ogryzki #040621

I

Mija już ósmy miesiąc. I nie jest źle, jak myślałem, chociaż ciągle czegoś brakuje. Stukotu jej szpilek i sarkastycznych uśmiechów, tlenionych żółtych włosów w odpływie wanny i niezliczonych minut spędzanych przez nią w łazience. Jej gestów, kiedy wyciąga dowód, kupując alkohol, chociaż nikt nie pyta. I tego, jak nieudanie udaje, że dobrze czuje się w towarzystwie moich znajomych. I komentarzy, które wypowiada nad przygotowanym wspólnie posiłkiem, i zmieszania, kiedy zamykam się z kolegą w pokoju. 

I jeszcze uśmiechu, który zaskakiwał mnie w najgorszych chwilach zwątpienia. Jej cienkich brwi, nosa i tajemniczo zezujących oczu. Bliskości i wspólnego palenia papierosów. Z nikim tak przyjemnie mi się nie paliło. 

Najbardziej? Jej zaskakujących pomysłów, które podnosiły na duchu, dawały zastrzyk wiary w o wiele ciekawszą i lepszą rzeczywistość.

Kiedy była przy mnie, wiedziałem, że nic mnie nie zniewoli, nie złamie. Byłem bezpieczny, choć wiedziałem, że  wcale nie chce mnie przed niczym chronić. Zawsze sprawiała wrażenie całkowicie zajętej moim życiem, choć przecież miała swoje.  Tego też będzie mi brakowało.

Żegnaj, pato-mamo. 

 

II

"W gazecie zobaczyłam ciemne zdjęcie, przedstawiające kilkunastu pucołowatych mężczyzn w jakimś lesie. Zdziwił mnie dziwaczny wygląd kilku facetów w rogu, ale po chwili zorientowałam się, że to nie ludzie, lecz psy".

S. Plath

 

III

Najsilniejsi, nie do zdarcia, są ludzie słabi. Żyjący w cieniu swoich wielkich życiowych dramatów, jakichś zawiedzionych miłości, trudnego dzieciństwa, niewykorzystanych szans, niesprawiedliwego traktowania w pracy czy też nieuleczalnej choroby. Każdą porażkę niestrudzenie przerabiają na jad i sączą, sączą bez końca, zatruwając każdego, kto - według nich - ma w życiu lepiej. Nie potrafią przestać, dać sobie spokoju. Są uzależnieni od szkodnictwa jak alkoholik od dziennej dawki etanolu. Zawsze szukają okazji do uprzykrzenia innym życia. Wtedy czują się chociaż przez chwilę szczęśliwi, silni. 

Bazują na sławie, złej i wątpliwej zarazem, gdyż audytorium wybierają wśród wąskiego grona użytkowników internetowych forów - tam, bowiem trafiają zabłąkani wirtualni wędrowcy, niespełnieni artyści i popaprańcy wszelkiej maści, koczujący dzień i noc, bez żadnego umiaru, poza rzeczywistym światem, rzeczywistymi problemami, radościami i smutkami.  

Smutny ich los: poza Internetem nie mają żadnego punktu zaczepienia, nie ma w ich otoczeniu osoby, z którą mogliby zamienić chociaż słowo.  Nawet "dzień dobry" nie wchodzi w rachubę w społeczności blokowiska, zamkniętej przestrzeni nuworyszy rodem z przedmieść i zapadłych wsi. Dobre słowa stają w gardle osobom podłym i małostkowym, a przejawy zwykłej uprzejmości odbierane są - w najlepszym wypadku - podejrzliwie.

 

IV

"Wszyscy udają porządnych i świętych, a gdyby tylko mogli, utopiliby cię w łyżeczce wody. Nie przepraszaj ich jednak za to, kim jesteś. Uśmiechaj się szczerze i dalej bądź po prostu sobą, bo nic nie wkurwia ich bardziej niż twoja pewność siebie i szczęście".

R. Wicijowski

Średnia ocena: 4.7  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania