Szkoła tańca cz 3
Rano o ósmej wstałem i zrobiłem kilka skłonów, po czym ubrałem dres i udałem się do kuchni, gdzie przygotowywałem sobie śniadanie. W pewnym momencie usłyszałem dzwonek do drzwi.
„A kogo to niesie o tak wcześniej godzinie.” .
Ociągając się, wstałem z krzesła i podszedłem do drzwi. Spojrzałem przez judasza, a tam stała moja dziewczyna w towarzystwie Maurycego i mojej siostry Betti. Z miejsca im otworzyłem, a oni weszli do środka. Zamknąłem za nimi drzwi.
— Cześć, kochanie.
— Cześć, mam nadzieję, że byłeś grzeczny?
— Tak.
— To się cieszę. Idąc do ciebie, spotkałam twoją siostrę oraz przyjaciela. Masz bardzo fajną siostrę.
— Dziękuję.
Betti z Maurycym przeszli do salonu, zostawiając mnie z Irminą.
— Czy powiedziałeś już swoim kursantom o konkursie?
— Jeszcze nie.
— To na co czekasz?
— Spokojnie, jeszcze zdążę to zrobić. Mamy tydzień czasu.
— Ty chyba sobie w tej chwili żartujesz ze mnie?
— Nie.
— Tomasz! Masz w tej chwili iść na dół i otworzyć szkołę!
— Ale, kochanie, zajęcia zaczynam dopiero o dziesiątej.
— Bez dyskusji.
Kobieta dała ukochanemu całusa i wypchnęła go za drzwi. Irmina przeszła do nowocześnie urządzonej kuchni, wyposażonej w kuchenkę indukcyjną, zmywarkę, ekspres do kawy i lodówkę Bosch. Wyjęła trzy piwa i udała się do salonu. Betti z Maurycym omawiali szczegóły konkursu.
Irmina usiadła przy stole i otwieraczem otworzyła butelki, popijając piwo. Przysłuchiwała się Betti wykładom. W pewnym momencie zwróciła się do Leśniewskiego tymi słowami:
— Ty, Maurycy, będziesz odpowiedzialny za z organizowanie tego konkursu.
— Tak, jest szefowo.
Mężczyzna wyciągnął z kieszeni telefon, po czym wstał z krzesła i wyszedł z pokoju
— A ja co mam robić? — zapytała Irmina.
— Ty, moja droga, zajmiesz się ulotkami.
— Okej, tak się składa, że mój ojciec prowadzi własną drukarnię, która nazywa się Poligraf.
— To na co czekasz? Dzwoń tam.
Dziewczyna złapała swój smartfon i w kontaktach wyszukała numer ojca, po czym nacisnęła ikonkę słuchawki.
— Halo? Kto mówi?
— Cześć, tatku, to ja Irmina.
— Cześć, córeczko. Co u ciebie słychać? Bo dawno się nie odzywałaś do swojego staruszka.
Betti, widząc, że jej koleżanka tak szybko nie dojdzie do sedna sprawy, sama musiała wkroczyć do akcji.
— Dzień dobry.
— Dzień dobry, kim pani jest?
— Nazywam się Betti i jestem koleżanką pana córki.
— Aha.
— Słyszałam, że jest pan właścicielem drukarni?
— Zgadza się. W czym mogę pomóc?
—Chciałabym zamówić trzydzieści sztuk ulotek, a także po trzydzieści wizytówek i plakatów.
— Zanotowałem.
— Świetnie.
— Mam takie pytanie: jaki ma tam być napis na tych ulotkach, plakatach i wizytówkach?
— Już mówię. Napis ma być o takiej treści: „Serdecznie zapraszamy na konkurs lambady.”
— Zanotowałem.
— Świetnie. A kiedy będą one gotowe?
— Postaram się to zrobić jak najszybciej, ale nie obiecuję, ponieważ mamy dużo innych zamówień.
No nic nie pozostaje mi nic innego, jak cierpliwie czekać.
Po tych słowach Betti się rozłączyła i oddała telefon Irminie.
— Dziękuję.
— To ja będę, już uciekać, bo mam coś jeszcze do załatwienia.
— Szkoda, że nie zostaniesz na kolacji.
— Nie mogę.
Irmina odprowadziła siostrę Tomka do drzwi, a po wyjściu Betti zamknęła je za nią i wróciła do sypialni.
Usiadła przy biurku, wysunęła szufladę i wyjęła z niej kartkę papieru oraz przybory do rysowania. Następnie zaczęła szkicować stroje dla uczestników konkursu. Gdy miała już wszystko gotowe, włożyła rysunki do zielonej teczki.
Następnie chwyciła komórkę i zadzwoniła do swojej mamy, która miała na imię Basia.
— Halo?
— Cześć, mamo.
— Cześć córeczko, czy stało się coś?
— Nie, mamuś, wszystko jest w porządku.
— To kamień z serca, bo wcale się do nas nie odzywasz.
— Przepraszam, w klubie, gdzie pracuję jako tancerka mam tyle roboty, że nie wiem, w co włożyć ręce. A teraz jeszcze zachciało mi się zorganizować konkurs lambady.
— Twój ojciec coś mi wspominał.
— No właśnie, czy mogłabyś teraz do mnie i Tomka wpaść?
— Jasne, a jaki to adres?
— Podam ci w SMS-ie.
— Okej, pa.
— Pa.
Irmina po zakończeniu rozmowy z matką wysłała jej adres w SMS-ie.
Następnie opuściła mieszkanie, schodami zeszła na dół do piwnicy i ciemnym korytarzem ruszyła w stronę sali, w której Tomasz prowadził lekcje.
Zatrzymała się przed drzwiami, przystawiła do nich ucho, ale panowała głucha cisza. Z bijącym sercem nacisnęła klamkę i weszła, ale sala była pusta.
„Gdzie on się podział.”
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania