Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Stare Wary czyli Pizdne Boje - epizod czwarty

Szli zatem nasi wędrowcy, poszukiwacze sracza, tego kosmicznego pawlacza co skrywał moc. Szli w kierunku na Wschód, jako się rzekło w poprzednim epiwzwodzie. Szli i co raz to bardziej zaciągali ze swojska, jako ten malczik z Woskriesennej Oblasti, czy innej kwartiry. Nawet Prezes Jodyn, miast fioletu, przybrał na twarz uroczy rumień, ten krasnyj naciek niczym Krasnaja Zwiezda. Popijali wodku i bimbru (Jodyn oczywiście pociągał jodynę) i coraz to lekcej im się bieżało, a języki co raz to swawolniej obracały ozorem. Oby-Watel zalecał się do Pierniczki, śliniąc przy tym brodę obleśnie; Cham Solon podjadał Cwibaka, nie zważając na rodzynki w cieście, tylko szamał namiętnie, pocąc się przy tym obwicie. Anakij ze Zbukiem uprawiali sodomię na gór szczycie i już wstępnie obmyślali, co koń im wyskoczy.

Jednym słowem sodomia z gomorią, ruja i poróbstwo. Tylko jeden arab należyty, Cokół Hitlerium, spokojnie podążając za zboczoną gromadką, podjadał listki melisy i miał wszystko w swoim cokole.

Sielanka jednak nie trwała długo, bo oto naraz wyskoczyło trzech oczajduszów i pięciu zerwikapturów. Wyskoczyli chyłkiem, borem i lasem; jedni z gołym tyłkiem, inni ze świecącym lampasem. Cham natychmiast wyciągnął złotego Cypisa z rozporka, licząc na to, że wraży oktet struchleje na takie dictum. Co prawda nie struchlał, ale zaniemówił i zaniemógł, widząc tak groźne instrumentarium wychynięte z krocza.

Zboczeńcy nasi, wykorzystując ten erotyczny moment, schowali się ciupasem do nieustraszonego, a tak naprawdę naćpanego melisą, Cokoła Hitlerium i wypiwszy srogie miksterium, pognali co koń wyskoczy przez góry i zbocza. Cham z nadgryzionym Cwibakiem odpalili race z procy nadświetlnej i tak ich wszystkich wywiało, że nawet okiem sokolim nie zmierzysz. Mały rycerz, Fioletowo-Krasnyj Jodyn, tylko wąsa zakręcił i krzyknął bojowo: "No to Baśka, wiśta wio!" i pogalopował gibkim susem. Pierdniczka wlazła pod stół i nakryła się obrusem. Oby-Watel nie był z tego zadowolony - ale co miał zrobić? - był przez Gleję zniewolony. Cypis wynikły z krocza, rozprostowywał skrzypiący kościec i w porywie nostalgii, sprokurował sobie piszczącego towarzysza niedoli, Artura z Dewolaju, zwanego Srogim Dewotem. Tylko Anakija ze Zbukiem nigdzie nie było ani słychać, ani widać...

Średnia ocena: 4.5  Głosów: 8

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (13)

  • NataliaO 11.02.2017

    To opowiadanie jest mega :) fajne, lekkie i przyjemne. Miło

  • NataliaO 11.02.2017

    Miło to widzieć tak szybko ;)

  • Nuncjusz 11.02.2017

    co tydzien bede sie starał o nowy epizodzik bo tylko w weekendy mam odrobine czsu na swawole ;) dzieki

  • Karawan 11.02.2017

    Bajkami Imci Lema zalatywa to Waści pisanie, ale genderem cuchnie na milę. Że też Waść kary prawomyślnych się nie boisz?. Za odwagę 5!

  • Nuncjusz 11.02.2017

    słusznie Ci zalatuje, mosci Karawanie, bom fan Lema okrutny, lecz zważ Waść że i Sienkiewiczem nieco zacapiłem w jednym momencie. Co do odwagi, to w sumie nie wiem czego miałbym się bać. Jedynek? Hejtów wrażych? EEE tam :) Dzieki Miłościw Mopanku

  • Bartolomeo 11.02.2017

    Mega, bez problemu wzbudza przysłowiowego banana na twarzy ;) Za inwencję twórczą i styl 5.

  • Nuncjusz 11.02.2017

    o dzięki ;) to dość kontrowersyjny styl

  • Pan Buczybór 11.02.2017

    Ta seria jest jak zdegenerowane dziecko twoje i Okropnego. I jeszcze z krwią KawaMelisaPapierosy (czy jakoś tak). Mega. 5

  • Nuncjusz 12.02.2017

    najpiękniejszy i najbliższy prawdy objawionej komentarz!

  • fanthomas 12.02.2017

    Już za sam tytuł dałbym 5.

  • Nuncjusz 12.02.2017

    dzięki ;) już sie zabieram za złodzieja waz

  • Ritha 12.02.2017

    Ahahaha... co by tu jeszcze napisać. Hm, może - AHAHAHA. 5.

  • Nuncjusz 12.02.2017

    hihihihi ;)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania