Poprzednie części:  Parada Śmierci — Rozdział 01

Parada Śmierci — Rozdział 04

— Właśnie zauważyłem, że cię otoczenie za bardzo zaabsorbowało, w takim razie możemy już zaczynać? — skwitował po chwili Kamijo, z lekkim uśmiechem wypisanym na twarzy, zaraz, przechodząc do konkretów.

 

[T/I] mogła odetchnąć z ulgą, że się na to nie wkurzyli, tym bardziej że już dawno podjęła co do tego decyzję. Nie było sensu tego dłużej przedłużać, bo coś czuła, że niedługo odwrócić się tego, by nie dało. A to wcale byłoby jej nie pomyśli, bo nie chciała stracić tego, co miała. Chociaż nie znaczyło to, że bycie Wampirzycą nie było takie złe.

 

— T-tak, możemy zaczynać! — oznajmiła twardo [T/], nie wiedząc, co ją teraz czekać będzie.

 

— Tylko wiedz, że od tego momentu nie będzie to, co wcześniej przeżyłaś, takie samo jak powinno być! — dając jej do zrozumienia Kamijo, aby przygotowała się na zmianę przeszłości.

 

— Przyjęłam do wiadomości! — odparła po chwili [T/I], zarazem zdając sobie sprawę z tego, że nic takie same nie będzie, od tego momentu, tak naprawdę już nie miała bladego pojęcia, co się wyprawiało.

 

„𝕋𝕚𝕞𝕖 𝕚𝕤 𝕤𝕦𝕔𝕙 𝕒 𝕕𝕖𝕝𝕚𝕔𝕒𝕔𝕪 „

 

Kazano jej stanąć na środku pomieszczenia, a oni wokół niej stworzyli okrąg. Kamijo coś tam zaczął mówić, a reszta zaczęła układać rękami dziwne znaki. Przez chwilę [T/I] miała wrażenie, że miała styczność z ninja niż z wampirami, ale machnęła na to wyimaginowaną ręką. Powoli zaczynała tracić przytomność i powieki powoli opadały jej na dół.

 

Z każdą chwilą zapadała się w kompletnej ciemności i ciszy, która z każdą chwilą coraz bardziej dawała o sobie znać. Niedługo potem już niczego nie czuła, nastała kompletna cisza i ciemność. Nie miała zielonego pojęcia, czy to, co odprawiali, cokolwiek dało, ale musiała im zaufać. Tylko to jej pozostało i ona doskonale zdawała sobie o tym sprawę. Gdzieś z oddali zaczął dobiegać do niej damski, zdenerwowany głos, którego jeszcze nie była w stanie rozpoznać.

 

— [T/I], do jasnej cholery, obudź się! Jesteśmy już na miejscu! — z każdą chwilą coraz głośniej słyszała ów głos, który już mogła porządnie rozpoznać, a to dlatego, że należał do jej najlepszej przyjaciółki, która teraz zaczęła nią szturchać, aby się obudziła.

 

— C-co‽ — wydukała dość nieskładnie [T/I], powoli, otwierając oczy, dopiero wtedy zdała sobie sprawę z tego, że znajdowała się w jakimś samochodzie.

 

— Mówiłam, że jesteśmy na miejscu! Co z tobą? — odparła po chwili twoja przyjaciółka, która nie może zrozumieć, co się z tobą dzieje i stąd zadała takie, a nie inne pytanie.

 

„𝕀 𝕤𝕨𝕒𝕝𝕝𝕠𝕨𝕖𝕕 𝕖𝕧𝕖𝕣𝕪𝕥𝕙𝕚𝕟𝕘 𝕠𝕗 𝕥𝕙𝕖 𝕝𝕠𝕟𝕘𝕤 𝕡𝕒𝕤𝕥 „

 

Ty w tym czasie, rozglądała się po miejscu, w którym się aktualnie znajdowała i starała się pozbierać swoje myśli. A nie było to takie proste, jak się jej na samym początku wydawało. Dlatego też trochę czasu jej zajęło, nim mogła pozbierać swoje myśli, co nie było jej do śmiechu. Na szczęście jej przyjaciółka zbytnio tego nie zauważyła, co było jej na rękę.

 

— Ale gdzie my jesteśmy? — spytała [T/I], odpowiadając pytaniem, na słowa swojej przyjaciółki, chcąc poznać, gdzie się aktualnie znajduje, tylko tak mogła ruszyć dalej, bo innego wyboru, jak wiadomo, nie miała.

 

— Czy z tobą wszystko w porządku? Przecież jeszcze chwilę temu doczekać się nie mogłaś na ten koncert! — zauważyła po chwili twoja przyjaciółka, coraz bardziej się o ciebie denerwując.

 

W tym momencie [T/I] zrobiła oczy jak talerze obiadowe i miała wrażenie, że ją pogięło. Kiedy już miała odezwać się, o jakim koncercie ona gadała. Do jej głowy wpadły wspomnienia, których nie miała wcześniej. Stąd lekko była zdezorientowana i nie wiedziała, co ona do niej mówiła. Nie wspominając o tym, że wszystko działo się zupełnie inaczej niż wcześniej.

 

— A, miałaś na myśli koncert Versailles? — spytała po chwili [T/I], upewniając się, czy dobrze myślała.

 

A to dlatego, że nie była w stu procentach, pewna, czy dobrze usłyszała. Dlatego też postanowiła się upewnić, aby nie było nieporozumienia, na, co właśnie się zapowiadało. Tym bardziej że była dość nieprzytomna i trochę czasu zajęło jej, aby wrócić do rzeczywistości. Westchnęła tylko cicho, na to wszystko, co się aktualnie działo, co było dla niej zupełną nowością.

 

— Tak właśnie! Jesteśmy już na miejscu! — rzekła po chwili twoja przyjaciółka.

 

— Czemu wcześniej mi o tym nie powiedziałaś‽ Idziemy! — pisnęła po chwili [T/I], odpinając pasy bezpieczeństwa i sięgając po chwili w kierunku klamki.

 

— Mówiłam od kilku minut, ale zachowywałaś się, jakbyś była w innym świecie i dotrzeć do ciebie nie mogłam! — skwitowała po chwili twoja przyjaciółka, która chwilę później podziękowała taksówkarzowi, że poczekał.

 

„𝕋𝕚𝕞𝕖'𝕤 𝕟𝕖𝕖𝕕𝕝𝕖? 𝕐𝕠𝕦 𝕞𝕖𝕒𝕟 𝕥𝕙𝕖𝕤𝕖 𝕗𝕒𝕟𝕘𝕤? „

 

Taksówkarz odpowiedział tym samym, bo już wcześniej zapłaciła za przejazd. A co za tym idzie, czekał, aby opuściły jego pojazd, tylko tak mógł ruszyć dalej. Na całe szczęście, przywykł do spotykania dziwnych klientów, więc to nie była dla niego nowość. Chociaż powoli zaczął wątpić, czy kiedykolwiek kogoś normalnego przewiezie.

 

— Wybacz, musiałam przysnąć i trochę zeszło, nim się w pełni obudziłam! — odrzekła po chwili [T/I], mając nadzieję, że brzmiała przekonująco.

 

Bo tak naprawdę, za chiny nie pamiętała, jak się w tej durnej taksówce znalazła. Ostrożnie otworzyła drzwi od taksówki i wysunęła nogi na ziemię, aby móc ją opuścić. Kiedy upewniła się, że porządnie je wysunęła i stopy dotknęły podłoża, mogła z niej w końcu wysiąść. Październikowy wiatr omiótł jej ciepłą twarz i pozwolił na poprawienie jej umysłu. Niedługo po tym, ujrzała swoją przyjaciółkę, która wysiadła tuż za nią.

 

— Teraz tylko trochę i jesteśmy na miejscu! — zauważyła po chwili twoja przyjaciółka, która pojawiła się obok ciebie, zarazem wyciągając bilety, aby sprawdzić adres.

 

— Wiadomo! A jakby było inaczej? — zauważyła po chwili [T/I], która jakoś nie rwała się, aby tam dotrzeć.

 

— A tobie co dolega? Tylko mi nie mów, że chcesz zrezygnować? — spytała po chwili twoja przyjaciółka, podnosząc jedną brew do góry, kiedy wypowiadała owe słowa.

 

A jakby było inaczej? Po tym, co przeżyła, nie rwała się do takich imprez, jak ta... Jednak nie miała innego wyboru, bo sam Kamijo uprzedzał, że przeszłość może się różnić od tej, którą znała. Teraz doskonale rozumiała, co miał on na myśli, kiedy wypowiadał owe słowa. Gdyby nie jego słowa, pewnie teraz wpadłaby w niemałą panikę.

 

— Oczywiście, że nie! Chodźmy, w takim razie! — oznajmiła nagle [T/I], chcąc mieć to już za sobą.

 

— I to rozumiem! — skwitowała twoja przyjaciółka, która odetchnęła z ulgą, że wróciła do normy.

 

„𝕀 𝕨𝕠𝕟𝕕𝕖𝕣 𝕨𝕙𝕒𝕥 𝕀 𝕔𝕒𝕟 𝕖𝕒𝕥 𝕨𝕚𝕥𝕙 𝕥𝕙𝕖𝕞? „

 

Niedługo po tychże słowach, ruszyły żwawym krokiem, aby więcej czasu nie tracić. A to dlatego, że trochę miały do przejścia, ale to wyszło im na dobre. Bo trochę im nogi zdrętwiały od tej całej podróży tą durną taksówką. Kiedy dotarły na miejsce, już wiele osób stało w kolejce i czekało na swoją kolej. Co było zrozumiałe, zważywszy, że prawie wszystkie bilety zostały wykupione.

 

Teraz już na serio nie miała odwrotu i pozostało jej przeć jedynie do przodu. Słyszała podniecone głosy innych osób, które tak jak one nie mogły doczekać się koncertu. Nie zdając sobie kompletnie sprawy, że ów zespół był prawdziwymi wampirami. Serce waliło jej, jak opętane, bo jak spojrzała na ekran telefonu. Zdała sobie sprawę z tego, że dzień koncertu różnił się od tego w poprzednim życiu.

 

„𝕐𝕠𝕦 𝕒𝕣𝕖 𝕞𝕠𝕣𝕖 𝕕𝕖𝕝𝕚𝕔𝕚𝕠𝕦𝕤 𝕥𝕙𝕒𝕟 𝕒𝕟𝕪𝕠𝕟𝕖 „

 

W końcu nadeszła ich kolej i pokazały swoje bilety, które okazały się tymi VIP-owskimi. Co jeszcze bardziej ją skonfundowało, bo wcześniej były to zwykle miejsca. Miała ochotę zapytać się, jakim dorwały tamte zamiast tych zwykłych, ale w ostatniej chwili powstrzymała się od tego. Nie chciała wyjść na opętaną, czy co w tym rodzaju.

 

— Aaa, zaraz oszaleję! — pisnęła twoja przyjaciółka, która wyglądała, jakby zaraz miała zemdleć.

 

— Weź, uspokój się, bo jeszcze nie tu zemdlejesz! — syknęła po chwili [T/I], próbując uspokoić swoją przyjaciółkę.

 

Poprzednim razem sama tak reagowała, ale po tym, co się odwaliło, zmieniła, co do tego zdanie. Mogła wyglądać, jakby się nim nie przejmowała, ale co poradzić? Po tym, co przeszła, wolała być bardziej ostrożna nie jak była wcześniej. Dlatego zwracała uwagę na każdy najmniejszy szczegół, aby niczego nie pominąć.

 

— Ugh... Masz rację... Jak zemdlejesz, to go stracę, a tego bym nie chciała! — odparła niechętnie po chwili twoja przyjaciółka, która nie była z tego powodu zadowolona, od dłuższej chwili, miała dziwne wrażenie, że coś z [T/I] było nie tak, ale nie wiedziała, co to było.

Następne części:  Parada Śmierci — Rozdział 05

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania