Parada Śmierci — Rozdział 05
„𝕋𝕙𝕒𝕥'𝕤 𝕨𝕙𝕪 𝕀'𝕝𝕝 𝕤𝕒𝕧𝕖 𝕪𝕠𝕦 𝕗𝕠𝕣 𝕝𝕒𝕤𝕥 „
Koncert niedługo się zaczął i mało [T/I] serce z piersi mało jej nie wyskoczyło, gdy ich zobaczyła na scenie. A co za tym idzie, miała ochotę wziąć nogi za pas i uciec z tego miejsca, nim ją rozpoznają. Do czasu, gdy zaczęła myśleć, że możliwe jej nie pamiętają i nie ma się czego bać i tu, jednak była w błędzie, bo ich spojrzenie raz po raz padało na nią. Co nie mogło być zrządzeniem przypadku, tego była w stu procentach pewna! Sam ich wyraz twarzy mówił sam za siebie, że tak samo jak ona pamiętali.
— [T/I], co ci jest?! — spytała po chwili twoja przyjaciółka, nie bardzo rozumiejąc, czemu wyglądałaś jakby zaraz zejść na serce.
— Ugh, nic mi nie jest, wybacz! — odparła szybko [T/I] na pytanie przyjaciółki.
A co innego miała powiedzieć? Miała powiedzieć jej, że cofnęła się w czasie i zmieniła swoją przyszłość? A tymi, którzy jej pomogli, właśnie stoją na scenie i grają swoje piosenki? To było dla niej niepojęte i aż z tego powodu głowa zaczęła jej pulsować. W końcu poddała się i przestała się nad tym już zastanawiać, bo i tak by tego nie zrozumiała.
„𝕎𝕖 𝕞𝕒𝕣𝕔𝕙 𝕗𝕠𝕣𝕨𝕒𝕣𝕕 𝕨𝕚𝕥𝕙 𝕠𝕦𝕣 𝕗𝕠𝕠𝕥𝕤𝕥𝕖𝕡𝕤 „
Ni w cholerę, by jej uwierzyła, a co dopiero, gdyby jej powiedziała, że została przez jednego z nich ugryziona i stała się wampirzycą? Nie było mowy, aby jej uwierzyła, tym bardziej że nie miała dowodów na potwierdzenie swoich słów. Dlatego też musiała zostawić to dla siebie, chociaż nie było to takie proste jak się jej wydawało.
— Jeśli tak uważasz! W takim razie skupmy się na tym, co się dzieje na scenie! — skwitowała po chwili twoja przyjaciółka, zaraz też, skupiając swój wzrok na tym, co się przed nią rozgrywało.
— Jasne, po to tu jesteśmy! — rzekła po chwili [T/I], postanowiła skupić się na tym, co było przed nią.
Mając zarazem nadzieję, że to, co przeżyła, jednak było jedynie głupim snem. Bo jak inaczej miała to potraktować jak nie sen? Bo na pewno niejako prawdę, bo nikt, by jej nie uwierzył! Koncert powoli zaczynał dochodzić do końca i niebawem będzie mogła ulotnić się z tego miejsca. Nie spodziewała się tego, że to nie był ostatni moment, kiedy miała z nimi styczność.
„𝕀𝕥'𝕤 𝕒 𝕡𝕒𝕣𝕒𝕕𝕖 𝕗𝕚𝕝𝕝𝕖𝕕 𝕨𝕚𝕥𝕙 𝕓𝕖𝕒𝕤𝕥 „
Oczywiście, nie miała zamiaru podzielić się z jej obawami, bo i tak, by jej nie zrozumiała. Już nic kompletnie nie rozumiała i nie wiedziała, co było prawdą, a co nie. Koncert w końcu się zakończył i można było powoli opuścić salę, w której on się odbywał. Co nie znaczyło, że [T/I] nie miała wrażenia, że coś się za chwilę wydarzy.
— Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że udało nam się zdobyć bilety! Żałowałabym potem przez długi czas! — pisnęła po chwili twoja przyjaciółka, tuż po tym, kiedy kupiły merch, który był sprzedawany po koncercie.
[T/I] spoglądała się na nią, jakby z choinki się urwała. Jakoś nie miała ochoty się cieszyć z tego, co widziała. Nie miała do tego kompletnie nastroju i tylko marzyła, aby wrócić do domu. Zimny wiatr ponownie owiał jej ciepłą twarz, pomagając pozbierać myśli. Aż lekko z jego powodu zadrżała, bo temperatura w pomieszczeniu, a na zewnątrz, była dość drastyczna.
— Bez przesady, świat, by się nie skończył, gdyby nam się nie udało! — stwierdziła po chwili [T/I], spoglądając w kierunku czarnego jak atrament nieba.
„𝕎𝕖 𝕞𝕒𝕣𝕔𝕙 𝕗𝕠𝕣𝕨𝕒𝕣𝕕 𝕨𝕚𝕥𝕙 𝕠𝕦𝕣 𝕗𝕠𝕠𝕥𝕤𝕥𝕖𝕡𝕤 „
Raz po raz, przemykały po nim ciemne chmury, chociaż to była bezgwiezdna noc. Z każdą chwilą coraz bardziej się wyludniało, przez co można było mieć wrażenie, że robi się coraz bardziej nieswojo. Nie aż, tak jak wtedy na tym durnym cmentarzu, ale nastrój był. Na szczęście nie była sama, więc nie musiała się martwić, że oszaleje.
— Może masz co do tego rację, ale... — nie dokończyła twoja przyjaciółka swojej wypowiedzi, ponieważ zauważyły dziwnie poruszający się samochód, który nie powinien w tym miejscu z taką prędkością się poruszać.
— Cholera, uważaj! — pisnęła po chwili [T/I], zaraz też, łapiąc swoją przyjaciółkę za frak w ostatnim momencie.
To wszystko działo się tak szybko, że to był cud, że w porę zareagowała! Gdyby tylko się spóźniła, to co się stało poprzednim razem, mogło ponownie się wydarzyć! A kolejnej szansy nie miałaby, żeby to zmienić, tego była w stu procentach pewna. Dlatego nie mogła do tego dopuścić, bo tylko tak mogłaby odetchnąć z ulgą.
Co nie było takie proste, jak się jej na samym początku wydawało. Na szczęście udało jej się uratować przyjaciółkę i samą siebie, co było jej mocno na rękę. Bycie wampirem, nie bardzo jej odpowiadało, tego była pewna. Jednak nie miała zamiaru nikomu, o tym, co przeżyła opowiadać, bo i tak nikt, by jej na słowo nie uwierzył.
„𝕀𝕥'𝕤 𝕒 𝕡𝕒𝕣𝕒𝕕𝕖 𝕗𝕚𝕝𝕝𝕖𝕕 𝕨𝕚𝕥𝕙 𝕓𝕖𝕒𝕤𝕥 „
— C-co‽ — tylko tyle udało się wydobyć z siebie twojej przyjaciółce, która nie miała bladego pojęcia, co się aktualnie wyrabiało.
[T/I], aż przeleciało poprzednie i obecne życie przed oczami niczym jak slajdy w filmie. Jednego była pewna, poprzednim razem, to ona stała z głową w obłokach i marnie się to skończyło. Nic więc dziwnego, że jak teraz dostała drugą szansę, to nie było mowy, aby ją przepuściła! Dlatego też wylądowały obie na kostce brukowej, nieco obolałe od turlania się po niej. Zarazem słysząc jakiś łomot niedaleko, jakby ktoś się rozbił pojazdem mechanicznym.
— Czyś ty oszalałaś?! — warknęła wkurzona twoja przyjaciółka, nie mogąc uwierzyć własnym oczom, co [T/I] zrobiła.
— A co miałam pozwolić, aby samochód cię zabił?! — spytała ironicznie [T/I], podnosząc się z twardej kostki brukowej i otrzymując się z piasku, bo gdyby tego nie zrobiła, zapewne teraz ktoś, by dzwonił po karetkę i policję.
„𝕆𝕗 𝕔𝕠𝕦𝕣𝕤𝕖 𝕚𝕥'𝕤 𝕠𝕓𝕧𝕚𝕠𝕦𝕤 𝕥𝕙𝕒𝕥 𝕀'𝕞 𝕕𝕖𝕒𝕕 „
A tego na pewno żadna z nich, by nie chciała, tego była w stu procentach pewna. Zaraz też, pomagając swojej przyjaciółce podnieść się z ziemi, na której jeszcze chwilę temu siedziała. Będąc zarazem mocno skonfundowaną, bo nie wiedziała, dlaczego się na niej aktualnie znalazła. Co było mocno zrozumiałe, bo sama [T/I] byłaby skołowana, gdyby była na jej miejscu.
—, Że co‽ — wyrwało się z ust twojej przyjaciółki, która była kompletnie zszokowany tym, co przed chwilą usłyszała.
Wówczas jej wzrok padł na miejsce, gdzie rozbił się czerwony samochód. Tak samo padł wzrok [T/I] na to samo miejsce, gdzie jej przyjaciółka spoglądała. Ktoś już zdążył zadzwonić, bo niedługo potem słychać było charakterystyczny dźwięk policyjnej syreny. A co za tym idzie, policja i nie tylko zaczęła się do nich zbliżać.
— Tak jak mówiłam wcześniej, gdybym tego nie zrobiła, to nie skończyłoby się na paru siniakach! — ponowiła swoje słowa [T/I], mając nadzieję, że tym razem do niej to dotrze.
— O Boże‽ — pisnęła po chwili twoja przyjaciółka, do której dopiero teraz dotarło, że gdyby nie szybką reakcją [T/I] to mogły wąchać kwiatki od spodu, na ten widok [T/I], odetchnęła z ulgą, że w końcu do niej to dotarło.
„𝕀𝕥'𝕤 𝕒 𝕡𝕒𝕣𝕒𝕕𝕖 𝕗𝕚𝕝𝕝𝕖𝕕 𝕨𝕚𝕥𝕙 𝕓𝕖𝕒𝕤𝕥 „
— Podziękujesz mi później, bo teraz będziemy mieć inne zadanie... — nie dokończyła swojej wypowiedzi [T/I], bo nagle wszystko wokół niej zamarło.
Tak jakby wszystko zamarło w bezruchu i tylko ona mogła się poruszać. Machała przed nosem swojej przyjaciółce, ale ona ani drgnęła tak, jakby jej nie widziała. Serce zaczęło [T/I] mocniej bić i powoli zaczęła wpadać w panikę. Nawet jeśli, by zaczęła krzyczeć to czuła, że nikt i tak, by jej nie usłyszał, co wcale ją nie uradowało.
— Co jest do jasnej cholery?! — pisnęła po chwili [T/] nie bardzo rozumiejąc, co się działo.
Jednego była pewna, że to nie była jej sprawa, bo, by zdawała sobie o tym sprawę. W takim razie czyja byka to sprawka? Wówczas dreszcz przeszedł po jej całym ciele, przypominając sobie o tym dziwnym spojrzeniu wokalisty. A który oznaczał, że doskonale zdawał sobie sprawę, że zmiana się w pełni powiodła.
— To nie może być prawda... — mruknęła pod nosem [T/I], z nieukrywanym strachem.
Cisza, jaka panowała w tym miejscu, aż dzwoniła jej w uszach. Słyszała, jak jej serce jak opętane waliło i mało nie wyskoczyło jej z piersi. Część niej miało ochotę wziąć nogi za pas i uciec, a druga, aby została. Nie miała już bladego pojęcia, co miała aktualnie zrobić. Nie spodziewała się tego, że jeszcze raz będzie z nim rozmawiała.
„𝔼𝕧𝕖𝕟 𝕚𝕗 𝕀 𝕒𝕨𝕒𝕜𝕖𝕟 𝕗𝕣𝕠𝕞 𝕞𝕪 𝕕𝕣𝕖𝕒𝕞𝕤, 𝕥𝕙𝕖𝕪 𝕟𝕖𝕧𝕖𝕣 𝕖𝕟𝕕 „
— Widzę, że jednak się udało. Masz niemałe szczęście i mam nadzieję, że od tego momentu nie jestem już Ci nic winny! — usłyszała po chwili męski głos, który należał nie, do kogo innego jak do samego Kamijo.
— Nic dziwnego, że miałam dziwne wrażenie przez cały koncert, że się mnie przyglądaliście! Tak, jestem wam za to dozgonnie wdzięczna, bo mogłam zmienić to, co chciałam zmienić! — odparła po chwili [T/I], oddychając z ulgą, że to tylko był Kamijo, a nie, kto inny, bo taka była prawda i nic na to poradzić nie mogła i jej dziwne wrażenie, aktualnie się sprawdziło, chociaż miała nadzieję, że było inaczej.
— Nie musisz nam za to dziękować, bo, tak czy inaczej, i tak byśmy to zrobili. Na mnie już czas, więc wszystko za chwilę wróci do normy. Do zobaczenia! — odrzekł po chwili Kamijo, na słowa [T/I], aby po chwili zniknąć, tak jak się pojawił.
[T/I] chciała coś powiedzieć, ale wszystko wokół niej zaczęło się ruszać i wszystko wróciło do normy. Nic więc dziwnego, że aż podskoczyła, kiedy jej przyjaciółka zaczęła ją szturchać. A policja zaczęła opuszczać radiowozy, a za nimi pojawiła się straż pożarna i karetka. Od tego momentu, nic już nie było takie, jakie było poprzednim razem. I do końca życia nie zapomni im tego, co zrobili dla niej, tego była w stu procentach pewna. Jednak czy na pewno, tego już obecnie nie była już pewna...
„𝕐𝕠𝕦 𝕒𝕣𝕖 𝕞𝕪 𝕘𝕦𝕚𝕕𝕚𝕟𝕘 𝕡𝕒𝕣𝕒𝕕𝕖 „
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania