LBnDrabble 57
LBnDrabble
temat: stopniało ze śniegiem/zapas
Mam wspomnienia. Nie lubię większości z nich. Czasami zapominam o tym, co teraz, i wracam.
Słyszę śmiech i zmęczone oddechy dzieci bawiących się na śniegu. Piski i krzyki, ktoś woła, żebyśmy poszli na sanki. Radocha, uciecha.
– Chodźmy na górkę!
Później momentalnie płacz. Rozlane po śniegu ślady krwi. Przedzierający krzyk. Podszedłem do zbiegowiska, jeszcze nie wiedziałem, co się dzieje. Byłem ostatnim, który to widział. Teraz pamiętam tylko urwane z kontekstu obrazy.
Miałem cholerne dziewięć lat.
A potem śnieg stopniał, razem z nim tamta tragedia. Pisali o niej w gazetach, teraz już nie pamiętają.
Grób odwiedzam co roku, gdy spada pierwszy śnieg.
Komentarze (8)
Witam w Bitwie i życzę dobrej zabawy i zwycięstwa. Wstaw kategorię Bitwy i olinkuj na Forum
Literkowa
"Słyszę śmiech i zdyszane oddechy dzieci bawiących się na śniegu." - oddechy nie mogą być zdyszane
edgy
Okej... Czyli popełniłam błąd w stylu "cofać się do tyłu"? Coś wymyślę... Zmęczone oddechy?
Sandra
"oddechy zdyszanych dzieci" najprościej. Choć i przy tym możnaby się zastanawiać czy pasuje...
A więc z górki na pazurki, szkoda że te zabawy największą frajdę dają wyłącznie w dzieciństwie.
Czasem dorośli zapominają o zapewnieniu bezpieczeństwa swoim pociechom.
cul8r
Rozpoczynamy głosowanie. Zapraszamy!
Komentujemy i zostawiamy ślad. Głosuj fair play!
Głosujemy do 05 grudnia /piątek/ godz. 23.59
Literkowa
Groza. Mam podobną historię za sobą na koncie. Jak miałem trzynaście lat, to widziałem jak się motocyklista rozssypał przy dużej prędkości pod dorożkami w Krynicy-Zdroju. Kawałki mózgu lerzały na chodniku obok kiosku z pamiątkami. Gość zginął na miejscu, co było dla mnie raczej oczywiste, ale byli tam ludzie, którzy wierzyli gorąco, że da się go uratować. Pamiętam, że nie balem się zmasakrowanego trupa, ale pamiętam pewną bladą kobietę. Nie pasowała do otoczenia, bo miała na sobie kremową suknię z krynoliną z poprzedniej epoki. Podeszła do ciała, pokiwała głową na "nie". Patrzyłem na nią z odległości jakieś 15 metrów wmieszany w tłum ciekawskich gapiów, a ona nagle przeszyła mnie swoimi nieodgadnionymi czarnymi oczami. Wyglądała na niezadowolona, tak jak bym nie powinien był jej zobaczyć. Odwróciła się, zrobiła krok i dosłownie zniknęła. Było tam, co prawda dużo ludzi, ale takiego charakterystycznego ubioru i wyrazu twarzy nie dało się ukryć, a jednak. Nikt mi w domu nie chciał w to uwierzyć. Do dzisiaj sam się próbuję przekonać, że to tylko dziecięca fantazja.
Tak czy inaczej, tekst podoba mi się.
O wow, cóż za historia. Materiał na książkę, lub choćby opowiadanie. Dzięki tak w ogóle za wizytę :)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania