LBnP( -4 ) - Cudze grzechy w moim lustrze

Drzwi motelowej łazienki ustąpiły jednym, mocnym pchnięciem. Spojrzał w lustro, ale nie rozpoznał postaci, która na niego patrzyła. Przekrwione oczy, puste spojrzenie i świeża, jeszcze nie w pełni zagojona blizna nad lewym łukiem brwiowym – piętno właściciela, którego jeszcze nie zdążył pogrzebać.

Zacisnął powieki, zmuszając klatkę piersiową do spokoju, którego wcale nie czuł. To był kolejny wyćwiczony odruch – musiał kłamać nawet wtedy, gdy nikt nie patrzył.

Przez trzy tygodnie tresował własne ciało. Każde drgnienie powieki, uśmiech czy mimowolny skurcz mięśni – wszystko musiało być idealnym plagiatem, sztuczną choreografią cudzego życia. Uczył się Viktora Vane’a jak obcego języka, studiował go jak biblię, aż w końcu zaczął w nim śnić. Vane miał specyficzny sposób odgarniania włosów z czoła i poprawiania spinki przy mankiecie; drobny, nerwowy ruch, który zawsze poprzedzał czyjąś agonię. To była jego kropka nad i.

Lucas nie musiał już pamiętać ani się zastanawiać. Cudze odruchy wrosły w jego ścięgna. Pamięć mięśniowa przejęła stery.

Odkręcił kran, smagając twarz lodowatym strumieniem. Woda w umywalce wirowała, by po chwili zginąć w czarnym otworze odpływu – przez sekundę Lucas zapragnął tego samego – dać się wciągnąć, rozmyć i przestać istnieć wraz z nią.

 

Ostatnie pół godziny tętniło pod powiekami jak krwawe powidoki. Zamknął oczy, opierając głowę o chłodne kafelki na ścianie.

Wrócił tam.

W nozdrza raz jeszcze uderzył zapach kostki brukowej przesiąkniętej deszczem. Lucas szedł przez port, czując na karku zimny wzrok świateł czarnego SUV-a. Oni tam byli. Czekali na spektakl.

Wąski przesmyk między kontenerami. Cień, który rzucił się na niego z desperacją szczura zapędzonego w kozi róg.

Lucas nie myślał. Pozwolił, by przejęła go pamięć mięśniowa. Ciało zareagowało z nieludzką precyzją – unik, suchy trzask łamanych żeber, ciężar buta na krtani. To był taniec, który znał na pamięć, choć nigdy wcześniej go nie tańczył.

Kiedy maska napastnika zsunęła się na beton, świat na moment się zatrzymał.

Pod spodem była gładka skóra, szeroko otwarte oczy i dziecięcy strach, który nie zdążył jeszcze zamienić się w nienawiść. W dłoni wciąż kurczowo trzymał nóż, jakby kawałek metalu mógł go ocalić przed legendą, człowiekiem, którego imię znaczy więcej niż armia ludzi.

Z tyłu, za plecami Lucasa, trzasnęły drzwi samochodu. Metaliczny dźwięk zapalniczki. Widzowie chcieli puenty.

Prawa dłoń powędrowała do kabury. To nie była jego wola. To były wyćwiczone ruchy. Palce zacisnęły się na rękojeści z mechanicznym spokojem. Kciuk zwolnił blokadę. Charakterystyczne kliknięcie rozeszło się w ciszy zaułka jak wyrok.

Błysk rozdarł mrok, a huk wystrzału odbił się od betonowych ścian, zostawiając po sobie tylko dzwonienie w uszach.

 

Lucas otworzył oczy. Ponownie spojrzał w lustro. Przez chwilę wydawało mu się, że w odbiciu znów widzi siebie, ale postać w lustrze tylko poprawiła spinkę przy mankiecie. Dokładnie tak, jak on.

Grzechy Viktora nie były już mundurem, który można zdjąć po pracy. Wsiąkły głęboko, pod skórę, w sploty nerwowe i oddech.

— To koniec — szepnął.

Głos był zachrypnięty, wyprany z emocji. Głos człowieka, który właśnie przestał być Lucasem.

Wziął niewielką szklankę postawioną na rogu umywalki. Nie patrzył na to, co robi. Zamach był krótki, techniczny, pozbawiony wahania. Huk pękającego szkła nie przyniósł ulgi. Tysiąc odłamków na podłodze wciąż pokazywało to samo: krew na dłoniach i oczy, które przestały rozpoznawać właściciela.

Viktor Vane wygrał. Lucas został pogrzebany w cudzym grzechu.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (4)

  • Aisak 3 godz. temu
    Zostawiam 5!
  • Dalia 3 godz. temu
    Dzięki! ❤️
  • Tjeri godzinę temu
    Obrazowe tkanie słów.
    Podoba mi się wszystko poza początkiem. Zresztą początek też jest świetny, tylko chyba przekorygowany. Jakby padł ofiarą rzezi "niepotrzebności" czyli przyimków i zaimków (dwa ruchy noża za dużo :D).

    "Drzwi motelowej łazienki ustąpiły jednym, mocnym pchnięciem." Jak na chwilę zatrzymamy wyobraźnię, która wizualizuje słowo "ustąpiły", wyjdzie na to, że to drzwi coś pchnęły. Semantycznie oczywiście wiemy, że drzwi nie mogą „pchać”, ale składniowo pojawia się zgrzycik. Tak jakby w rzezi wyrugowano niewinny przyimek "pod".

    "Spojrzał w lustro, ale nie rozpoznał postaci, która na niego patrzyła. Przekrwione oczy, puste spojrzenie i świeża, jeszcze nie w pełni zagojona blizna nad lewym łukiem brwiowym – piętno właściciela, którego jeszcze nie zdążył pogrzebać."
    Tu logika składniowa jest ok. Ale brak jednego zaimka (zaimkoza jest chorobą zwalczaną antybiotykami, ale czasem warto kogoś oszczędzić:)).
    Tu brak "jej" przed "właściciela" nie zaburza sensu, ale o mgnienie opóźnia zrozumienie zdania. W pierwszej chwili nie wiadomo, o właściciela czego chodzi (może na przykład narratorem jest niewolnik). To zawahanie trwa moment, rozwiązuje się samoistnie, ale myślę, że w tym miejscu zaimek "jej" nie byłby nadmiarowy.

    Dużo słów wylałam na opis drobnostek, dlatego podkreślę, że one nie wpływają na odbiór tekstu, który jest świetnie, żywo napisany.
  • Beloniusz
    Bez wątpienia masz talent. Potrafisz opowiadać-opisywać historię w interesujący sposób. Najważniejsze dla mnie jest to, że w Twoich tekstach jest życie. Czytając staję się częścią opowieści. Tekst wciąga bogactwem narracji, scenografią i niebanalnymi postaciami. Bardzo lubię Twoje pisanie.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania