Między maską... a ciszą... cz.2
(...)
I im dłużej na to patrzę…
tym bardziej widzę, jak bardzo to wszystko jwst kruche.
(...)
Te maski.
Te role.
Ten cały „wizerunek”.
(...)
I to nawet nie jest imponujące.
Nie jest wielkie.
Nie jest głębokie.
(...)
To jest tylko… mechanizm.
(...)
I w pewnym momencie przychodzi mysl, której nie da się już odkręcić.
(...)
Że to wszystko trzyma się na strachu.
(...)
Na potrzebie bycia kimś więcej niż się jest.
(...)
I wtedy zostaje tylko jedno słowo, które pasuje do tego wszystkiego.
(...)
I to jest po prostu…
(...)
…żałosne.
(...)
Nie boję się, że coś mi nie wyjdzie…
(...)
Serio.
Nie boję się porażki.
(...)
Bo porażka… to jest coś konkretnego.
Masz wynik.
Masz ścianę, w którą uderzyłeś.
Wiesz, gdzie jesteś.
(...)
Możesz się od tego odbić.
Albo się podnieść.
(...)
Ale przynajmniej… coś się wydarzyło.
(...)
Bardziej mnie wkurwia coś innego.
(...)
To, że możesz przeżyć całe życie…
i nic z niego nie wynika.
(...)
Że możesz być cały czas „w porządku”.
Nie najlepszy.
Nie najgorszy.
Po prostu… wystarczający.
(...)
I ludzie mówią, że to jest okej.
(...)
Że nie trzeba więcej.
Że to „normalne życie”.
(...)
Tylko że dla mnie…
to brzmi jak powolne znikanie.
(...)
Wstajesz rano.
Robisz swoje.
Szkoła. Obowiązki. Ludzie.
Jakieś rozmowy, które nic nie znaczą.
(...)
Dzień mija.
Potem kolejny.
I jeszcze jeden.
(...)
I wszystko wygląda… poprawnie.
(...)
I to jest właśnie najgorsze.
(...)
Bo jak jest źle - to czujesz.
Coś cię gryzie.
Coś cię rusza.
(...)
A jak jest „okej”…
to możesz w tym ugrzęznąć na lata.
(...)
I nawet nie zauważysz, kiedy przestaniesz chcieć czegoś więcej.
(...)
Bo przyzwyczajenie jest ciche.
Nie boli.
Nie krzyczy.
(...)
Po prostu… odbiera ci potrzebę zmiany.
(...)
I nagle się budzisz…
nie po jednej nocy…
tylko po latach.
(...)
I masz wrażenie, że przespałeś własne życie.
(...)
Bez ryzyka.
Bez decyzji.
Bez momentów, które naprawdę były twoje.
(...)
Tylko reakcje.
Na to, co trzeba.
Na to, co wypada.
Na to, co jest wygodne.
(...)
I to mnie przeraża bardziej niż jakakolwiek porażka.
(...)
Bo porażka kończy się w jednym momencie.
A to…
ciągnie się latami.
(...)
Zaczyna się od małych rzeczy.
„Nie chce mi się.”
„Zrobię to jutro.”
„Nie warto się wychylać.”
(...)
I to brzmi niewinnie.
(...)
Ale właśnie tak się to zaczyna.
(...)
Potem już tylko dokładasz kolejne wymówki.
Kolejne usprawiedliwienia.
(...)
I nagle „jakoś to będzie”…
staje się całym planem na życie.
(...)
I najgorsze jest to…
że to działa.
(...)
Możesz tak przeżyć lata.
Bez większych problemów.
Bez większego bólu.
(...)
Tylko że bez sensu.
(...)
Bez czegoś, co naprawdę było twoje.
(...)
I ludzie się w tym urządzają.
Przyzwyczajają.
(...)
A potem zaczynają tego bronić.
(...)
Mówią, że tak jest lepiej.
Bezpieczniej.
Rozsądniej.
(...)
Może mają rację.
Może większość tak żyje.
(...)
Tylko ja nie chcę.
(...)
Nie chcę dojść do momentu, w którym już nic mnie nie rusza.
(...)
Nie chcę być kimś, kto przestał próbować…
bo było łatwiej.
(...)
Wolę się wyjebać.
Serio.
Wolę spróbować i polec…
niż dojść do miejsca, gdzie nawet nie mam siły spróbować.
(...)
Bo wtedy to już nie jest strach.
(...)
To jest koniec.
(...)
I może to jest jedyna rzecz, której naprawdę się boję.
Nie porażki.
Nie bólu.
(...)
Tylko tego…
że stanę się kimś, komu już wszystko jedno.
(...)
I nawet nie zauważy, kiedy to się stało.
C.d.n.
Komentarze (1)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania