Serce Wielkiego Gala (Asterix&Obelix) - Rozdział 4: Sosna nie lubi kamuflażu
Gatunek: Fanfiction / Romans / Komedia / Dramat Psychologiczny / Przygoda
Streszczenie:
Zdemaskowana, młoda konspiratorka działająca przeciw Imperium Rzymskiemu przybywa do wioski Galów bez domu i niemal bez poczucia własnej tożsamości.
Obelix natomiast zawsze był pewien swojego miejsca w wiosce: być silnym, użytecznym i chronić tych, na których mu zależy. Ale co, jeśli pewnego dnia także ta pewność się rozsypie? Co jeśli ma już do stracenia więcej niż sam sobie zdaje sprawę?
Trochę poważniejsze spojrzenie na uniwersum Asteriksa - z przygodą, romansem, wzruszeniem i humorem, który nadal pozostaje częścią galijskiego życia.
Poprzedni rozdział - https://www.opowi.pl/serce-wielkiego-gala-asterixobelix-a127814/
Rozdział 4 - Sosna nie lubi kamuflażu
Livia stanęła przed drzwiami do szwalni. Otworzyła jej nieco starsza pracownica, po czym gestem zaprosiła do środka.
Przez jakiś czas Livia przechadzała się, obserwując efekty pracy: sukna, peleryny, spodnie, narzuty… Wszystko prezentowało się pięknie, ale nieco inaczej niż to, co obserwowała w rzymskich kręgach. Wpatrywała się w gotowe elementy odzienia, analizując najdrobniejsze szczegóły, a w jej głowie zaczęły rodzić się pierwsze wizje udoskonaleń niektórych fasonów.
„Ech, to moje zboczenie zawodowe…” – pomyślała.
Wtem jakaś para rąk zasłoniła jej oczy.
– Zgadnij, kto to?! – usłyszała za uchem znajomy, wesoły głos.
– Nessa! – zawołała, zanim jeszcze zdążyła się odwrócić, by ujrzeć tę pogodną, pyzatą twarz, która momentalnie zaraziła ją blaskiem swej radości. Śmiejąc się, pozwoliła się uściskać.
– Nessa, ale mi zrobiłaś niespodziankę…
– Co tam? Przyszłyśmy sobie nasze wystawy pooglądać? – spytała, jak zawsze podekscytowana.
– Między innymi – odparła Livia. – Mam okazję porównać wasze wyroby z tymi, które znałam wcześniej. Naprawdę robią wrażenie.
– Prawda? My tu dokładamy wszelkich starań, by porządnie was wszystkich poubierać. A co? Galia musi dumnie świecić również swoim nietuzinkowym stylem. Zwłaszcza że… – Uniosła kokieteryjnie palec – dziś jesteśmy już jedyną wolną osadą w Galii. Prawda, że musi być pięknie?
Livia pokiwała głową, rozbawiona jej egzaltowanym tonem.
– Oczywiście. Zgadzam się z tobą, Nesso – odpowiedziała z uznaniem.
Nessa wzdrygnęła się, jakby przypomniała sobie nagle o czymś ważnym.
– Kochana, a co się wczoraj stało, że się nie pojawiłaś?
Livia zastanowiła się przez chwilę.
– Cóż… Nie byłam w najlepszym stanie… Trochę się potłukłam… na stromej ścieżce – odparła powoli.
– Coś ty! Uważaj lepiej na siebie! Pewnie nadmiar wrażeń robi swoje… – Złapała ją obiema dłońmi za ramiona. – Na bogów, ale chyba nic groźniejszego ci się nie stało? Na stromej drodze kiedyś moja mama złamała obojczyk.
Livia machnęła ręką.
– Tylko trochę siniaków. Nic poza tym. Mogę żyć normalnie…
– Patrz na te fajne spodnie – zwróciła nagle uwagę Nessa. – Z wełny, ale zupełnie gładkie! Wyjątkowo dobrze wyszły, prawda? Ta ruda cholera Camma, jak tylko dowiedziała się, że mają być dla Mauriksa, po raz pierwszy nic nie sknociła przy materiałach – Chwiejąc się ze śmiechu, oparła się na ramieniu Livii.
W tym momencie do warsztatu zawitała Edana, lekko spóźniona.
– O, witajcie, dziewczyny – rzuciła pośpiesznie.
– A kto znów zaspał? – zaczepiła ją Nessa łobuzersko.
– Chyba nie zapomniałaś, że często robię po godzinach? – odparła Edana, po czym zwróciła beznamiętnie spojrzenie w stronę Livii. – Co tam, Livia? Lekko się wahałaś, co? W końcu do nas dotarłaś. Może wytrzymasz dłużej niż tydzień.
– Oby tak – zachichotała nerwowo. – Zastanawiam się, czy mogłabym jakoś się wam przydać. Trochę już natrudziłam się szyciem w moim poprzednim środowisku. Nabywcy byli zazwyczaj zadowoleni.
– Tak, zadowoleni byli… Rozumiem – mruknęła Edana, która jeszcze bardziej spoważniała.
– Edana jest naszą najpracowitszą pszczółką! – powiedziała Nessa, która wyraźnie próbowała rozpogodzić Edanę. – Myślę, że nikt inny tak jak ona nie będzie w stanie wprowadzić cię do naszego świata i wszędzie oprowadzić. Uwierz, to profesjonalistka, jakich mało.
– No, no! Już tak się nie przymilaj, bo zaraz się zarumienię – odpowiedziała Edana z przekąsem. – To co, Livio? Możesz iść ze mną, jak masz ochotę – rzuciła beznamiętnie.
Livia przytaknęła, po czym podążyła za Edaną.
Ta oprowadziła ją po przechowalni na różne rodzaje płócien lnianych i wełnianych, w tym kilku farbowanych. Pokazała jej też skład na przybory szwalnicze, izbę, gdzie w paru korytach zabarwiano tkaniny urzetem, marzaną i rezedą… Było tego zbyt wiele, żeby Livia zapamiętała wszystko po jednym razie.
W pewnym momencie Edana oznajmiła Livii:
– Dziś zaczynamy pracę nad strojami dla wodza i jego żony na obchody święta wiosny – rzekła z powagą. – Trzeba będzie wykorzystać trochę więcej kolorów niż zwykle, a małe zdobienie haftami też by się przydało.
– Mogłabym również coś powyszywać. U Rzymian wykonywałam również inne ciekawe formy – oznajmiła Livia, choć zaczęła tego żałować, gdy poczuła na sobie ostry wzrok Edany.
– Livio, zapamiętaj jedną rzecz – Ton Edany stwardniał. – Galia ma własne tradycje – dodała chłodno, krzyżując ręce na piersi. – Jeśli przybyłaś tu nauczyć się czegokolwiek, to z chęcią ci pomogę.
Sposób, w jaki to powiedziała, sprawił, że entuzjazm Livii przygasł.
– Oczywiście. Będę ci bardzo wdzięczna… Wybacz, Edano, po prostu przywykłam robić pewne rzeczy… inaczej.
– To skup się mocno i ucz się – powiedziała Edana, starając się brzmieć spokojniej.
Powściągliwy chłód kobiety udzielał się dość nieprzyjemnie. Livia poczuła w sobie impuls, aby spróbować przełamać dystans.
– Na nic innego nie jestem teraz bardziej gotowa, Edano. I cieszę się, bo potrzebuję pomocy właśnie od kogoś takiego jak ty – konkretnego i zdecydowanego.
Edana znieruchomiała na moment, po czym odwróciła się do niej powoli. Jej twarz miała surowy, ironiczny wyraz.
– Te swoje gierki zachowaj lepiej dla Rzymian. Galowie nie są na nie tak podatni, jak ci się wydaje.
– Nie miałam na myśli nic złego – broniła się Livia.
– Oczywiście, że nie – ucięła Edana krótko i znów odwróciła się tyłem, prowadząc Livię między stanowiskami.
W pierwszym momencie Livia poczuła frustrującą bezsilność wobec tego pancerza nie do przebicia, ale postanowiła, że z pokorą przyjrzy się uważnie temu, co proponuje Edana. W końcu, mając zamiar zostać w osadzie na dłużej, musiała być użyteczna.
Mijały godziny. Livia obserwowała, jak kobiety wykonywały różne szablony strojów. Choć wydawały się praktyczne i solidne, nie mogła oprzeć się wrażeniu, że brakuje im pewnej finezji i innowacji.
W końcu nadszedł moment, na który czekała. Edana wskazała jej stanowisko, przy którym miała zabrać się za wykonywanie męskiej tuniki z brudnołososiowego materiału, który wydawał się być końcowym już odpadem. Początkowo Livia głowiła się nad tym, jak poradzić sobie z tą nową formą wykroju, na której miała się opierać.
„Nie… W ten sposób mi się nie uda. Za szybko… Nie wiem, jak to zrobić” – pomyślała.
Rozejrzała się w poszukiwaniu Edany, ale zastała ją mocno skupioną na haftowaniu. Była w to tak zaangażowana, że aż na jej skroniach odznaczały się żyły. Aż strach było jej przerwać… Livia wróciła cicho na swoje stanowisko.
W końcu podjęła decyzję, że uszyje tunikę tak, jak zawsze potrafiła to robić.
„Dlaczego miałoby to być takie złe…” – myślała. – „Edana trochę przesadza”.
Po około trzech godzinach Livia wykonała odzienie o opływowym kroju, który według jej doświadczenia zawsze nienagannie dopasowywał się do ciała.
W drodze powrotnej z warsztatu Livia rozmawiała z Nessą.
– Myślę, że możemy spróbować wprowadzić kilka nowych fasonów – mówiła z nadzieją na uzyskanie jej przychylności. – Można je wykonywać nawet szybciej, a będą wyglądać dostojniej, a przy tym pozostaną wygodne.
– A to ciekawe! – odpowiedziała Nessa pogodnie. – Myślę, że mogłabyś spróbować. Wszak nie dowiemy się, jeśli nie spróbujesz, prawda?
Livia poczuła ulgę.
– Dziękuję ci. Naprawdę staram się najlepiej, jak umiem.
W połowie drogi Livia i Nessa przystanęły na chwilę, obserwując rozległy, głęboko rozkopany teren.
– Nie wiem, czy wiesz – zaczęła Nessa – niedługo ma powstać tutaj kilka chatek. Z gliny! To ewenement w naszej wiosce. Od razu, jak mi powiedziałaś o swoim zamyśle krawieckim, zauważyłam, ile w najbliższym czasie może się jeszcze u nas zmienić. Mam tylko taką nadzieję, że to rzeczywiście postęp, który umili nam wszystkim życie – powiedziała zaskakująco analitycznym jak na nią tonem. Po chwili znów się ożywiła: – Te spodnie, co ci pokazywałam, pamiętasz? – spytała, patrząc na Livię, jakby miała wyjawić jakąś niezwykłą tajemnicę. – Maurix jutro je odbiera. Chyba go lubisz.
– Och…
***
Dla samego Asteriksa romantyczne relacje ograniczały się do przygodnych zauroczeń. Wiedział natomiast, że jego kompan ma nad wyraz czułe serce. Asterix widział już różne rzeczy: Rzymian, którzy uciekali szybciej, niż przyszli, Obeliksa zakochującego się szybciej, niż zdążył zauważyć, ale Livia… – to zapowiadało kłopoty innego rodzaju. Przypomniał sobie słowa Airy: „Pilnuj jej jak siostry”.
„A zatem, skoro Aira tak mówiła, to prawdopodobnie tak trzeba. Tylko dlaczego? Czy ktoś mógłby jej jeszcze tutaj zagrażać?” Wciąż miał przed oczami tę przerażoną, opuchniętą z wycieńczenia twarz. Teraz obserwował, jak znajdując tu spokój, powoli zaczyna bardziej przypominać jakąkolwiek siebie.
Jednakże zirytowała go jedna rzecz. Według niego Livia miała zwyczaj przypodobywać się za wszelką cenę, nawet wbrew swym ograniczeniom. A może to nawyk po prowadzeniu życia pod kamuflażem? Po wypadku widział dobrze, że jej ruchy były bardziej skrępowane i ostrożne, a jednak wczoraj u Panoramiksa sama garnęła się do wysiłku. Ten rodzaj irracjonalnego heroizmu bardzo Asteriksowi nie odpowiadał.
Wczesnym popołudniem zastał Obeliksa siedzącego zamyślonego na ganku. Wydawało się, jakby jego myśli błądziły gdzieś daleko. Podszedł do niego, kładąc mu rękę na ramieniu:
– Wszystko w porządku, przyjacielu?
Obelix spojrzał na niego beznamiętnym wzrokiem, po czym pochylił głowę.
– Asteriksie. Czy myślisz, że Livia naprawdę mogłaby mnie polubić, czy po prostu… stara się być miła? – spytał niepewnie.
– Obeliksie! Czy mam być z tobą szczery?
– Po to cię właśnie pytam – rzekł Obelix pewniejszym już głosem.
Asterix ożywił się.
– A więc, drogi przyjacielu, myślisz, że gdybyś był Livii obojętny, to tak chętnie przymykałaby oko na te wszystkie głupstwa, jakich dokonałeś w tak krótkim czasie? – zapytał przekornie, choć widząc zirytowany wzrok Obeliksa, natychmiast przybrał inny ton. – Tak, Obeliksie, myślę, że Livia cię bardzo polubiła.
– Naprawdę? – Głos mu zmiękł. – A po czym to widzisz?
– Przy tobie ma inny wzrok. Nie zauważyłeś, że kiedy jesteś obok, jakoś łatwiej zapomina się pilnować?
Obelix podrapał się nerwowo po policzku.
– To dobrze?
– W twoim wypadku bardzo. Wczoraj u Panoramiksa wszyscy widzieli to aż nazbyt dobitnie.
– Ale… jak to ktoś taki jak ja… kogoś takiego jak ona… a ona… mogłaby kogoś takiego jak ja…
– Uwierz. – wszedł mu w słowo Asterix – Masz wiele zalet znacznie bardziej pociągających niż upór i łakomstwo.
W tym samym czasie Livia, wracając do Airy, sporo rozmyślała o glinianych domkach, o których opowiadała jej Nessa.
„Jakbym mogła ułożyć sobie nowe, w pełni własne życie i nie uzależniać się od gościnności… To by było coś! Niech tylko dobrze pójdzie z warsztatem…”
Gdy dotarła na miejsce, zastała Airę siedzącą przy stole ze splecionymi dłońmi. Wyglądała, jakby długo na nią czekała. Spojrzała w jej stronę z łagodnym uśmiechem.
– Jestem z powrotem, Airo – oznajmiła pogodnie Livia, odwieszając swoją wełnianą pelerynę. – Czy może potrzeba ci czegoś?
– Strasznie zaschło mi w gardle – przyznała staruszka spokojnie. – Proszę, przynieś mi wody, jeśliś łaskawa… Ale nie dwa wiadra, na bogów! – zawołała ochrypłym głosem.
– Skończył się zapas – wyjaśniła Livia z niewinnym uśmiechem. – Teraz wystarczy na dłużej.
– To weź chociaż jedno, ale nie dwa! I narzuć na siebie pelerynę! Och, ty uparta dziewczyno… – westchnęła, gdy Livia zdecydowanym krokiem udała się już do okolicznej studni.
Po dotarciu do studni zanurzyła w wodzie pierwsze wiadro. Z trudem zaczęła wciągać je za sznur, kiedy zauważyła idącego w jej stronę Asteriksa.
– Asterix! – zawołała, a on przyśpieszył kroku. – Co cię sprowadza w te strony?
– Przygoda, Livio, przygoda! – odpowiedział pogodnie.
– Coś takiego! Czy zamierzasz mnie w coś wtajemniczyć?
– A, zamierzam, zamierzam… – powiedział z udawaną nonszalancją. – Podaj mi to – rzekł, przejmując od Livii wiadra, zanim w ogóle zdążyła coś powiedzieć. – Dla Airy? – spytał, zanurzając puste wiadro. Livia przytaknęła.
Asterix sprawnie wyciągnął kolejne wiadro ze studni, po czym chwycił cały ładunek.
Kiedy weszli razem przez drzwi, Asterix powitał Airę, która poleciła Livii napełnić trzy kubki. Następnie zaprosiła na poczęstunek z paleniska.
– Zjem niedużo – zadeklarował Asterix. – Wiecie, ile pieczeni Obelix potrafi przyrządzić za jednym zamachem? Nigdy nie opędzę się od niej, choć miło spróbować czasem czegoś dla odmiany.
– Ach, pamiętam dobrze tamtą biesiadę – Livia zaśmiała się łagodnie, po czym przybrała nieco poważniejszy ton. – Asteriksie, a dlaczego znów zastaję cię bez Obeliksa? Mam nadzieję, że przestał już się zadręczać?
– Naturalnie, ale znów dopadają go jakieś rozterki. Dlatego właśnie tu przybywam – odparł, obserwując Livię, jakby oczekiwał szybkiego domysłu z jej strony.
– Przepraszam, Asteriksie, ale nie za bardzo rozumiem – stwierdziła, kręcąc głową.
Asterix westchnął i spojrzała na Airę, która z kolei wydawała się rozumieć.
– No, dobrze. Myślę, że możemy poruszyć ten temat przy pani gospodyni – oświadczył, patrząc na Airę z aprobatą. – Więc, Livio, nie zdajesz sobie sprawy z tego, a może już zdajesz… – zaczął Asterix, poruszając lekko wąsami w połowie zdania. – Obelix był nie tak dawno zakochany.
– Zakochany? Ale w kim? – Livia starała się zadać to pytanie spokojnie, jednak Asterix swym wprawionym zmysłem wyczuł w jej głosie coś, co raczej wolała, aby pozostało niesłyszalne.
„A więc mam ją na wędce” – pomyślał i cicho zachichotał.
– W żonie Tragikomiksa. Witałaś się z tą sympatyczną parą na biesiadzie. To było po tańcach, pamiętasz? Ta ładna kobietka oczekująca dziecka.
– Aha, faktycznie… To ta Falbala… – Na twarzy Livii pojawiło się zmieszanie. – Więc no… To chyba teraz już nie ma znaczenia, prawda?
– Otóż ma! – odparł stanowczo. – Obelix poznał Falbalę, nie wiedząc, że jest już zaręczona. Tylko na Belenosa, nic o tym nie wiedziałem! Widziałem tylko, jak on traci dla niej głowę. Naturalnie dodawałem mu otuchy, zachęcałem i… skończyło się to rozczarowaniem. Stryj Falbali… poznałaś go, to nasz wódz – drwił potem z Obeliksa. To było upokarzające.
Livia przez chwilę odczuwała złość do Asparanoiksa.
– A więc, Livio – ciągnął dalej Asterix – Obelix nie uwierzy już tak łatwo w siebie.
– Nie miałam pojęcia… – odparła Livia, jakby zawieszona, smutno spoglądając w środek stołu.
Asterix położył jej rękę na ramieniu.
– Ale teraz już wiesz. I tobie pozostawiam decyzję, co z tym zrobisz.
– Ale że co? – Livia wydawała się skonfundowana. – To ma coś wspólnego ze mną?
– Livio – zaczęła spokojnie Aira. – Teraz być może się bronisz, ale czasem nie trzeba od razu wszystkiego rozumieć, żeby coś było… widoczne.
Livia odstawiła kufel z wodą czując, jak narasta w niej rozdrażnienie.
– Dlaczego porozumiewacie się ze mną jakimiś dziwnymi aluzjami? – odchyliła się gwałtownie, marszcząc brwi.
Asterix wzdrygnął się.
– Ależ Livio, nikt tu przecież nie…
– Przestań… – Livia uniosła dłoń. – Nie wiem, czego ode mnie chcesz, ale mam wrażenie, że specjalnie chcesz coś ugrać. – Zaraz potem zwróciła się do Airy. – Co chcesz mi dokładnie zasugerować? Mów jasno!
To nie była zwykła złość. W oczach Livii znów pojawiło się coś w rodzaju paniki i zagubienia.
Aira zastygła. Kąciki jej ust opadły, ale nadal zachowywała spokój.
– Livio, nie mogę mówić ci wprost o czymś, co musisz sama uporządkować.
– Airo… – Livia z niedowierzaniem odsunęła się i już zaczęła unosić się z miejsca.
– Posłuchaj. Jedyne czego potrzebujesz, to zaufania do siebie samej. – Aira spojrzała na nią z troską. – Tylko daj sobie czas. Przecież ani Asterix, ani ja nie chcemy cię skrzywdzić.
Livia jednak odeszła kilka kroków dalej, odwracając się do nich bokiem. Przez dłuższy czas nic nie mówiła.
– No dobrze, już dobrze. – Machnął w końcu ręką Asterix. – Powiedzmy, że źle to sformułowałem. Chciałem tylko coś zaproponować dla odmiany, żebyś nie pochłonęła się wyłącznie warsztatem.
– Wolę jednak zająć się tym, co umiem. – Livia zacisnęła usta. – Grania i aluzji mam już dość.
Asterix spostrzegł, że zaszkliły jej się oczy.
– A więc obiecuję, że już nie będę do tego wracał. Powiem wprost. Warsztat może poczekać. Pani Długowieczniksowa mówiła, że powinnaś dać sobie trochę czasu, żeby spokojnie nauczyć się galijskiego stylu.
Livia odwróciła się do niego, szeroko otwierając oczy.
– A więc powiedz jej, że wypraszam sobie podobne uwagi. Nie jestem dyletantką. Uczę się szyć od dziecka. Jeśli według was tu nie pasuję, jutro mogę ruszyć dalej w drogę.
– Na bogów, Livia, nikt tak przecież nie powiedział – odezwała się Aira.
– Nie chcę być dla nikogo utrapieniem…
Po latach przyjaźni z Obeliksem Asterix znał już podobny mechanizm urażonej dumy aż za dobrze.
– No, no, nie tak łatwo mnie przekonasz, że faktycznie jesteś taką skromną rzemieślniczką.
– Jestem.
– Sprytna jesteś, co? – Uśmiechnął się łobuzersko, biorąc ze stołu gałązkę sosny i podszedł bliżej. – Skromna rzemieślniczka, która przypadkiem szpiegowała przeciw Imperium, co? – Połaskotał ją gałązką lekko po ramieniu.
Livia drgnęła z lekkim grymasem na twarzy.
– …uwalniała jeńców i uciekła przed całym garnizonem?
– Nie całym… – Igliwie dostało jej się do ust. – Tfu!
– „Tfu?” Myślisz, że dam się tak łatwo przekonać, że jedyną rzeczą, jaką od ciebie oczekuję jest siedzenie przy krośnie? – Asterix uśmiechnął się szerzej i potrząsnął gałązką, która już ocierała się niemal o twarz Livii.
Livia zacisnęła powieki, próbując na oślep odsunąć gałązkę sprzed nosa, po czym podrapała się po policzku.
– Przestań, to mnie swędzi!
Asterix cofnął na chwilę rękę.
– Ale sprowokowałaś mnie. Nie odpuszczam tak łatwo komuś, kto próbuje mnie zmylić.
Uniósł raz jeszcze gałązkę. Livia cofnęła się odruchowo.
– Wcale nie próbuję…
– Próbujesz.
– Nie drażnij się ze mną…
– Kto tu się drażni? – Znów podłożył jej gałązkę, tym razem prosto pod nos.
Livia uniosła nozdrza i powoli otworzyła usta.
– A-psik? – spytał Asterix niewinnie.
– A-psik!!! – kichnęła gwałtownie.
Przez chwilę patrzyli na siebie. Asterix trząsł się od chichotu, a Livia już nie umiała zachować powagi. Kącik jej ust mimowolnie uniósł się. W końcu wyrwała mu gałązkę.
– Osz ty, chytrusie! – Zamachnęła się gałązką w stronę jego twarzy, ale Asterix zrobił unik.
Livia spróbowała od drugiej strony. Asterix odskoczył kilka kroków, a Livia doskoczyła do niego. Po chwili gonili się już po całej izbie.
Aira obserwowała ich z rozbawieniem i jednocześnie z rozczuleniem.
W końcu Asterix, który został zapędzony w kąt, chwycił Livię za ręce, próbując się osłonić.
– Dobrze, już dobrze! Miej litość. Powiem wszystko bez ogródek.
– Naprawdę? – Livia uśmiechnęła się spod zmrużonych powiek. – Więc czego ode mnie oczekujesz?
– Że pójdziesz z nami po tarninę i lepiej poznasz okolice no i… nas.
– Tylko tyle?
– Może aż tyle. – Mrugnął do niej okiem.
Po chwili puścili się. Livia spojrzała na Asteriksa, już zdecydowanie bardziej pogodnie, ale nagle przybrała wyraz niepokoju.
– Asterix, tylko Rzymianie…
– Spokojnie, Livio – Poklepał ją lekko po ramieniu. – Coś mi mówi, że z nami będzie nawet bezpieczniej niż wtedy, gdybyś została tutaj.
Livia spojrzała niepewnie na Airę, która zdawała się zgadzać z Asteriksem. Kiedy staruszka przytaknęła, Livia dała się przekonać.
– A więc kiedy?
– Jutro z samego rana – Asterix uśmiechnął się pod wąsem. – I radzę się nie spóźnić. Obelix potrafi być niecierpliwy…
– Ach, ale przecież… – Przypomniała sobie, że jest oczekiwana jutro w warsztacie. W dodatku Nessa zapowiedziała, że zawita u nich Maurix. Po ostatniej rozmowie z nim czuła większy spokój. Uświadomiła sobie, że mają coś wspólnego – oboje zbiegli przed wrogim Imperium, choć każdy w inny sposób… Czemu w ogóle o nim rozmyśla? Czy to dlatego, że podświadomie broni się przed własnym uczuciem, którego nie do końca rozumie? Czemu nie pozwoli sobie sprawdzić, co z tego wyniknie? Czego się właściwie boi? Nie, tak być już nie może.
– Asteriksie, będę jutro gotowa z samego rana – oświadczyła. – Tylko żadnych sztuczek.
– Od razu mówię, że nie obiecuję.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania