Splątane szczęście - Rozdział 1.2

Olga:

W trakcie drogi do mieszkania nastała między nami dość krępująca cisza. Głowę co chwilę zalewały obrazy wydarzeń sprzed kilkunastu minut. Tak niewiele brakowało, aby tamci mężczyźni posiedli moje ciało. W uszach odbijały mi się niczym echo ich słowa, że będą delikatni jeśli nie stawie im oporu. Nawet jeśli ból fizyczny nie byłby zbyt mocny, rana na psychice zostałaby bardzo głęboka i nic nie mogłoby jej zagoić. Pewnie już do końca życia bałabym się każdego bliższego kontaktu z mężczyzną.

Jeszcze raz spojrzałam na Piotrka, a moim ciałem wstrząsnął kolejny dreszcz. Przecież gdyby spóźnił się zaledwie kilka sekund, mógłby już mnie nie uratować. A wtedy… Pokręciłam energicznie głową, czując zbierające się pod powiekami łzy. Były one mieszanką ulgi oraz strachu, bo nadal nie czułam się w pełni bezpieczna, mimo że tamci mężczyźni uciekli.

Drżącą dłonią wstukałam pięciocyfrowy kod otwierający bramę, po czym przepuściłam chłopaka przodem. Ten jednak stanął w miejscu, wskazując, że mam iść pierwsza.

– Nie. Ty idź pierwszy, bo ja pójdę trochę wolniej – zarządziłam.

– Ale damy mają pierwszeństwo, a ja chcę być dżentelmenem.

Wydałam przeciągły jęk, po czym weszłam do środka. Odpuściłam tylko dlatego, że nie miałam siły na kolejną kłótnię.

Zaraz jak weszliśmy, poprowadziłam Piotrka do salonu. Mieszkanie nie było jakichś pokaźnych rozmiarów, jednak mnie i Magdzie w zupełności wystarczało. Dwie sypialnie, łazienka oraz salon połączony z aneksem kuchennym. Całym wystrojem zajęła się Magda, która pasjonuje się architekturą wnętrz. Dziewczyna jest kiepskim rysownikiem, dlatego odrzuciła studia architektoniczne, ale teraz chciała pisać dla jakiegoś magazynu zajmującego się tematyką wystroju wnętrz. Do dzisiaj pamiętam, jej krytyczny wzrok, kiedy po raz pierwszy zobaczyłyśmy to mieszkanie. Żadne z oglądanych wcześniej nie było w jej ocenie idealne, ale to chociaż zasługiwało na mocne trzy i w rezultacie wygrało.

Powoli usiadłam na kanapie obok chłopaka, po czym podwinęłam nogawkę spodni. Piotrek obejrzał dokładnie kolano. Naciskał w niektórych miejscach, kazał nim delikatnie poruszać. Sprawiał wrażenie kogoś, kto się na tym doskonale zna. Kilka razy zadrżałam w reakcji na jego dotyk. Nie był mocny, prawie niewyczuwalny, ale i tak przywoływał wspomnienia sprzed kilkunastu minut.

– Na moje oko to tylko stłuczenie – zakomunikował krótko.

W ramach odpowiedzi skinęłam jedynie głową, a obrazy zalewające umysł stały się wyraźniejsze. Ciemność, czyjeś kroki, dłonie błądzące po moim ciele. Zacisnęłam oczy, mając nadzieję, że zaraz wszystko wróci do normy. Niestety siła doznań zamiast słabnąć przybierała na sile. Po chwili poczułam ramię Piotrka obejmujące mnie w tali. Mimowolnie wzdrygnęłam się przy tym ruchu, a chłopak od razu zabrał dłoń.

– Przepraszam – wyszeptał, spuszczając głowę. – Pójdę już. Powinnaś odpocząć po takim natłoku wrażeń. – wstał z kanapy, po czym skierował się do wyjścia.

– Poczekaj! – zawołałam za nim.

Piotrek odwrócił się z dezorientowaniem wymalowanym na twarzy.

– Tak?

– Pewnie przemarzłeś idąc tylko w tej koszulce. Może napijesz się herbaty. Chociaż tak mogę ci się odwdzięczyć.

Owszem chciałam mu jakoś podziękować za pomoc, ale za tą propozycją kryła się jeszcze jedna pobudka. Po prostu bałam się zostać sama i nawet świadomość, że tamci mężczyźni nie odebrali mi najcenniejszej rzeczy nie była w stanie mnie uspokoić.

Chłopak posłał mi delikatny uśmiech, po czym wrócił na wcześniejsze miejsce.

– Chętnie, chociaż mam zahartowane ciało do takich mrozów.

Przez następne pół godziny wymieniliśmy ze sobą zaledwie kilka zdań. Przez większą ilość czasu milczeliśmy, chociaż owa cisza nie była krępująca.

Następnego dnia obudziłam się lekko ścierpnięta. Dopiero po chwili zorientowałam się, że zasnęłam w salonie na średnio wygodnej kanapie. Zsunęłam nogi w dół, po czym rękoma przetarłam twarz. Siedziałam w takiej pozycji przez kilka minut, odtwarzając w myślach wczorajsze wydarzenia, włącznie z chłodnym pożegnaniem Piotrka: „Przyłóż lód do kolana, żeby nie spuchło. Jak będzie bardzo boleć, jedź do szpitala i zrób prześwietlenie.”, po czym udałam się do łazienki wykonać poranną toaletę.

 

***

Piotrek:

Ten dzień nie należał do najszczęśliwszych. Z samego rana zjawił się Kacper. Pewnie po raz kolejny chciał mnie dobić lukrowaną opowieścią o wielkiej miłości jego i Laury. Dziewczyna była miła, skromna, nawet pasowała do Urbania, ale słuchanie o niej na okrągło stawało się cholernie męczące. Dzisiaj jednak zapowiadało się na zupełnie inną rozmowę, ponieważ przyjaciel zobaczył opuchniętą wargę przy prawym moich kąciku ust.

– Kurde stary, z kim się wczoraj boksowałeś? – zagadnął, wślizgując się do środka.

Jak zwykle wszedł bez pozwolenia, obawiając się, że zamknę mu drzwi przed nosem. Rzeczywiście miałem ochotę to zrobić, odizolować się od wszystkich i wszystkiego. Kacper jednak był bardzo nieustępliwy i nigdy nie odpuszczał, dopóki nie wychodziło na jego. Zarówno w życiu, jak i na boisku wyznawał zasadę: walcz do końca, abyś mimo porażki miał świadomość, że zrobiłeś wszystko co mogłeś.

– Z nikim się nie boksowałem – zaprzeczyłem od razu, chcąc uciąć niewygodny temat.

Już nie wiedziałem, co było gorsze, rozmawianie o Laurze, czy o moim wyglądzie?

– To skąd ten siniak?

– Jezu! Kacper, przyszedłeś tylko po to, żeby przeprowadzić jakieś śledztwo?! – warknąłem zirytowany, odwracając się na pięcie.

Nawet nie spojrzałem, czy przyjaciel idzie za mną. Doskonale wiedziałem, że to zrobi, że tak łatwo się nie podda.

– Nie zbyjesz mnie jakąś tam gadką. Widzę, że coś się stało. Siadaj i mów, o co chodzi.

– Nic.

– Do cholery, Piter, nie traktuj mnie jak dziecko! – krzyknął.

Szkoda, że sobie jeszcze nie tupnął nóżką.

Po jego reakcji widziałem, że ledwie nad sobą panuje, dlatego nie miałem innego wyjścia niż wyjawić chociaż części prawdy.

– Uratowałem wczoraj pewną dziewczynę przy przejeździe kolejowym. Wracała z uczelni i zaatakowało ją jakichś dwóch mężczyzn.

– O matko, stary, ale chyba zjawiłeś się zanim no wiesz?

– Tak, chociaż gdybym się spóźnił kilka sekund, mógłbym już jej nie pomóc – odparłem.

Na twarzy Kacpra pojawiła się ulga, którą po chwili zastąpił przebiegły uśmieszek. W oczach zaś pojawiły się ogniki ekscytacji. Jęknąłem przeciągle, widząc tę reakcję.

– Ładna była? Spodobała ci się? – zapytał.

– Nie wiem – odparłem wymijająco.

– Jak to nie wiesz? Ty to jednak jesteś debil.

– Ej, wypraszam sobie! – obruszyłem się.

– Kiedy to szczera prawda. Poza tym widząc twoje wkurzenie wnioskuję, że była ładna i cię zauroczyła.

– Wcale, że nie.

Mój sprzeciw nie zabrzmiał tak stanowczo, jakbym chciał. Odniosłem wrażenie, że usiłowałem wmówić to nie tylko przyjacielowi, ale również sobie.

– Naprawdę sądzisz, że można się kimś zauroczyć po kilku minutach? – zapytałem nonszalancko, chcąc odeprzeć jego atak.

– Tak. Ja straciłem głowę dla Laury już po kilku sekundach, chociaż podobnie jak ty wypierałem to z siebie. Piotrek, są w życiu rzeczy, na które nie potrzeba zbyt wiele czasu. Dzieją się szybko, niespodziewanie, ale później okazują się być tym co najlepsze mogło nas spotkać.

Zbyłem wywód przyjaciela milczeniem, bo nie wiedziałem co miałbym powiedzieć. Na pewno nie potrafiłbym po raz kolejny zaprzeczyć. Chociaż niektórzy uważali mnie za dobrego kłamcę, wcale nim nie byłem. Zawsze zdradzały mnie jakieś drobne gesty. A fakt, że z Kacprem znałem się od małego nigdy nie ułatwiał mi ściemniania.

Miałem nadzieję, że brak reakcji ostudzi zapał przyjaciela. Niestety chwilę później chłopak znowu popadł w jakąś dziwną ekscytację, która ani trochę mi się nie spodobała.

– Dobra, nie ważne czy była ładna. Ale dała ci chociaż buziaka w ramach podziękowań?

Dla Urbania to był powód do żartów i śmiechów, a ja nie wiedziałem co mam o tym wszystkim myśleć. To, co wczoraj poczułem było tak nagłe i niespodziewane, że napawało mnie strachem oraz dezorientacją. Chociaż z drugiej strony powinienem się cieszyć. Wszystko wskazywało na to, że naturalne męskie odruchy nie ulotniły się wraz z odejściem Kai.

– To nie była żadna bajka o księżniczce i rycerzu na białym koniu. Pomogłem jej i tyle.

– No, ale chociaż zostawiłeś swój numer?

Zamiast odpowiedzi wydałem przeciągły jęk. Jakim cudem nadal z nim wytrzymywałem, to ja nie wiem. Niekiedy był lepszy od ludzi pracujących w FBI.

– Nie – odpowiedziałem krótko.

W duchu liczyłem, że Kacper w końcu odpuści, jednak tak się nie stało.

– Ja pierdolę, teraz to już mam kompletną załamkę, stary. Jak mogłeś przepuścić taką laskę. Podryw na wybawiciela jest jednym z najskuteczniejszych.

– Dosyć! Nie poznałeś tej dziewczyny, więc nie wiesz, jaka jest! – W końcu nie wytrzymałem i ostro mu się wciąłem.

To, że się przyjaźniliśmy, nie dawało mu prawa do ingerowania w moje życie prywatne.

– Nie chcę o tym gadać. Odpuść. Lepiej powiedz po co przyszedłeś.

– Trener wymyślił nam karę.

– Co? Myślałem, że tylko żartował– odpowiedziałem zdziwiony.

– Ja też.

– No to, co to za kara?

– W czwartek za dwa tygodnie mamy się gdzieś zjawić.

– Gdzieś, to znaczy gdzie? – dopytałem.

Kacper wyjął z kieszeni spodni małą karteczkę, po czym ją podał. Przyjrzałem się zapisanemu adresowi, ale nie potrafiłem zlokalizować owego miejsca.

– Wiesz, co tam się znajduje?

Miałem nadzieję, że to rozjaśni nam trochę obraz. Może to jakaś szkoła albo klub sportowy. Kacper wstukał w wyszukiwarkę podany adres, a naszym oczom ukazały się fotografie hotelu Sheraton.

– Po co mamy się zjawić w hotelu?

Zamiast wyjaśnienia, w głowie zrodziło się jeszcze więcej pytań.

– Nie wiem. A i mamy nie zakładać niczego zielonego ani bardzo świecącego.

– Dlaczego?

Czułem się coraz bardziej przygnieciony mnożącymi się pytaniami.

– Już mi się nie podoba ten pomysł. To wszystko twoja wina, bo ty masz zawsze takie głupie pomysły. Czasami jesteś gorszy niż Evan i Paweł!

– Wypraszam sobie! Ich akcji nikt i nic nie pobije.

– Czyżby? – Popatrzyłem na przyjaciela z politowaniem. – Masz na myśli akcję z posoloną owsianką, czy z różowymi rękawicami dla Mateo?

– Obie i oni jakoś nie dostali żadnej kary. – Obruszył się Kacper.

– Widocznie mieli świetną linię obrony. – Odbiłem piłeczkę.

– To ty też mogłeś się bardziej postarać. W końcu jesteś nominalnym obrońcą.

– Ale ten głupi pomysł był twój.

– Okej, może i był głupi, ale chciałem dobrze. Skąd miałem wiedzieć, że trener jest uczulony na olejek melisowy. Ostatnio chodził taki nerwowy, to pomyślałem sobie...

– Właśnie pomyślałeś, więc lepiej już nie myśl.

Kacper udał obrażonego, ale już po chwili wybuchnął głośnym śmiechem.

***

Olga:

Wtorek zaczął się fatalnie, a później było już tylko gorzej. Najpierw wraz z Magdą zaspałam, a następnie spóźniłam się na bardzo ważny wykład. Z tego przedmiotu nie mieliśmy ćwiczeń, dlatego obecność na wykładach była obowiązkowa. Profesor nie zawsze sprawdzał frekwencję. Jedynie od czasu do czasu puszczał tak zwaną listę obecności, ale jak wielokrotnie powtarzał, miał idealną pamięć do twarzy. Na dodatek mężczyzna nie respektował studenckiego kwadransa. Dokładnie pięć minut po ósmej zamykał salę na klucz.

Jakby tego było mało, na ćwiczeniach z ekonomii miałam krótką wejściówkę. Oczywiście oddałam pustą kartkę, ponieważ nic się nie uczyłam. A kiedy wróciłam do domu, nastąpiło apogeum.

– Magda, co to ma być?! – wrzasnęłam, rzucając kopertę na stół.

– Uspokój się...

– Jak mam się uspokoić, kiedy zrobiłaś coś takiego za moimi plecami! Kto ci na to pozwolił?! No kto?! – Naskoczyłam na przyjaciółkę.

– Znam cię i wiedziałam, że sama byś się nie zgłosiła – zaczęła się tłumaczyć. – Poza tym, przecież właśnie to chciałaś robić. Po to poszłaś na dziennikarstwo.

Jęknęłam, po części się zgadzając. Mimo wszystko nadal nie podobał mi się sposób w jaki to załatwiła. Mogła powiedzieć o tym wcześniej, zaraz po wysłaniu zgłoszenia. Owszem pewnie też bym się wkurzyła, ale na pewno nie byłabym tak rozjuszona, jak w tej chwili.

– Pójdziesz tam? – zapytała, spoglądając niepewnie.

– Pójdę – odparłam bez przekonania i odrobiny entuzjazmu.

Na razie nie potrafiłam się cieszyć z otrzymanej szansy. Strach oraz złość zbyt mocno mnie sparaliżowały.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (3)

  • Bajkopisarz rok temu
    „mieszkania powstała między”
    Nastała
    „tamci mężczyźni posiedli moje ciało. W uszach odbijały mi się niczym echo ich słowa, że będą delikatni jeśli nie stawie im”
    Tamci-moje-mi-ich-im = zaimkoza
    stawię
    „Nie był on mocny,”
    On – zbędne
    „przerażenie widoczne w moich oczach”
    Tu bym się zastanowił nad tym zdaniem – przed chwila piszesz o zaciśniętych oczach, więc powstaje pytanie jak on dostrzegł przerażenie pod zamkniętymi powiekami. Albo rozbuduj, albo zrezygnuj z tego.
    „moim życiu. Z samego rana zjawił się u mnie Kacper. Pewnie po raz kolejny chciał mnie dobić lukrowaną opowieścią o wielkiej miłości jego”
    Moim-mnie-mnie-jego – 3 z 4 zaimków można usunąć
    „W jego oczach zaś”
    Jego – zbędne
    „brak reakcji z mojej strony ostudzi”
    Z mojej strony zbędne
    „ulotniły się ze mnie wraz”
    Ze mnie zbędne
    „zostawiłeś jej swój numer?”
    Jej – zbędne
    „Wydałem przeciągły jęk w odpowiedzi na jego pytanie.”
    Zamiast odpowiedzi, wydałem przeciągły jęk – i już nie ma zaimka
    „żartował z tą karą”
    Z tą karą – zbędne
    „po czym mi ją podał.”
    Nic się nie stanie jak zostawisz podanie w domyśle, a unikasz zaimka
    „Zamiast otrzymania jakiegoś wyjaśnienia,”
    Otrzymania jakiegoś -zbędne
    „A i mamy nie ubierać niczego”
    Zakładać (ubiera się kogoś/coś np. choinkę)
    „mi się nie podoba ten pomysł. To wszystko twoja wina, bo ty masz zawsze takie”
    4 zaimki, 2 byłby zupełnie wystarczające
    „rzucając kopertę na stół.”
    A skąd nagle koperta i czemu jest godna wspomnienia?
    „nią zgadzając. Mimo wszystko nadal nie podobał mi się sposób w jaki to załatwiła. Mogła mi powiedzieć o tym”
    Nią-mi-to-mi-tym = zaimkoza

    Raz jeszcze zachęcam, aby przed wrzuceniem kolejnej części usunąć połowę zaimków, lub tak przerobić zdania by nie były potrzebne. Inaczej będzie coraz trudniej to czytać. Zaimkami nie da się zbudować ciekawej narracji.
  • Lechitka_95 rok temu
    Już wyrzuciłam połowę zaimków, ale w następnej części zrobię to jeszcze dokładniej. Dziękuję za komentarz.
  • Bajkopisarz rok temu
    Lechitka_95 - ok, zobaczę jak Ci poszło w kolejnej części, bo treściowo to jest zupełnie nieźle.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania