Wyspa Nawiedzona I

Gdy zza mgły zaczął wyłaniać się zarys wysepki, poczułem dreszcze na skórze. Warkot silnika zagłuszał nieuporządkowany wodospad myśli w mojej głowie, a nieznośny zapach spalin wywoływał mdłości. Blade światło reflektorów bezskutecznie próbowało przeciąć gęste kurtyny ciemności. Jeszcze to kołysanie… Pomyśleć, że urodziłem się na statku, gdzieś w najdalszych zakamarkach Pacyfiku…

– Jak tam, Kaczuszko? – Spiczasty łokieć niemal wbił się w moje ramię. I znowu to poniżające przezwisko. „Kaczucha”. Jego geneza jest równie beznadziejna jak ono samo. Pewnego dnia prawie utopiłem się w jeziorze. Pech chciał, że tego właśnie dnia założyłem żółtą koszulkę z napisem „#KING”. Później wszyscy mieli ze mnie niezłe pośmiewisko. Cóż, zawsze byłem gorszy.

– Jest OK – odparłem niezgrabnie.

– Nie bój nic, Kaczucha! Kiedy zobaczysz skarb, od razu nabierzesz odwagi.

Krzywe deski pokładu zaskrzypiały, gdy Viking skierował swe kroki ku schodom. Po chwili badał nasze twarze z dachu kabiny. Łatwo było dostrzec błyszczące w mroku oczy i bliznę na lewym policzku. Długie blond włosy zatańczyły pod wpływem wiatru. Potężna postura ponad dwumetrowego mężczyzny przytłaczała nas, dając członkom załogi jasno do zrozumienia, kto tu dowodzi. Przez dłuższą chwilę Viking spoglądał na nas bez słowa. Dopiero po pewnym czasie rozległ się jego głos. Ponury, nieprzyjemny jak papier ścierny.

– Zbliżamy się do wyspy. Oczekuję od was dyscypliny i podporządkowania. Każde inne zachowanie uznam za obrazę. – Odwrócił się i dodał: – A jeśli ktoś mnie obraża, nie kończy najlepiej.

Ostatnie słowa dowódcy zabrzmiały groźniej niż cokolwiek innego. Wtenczas pożałowałem, że dołączyłem do tej głupiej bandy. Niepotrzebnie dałem się wciągnąć w tę sprawę.

– Coś taki blady? – zapytał Jonas. Patrzył na mnie jak na największą porażkę tego świata. – Kaczucha, jeżeli…

Nie wytrzymałem. Z wściekłością złapałem za poły jego kurtki i wysyczałem:

– Ostatni raz się do mnie tak odezwałeś.

Co prawda, Jonas bardziej wyglądał na zaskoczonego niż przestraszonego, ale od tamtej pory jakby zapomniał słowa „Kaczucha”.

Chwilę później stary rybacki kuter dobił do brzegu Wyspy Nawiedzonej. Pierwszą osobą, która wstąpiła na ląd był Viking. Zaraz potem dołączyli do niego Pirat, Jo, Martin, a na końcu ja oraz Jonas.

Cała zgraja z pewnością nie wzbudzała zaufania. Raczej omijano ich szerokim łukiem, co jeszcze bardziej wzmagało moje wyrzuty sumienia. Nie jestem taki jak oni, a mimo wszystko postanowiłem dobrowolnie dołączyć do załogi Vikinga. Trudno powiedzieć, co popchnęło mnie do takiej głupoty. Może chciałem w końcu pokazać, że ze mną również należy się liczyć? Sprawić, żeby wszyscy ci, którzy mnie poniżali, drżeli na słowo „Kaczucha”? Co za banał…

Wziąłem latarkę do ręki i ruszyłem za grupą. Ledwo wkroczyłem w gęsty las, a wystające gałęzie zdążyły pozostawić na mojej skórze kilka draśnięć. Kolejne metry przebywaliśmy w milczeniu. Ciszę zakłócały jedynie odgłosy naszych kroków. Wokół panowała tak posępna atmosfera, że wolałem potrzeć na sznurówki swoich adidasów, aniżeli podziwiać roztaczające się zewsząd posępne widoki.

Legenda o Wyspie Nawiedzonej chyba na dobre zakorzeniła się w moim umyśle. Nie łatwo było przemierzać ten las ze świadomością, że doszło w nim jakiś czas temu do tragedii. Według legendy wyspę kupił niegdyś bogaty Szwed, który przeprowadził się tutaj z całą rodziną. Nie wiadomo, dlaczego tak bardzo odciął się od świata. Od brzegów Norwegii dzieliła tę posiadłość odległość kilku kilometrów. On jednak zapewniał, że doskonale to rozumie i nie ma żadnych przeciwwskazań. Pozostali członkowie rodziny również podzielali jego opinię, choć wielu przyjaciół Agnes, córki Szweda, twierdziło, że dziewczyna nie chciała opuszczać Uppsali. Podobno zamożny kupiec regularnie odwiedzał swoich partnerów biznesowych w różnych częściach Szwecji. Przez rok nikt nie zauważył w jego zachowaniu różnicy, a nawet często wskazywano na dobry humor mężczyzny. Dopiero później dostrzeżono, że coś się dzieje. Wizyty Szweda stały się coraz rzadsze, aż w końcu zupełnie zaniedbał interesy. Nie odbierał telefonów, podobnie jak żona i dzieci. Ktoś zainteresował się tą sprawą i postanowił przybyć na wyspę. Miał szczęście, że wrócił. Po wizycie w domu kupca popadł w głęboką depresję. Po pewnym czasie powiedział, że cała posiadłość zamieniła się w ruinę. Nie to było jednak najgorsze. Podobno spotkał tam ducha szwedzkiego kupca. Od tamtej pory wyspę nazwano nawiedzoną i nikt nie zmierzał jej odwiedzać, mimo że w jego domui, według wierzeń, znajdowały się liczne skarby. Właśnie one były naszym celem.

Do ogromnej rezydencji dotarliśmy pół godziny później. Sprawiała wrażenie, jakby miała zaraz runąć.

– Przeciąć łańcuch – zarządził Viking.

Jo podszedł z metalowymi nożycami do sczerniałego łańcucha. Ledwo jednak ujął go między ostrza, a żelastwo upadło z łoskotem na ziemię. Brama sama się uchyliła.

Rzuciłem Jonasowi znaczące spojrzenie. Ten jednak wzruszył ramionami i poszedł za resztą grupy. Cały pomysł podobał mi się coraz mniej.

Do głównego wejścia rezydencji wiódł blisko dwustumetrowy popękany chodnik, otoczony z obu stron wybujałymi zaroślami dawnego ogrodu.

Gdy dotarliśmy do drzwi, Viking spojrzał na nas i rzekł:

– Plan jest prosty. Wchodzimy, bierzemy to, po co tu przybyliśmy i spadamy. Szybka robota, łatwy zysk.

– Przecież wiemy, jak działać. Robimy to nie pierwszy raz – odparł Martin.

– Bardziej mówiłem do naszych żółtodziobów. – Przeszył wzrokiem mnie i Jonasa. – Bez żadnych sztuczek, dzieciaki. Łupem podzielimy się później.

Pirat, ten gruby z długą czarną brodą, jednym kopniakiem wyważył drzwi. Po chwili wszyscy byliśmy w środku. W powietrzu unosił się kurz i charakterystyczny zapach starości. Przez wybite okna wdzierało się do środka blade światło księżyca.

Zamiast działać, wszyscy znieruchomieliśmy, rozglądając się z niepewnością.

– Co jest? Do roboty! Nie mamy całej nocy – krzyknął Viking.

Wtenczas w pomieszczeniu zrobiło się całkowicie ciemno, jakby ktoś wyłączył światło. Ułamek sekundy później dało się słyszeć mrożący krew w żyłach kobiecy krzyk. W jednej chwili uwierzyłem w legendy.

Zapraszam na moją stronę:

https://kakarottoopowiadan.wixsite.com/kakarotto

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 8

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (25)

  • Emi Ayo 19.03.2017
    Trochę nie moje klimaty, ale opowiadanie napisane dobrze :) Myślę, że mogę dać 5 , bo żadnych błędów nie zauważyłam.
  • Kakarotto 19.03.2017
    Dzuękuję! :D
  • Emi Ayo 19.03.2017
    Kakarotto Plus widziałam, że lubisz pisać, więc napisałam do ciebie maila ;)
  • Kakarotto 19.03.2017
    Emi Ayo, OK, zaraz zerknę :)
  • fanthomas 19.03.2017
    Za to moje klimaty. Za bardzo dobry kawałek horroru 5
  • Kakarotto 19.03.2017
    Dzięki, jeśli Ci się podobało zapraszam za tydzień na następną część ;)
  • fanthomas 19.03.2017
    Kakarotto Na pewno zerknę. Też zapraszam ;)
  • Taka sobie Pati 19.03.2017
    Zajebiste!
  • Kakarotto 19.03.2017
    Dzięki! :D
  • Anonim 19.03.2017
    jeszcze nie czytałam, ale to pewnie ie jest cd Latarnika, szkoda.
  • Kakarotto 19.03.2017
    Nie, ale powinien być równie dobry :)
  • motomrówka 19.03.2017
    No, właśnie, co z latarnikiem? Skończyłeś tamto w momencie, gdy powinno sìę tak naprawdę rozpocząć? Ale to też zaczyna się nieźle i chętnie zerknę na ciąg dalszy. Nie ustrzegłeś się jednak kilku wpadek, które wytknę ci niezwłocznie, to znaczy, jak tylko siądę do kompa. Ale 5 dam ci juź teraz:)
  • Kakarotto 19.03.2017
    motomrówka, o rany, chyba powinienem kontynuować tego Latarnika... :D Dziękuję za ocenę i czekam niecierpliwie na wpadki! :D
  • motomrówka 19.03.2017
    Kakarotto, nie jest ich dużo, ale
    urodziłem się na statku, gdzieś w czeluściach Pacyfiku… - sugeruje to trochę, że urodziłeś się pod wodą, w czeluściach, chyba że o to chodziło?
    ¬¬Kaczucha, jeżeli… – Nie wytrzymałem. Z wściekłością... - pomijam ten dziwny symbol przed Kaczuchą, ale nie powinno go tam być. zapisując to w ten sposób sugerujesz, że to "Nie wytrzymałem" odnosi się cały czas do niejakiego Jonesa, ale nie wytrzymał narrator, więc powinno to być zapisane od akapitu, oczywiście bez pauzy na początku.
    Nie odbierał telefonów, podobnie jak żona i dzieci. Ktoś zainteresował się tą sprawą, dlatego postanowił przybyć na wyspę. - zapisane w ten sposób sugeruje, że na wyspę postanowił przybyć ten, który nie odbierał telefonów. Lepiej byłoby - Ktoś zainteresował się tą sprawą i postanowił przybyć na wyspę, warto byłoby też nadmienić, kto to był, choćby skrótowo, chyba że celowo nie ujawniasz kim ten ktoś był.
    Używasz też wyrażenia wtenczas, które jest kolokwializmem, jeśli nie regionalizmem, ale w takiej narracji, czyli pierwszoosobowej, kiedy narrator jest jednocześnie bohaterem, jest to dopuszczalne. To tyle, na szybko. Nadal jestem pod wrażeniem twoich umiejętności pisania.
  • Kakarotto 19.03.2017
    motomrówka, bardzo dziękuję za te uwagi - już poprawiam :D Jeżeli chodzi o ten dziwny znak, niestety nie wiem, dlaczego się pojawia :( Zaraz go jednak usunę. Co do tych czeluści... długo się nad tym słowem zastanawiałem i ostatecznie je zostawiłem, choć faktycznie nie brzmi najlepiej. Jescze raz dziękuję za komentarz.
  • pasja 19.03.2017
    No bardzo ciekawy tekst. Wprowadzasz czytelnika w mroczny klimat Nawiedzonej wyspy. Opisy, nazwy i zakonczenie pobudza ciekawość. Fajnie że wpadłam tutaj na wyspe. Pozdrawiam serdecznie. Będę nadrabiać. 5.
  • Kakarotto 19.03.2017
    Dziękuję i również pozdrawiam :)
  • detektyw prawdy 20.03.2017
    Jak zwykle mega opowiadanie, uwielbiam takie klimaty. 5
  • Kakarotto 20.03.2017
    Dziękuję, fajnie że tak podobają Ci się moje opowiadania :D
  • Yonadellarose 30.03.2017
    To coś innego niż czytam, ale muszę przyznać że jest dobre. Już sam tytuł ,,Wyspa Nawiedzona'' zachęca :D Daję 5
  • Kakarotto 31.03.2017
    Dziękuję ;)
  • Tanaris 31.03.2017
    Mroczny, tajemniczy klimat, liczę na przygodę, 5 :D
  • Kakarotto 31.03.2017
    Tanaris, przygoda gwarantowana :D
  • Szalokapel 16.04.2017
    Bardzo ciekawie, Kakarotto. Wybacz, że tak późno Cię odwiedzam. Dzisiaj wpadłam tylko na jedną część - padam na twarz.
    Opisy nieziemskie! Zobaczymy, co wymyśliłeś. 5.
  • Kakarotto 17.04.2017
    Szalo, aż tak? :D Dziękuję za odwiedziny, miło że wpadłaś.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania