Szkoła tańca cz 4
— Tomek! Tomasz! Gdzie jesteś? Przestań się chować, bo to wcale nie jest śmieszne! Masz natychmiast wyjść, słyszysz! Wychodź!
Kobieta rozejrzała się, ale niczego podejrzanego nie zauważyła. Okna były zamknięte, a drzwi nie nosiły śladów włamania. Podeszła do schowka, który znajdował się przy drzwiach wejściowych, po czym go uchyliła. Ze środka wypadła kompletnie naga uczennica. Irmina ostrożnie dziewczynie odkleiła taśmę z ust.
— Auć.
— Przepraszam, nie miało boleć, ale sama rozumiesz. To jest taśma, a nie materiał.
Następnie uwolniła jej ręce i nogi, po czym pomogła jej wstać z ziemi i posadziła ją na krześle
— Emilka, opowiedz mi wszystko, co pamiętasz, na spokojnie — poprosiła Irmina.
— Postaram się, a więc tak ,na salę weszłam jako jedna z pierwszych.
— Czy mój chłopak, Tomasz, był obecny na niej?
— Tak.
— Co robił?
— Stał przy oknie i z kimś rozmawiał przez telefon. Nie jestem sobie pewna, ale chyba był to mężczyzna o imieniu Arek.
Irmina, gdy usłyszała to imię, aż przeszły ciarki, bo doskonale znała jego właściciela.
Dziewczyna nagle przerwała swoją opowieść, ukryła twarz w dłoniach i się rozpłakała. Kobieta odwiozła Emilię do domu, żeby mieć pewność, że ta bezpiecznie dotrze do swojego mieszkania. Odprowadziła ją pod same drzwi, a na pożegnanie przypomniała o konkursie.
— Dobrze będę pamiętała.
Dziewczyna weszła do mieszkania i zamknęła drzwi.
Irmina po opuszczeniu bloku parkingiem skąpanym w mroku ruszyła w stronę auta.
Trzęsącymi się palcami napisała SMS-a o takiej treści:
„Maurycy, Tomek został porwany.”
Taką samą wiadomość wysłała również do Betti, siostry Tomasza, oraz do swojej mamy.
Po dotarciu do samochodu pośpiesznie z kieszeni wyciągnęła kluczyki i otworzyła drzwi. Niestety nie zdążyła wsiąść, bo nagle zrobiło jej się ciemno przed oczami i zemdlała.
Ocknęła się w ciemnym pomieszczeniu bez okien. Chciała wstać, ale nie mogła się ruszyć. W końcu udało jej się usiąść, opierając plecami o ścianę.
„Muszę się stąd wydostać i odnaleźć Tomasza.”
O kawałek metalu, który wystawał ze ściany, rozcięła taśmę krępującą jej ręce. Po uwolnieniu dłoni kawałkiem szkła przecięła taśmę na nogach.
Opierając się o ścianę, wstała. W dłoni trzymała odłamek szkła. Nagle otworzyły się drzwi i do środka wszedł wysoki mężczyzna z tatuażem w kształcie serca na lewym ramieniu.
Irmina doskonale znała ten tatuaż. Osiłek podszedł do dziewczyny i dłonią przesunął po jej twarzy, ale ta się cofnęła.
— Witaj, Irminko, nic się nie zmieniłaś, nadal jesteś piękna.
— Daruj sobie, Arek! To już na mnie nie działa! Gdzie jest Tomasz, co mu zrobiłeś?
— Gdybyś została przy mnie, miałabyś wszystko, co byś tylko chciała i nie musiałabyś pracować w nocnym klubie ze striptizem jako tancerka! Ale ty wybrałaś tego pajaca Tomasza i życie w luksusie zmieniłaś na życie w biedzie.
— Zabraniam ci tak go nazywać!
— Bo co mi zrobisz?
Irmina jedną rękę, w której trzymała kawałek szkła, schowała za plecami. Arek podszedł do niej bardzo blisko, ponieważ chciał się trochę z nią zabawić, zanim zabije ją i jej kochasia. Kobieta gwałtownie wyciągnęła przed siebie rękę, zamachnęła się i przecięła mu policzek. Arek złapał się za zraniony policzek, a krew pociekła mu po palcach.
— Ty s..ko!
Kobieta wybiegła z celi i biegła przed siebie. W pewnym momencie trafiła do dużego pomieszczenia, które mogło być kiedyś halą produkcyjną lub jakimś magazynem. Na jego końcu zobaczyła nagiego Tomasza, który był przykuty ciężkimi kajdanami do ściany. Usta miał zaklejone taśmą klejącą, żeby nie krzyczał.
Przed nim stała szczupła kobieta w stroju kobiety-kota z pejczem w dłoni. Podniosła rękę do góry i zaczęła wymachiwać pejczem w powietrzu, raz w jedną, raz w drugą stronę. Końcówka pejcza rozcinała Tomaszowi skórę, z której sączyła się krew.
„Muszę ją jakoś od niego odciągnąć.”
Irmina podniosła z ziemi łom, który tak mocno ściskała, że aż palce jej pobielały. ,
Podbiegła do mężczyzny i łomem uderzyła tajemniczą kobietę w prawy nadgarstek. Ta jęknęła z bólu, upuściła pejcz i drugą dłonią złapała się za pierwszą
— Rozkuj go!
— Ani mi się śni, bo jeszcze nie skończyłam go torturować.
Kobieta-kot wzięła ze stołu sztylet i wbiła go mężczyźnie między żebra, po czym rozkuła mu ręce. Tomasz bezwładnie runął na podłogę. Irmina podbiegła do niego i uklękła przy nim. Jedną dłonią uciskała mu ranę, a drugą objęła go w pasie i pomogła wstać.
Powoli ruszyła z nim do wyjścia, ale Arek zastąpił jej drogę, a kobieta-kot do niego podeszła. Zdjęła markę, odsłaniając swoją twarz.
— Emilka ty też kobieta-kot?
— Tak.
— Ale przecież sama widziałam, jak wchodziłaś do mieszkania. Skąd się tutaj wzięłaś?
— Odczekałam trochę, a potem wyszłam za tobą i chloroformem, który dostałam od Areczka, uśpiłam cię. Następnie przywiozłam cię tu na tylnym siedzeniu samochodu i z jego pomocą zamknęłam cię w lochu.
— Więc to ty sama się rozebrałaś, zamknęłaś się w kantorku i związałaś sobie kostki oraz nadgarstki?
— Po co to wszystko zrobiłaś?
— Żebyś uwierzyła, że zostałam napadnięta.
— A jaką rolę w tej całej mistyfikacji miał odegrać Arek?
— Miał cię zabić, a Tomasza zranić, żeby się wykrwawił na śmierć. Zanim policja znalazłaby was w tym miejscu, my byśmy już byli w Arabii Saudyjskiej.
— Emilia, ale ty jesteś głupia! Ty naprawdę myślałaś, że Arek z tobą wyjedzie? On myśli tylko o sobie. Jeśli by wyjechał, to sam. Uważał, że jak jest nadmuchanym gangsterem wyjmującym pistoletem. To kobiety uważał za swoją własność i zmieniał je jak rękawiczki. Dziś jedna, jutro druga, a pojutrze inna. A jak jakaś mu się stawiała, to z zimną krwią ją zabijał.
— Kłamiesz! Arek taki nie jest!
— Skoro mi, siostrzyczko, nie wierzysz, to proszę bardzo droga wolna, ale jak cię z brzuchem porzuci, to nie przychodź do mnie z płaczem, bo ja cię ostrzegałam przed nim.
Nagle do środka wpadli antyterroryści w kominiarkach i karabinami wyciągniętymi przed siebie. Arek na ich widok rzucił się do ucieczki, ale jeden z antyterrorystów go postrzelił w nogę. Po chwili funkcjonariusze zakuli go w kajdanki i wyprowadzili z budynku. Następnie podeszli do Emilki, założyli jej kajdanki i również ją wyprowadzili.
— Nic pani nie jest?
— Nie, ale Tomasz jest ranny i musi czym prędzej trafić do szpitala.
Jeden z antyterrorystów przez krótkofalówkę wezwał ratowników medycznych. Po chwili weszli do środka z noszami i ostrożnie położyli na nich Tomasza. Po wyniesieniu go na zewnątrz i umieszczeniu w karetce zamknęli drzwi.
— Czy mogę jechać z wami?
— Nie możemy zabierać osób postronnych.
— Bardzo proszę.
— No dobrze.
Irmina wsiadła bocznym wejściem i usiadła na małym krzesełku.
— Proszę zapiąć pasy.
Kobieta wykonała polecenie sanitariusza. Karetka na sygnale odjechała, a ratownicy w środku prowizorycznie opatrzyli ranę.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania