Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!
Lekcja pokory – 12. Dewiacja
Świt zastał go przy trzecim litrze kawy, z piekącymi oczami i drętwiejącymi palcami, ale z poczuciem dobrze wykonanej roboty. Ostatnia luka w systemie londyńskiego fintechu została załatana, raport wysłany, a przelew autoryzowany. Przez te kilka godzin Adam był maszyną – zupełnie odciął się od zewnętrznych bodźców, a jedynym paliwem pozostała kofeina, którą dawkował z surową dyscypliną.
Z letargu wyrwało go trzaśnięcie drzwi. Tomek wyszedł do szkoły, rzucając krótkie, niewyraźne „nara” z korytarza.
Adam odchylił głowę, słysząc strzelanie kręgów szyjnych. Dopiero teraz, w ciszy poranka, przypomniał sobie o pendrive’ie tkwiącym w porcie USB. Początkowo chciał go po prostu odłączyć i iść spać, ale jakaś chorobliwa czujność – instynkt, kazał mu kliknąć w ikonę panelu administratora.
Otworzył zakładkę zrzutów ekranu. Oprogramowanie szpiegowskie sumiennie katalogowało każdą minutę życia Tomka w wirtualnym świecie. Adam zaczął przewijać miniatury. Najpierw YouTube, jakieś tutoriale z montażu wideo, portal społecznościowy… nic nadzwyczajnego.
Zatrzymał się na godzinie 23:45.
Na ekranie Tomka pojawiło się okno z ciemnym tłem i charakterystycznym, fioletowym logotypem Tora. Adam poczuł, jak dłonie, napędzane resztkami kofeiny, zaczynają coraz bardziej drżeć.
Przewinął dalej.
Kolejny zrzut ekranu nie był już tylko tekstem. Przedstawiał stronę o prymitywnym interfejsie, przypominającym relikt z lat dziewięćdziesiątych. Na środku widniało okno odtwarzacza wideo. Obraz był rozmyty, krwawy i skąpany w nienaturalnie ostrym świetle. Adam przybliżył screena, a jego żołądek wywinął koziołka. To nie był film akcji ani gra. Widział autentyczne cierpienie, brud i upokorzenie oraz narzędzia, które nie miały nic wspólnego z medycyną.
Pod wideo widniał pasek postępu licytacji. „Current bid: 0.45 BTC”.
Ale to, co naprawdę zmroziło mu krew w żyłach, nie było wyłącznie obrazem. Adam otworzył logi klawiatury z tej samej minuty. Chciał wierzyć, że syn trafił tam przez przypadek i natychmiast zamknął kartę.
Mylił się.
Nie był w stanie dłużej tego czytać ani tym bardziej na to patrzeć.
Gwałtownie odsunął się od biurka, a krzesło z hukiem zwaliło się na podłogę.
Kierowała nim maniakalna furia. Obrzydzenie, wymieszane z oślepiającą wściekłością. Wbiegł do pokoju Tomka i zrobil coś, czego nigdy by się po sobie nie spodziewał. Oburącz chwycił leżącego na biurku laptopa i z całych sił cisnął nim o panele. Suchy trzask pękającego plastiku przeciął ciszę, a odłamki obudowy i klawiszy wystrzeliły w kąty pokoju jak małe pociski.
To było za dużo. To nie była tylko granica dobrego smaku, a totalne zwyrodnienie. Odpychająca, nieludzka dewiacja, która nie miała prawa wydarzyć się pod tym dachem. A już na pewno nie w głowie jego rodzonego syna.
– Sorry, młody – zaczął Adam z wypracowaną skruchą, wskazując na szczątki obudowy leżące na stole. Głos mu nie drżał, choć w środku wciąż wszystko w nim wrzało. – Byłem kompletnie zaspany, szukałem telefonu i... zahaczyłem nogą o kabel. Laptop po prostu poszybował w powietrze.
Przez chwilę mierzyli się wzrokiem. Adam bał się, że syn dostrzeże w jego oczach odrazę zamiar skruchy, którą usilnie starał się zachować.
– Uratuję z dysku, co się da, i odkupię ci sprzęt. Obiecuję – dodał, starając się nadać tym słowom brzmienie szczerej troski.
Tomek nie wyglądał na przekonanego. Przyglądał się ojcu z ukosa, badawczo, jakby szukał pęknięć w tej historii, ale ostatecznie tylko wzruszył ramionami. Zabrał ze stosu gruzu swoją ładowarkę i bez słowa zamknął się w pokoju. Adam został sam z pretekstem, o który mu chodziło. Miał czas i dostęp do danych, których bał się teraz bardziej niż czegokolwiek innego.
Komentarze (2)
Opisana scenka wydaje się być przerywnikiem w całej historii, ale czy na pewno?
Mocno intrygujące...
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania