Przestrzeń której nie potrafię nazwać, niespodziewane spotkanie cd 2

Dalszy ciąg 2

 

Po pewnym czasie dotarliśmy do miejsca, gdzie iglaste drzewa zaczynały tracić wysokość, odsłaniając górski pejzaż. Widok otwierającej się przestrzeni przywołał kolejne pytania.

Patrząc na północ i czując napływający chłód, zapytałem, czy zna miejsce w Danii, gdzie przy wysokim, urwistym klifie, często siadał Kierkegaard. Wspomniałem też o inskrypcji wyrytej na kamieniu:

„Czym jest prawda, jeśli nie przeżyciem dla jednostki?”

Rozumianej jako idea, dla której warto żyć i umrzeć.

Czym więc może być idea, która niesie z północy chłód wiecznego lodu, owiewający ciemne, rozrzucone skały u podnóża zbocza, zatopione w lodowatej wodzie? Daleki horyzont odsłaniał się przed nami coraz wyraźniej. Nad nieruchomym grzbietem niskich gór, porośniętych krzewami i trawą, rozciągały się nostalgicznie szare obłoki. Wszystko zdawało się zadawać to samo pytanie.

Wyraźnie wyczuwając jego obecność, powiedziała:

— Yuki, będąc przy nas, nie zadaje pytań ani na nie nie odpowiada. Żyje nieustannie w teraźniejszości.

Jej słowa uruchomiły we mnie ciąg skojarzeń — z tym, co narzucało się bezpośrednio podczas drogi, i z tym, czego obecność w tej chwili jedynie intuicyjnie wyczuwałem.

Po chwili zacząłem zastanawiać się nad sensem bycia z kimś i przy kimś.

— Jak sądzisz — zapytałem — czy my, idąc, jesteśmy jedno przy drugim, czy może ty jesteś ze mną, a ja z tobą? Jeżeli czujesz, że jesteśmy razem, chociaż tak niewiele formalnie nas łączy, to co właściwie scala naszą obecność?

Uśmiechnęła się.

— Wyznacznikiem jest wyłącznie uczucie płynące z serca.

Jej odpowiedź skłoniła mnie do głębszej refleksji.

— Idąc teraz z tobą, odczuwam wewnętrzny spokój i radość. Wyczuwam sens otaczającej mnie rzeczywistości, jakby wszystko pozostawało w pełnej harmonii. A jednak wciąż czuję napływającą niepewność tego, co było, i tego, co może przyjść. Nie żyję jak Yuki, wyłącznie teraźniejszością. Co o tym sądzisz? Czy ten stan, który teraz przeżywamy, można jeszcze pogłębić?

Usłyszałem wtedy coś, co zmieniło moje życie na zawsze.

— To wszystko zależy od punktu ciężkości w naszej świadomości — odpowiedziała. — Jeżeli znajduje się on w obrębie rzeczy, które teraz układają się w sensowną całość, zmiana warunków życia może zburzyć tę harmonię. Pójdziemy wtedy dalej, ale nie razem — obok siebie.

Przez chwilę milczała.

— Jeżeli chcemy być razem, nie licząc kolejnych dni, punkt ciężkości musi opuścić rzeczy. Wtedy przestrzeń, która się nim staje, otwiera się na nieskończoność.

Patrzyła przed siebie, jakby mówiła nie do mnie, lecz do otwierającego się przed nami krajobrazu.

— Ta nieskończona wewnętrzna przestrzeń, pozbawiona rzeczy, pozwala być obecną w każdym działaniu przy rzeczach na ziemi. Staje się tłem ziemskich spraw i warunkiem nieskończonego zjednoczenia w miłości.

Szliśmy dalej.

— I właśnie chyba to nazywa się narodzinami i zjednoczeniem w duchu — powiedziała po chwili. — Może też stać się prawdą przeżywaną przez jednostkę jako idea.

Przez chwilę milczała. Potem spojrzała na mnie.

— Idea nie musi być czymś, co wymaga dowodu. Może być sposobem istnienia, który sprawdzamy własnym życiem. Jeżeli to, co niewidzialne, zaczyna wpływać na nasze myśli, wybory i sposób, w jaki jesteśmy przy drugim człowieku, przestaje być tylko myślą. Staje się doświadczeniem.

Patrzyłem przed siebie, na rozciągający się daleko krajobraz.

Pomyślałem wtedy, że być może prawda nie znajduje się na końcu pytania. Być może rodzi się dopiero wtedy, kiedy pytanie przestaje domagać się odpowiedzi, a człowiek zaczyna żyć zgodnie z tym, co rozpoznał w głębi siebie.

Wtedy idea przestaje być czymś, w co można jedynie wierzyć. Staje się obecnością.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania