Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

UGRYZIONA PRZEZ LAS: ROZDZIAŁ II

ROZDZIAŁ II

 

Neurotyczne podrygi mięśni, tłumione ocieplaną, mimo lekkości: kurtką, pozostały tak subtelnym odczuciem, iż nie odnalazła sposobności rozróżnienia ich, pośród łkania, wstrząsającego szlochem grozy, momentu: który spoczywszy denacim bezwładem na ramieniu, zamarł pozbawiony życia wzrok, tkwiony nieokreślonym punktem: kiedy głębokobłękitne tęczówki szklistego śmiercią, spojrzenia: zaszły mgłą, zdającą się zapadać od ich obwiedniej, w kierunku zanikających tym źrenic, jakby Zaświaty, postanowiły się zobrazować: nieświadomością zgonu, wiodącego martwe serce, po ziemskim padole... wśród żywych. Nie mogła dlatego wiedzieć, że skurcze mięśni twarzy, krzywią należące do niej za życia, usta: wyrazem przejawu odczuwania męki, zdającej się dotykać najbardziej czułych zakamarków umysłu: ciszą myśli, nakazującego mozoł uniesienia toczonej rozkładem dłoni: której niegdyś filharmonicznie zgrabne, obecnie: będąc powolnie olazłymi z tkanek, palce: delikatnością subtelności przygniwania, spoczęły na miękkości kruczoczarnych włosów, opadłych swobodnie na kark Nikoli...

 

Dając ponieść się momentowi przyjęcia do świadomości, bólu przeżyć ostatniego kwadransa, mimowolnie krzyknęła: odruchowo zrywając się do ucieczki, przed czym, powstrzymał ją jedynie bezwład masy, tulonych jej ramionami... zwłok: pozwalających sobie nieuwagą, na osunięcie się, aż w okolice przedramion, utrzymywane w pozycji siedzącej, delikatnością ciepłych życiem, dłoni. Dopiero wówczas... piskliwą jękliwością strachu, krzyknęła ponownie: na widok wpatrzonej w siebie, zmarłej: która, pomimo zaniku podtrzymania jednego z ostatnich aspektów życia codziennego w doczesności... nie opadła bezwładnością jego zaniku, powodując, że Nikola chciała przestać chcieć nieprzerwanie krzyczeć: jakby nakazywała to panika, malująca uroczo miłą twarz, najszczerszym z możliwych przejawów... przerażenia. Na widok szklistowzrocznego oblicza siniejącej bladości, tulonego nieładem blondu?.. Niestety także. A zdecydowanie o wiele bardziej przeszywało grozą, iż krwotok, płynący z pozbawionych oddechu nozdrzy, spływając ostygłą życiem delikatnością: niepostrzeżenie stanowił ogromną kałużę, wsiąkłą w dekolt bluzy: metaliczną wonią niedawnej utraty ciepła... na którą, dopiero obecnie zwróciła uwagę: wraz ze wzrokiem, utkwionym we własnej, nasiąkłej szkarłatem przyjaźni, kurtce...

 

Pomimo ciężaru plecaka, zerwała się wrzaskiem na równe nogi, podświadomie cofając krok, jakby mogło to stanowić ucieczkę od rozgrywającego się obecnie, koszmaru: zdającego się sprawiać nieprzeparte wrażenie... podjęcia mozołu trudu zmiany pozycji, będąc ku temu wiedzionym tylko sobie znaną siłą, której zamiary pozostały nieznanymi: nawet wówczas, gdy nie chcąc ich zaznać: zerwała się do ucieczki... Nawet nie po to, żeby ratować własne życie. A zasadniczo, aby uciec przed tym, co zechciało wykpić je... obliczem Kostuchy...

Następne części:  UGRYZIONA PRZEZ LAS: EPILOG

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania