnego kaca, ale zachowywał się normalnie. Nie pamiętał jednak niczego z tego, co się wydarzyło przed chwilą. Co było nie na rękę Lucasowi, który miał minę tak mocno zdegustowaną, że aż niewiarygodne to było.

 

Z drugiej strony, jednak widać było po nim, że odetchnął z ulgą, kiedy rudzielec wrócił do swoich zmysłów. Bo już miał go po dziurki w nosie i pilnowanie go, było ponad jego możliwości. Nie przywykł do takich numerów jak ten. Więc zbytnio nie wiedział, jak ma się w takich sytuacjach zachować i co robić.

 

── Wiesz, jakiś czas temu przeczytałem przypadkiem w jednej z ksiąg... Nie pamiętam, w której i tak mi jakoś utkwiło w pamięci... ── odparł Jisung wymijająco.

 

Bo przecież Jisung nie mógł jej powiedzieć, że znalazł coś takiego w jednej z mang typu BL. A tego przecież nie mógł się zdradzić, nie było takowej opcji. Reszta się na niego dość podejrzliwie spojrzała. Jakby nie mogli uwierzyć w jego słowa. Nie dziwił im się, za to oni zdecydowanie by się zdziwili, gdyby odkryli o nim prawdę.

 

Oraz fakt, że po kryjomu łączył ich w pary, spekulując, kto się znajdzie na górze, a kto na dole. Na samą myśl, aż musiał zakryć usta. W końcu wreszcie mógł w spokoju zjeść spóźnione śniadanie. Jednak jego spokój nie trwał długo, a tylko dlatego, że zjawił się Taeil z bukietem róż i szarżował w jego kierunku. Na sam widok zrobiło mu się zimno i po jego plecach przeszedł dreszcz.

 

Chłopak uklęknął przed nim, nie zważając na widownię. Co jeszcze bardziej wytrąciło Jisung'a z równowagi. A tym bardziej że nie zdawał sobie sprawy, co teraz właśnie wyprawiał. Na całe szczęście, że nie było tutaj Chenle, ani tym bardziej jego ojca, bo nie byłoby tak za wesoło. Tego był w stu procentach, pewny, bo za dobrze ich znał, by wiedzieć, że mogliby się wściec. Westchnął tylko, spoglądając zdegustowany na niego, słuchając jego słów.

 

── Czy wybaczysz mi to, co się stało? ── zapytał Taeil nagle, a Jisung miał ochotę zapaść się pod ziemię, lecz po chwili zmienił zdanie pod tym względem, przyjmując inną taktykę, niż wcześniej planował wykonać, bo jakby nie patrzeć, nie miał zamiaru dłużej tego idioty słuchać.

 

── Czy ty myślisz, że byle kwiaty wszystko naprawią? Niedoczekanie twoje! ── odrzekł Jisung do niego, zabierając mu kwiaty z rąk, a potem waląc mu nimi prosto w twarz.

 

Odpychając go i jednym butem, stanął na jego brzuchu, aby po chwili przejść po nim jakby nigdy nic niczym jak po chodniku. Fukający niczym rozzłoszczony kot, opuścił jadalnię. Już miał zamiar mu odpuścić, ale wszystko zrujnował, pojawiając się z tymi głupimi kwiatami, które wszystko zrujnowały. Widać, nie było mu dane, aby mu tak szybko wybaczył.

 

Więc sobie pod tym względem poczeka. Może dzięki spacerowi na świeżym powietrzu, trochę poprawi mu się humor. To był idealny pomysł, bo innego na ten moment nie widział. A na pewno nie miał zamiaru tam zostać. Bo jeszcze coś rozwali lub kogoś uszkodzi, a tego na serio bym nie chciał. Opcja spaceru była najlepszym wyborem, z powodu pogody, jaka dzisiaj była.

 

***

 

Pół godziny wcześniej Chenle, nieźle rozeźlony. W paradował bez nonszalancji do gabinetu Hyuny, która była całkiem zdziwiona jego pojawieniem się u niej. Nie wspominając właśnie, że była na etapie układania porozrzucanych dokumentów, które wiatr po rozwiewał po jej gabinecie.

 

Kiedy otworzyła okno, aby zaczerpnąć świeżego powietrza, bo już zaczynało ją przymulać od ich niebotycznych ilości. Spojrzała się na niego, ze znakiem zapytania wypisanym na twarzy. Ale nim zdążyła cokolwiek powiedzieć, została kompletnie przez niego wyprzedzona, czego wcale się nie spodziewała.

 

── Hyuna! ── rzekł po chwili Chenle z mordem wypisanym nie tylko w oczach, ale i w mimice twarzy, której nie dało się za żadne skarby pominąć.

 

── To jest zupełnie niewiarygodne. Gdybym wiedziała, że masz zamiar przyjść na rozmowę, to bym sama... ── nie dokończyła Hyuna jednak swojego zdania, a to dlatego, że jej po prostu przerwał bez żadnego cackania się z nią.

 

── Czy to była twoja sugestia? ── spojrzał Chenle na nią piorunującym wzrokiem, który mógłby zabić, jeśli tylko gdyby mógł.

 

── Sugestia? O czym ty mówisz? ── spytała skołowana Hyuna, odłożyła ostrożnie papiery na biurko, spoglądając na niego z wypisanym na twarzy znakiem zapytania.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania