Poprzednie części:  Parada Śmierci — Rozdział 01

Parada Śmierci — Rozdział 02

Strach powoli ją opuszczał, a na jej miejsce wchodziło nutka zainteresowania. Nie wspominając o tym, że musiała poznać przyczynę tego, czemu znalazła się w tym miejscu, a nie gdzie indziej. W końcu kompletnie ciemność ich opuściła i mogła ujrzeć, kto się do niej tak naprawdę zbliżał.

 

A zbliżało się do niej pięcioro osób w strojach stylizowanych na epokę barokową, chociaż pod tym względem mogła się mylić. Co już w ogóle ją skonfundowało, bo nikt normalny w obecnych czasach w takich strojach, poza jakimiś zjazdami nie chodził. Nic więc dziwnego, że pozostało [T/I] mieć się na czujności, bo nie znała ich, jak już pewnie wspominała wcześniej, zamiarów.

 

Księżyc raz po raz chował się i pojawiał, nadając temu, co się działo upiornego nastroju. Ktoś inny pewnie już, by zaczął wąchać kwiatki od spodu, gdyby był w takiej sytuacji jak ona. Chociaż w jej przypadku to nic, by to nie dało, bo i tak była „martwa". Jej wzrok skupił się na tych istotach, aby niczego nie pominąć.

 

Co dla [T/I] nie było takie proste, jak się co poniektórym wydawało. Aż mało nie podskoczyła, kiedy jej wzrok spotkał się z tym, który zapewne był ich przywódcą. Zaraz też na nowo zaczęła boleć ją głowa i przed jej oczami przelatywały wspomnienia niczym jak jakiś film, klatka po klatce.

 

Im bardziej próbowała się na nich długich, to one przyspieszały, jakby chciały wszystkie naraz powrócić na swoje miejsce. Nic z nich nie rozumiała, za szybko one powracały. Powoli zaczynało robić się jej ciemno przed oczami. Co było według niej dziwne, bo wampiry raczej nie tracą z powodu bólu głowy przytomności.

 

Chyba że o czymś nie miała bladego pojęcia i tak mogło być. Kiedy już zaczynało robić się jej ciemno i myślała, że zaraz osunie się na ziemię. Poczuła jak, kto łapie ją za ramiona, aby uniemożliwić jej upadek. Czego wcale się nie spodziewała i nie wiedziała jak ma na to obecnie zareagować.

 

„𝕐𝕠𝕦 𝕒𝕣𝕖 𝕞𝕪 𝕘𝕦𝕚𝕕𝕚𝕟𝕘 𝕡𝕒𝕣𝕒𝕕𝕖"

 

Słyszała, że coś do niej mówili, ale z powodu bólu głowy [T/I] nie była w stanie ich zrozumieć. Ból się z każdą chwilą coraz bardziej nasilał i myślała, że zaraz jej głowa eksploduje. Samo trzymanie się za głowę nic nie pomagało. Powoli zaczynała marzyć, aby ktoś ją zabił,, by już nie musiała tego doświadczać.

 

Kiedy już chciała otworzyć usta, aby poprosić o pomoc, poczuła jak ktoś kładzie dłoń na jej głowie. Wówczas ten dziwny i niewytłumaczalny ból powoli odpuszczał, a jej umysł stawał się coraz bardziej jasny. Dopiero wtedy mogła usłyszeć jak tamci rozmawiają między sobą.

 

Widać było, że pierwszy raz mieli styczność z czymś takim i nie wiedzieli jak mieli zareagować. Wcale się im pod tym względem [T/I] nie dziwiła, że wprowadziła ich osłupienie. Sama na ich miejscu też, by tak zareagowała, gdyby miała z czymś takim do czynienia, tego była pewna.

 

— Spokojnie, już wszystko jest w porządku! Słyszysz mnie? — usłyszała po chwili [T/I], męski i magnetyczny głos, ale na razie nie wiedziała, do kogo on należał.

 

A to dlatego, że nadal miała oczy zamknięte, chociaż już głowa ją nie bolała. Zachowywała się tak, jakby bała się, co przed sobą zobaczy. Co było idiotyczne, bo gdyby chcieli ją zabić, już, by to zrobili. A nie jak w tym przypadku pomagali uporać się z bólem głowy. Niechętnie zaczęła otwierać oczy i powoli co do tego zaczęła żałować.

 

Pierwsze, co jej się rzuciło na oczy, to para srebrnobiałych oczu, które mocno ją wystraszyły. Aż zarzuciło ją do tyłu i poczuła bliskie spotkanie z twardą pokrywą nagrobka. Gdyby była śmiertelna, to pewnie już, by nie żyła z powodu impaktu. Kiedy tak leżała, ujrzała jak się pięcioro osób się nad nią pochylali i strach ją nie opanował, którego zrozumieć nie mogła.

 

— K-kim w-wy j-jesteście? — wydukała po chwili [T/I], kompletnie, zapominając o pytaniu, które wcześniej usłyszała.

 

Nie wspominając o tym, że głos jej drżał i się jąkała. Po jej słowach, zauważyła jak się na siebie spoglądają, nim na nowo, patrzyli na nią. Tak jakby porozumiewali się między sobą przy pomocy telepatii, bo nie wydawali ani jednego dźwięku. Widać było, że byli skonfundowani i skołowana jej dziwnym zachowaniem.

 

Bo zapewne się tego nie spodziewali, tego była w stu procentach pewna. Już wtedy zachowywali się tak, jakby kogoś szukali i pewnie to jej szukali. Niby po czorta, by się udawali na cmentarz o takiej porze? Chociaż sama [T/I] nie miała zielonego pojęcia jak się na nim znalazła. A to dlatego, że nie miała wspomnień z tego właśnie momentu.

 

— Naprawdę niczego nie pamiętasz?! — spytał po chwili, nie mogąc uwierzyć własnym uszom.

 

Kiedy chciała już odpowiedzieć na jego pytanie, dwójka z tamtej piątki pomogła jej podnieść się do góry.

 

— N-nie bardzo... Mam zupełny mętlik w głowie... — odparła po chwili [T/I], bo taka aktualnie była prawda i nic na to poradzić nie mogła.

 

A co innego mogła im powiedzieć, jak nie prawdę? Czuła, że nie powinna kłamać, bo od razu, by się na tym poznali. Jednak nie była pewna, czy naprawdę siedziała na swoim nagrobku, czy jednak należał on do kogoś innego. Była kompletnie rozbita i niczemu, i nikomu ufać nie mogła, co było mocno zrozumiałe.

 

— A przecież mówiłem Ci, abyś tego nie robił?! — usłyszała jak ten w sukience zwraca się do właściciela srebrnobiałych oczu z wyrzutem.

 

— A co innego mogłem zrobić? Jeślibym tego nie zrobił, to byłoby po niej! — odparł po chwili na swoją obronę.

 

— W sumie, to i tak była nasza wina, bo poznała nasz sekret... — zauważył czarnowłosy z czerwonymi pasemkami.

 

Po jego słowach nastąpiła niezręczna cisza, którą można było kroić nożem. Cisza, która jeszcze bardziej doprowadzała ją do obłędu. Nic więc dziwnego, że była ostrożna, kiedy nawet własnym zmysłom nie mogła ufać. A co dopiero istotom, z którymi aktualnie miała styczność. Z tego powodu że nie znała zbytnio ich intencji do niej.

 

— Jeśli nawet, to co planujesz z nią zrobić? — odparł jeszcze inny o szaro blond włosach z czarnym pasemkiem.

 

[T/I] w końcu nie była w stanie się opanować, aby dowiedzieć się, co się aktualnie dzieje. Z tego, co mogła wywnioskować z ich wymiany zdań, że poznała ich sekret i przez to miała zginąć. Co niemało ją przeraziło i miała ochotę wziąć nogi za pas i uciec. Jednak była tak mocno przerażona, że nie była w stanie się ruszyć.

 

„𝕆𝕗 𝕔𝕠𝕦𝕣𝕤𝕖 𝕚𝕥'𝕤 𝕠𝕓𝕧𝕚𝕠𝕦𝕤 𝕥𝕙𝕒𝕥 𝕀'𝕞 𝕕𝕖𝕒𝕕"

 

— Nie odpowiedzieliście na moje pytanie, oto, kim jesteście? — wtrąciła się po chwili do ich wymiany zdań [T/I], przypominając o tym, że nadal czekała na ich odpowiedzieć.

 

Doskonale zdawała sobie sprawę z tego [T/I], że to niegrzecznie wtrącać się w rozmowę, ale może miała pod tym względem wyboru. Tak bardzo skupili się na sobie, że zapomnieli o jej istnieniu. Wówczas spojrzeli się na nią, jakby dopiero co ją ujrzeli nim, zdali sobie sprawę z tego, że o niej zapomnieli. Tak bardzo byli pochłonięci rozmową między sobą, że tak właśnie się stało.

 

— Ach, wybacz! To nie było celowe! — zwrócił się do niej brązowowłosy, przypominając sobie, co wcześniej robili.

 

— No mam nadzieję, że tak! — odparła z wyrzutem [T/I], że tak ją potraktowali.

 

Niedługo po tym na nowo odezwał się ten, który jako pierwszy się do niej zwrócił. Co było mocno zrozumiałe, ponieważ jako pierwszy się do niej odezwał i powinien kontynuować, to co wcześniej zaczął mówić. Jakby nie zauważył tego, że czuła się [T/I] niekomfortowo w ich obecności. Jednak nie miała zamiaru im o tym mówić, bo wówczas ostatnia deska ratunku, by zniknęła, jak za dotknięciem magicznej różdżki.

 

— Wybacz, że się nie przestawiliśmy, ale byliśmy pewni, że nas pamiętasz. Jednak widzę, że jest zupełnie inaczej, więc przedstawimy się ponownie. Nazywam się Kamijo, a to moi kompani ━━ tutaj zaczął wskazywać na poszczególne osoby ━━, czyli Hizaki, Teru, Masashi i Yuki! — podczas tego, jak Kamijo ich przedstawiał.

 

Każdy z nich odezwał się również, ale przy samym Hizaki'm [T/I] miała mały problem. A to dlatego, że usłyszała męski głos, ale widziała kobietę w pięknej sukni. Coś jej podpowiadało, że lepiej było nie wypowiadać tego, co o tym myślała. Z tego powodu że gdyby je na głos wypowiedziała, mogła zapomnieć o tym, aby mogła odwrócić ten koszmar, w którym aktualnie się znajdowała.

 

— Miło mi was poznać! Jak zapewne wiecie, nazywam się [T/I] i nie wiedzieć, czemu znalazłam się na cmentarzu przy własnym nagrobku... — ledwo [T/I] wypowiedziała ostatnie słowa, które miały zamiar ugrzęzły jej w gardle.

 

— Nam też miło cię poznać, ale już się wcześniej spotkaliśmy i gdyby nie to, co się stało, nie znalazłabyś się teraz tutaj... Jeśli chcesz, możemy ci pomóc, w odwróceniu tego, co się stało... — przerwał nagle Kamijo, jakby zastanawiał się, czy powinien to mówić.

 

Bo nie wiedział, czy będzie chciała, aby powrócić do poprzedniego życia i zapomnieć o, ich prawdziwej naturze. Kiedy [T/I] usłyszała to, co powiedział przed chwilą Kamijo, w jej oczach zapaliły się iskierki nadziei. Obecnie już w pełni pamiętała, co się jakiś czas temu wydarzyło.

 

Po koncercie ulubionego zespołu ━━, który nomen omen obecnie stał przed nią, ━━ miała wypadek samochodowy. Tuż po spotkaniu z zespołem, przez przypadek odkryła, że są prawdziwymi wampirami. Chociaż pięknie się maskując, że nimi są, a tak naprawdę nie są. Lekarze rokowali, że długo nie pożyje i tak miało nastąpić, gdyby nie interwencja Kamijo.

 

Potem wszystko było już zamazane i nie bardzo już pamiętała. Kojarzyła jakiegoś zakapturzonego gostka, który chciał ją później wykończyć, ale mu się nie udało i potem film się jej urwał. Dlatego też, kiedy usłyszała, że była szansa na powrót. Nie miała zamiaru się długo nad tym zastanawiać! Tym bardziej że kolejnej szansy, jak ta, mogła nigdy więcej nie zyskać, tego była w stu procentach pewna!

 

— Jeśli jest taka możliwość, to czemu, by nie? — odrzekła pytająco [T/I] na słowa, które od niego usłyszała.

 

— Jesteś tego w stu procentach, pewna, że tego chcesz? — upewnił się Hizaki, czy naprawdę tego chciała.

 

— Oczywiście, że tego chcę! Prawie każdy na moim miejscu, by tak postąpił! — rzekła po chwili [T/I], dając im do zrozumienia, że nie ma zamiaru się, ze swojego słowa wycofać.

 

Nie mogła pozwolić na to, aby się zgubiła, ale co poradzić, że pruli, jakby nie działała na nich grawitacja? Czuła się jak jakaś zabawka, która była poruszana przez lalkarza. A kiedy zostaje odstawiona, przestaje się poruszać. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, jak mocno te myśli były idiotyczne.

 

Nie miała bladego pojęcia, gdzie tak naprawdę ją zabierają, ale bała się o to zapytać. A i tak nie miała nic do stracenia, kiedy tak naprawdę już nie żyła. Nim się spostrzegła, przeszli przez jego bramę i wyszli na ulicę. Na mroczną ulicę z przytłumionym blaskiem latarni. Zatrzymali się tak raptownie, że mało [T/I] się nie wywaliła. Nie było ani jednej żywej duszy, poza nimi, którzy wyglądali dość nie na miejscu.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania