Poprzednie częściKryptonim „Słowik”

KRYPTONIM: „CIENIE NA SZYBIE”

OBSADA:

Kapitan Jan Kaniowski – błyskotliwy, lecz zmęczony rutyną i cyniczny. Pod markowym prochowcem i eleganckim uśmiechem ukrywa bezsenność oraz wyrzuty sumienia po dawno zamkniętej, nieudanej sprawie.

Porucznik Mieczysław Jaszczuk – przepisowy służbista z kompleksami. Pragnie uznania ze strony przełożonych, co często przesłania mu chłodną logikę. W głębi duszy boi się, że bez munduru jest nikim.

Porucznik Ewa Grzejszczak – analityczny umysł i cicha obserwatorka. Dostrzega detale, które umykają mężczyznom, ale musi walczyć z lekceważeniem w zmaskulinizowanym środowisku komendy.

Major Henryk Zubrewicz – przełożony pod ogromną presją polityczną. Między młotem (wytyczne z góry) a kowadłem (krnąbrność Kaniowskiego).

SCENA 1: DWOREK W OTWOCKU – CHŁODNY PORANEK

Mgła ściele się gęsto między sosnami. Przed zapomnianą, przedwojenną willą stoją trzy radiowozy. W oknie na piętrze błyska światło aparatów fotograficznych.

Kaniowski stoi na ganku, wolno przypalając Pali. Obok niego Jaszczuk głośno kartkuje notes, zacierając zmarznięte dłonie.

– Sprawa jest prosta jak drut, Janek – obwieszcza Jaszczuk z wyższością w głosie. – Denat to Henryk Mikulski, emerytowany księgowy z centrali handlu zagranicznego. Drzwi zamknięte od wewnątrz na rygiel, okna nienaruszone. Na stole pustka, w kieszeni list pożegnalny i pusta buteleczka po luminalu. Klasyczne samobójstwo z powodu samotności. Piszę protokół i zamykamy temat, zanim zmarzniemy na kość.

Kaniowski milczy. Przechodzi do pokoju, gdzie na skórzanym fotelu spoczywa ciało starszego mężczyzny. Podchodzi do okna i przesuwa palcem po parapecie.

– Jeśli był tak bardzo samotny, Mieciu, to dla kogo parzył herbatę w dwóch filiżankach? – pyta chłodno Kaniowski, wskazując na stolik. – I dlaczego czajnik w kuchni wciąż jest ciepły, chociaż lekarz określił zgon na drugą w nocy?

W drzwach pojawia się Ewa Grzejszczak. Zdejmuje skórzane rękawiczki i kładzie na stole małą, plastykową dyskietkę – rzadki widok w 1985 roku.

– Mikulski nie był zwykłym księgowym – rzuca chłodno Ewa. – To główny audytor nowej transakcji zakupu komponentów do komputerów „Odra”. A ten list pożegnalny? Pismo się zgadza, ale papier pochodzi z oficjalnego sekretariatu... naszego własnego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych.

Jaszczuk blednie, ale natychmiast mruży oczy.

– Co ty sugerujesz, Grzejszczak?! Że to sprawa resortowa?! To nie nasza jurysdykcja! Nie mieszajmy się w politykę!

SCENA 2: GABINET MAJORA ZUBREWICZA – POPOŁUDNIE

Sytuacja jest napięta. Zubrewicz nie siedzi za biurkiem – chodzi nerwowo wzdłuż okna, z rękami splecionymi na plecach.

– Macie natychmiast przekazać akta Departamentowi II – rzuca twardo Major. – Bez pytań. Kaniowski, wiem, o czym myślisz, ale to nie jest twoja prywatna wojenka.

Kaniowski podchodzi do biurka i opiera się o nie ciężko.

– Henryk Mikulski był moim wujkiem, majorze. Tym, który wyciągnął mnie z sierocińca. I doskonale wiem, że nie pisałby listu pożegnalnego na papierze ministerstwa, gdyby nikt nie trzymał lufy przy jego skroni.

Zubrewicz zamiera. W jego oczach pojawia się cień współczucia, który szybko ustępuje miejsca chłodnej kalkulacji.

– Jeśli weźmiesz to prywtanie, Janek, zniszczą cię. Oficjalnie śledztwo przejmuje SB. Nieoficjalnie... macie dwanaście godzin, zanim dokumenty opuszczą komendę. Jaszczuk, będziesz go pilnował. Jeśli Kaniowski przekroczy uprawnienia – meldujesz mi od razu.

Jaszczuk prostuje się, czując brzemie odpowiedzialności. Spogląda na Kaniowskiego z mieszaniną zazdrości i niewyraźnego obowiązku.

SCENA 3: TAJNE ARCHIWUM I ZWROT AKCJI – WIECZÓR

Ewa i Kaniowski przeglądają mikrofilmy w ciemnej pracowni fotograficznej komendy. Jaszczuk siedzi w kącie, nerwowo obracając w dłoniach służbową legitymację.

– Znalazłam – mówi nagle Ewa. – Transakcja Mikulskiego opiewała na trzy miliony dolarów. Kupowano przestarzały sprzęt z RFN po zawyżonej cenie. A podpis pod zgodą na przelew... to nie był nikt z ministerstwa. To podpis samego dyrektora instytutu, profesora Garlickiego.

– Garlicki? – Jaszczuk nagle podrywa się z krzesła. – Niemożliwe. Garlicki to mój szwagier. Sam poleciłem go do tej komisji!

Kaniowski odwraca się powoli w stronę Jaszczuka. Atmosfera staje się gęsta od podejrzeń.

– Twój szwagier, Mieciu? I nic nam o tym nie powiedziałeś, kiedy rano tak bardzo spieszyłeś się do zamknięcia sprawy jako „samobójstwa”?

Jaszczuk czerwienieje z wściekłości i wstydu.

– Ty myślisz, że ja w tym biorę udział?! Ja go osłaniałem, bo myślałem, że dał plamę przy zwykłych rachunkach! Nie wiedziałem o żadnym morderstwie! Ja... ja działam według przepisów, Kaniowski, ale nie jestem zdrajcą!

Ewa przerywa spór, wskazując na dolną część dokumentu.

– Spójrzcie na datę. Podpis Garlickiego złożono wczoraj o dwudziestej... kiedy profesor przebywał na oficjalnym raucie w ambasadzie. Ktoś go wrobił. Tak samo jak wrobił Mikulskiego.

SCENA 4: LEŚNA LEŚNICZÓWKA W ZEGATCE – NOC

Porywisty wiatr targa koronami drzew. Czerwony Fiat 125p stoi ukryty w gęstwinie. W środku cała trójka – pierwszy raz zjednoczona wspólnym celem.

– Plan jest prosty – mówi Kaniowski, sprawdzając magazynnik. – Prawdziwy organizator przekrętu przyjedzie tu po oryginały twardych dysków, które Mikulski ukrył przed śmiercią. Jaszczuk, idziesz ze mną. Ewa, odcinasz łączność i wzywasz wsparcie tylko na mój sygnał.

Wchodzą do mrocznej leśniczówki. W środku czeka mężczyzna w eleganckim, ciemnym płaszczu – to sam wicedyrektor Departamentu II, pułkownik Walczak. Obok niego stoi dwóch uzbrojonych ludzi.

– Kaniowski... – Walczak uśmiecha się zimno. – Przecież kazałem zabrać wam te akta. Jesteś zbyt dociekliwy. Twój wujek też był.

– To pan kazał mu napisać ten list – mówi Kaniowski, a jego głos drży od powstrzymywanej wściekłości.

– On chciał zepsuć interes życia. Te pieniądze miały otworzyć nam konto w Szwajcarii na gorsze czasy, które dla tego ustroju nieuchronnie nadchodzą.

Walczak daje znak swoim ludziom. Zanim jednak padną strzały, Jaszczuk – kierowany nagłym impulsem dojrzałości i chęcią zmycia z siebie podejrzeń – wykopuje ciężki, dębowy stół, tworząc osłonę dla Kaniowskiego!

Rozpętuje się gwałtowna strzelanina. Kaniowski oddaje dwa precyzyjne strzały, obezwładniając pierwszego z napastników. Drugi próbuje zajść ich od boku, ale w drzwiach pojawia się Ewa, która chłodnym, celnym strzałem w ramię pozbawia go broni.

Walczak rzuca się do ucieczki tylnymi drzwiami. Kaniowski dopada go na śniegu przed budynkiem. Powala go na ziemię i dociska lufę pistoletu do jego skroni.

– Za wujka... – szepcze Kaniowski.

Jaszczuk wybiega z leśniczówki, ciężko dysząc.

– Janek! Nie zniżaj się do jego poziomu! Przeszłość ci go nie odda, a on musi odpowiedzieć przed sądem! Służba, Kaniowski... procedura!

Kaniowski patrzy na przerażoną twarz Walczaka, potem na Jaszczuka. Po długiej, napiętej chwili powoli opuszcza broń i wyciąga kajdanki.

– Zrób to sam, Mieczysław. Według procedury.

EPILOG: KOMENDA STOŁECZNA – ŚWIT

Pierwsze promienie słońca rozświetlają opustoszały gabinet Zubrewicza. Major podpisuje protokół zatrzymania Walczaka. Dzieje się coś niespotykanego – sprawa nie zostanie zatuszowana.

Ewa pakuje dokumenty do archiwum, uśmiechając się lekko do Kaniowskiego.

Jaszczuk stoi przy oknie, pijąc kawę ze szklanki. Podchodzi do niego Kaniowski i bez słowa wyciąga paczkę Pali. Jaszczuk waha się chwilę, po czym bierze jednego i pozwala sobie przypalić.

– Dobra robota z tym stołem, Mieciu – mówi cicho Kaniowski.

– Przepisy nic nie mówiły o przewracaniu mebli... ale uznałem to za wyższą konieczność taktyczną – odpowiada Jaszczuk z lekkim, choć wciąż sztywnym uśmiechem.

Kaniowski patrzy na świt nad Warszawą. Cienie zniknęły, ale wiedział, że w tym mieście noc zawsze wraca.

PLANSZA: KONIEC ODCINKA

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania