Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!
Największy cz.2
Resztę nocy spędził nad pracą i badaniem ciała. Rano ktoś zapukał.
– Mistrzu! Kolejne ciało!
Denhagr natychmiast wstał z ziemi, obok trupa.
– Chyba zasnąłem, zanim sprawdziłem wszystkie rany – mruknął i wyszedł na zewnątrz – Tak?
– Bestia zabiła kolejną.
Ożywił się – Prowadźcie.
Szli szybko.
– Znaleźliśmy ją o świcie – mówił wódz. – Ale wygląda, jakby leżała tam dłużej.
– Kim była?
– Xao. Zielarka.
– Kiedy widziano ją ostatnio?
– Dwa tygodnie temu.
– Czyli zginęła przed Hanem.
– Tak.
– Han był myśliwym?
– Tak… skąd wiesz?
– Po dłoniach.
Po godzinie dotarli na miejsce. Kobieta leżała twarzą do ziemi, w większości pożarta. Próba podniesienia jej spowodowałaby, że resztki całkowicie by się rozpadły. Zwłoki były rozdarte niemal na pół. Górna część – głowa, mostek, plecy i prawa ręka – trzymała się jeszcze w jednym kawałku. Brzuch i wnętrzności były rozrzucone wokół, nogi niemal całkowicie pożarte. Nawet Denhagr przystanął.
– To na pewno zrobiły mniejsze padlinożercy… albo znowu wilki – podszedł do torsu i spojrzał na szyję – Z tyłu są ślady kłów. Jeden duży i kilka mniejszych. Rozstaw jak u dużych kotów. Zmiażdżona tchawica. Tygrys?
Zdziwienie i niesmak na jego twarzy były tak wyraźne, że zaniepokoiły mieszkańców.
– Widzicie? To potwór. Kara od bogów!
– Raczej dziwny kot – odparł, oglądając plecy – Rany wyglądają identycznie jak u Hana, ale są znacznie głębsze. Zabił ją tygrys… albo coś bardzo do niego podobnego. To niemożliwe. Kilka kilometrów, stąd jest Stygria, a tygrysy żyją na dalekim wschodzie.
– Potwór… – szeptali mieszkańcy.
– Wodzu, każ im wracać do domów. Tylko mi przeszkadzają.
– Dobrze, ale czy mistrz nie boi się, że…
– Że potwór mnie zaatakuje? Spokojnie. Jestem uzbrojony. Więc o mnie nie musicie się martwić.
– W takim razie…
Denhagr przerwał mu:
– Jeszcze jedno, wodzu. Wilki żerowały na ciałach. Trzeba je wybić, bo zaczną atakować ludzi.
– Rozumiem. Zwołam ludzi, pozbędziemy się szkodników.
– Gdzie mieszkała Xao?
Wódz wskazał palcem – Tam, za wzgórzem. Dlaczego mistrz pyta?
– Muszę coś sprawdzić, bo tę kobietę bez wątpienia zabił tygrys.
– Nie znam się na tym, ale wolałbym zakopać już ciała Xao i Hana…
– Możecie ją zakopać – wskazał na tors – I tak niewiele z niej zostało. Hana na razie zostawcie. Leży w chacie, ale zostawiłem ją otwartą i nie paliłem w środku. Więc trup powinien jeszcze chwilę wytrzymać, nim skończę badanie.
Starzec już miał odejść, lecz zawahał się i wrócił o krok.
– Podprowadzę mistrza kawałek. Droga prosta, ale… różnie bywa.
– A mieszkańcy? – zapytał Denhagr, zerkając na tłum, który wciąż ich obserwował.
– Poradzą sobie – odparł wódz i jednym prostym gestem, kazał im wracać.
Mistrz patrzył na to, z pewnym podziwem. – Niesłychana komunikacja, wodzu.
– Chłopy u nas mądre i silne, tylko żeby baby się słuchały – mruknął starzec z przekąsem.
– W ogóle… w waszej wiosce jest mniej niż tuzin mężczyzn – zauważył Denhagr, idąc obok niego. –Mało jak na taką osadę. Kobiet i dzieci jest trzy razy więcej.
– Prawda, ale każdy tu ufa drugiemu. Wioska jest jak pięść – wódz zacisnął dłoń – silna, gdy palce trzymają się razem. – ściszył głos – Jednak bestia jest poza naszym zasięgiem.
– Rozumiem.
Potem obaj wspominali dawne polowania. Gdy minęli jedno z masywnych drzew, starzec się zatrzymał – Teraz mistrz pójdzie prosto. Chata stoi tuż za tym pagórkiem.
– Dobrze. Do zobaczenia.
– Do zobaczenia, mistrzu.
Wódz zawrócił, a Denhagr ruszył dalej. Szedł spokojnie, rozmyślając nad nocnymi badaniami – Na zwłokach Hana była jedna dziwna rana… właściwie dwie nałożone na siebie. Pierwszą zadały pazury, ale wewnątrz niej była druga – znacznie głębsza i idealnie prosta. Ta z pewnością przebiła serce.
Przerwał rozmyślania, gdy dotarł do domu zielarki. Już z daleka było widać, że się nie mylił – wejście do chaty stało otworem, a ślady zaschniętej krwi ciągnęły się aż do progu.
– Sz’kar… to na pewno zrobił tygrys – mruknął, wchodząc do środka. Na podłodze zauważył kilka głębokich dziur i krwawe smugi – Skoczył na nią, zabił, a potem wywlókł na zewnątrz.
Nagle łowczy spostrzegł małe drewniane serce, podniósł je. Z jednej strony, był znak znaczący Han, a drugiej Xao. Denhagr oglądał je w ciszy, po czym delikatnie odłożył na stół. Następnie usiadł na ziemi, analizując zebrane informacje:
„Ugryzienia na ciele dziewczyny pasują do tygrysa, ale ten „tygrys” nie miał jednego kła. To tłumaczy polowanie na kobiety i dzieci – są łatwą zdobyczą dla okaleczonego kota. Czyżby drugi kieł złamał mu się, zanim zaatakował Hana? Nie… Zwierzęta działają instynktownie. Nawet bez kłów zaatakowałby szczękami i zostawił ślady na szyi. Dlaczego więc nie zjadł Hana? Uderzył od tyłu, powalił go… i nic. Dopiero wilki zaczęły żerować na ciele. I jeszcze ta podwójna rana…”.
– Czas wracać.
Choć łowczy nie znał drogi powrotnej, wystarczyło, że dotarł do miejsca, gdzie leżała dziewczyna, a potem po śladach tłumu wrócił do wioski. Czekał tam na niego wódz – wyraźnie zły.
– Co się stało? – zapytał Denhagr.
– Naradziliśmy się – odparł starzec. – Mieszkańcy uważają, że powinieneś polować na potwora… a nie bezcześcić zmarłych.
Denhagr uniósł brwi – Jedno wiem na pewno. Dziewczynę zabił tygrys. Są gatunki, które mogą żyć w…
Wódz przerwał mu:
– Mistrz niech mi oczu nie czadzi wiedzą. I ja boję się potwora. Dlatego proszę i żądam, by polowanie na stwora się zaczęło.
Denhagr mruknął:
– Dobrze. Dokończę tylko sekcję Hana i jutro pójdę w góry poszukać bestii.
– Żadnej sekcji. Ciało Hana już pochowaliśmy. I żadną siłą z ziemi go nie wyrwiemy!
– Jak wódz uważa. Wezmę prowiant i mogę nawet teraz ruszyć na polowanie. Jeśli nie znajdę potwora, zajmę się wilkami, które żywiły się ciałami. Mogę ogrzać się w domu wodza?
Starzec złagodniał – Korzystaj do woli, ale… każdy się boi, a mistrza metody tego strachu nie zmniejszają.
Obaj weszli do środka. Dom wodza był spory, a w środku siedział Qiu. Chłopiec, widząc Denhagra, natychmiast do niego podszedł.
– Mówiłeś, że zabijesz potwora! – dąsał się – Popisywałeś się, że jesteś taki wielki, a boisz się go tak samo, jak my!
– Przyjechałem tu, bo macie problem z dzikim zwierzęciem. Jestem mistrzem, łowczym i żyję dłużej od wodza. Wiesz dlaczego, chłopcze?
Powiedział to wyniośle i pewnie, gasząc zapał chłopca. Wódz nawet nie próbował wtrącać się do rozmowy.
– Bo oceniam ryzyko i wiem, kiedy należy się wycofać.
– Boisz się!
– Jeśli idzie na ciebie uzbrojona grupa, nie masz szans w walce wręcz. Jednak jeśli masz łuk, plan i cierpliwość… możesz ich wszystkich zabić – podszedł bliżej – Ten „potwór” jest jak dwudziestu ludzi. Nawet mistrzowie mają granice.
Qiu odwrócił się i odszedł. Starzec jedynie odprowadził go wzorkiem.
– Ja za nich odpowiadam. Jeśli ktoś jeszcze zginie… będziesz musiał odejść.
– Rozumiem – odparł Denhagr. – Macie suchary?
Starzec pokiwał głową. Łowczy spakował prowiant i ruszył w dzicz.
Komentarze (2)
Wygląda na to, że im się wąpierz zalągł we wiosce...
Ciekawa teoria, ale niepasuję trochę do klasycznych wampirów. Jak coś, jutro wrzuce trzecią część (chyba ostatnią albo przed ostatnią) i wtedy będzie można postawić pewny wniosek. :D
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania