Poprzednie częściWierna... kałuża cz. 1

Wierna... kałuża cz. 2

Wierna... kałuża

 

cz. 2

 

- Jak ty wyglądasz! - krzyczała dyrektorka, pani Wysocka, kobieta rzeczywiście wysoka, ale i gruba, o szerokim zadzie. - Jak można było doprowadzić rękawiczki do takiego stanu! Nie wyglądasz jak dziewczyna! Ba, nie zachowujesz się jak dziewczyna! Dobrze wychowana panienka nigdy

nie pozwoliłaby sobie tak ubrudzić rękawiczek! Czy masz coś na swoje usprawiedliwienie!?

Skruszona Kasia nie wiedziała, co powiedzieć, zważywszy że cały czas nie mogła oderwać wzroku od różowej apaszki widniejącej pod brodą pani Wysockiej..Jedwabna chusteczka bardzo ładnie komponowała się z szarym żakietem. Gdyby jeszcze trzydziestoparoletnia szefowa szkoły była odrobinę szczuplejsza....Teraz wystraszona Kasia stała przed nią w postawie najwyższej uległości, z opuszczonymi powiekami i ze spuszczoną głową. Najgorsze, że wcale nie czula się tak bardzo winna, jak powinna się czuć, i jak chciała tego pani dyrektor, więc milczała.

- No widzisz, nic mi nie umiesz odpowiedzieć, - kontynuowała barczysta okularnica - bo na twoje postępowanie nie ma usprawiedliwienia. Przecież nie po to wydawane są fundusze na wasze wychowanie i kształcenie, abyście chodzili brudni i zaniedbani. Co z ciebie bedzie za kobieta, jaka matka, jaki obywatel!? Naprawdę powinnaś się wstydzić!

Kasia dalej milczała. Dyrektorka niecierpliwie spojrzała na zegarek, machnęła niedbale ręką.

- No dobrze, idź już na lekce, ale żeby mi to było ostatni raz! - Pogroziła palcem na odchodnym.

- Przepraszam - mruknęła Kasia, i nie podnosząc głowy, nie patrząc na panią dyrektor, odeszła jak niepyszna.

A pani Wysocka dalej stała w drzwiach szkoły i sprawdzała stan ubrania

i obuwia wchodzących.

Gdy już dziewczyna powiesiła swoje ubrania w szatni, skierowała się ku schodom prowadzącym na piętro. Napotkała na nich Danusię, niską, drobną blondyneczkę o pucułowatej twarzy. Dziewczynka jak zawsze była uczesana w dwa, krótkie warkoczyki. Od razu rzucała się w oczy gorsza jakość jej szkolnego fartuszka, ale Kasi to ani trochę nie przeszkadzało. Wyglądało na to, że Danusia czekala tu na nią od dłuższego czasu.

- Danusiu! - krzyknęła Kasia. - Naprawdę specjalnie czekałaś tu na mnie?! Dziękuję!

Danusia uśmiechnęła się szeroko.

- Tak, bo tak cię ciągle jeszcze nie było. Ale teraz chodź szybko, naprawdę jest już bardzo późno.

Gdy podbiegały do swojej sali, drzwi już się prawie zamykały. Wpadły do środka jako ostatnie. W klasie dziś nikogo nie brakowało, ani jednego chłopaka i ani jednej dziewczyny. Wszyscy już siedzieli dwójkami w swoich ławkach i Kasia z Danusią, zawstydzone, że robią szaszor, usadowiły się w swojej ostatniej ławce.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • LittleDiana wczoraj o 15:50
    Bardzo mi szkoda, że Pani Wysocka potraktowała Kasię.
    Ciekawi mnie jedno... czy akcja dzieje się w PRLu?
  • Agat 25 wczoraj o 16:05
    No akurat w PRLu nie, ale trop jest słuszny.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania