Poprzednie częściProśby i próby R.1 Cz.1 "Prośby"

Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Prośby i próby R.2 Cz.2 "Próby"

Emond ruszył w mrok i zniknął w ciemnościach. Księżniczka została sama, a jej oczy wypełniły się łzami. Starała się nie zwymiotować, widząc zmasakrowane ciało przyjaciela. Trzęsła się z rozpaczy, drżała, a łzy tak długo skrywane przy rozmowie z Emondem teraz wylały się bez oporu. Zasłoniła twarz, jakby chciała odgrodzić się od świata. Krew na podłodze przestała już lśnić, a dopiero wtedy Tamara zebrała się w sobie, by wstać. Już miała wychodzić, gdy nagle trup poruszył się. Cofnęła się w przerażeniu, gdy nieboszczyk stanął na nogi, z głową zwisającą bezwładnie, jakby odłączoną od reszty ciała. Chciała krzyczeć, lecz zamiast tego usłyszała głos oszusta:

– Dobra, wygraliście. O, kafara nie ma?

– Emond! – krzyknęła, cofając się pod drzwi.

– Siedź cicho… – rozkazał, po chwili zmieniając ton na błagalny – Naprawdę cenię swoje życie. Niech rycerzyk idzie się obmyć.

Dziewczyna dostrzegła miecz, leżący po poprzednim starciu. Chwyciła go i uniosła. Zwłoki zarządcy stały tuż przed nią. Tamara odskoczyła, lecz pamiętała treningi Emonda. Wiedziała, jak trzymać ostrze.

– Nie ruszaj się – powiedziała stanowczo, kierując sztych w stronę przeciwnika.

– Dobra… – cofnął się, wskazując na głowę – Chcecie go odzyskać, tak?

– Haair żyje?!

– Nie. On jest martwy. Chodzi mi o to, co zostało z jego głowy i skóry.

– Zabiłeś go…

– Lekko skłamałem. Skorzystałem z daru i okazji. Widziałem, kto go zabił, ale ja nie mam nic z tym wspólnego.

– Łżesz!

– Nie. Twój kafar to brutal. Dobrze, że ja siedzę w ciele, a nie w głowie. Mój mózg jest mi drogi.

– Kto zabił Haaira?!

– To skomplikowane. Ja już pójdę – Ruszył w stronę okna.

– Stój! – Tamara drżała, trzymając miecz.

– Jesteś damą, nie przywykłaś do… – urwał, widząc jej determinację – Uznajmy to za remis. Ja wychodzę.

Oszust wyskoczył przez okno. Słychać było trzask szkła i uderzenie, jakby oszust połamał kości. Tamara podbiegła, lecz przeciwnik zniknął w mroku.

– Co się stało?! – ryknął wbiegający Emond, dostrzegając brak ciała – Gdzie on?!

– Uciekł – odparła.

– Jak?! Przecież…

– Wiem. Nie żył, a przynajmniej powinien – Spojrzała w ciemność – Jest nieostrożny, zbyt pewny siebie. Następnym razem to ja wygram.

Emond, choć mówił twardo, wewnątrz panikował.

– Jeśli żyje, musimy…

– Nie wróci. Nie po tym.

– Skąd wiesz?

– Zabiłby mnie, gdy wyszedłeś. Nie zrobił tego, nie miał możliwości.

– I tak powinniśmy…

– Się wyspać – przerwała mu, zaskakując rycerza – Jeśli chcesz uciekać, dobrze. Ale najpierw musimy się przygotować.

– I co? Po prostu zająć komnatę i spać?! – spytał zdumiony.

– Jeśli chcesz zginąć w drodze, śmiało. Ile jesteśmy na nogach? Ponad dzień? – jej głos dominował.

– Dobrze. Zrobimy po twojemu. Ty się wyśpisz, ja zajmę się zapasami.

– W porządku – westchnęła.

Rycerz podszedł do miecza, który pozostawił po sobie oszust. Od razu coś zwróciło jego uwagę.

– Czemu jest taki lekki? – mruknął.

– Lekki? – Tamara spojrzała na niego ze zdziwieniem.

Emond podał jej swój własny miecz.

– Faktycznie jest cięższy.

Oręż oszusta miał podobną długość, lecz jego waga była znacznie mniejsza – tak lekka, że nawet drobna dziewczyna mogłaby nim władać jedną ręką. Rycerz spojrzał na głownię; widoczne było uszkodzenie, najpewniej po uderzeniu jego stalą.

– Zła stal, przy mocnym uderzeniu pęknie – stwierdził, po czym rzucił go na ziemie – Nie przyda się nam.

– Jak uważasz. To co teraz? – spytała.

– Chyba… – przerwał, uświadamiając sobie, że wciąż ocieka krwią.

– Ogarnij się – powiedziała stanowczo dziewczyna – Ja zbiorę zapasy.

– Nie. Mam obowiązek cię chronić.

– Najpierw zmyj krew, mój komfort też się liczy – powiedziała, lekko się krzywią – a potem poszukamy jedzenia.

Tym razem to dziewczyna postawiła na swoim. Większość nocy spędzili na przeszukiwaniu rezydencji. Zebrane zapasy wystarczały na kilka dni drogi.

Poranek był spokojny. Tamara spała w jednej z komnat, a Emond czuwał przed jej drzwiami.

– Pobudka, śpiochu – przywitała go wesoło, gdy wyszła.

Rycerz spojrzał w sufit rezydencji.

– Czyli to nie był sen.

Jej twarz spoważniała, następnie cicho rzekła.

– Nie.

– Wybacz, tylko… – zaczął, lecz dziewczyna mu przerwała:

– Te potwory dalej czekają.

– Tak, ale muszę przygotować Afrre do drogi.

– W zasadzie już to zrobiłam.

Emond spojrzał na nią w szoku.

– Chyba nie wyszłaś na zewnątrz?

– Nie. Zwabiłam ją do środka. Dałam jej warzywa i wodę – odparła z dumą.

– Na przyszłość, powiedz mi, zanim będziesz ryzykować.

– Wiem, wiem… – przewróciła oczami – Dokąd idziesz?

– Wezmę mapę z biblioteki, a potem ruszymy.

– Nie uważasz, że powinniśmy tu zostać?

– Możemy. Ale tamta kanalia wie, że tu jesteśmy. Poza tym wciąż nie wiemy, co powstrzymuje te potwory. Jeśli dotrzemy do Iwer lub Opucji, stamtąd wyślemy ludzi, by odkryli przyczynę.

W niewielkiej komnacie Emond odnalazł biurko zasypane mapami.

– Dobrze, że Ui’jorr lubił wszystko badać – pomyślał, rozwijając jeden z papirusów.

Tamara stanęła obok, zaglądając mu przez ramię. Na mapie widniała Stygriia i jej granice, obok Quecja. Na południu Iwer – miasto srebrnych kopalni i najlepszych złotników. Na zachodzie Opucja – czyli uniwersytet i manufaktur.

– Ruszymy do Opucji – zdecydował, chowając mapę.

– Dlaczego? Iwer jest większe.

– Opucja była kiedyś stolicą. W razie potrzeby forteca na Unmie da nam ochronę.

– Jak uważasz – odparła obojętnie.

Wrócili do holu, skąd najlepiej było widać upiory. Stały nieruchomo, jakby czekały.

– Jak mogą nas tropić? – spytała Tamara, gryząc suszone mięso.

– Na pewno nie przez zmysły – odparł zamyślony. Po chwili dodał: – Przykro mi, że musisz jeść coś takiego.

Dziewczyna spojrzała na niego zdziwiona, wciąż przeżuwając. Potem zerknęła na mięso i bochenek chleb w rękach.

– Ale wiesz, że mi to smakuje?

– Księżniczka nie powinna zajadać się czymś takim.

– Znasz mnie. Lubię robić na przekór oj…

– Nie martw się. Pomszczę ich.

– Nie musisz – odparła cicho – To i tak nie zwróci im życia.

– Ale przynajmniej…

– Ja nie wymagam od ciebie bohaterstwa – westchnęła Tamara – Nie jesteś bohaterem. Nie musisz walczyć z tymi potworami.

– Właśnie, że muszę. Jestem rycerzem. To mój obowiązek.

– Przestań porównywać się do ojca – spojrzała mu głęboko w oczy – Wystarczy mi, że będziesz obok. Nawet jako przyjaciel.

Emond milczał. Księżniczka dokończyła posiłek, wstała i zniknęła w jednym z pokoi. Rycerz został w holu, obserwując klacz stojącą przy wiadrze z wodą. Piła powoli, jej grzbiet obciążony był ciężkimi torbami.

– Wybacz, Afrra – westchnął – Jak tylko dotrzemy do Opucji, będziesz mogła odpocząć.

Wtedy z pokoju wyszła Tamara. Zmieniła strój służki na lekką białą koszulę i zielone spodnie, a jej nogi zdobiły skórzane buty. Włosy miała zwinięte w spory kok. Patrząc pobieżnie, można by było ją pomylić z młody podróżnikiem. Emond patrzył na nią przez chwilę.

– Coś się stało? – zapytała, zauważając minę.

– Po prostu… dziwię się, że… Nieważne. Jesteś gotowa?

– Tak,

Na to, rycerz skinął głową i podszedł do klaczy, następnie szepnął.

– Będziesz musiała jeszcze trochę wytrzymać.

Koń poruszył łbem.

– Do Opucji jest pół dnia drogi ze stolicy, więc się pospieszmy – rzuciła Tamara, wsiadając na konia.

Emond chwycił lejce i wyprowadził wierzchowca. Wtedy oboje usłyszeli, że horda zaczęła się poruszać. Stękania, a chwilę potem słychać było dźwięki trzaskającego szkła. Rycerz bez namysłu wskoczył na konia.

– Tamara!

– Wiem! – dziewczyna objęła go mocno.

Ruszyli. Podróż odbywała się w milczeniu. Oboje zatopieni byli w myślach, każde na inny temat.

Emond: „Mordercy, którzy uciekają od kary”… Czy Aervarrowie są przeklęci? Czy te potwory podążają za mną?

Tamara: Tamta kanalia wie, kto zabił Haaira. Czym jest jego dar? Czy naprawdę zmienia się jak w legendach?

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania