Powidoki

Obraz zacierał mu się już trochę, dlatego tym bardziej wysilał się i od nowa malował w pamięci każdy szczegół.

Dwa drzewa, których nazwy nie znał, o grubych pniach i silnych gałęziach, podtrzymujących platformę pod domek. W domku śmiech dzieci, stukanie, pokrzykiwanie i piski.

I liście! Tyle liści — rude, żółte, zielone, brązowe. Tańczące, wirujace albo pchane wiatrem. Jedne zdmuchane wprost z gałęzi, drugie poderwane z ziemi, niektóre zimne wilgocią, inne nagrzane słońcem.

Zapach trochę ziemisty, szorstkość i kruchość. I szelest, szelest, szeleszczenie.

Inne niż przy otwieraniu opakowania ze strzykawką. Delikatniejsze, łagodne i szersze zarazem.

Dzieci. Śmiechy, krzyki i tupanie silnych nóg, które nie bolą przy oklepywaniu.

Refleksy słońca między gałęziami. Ciepło na twarzy. Gorąco. Znowu gorąco. Byle nie zapomnieć. Pamiętać.

Płonie drzewo, z liśćmi rudymi, żółtymi, zielonymi, brązowymi, dmie wiatr, wirują iskry.

Gorąco, jak bardzo gorąco.

Średnia ocena: 4.4  Głosów: 7

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (15)

  • Marek Adam Grabowski 4 miesiące temu
    Ładne; jesienne. Pozdrawiam 5
  • Tjeri 4 miesiące temu
    Dziekuję, Marku!
  • Dekaos Dondi 4 miesiące temu
    Tjeri↔Sugestywnie, jakby coś, nie zostało do końca dopowiedziane. Dlatego skojarzenia, mogą być różnorakie, niekoniecznie, słuszne. Może jakieś dziecko ucierpiało w czasie pożaru drzewa, a ów szelest, to początek płomieni?
    P.S↔Obraz nie był już taki wyraźny, jak kiedyś, dlatego tym bardziej ponawiał próby i od nowa malował w pamięci każdy szczegół→tak by było, bez 2 się:)
  • Tjeri 4 miesiące temu
    Dekaos, zdaję sobie sprawę z niedopowiedzenia. Może tak być jak odczytałeś. Może być też inaczej... Nie będę tłumaczyć, bo w sumie nie jest to tu najważniejsze. Co do zdania z podwójnym "się" — może nie uwierzysz, ale jak je napisałam, to pomyślałam o Tobie, że byś mi to wytknął! :D
    Szukałam możliwości zredukowania jednego, ale jak na razie żadne rozwiązanie mnie nie satysfakcjonuje. Twoja propozycja nie jest zła i może, może, jak nie wymyślę niczego innego, to przymierzę do tekstu. A nie pasuje w 100 procentach, bo zależy mi na zwrócenie uwagi na proces a nie efekt. No i kontekst nieco się zmienia... W każdym razie — też mnie to się uwiera.
    Dziękuję za słowo!
  • nerwinka 4 miesiące temu
    Tjeri
    tekst o reminiscencjach chłopca spędzającego ostatnie chwile życia obudził we mnie wspomnienia związane z lekturą opowiadania J. Cortazara. Zaletą tego tekstu jest niedopowiedzenie stwarzające czytelnikom możliwość uczestnictwa w wyobraźniowej grze z autorem. 5
    (zamiast „wysilał się” może „wytężał siły”? Choć nie rozumiem rygoru poprawności. Jestem zdania Gombrowicza o wyższości skaz nad nadmierną precyzją)
    pozdrawiam
  • Tjeri 4 miesiące temu
    nerwinka
    Miło mi, że przeczytałeś i że odebrałeś pozytywnie. :)
    Wielkie dzięki za wizytę i podpowiedź w sprawie podwójnego się — skorzystam. :)
  • Trzy Cztery 4 miesiące temu
    Tjeri, od dwóch dni przybieram się do napisania kilku słów pod tym tekstem. On jest dla mnie trudny do skomentowania. Ciężki jak taczki liści. Zastanawiałam się, co pojawiałoby się w mojej głowie, gdybym już leżała na łożu śmierci. Czy jakieś ulubione melodie, kawałki tekstów piosenek, które teraz sobie czasem podśpiewuję, przekręcając słowa, czy pojawiałyby się wspomnienia najlepszych chwil, jakieś przytulenia, ludzie, których kochałam?
    W tym opowiadaniu liście są jak chwile... Bo zrobiłaś to tak, że te liście nie są tylko jesienne. One pochodzą ze wszystkich pór roku naraz. I pewnie z wielu lat, na raz:

    Tyle liści — rude, żółte, zielone, brązowe.

    Brązowe są jako zalążki, jeszcze w pączkach, zielone od kwietnia do września, później rude i żółte, a w zimowych kałużach i śniegu - znowu brązowe.

    I tak w kółko - wiosna, lato, jesień, zima... Aż pewnego dnia wszystkie te liście płoną, bez względu na porę roku.
    W gorączce śmierci.

    "W żółtych płomieniach liści brzoza dopala się ślicznie..." Brzoza, albo inne drzewo. Jest taki film "Drzewo życia", mało w nim słów.

    Wczoraj, przez ten tekst sięgnęłam po kilka tomików, w których odszukiwałam pewne wiersze. Był wśród nich wiersz Harasymowicza "Buki stare brodate", a tam taki fragment:

    Bo tak mi serce coś szepcze
    Chore pożółkłe jak listek
    Że nie wiadomo kiedy
    Licho na nas zagwiżdże

    Z ciała kurz rudy zostanie

    Tak jakoś było ze mną po lekturze.
  • Tjeri 4 miesiące temu
    Dziękuję Ci, Trzy Cztery, za piękny komentarz. To, jak widzisz tekst, jest bliskie mojemu zamysłowi. Nie nastawiałam się, że ktoś odczyta, bo same emocje, czucie ustawiłam jako cel i rozmyślnie nie podałam zbyt wielu wskazówek. Punktem wyjścia była historia chłopca, który spędziwszy niemal całe życie w szpitalnej sali, wspomina "prawdziwy" spacer, kiedy jeszcze nie był całkiem uwiązany do aparatury. Twoja interpretacja więc wpisuje się jak najbardziej, uniwersalizuje opowieść. I tak, końcówka to gorączka. Niesamowite ile wyciągnęłaś ze skąpych tropów. Wielkie dzięki :).
  • Tjeri 4 miesiące temu
    A! I dzięki za liściastą inspirację! ;)
  • Trzy Cztery 4 miesiące temu
    Tjeri, inspiracja, to jeszcze nie wszystko. Zazdroszczę weny. Mnie ostatnio nie odwiedza.
  • Tjeri 4 miesiące temu
    Trzy Cztery
    Przekonałam się, że czasem wenę trzeba poszukać w innym miejscu. Gdzie jaśniej i zdrowiej, bez toksycznej pleśni.
  • Tjeri 4 miesiące temu
    Trzy Cztery
    Nie wiem czy dobrze, że odarłam tekst. W sumie nie zamierzałam. Ale wzruszyło mnie i połechtało też (ot, próżność niestety), że poświęciłaś tyle czasu tej historii. Chciałam pokazać jak blisko udało Ci się podejść. :)
  • Trzy Cztery 4 miesiące temu
    Tjeri, ja nie widzę powodu, żeby na portalach nie rozmawiać o tekstach "do końca". Od czasu do czasu, oczywiście. Bo tego czasu na każdy tekst nie starczy. Poza tym - zanim jako autorka cos tam wyjawiłaś, tekst został przeczytany najpierw, I pewnie najpierw już został przemyślany.
  • Pasja 4 miesiące temu
    Już sam tytuł prowadzi do zjawiska optycznego usadowionym na jakimś wzrokowym wrażeniu. Może to powolne tracenie wzroku, a może zaciemnienie po silnym działaniu jakiegoś bodźca świetlnego. Liście wyrwane z drzew przez wiatr nasuwają jesienne zmęczenie i nasilenie nastrojów. Przemijanie i pomiędzy ich szelestem słyszymy szelest otwieranego opakowania po strzykawce. I jeszcze pomiędzy powroty na drzewo, gdzie domek był i dziecinne głosy takie beztroskie. Rozpakowana strzykawka i wlew dożylny dokonuje powidoki na wczoraj ale też na jutra. Nic się nie wydarzy, prócz kolejnej wiosny w jesieni. I tak samo zapłoną drzewa jak kiedyś.

    Pozdrawiam serdecznie.
  • Tjeri 4 miesiące temu
    Ślicznie dziękuję za piękny komentarz, Pasjo!

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania